Po ciężkiej bitwie stoczonej przy Adventures
of Alex przyszła kolej na następne opowiadanie. Dziś dane będzie nam
przyjrzeć się Love and Adventures. (Następne
Edwenczersy! Nie mogę się doczekać!) Na
swej drodze napotkamy krewniaka ślimaków — KurtlimoCrofta — naprzykrzające się i zdziczałe apostrofy oraz
niezdecydowaną w wyzywaniu kobietę obyczajów lekkich. W zaledwie dwa dni
odwiedzimy Czechy, Francję i Peru, gdzie najemnicy Gundersona rozkoszują się grą
w Need for speed. Będziemy także świadkami przedstawionych w zupełnie nowym świetle wydarzeń ze Smoleńska.
Love and Adventures
By Gloomy Angel - „Vanish”
09.05.2007-25.05.2011
Analizują: Alex, Lilka11
Rozdział 1
Kurtis żyje!
Naszą przygodę rozpoczyna tytułem wstępu
znany wam wcześniej Narrator Spoilerujący! Powitajcie go gromkimi brawami!
No dobra, pierwsza część przed Wami :D
Łiii!
Sorka, że tak długo, ale wcięło mi gdzieś
zeszyt z tym opowiadaniem. Nie znalazłam go, ale na szczęście pamiętam, co
napisałam. Moje opowiadanie to kontynuacja „Angel of Darkness”.
Lara obolała podniosła się z ziemi. Zabiła
Karela, zabiła Nephilim. Postanowiła wrócić na arenę walki Kurtisa i Boaz. Na
miejscu zastała tylko kałużę krwi, a w niej Chirugai. Podniosła je, a ono
wyciągnęło ostrza i zwróciło się w stronę wyjścia.
Dobrze, że wyciągnęło ostrza, a nie kopyta.
Oryginalny początek, nie ma co.
Weszła w ciemny korytarz i zauważyła
świeże ślady krwi prowadzące przez jedyną drogę. Dziewczyna cicho szła po
śladach.
To coś jak ta gra w stylu „nie nadepnij
na linie, bo przegrasz”.
Podłoga to lawa.
Z każdym krokiem krwi było coraz więcej.
Nagle za rogiem usłyszała kroki… Takie, jakie wydaje ktoś, kto jest ciężko
ranny… Lara skręciła za róg i zobaczyła…
-Kurtis!- krzyknęła.
Bo przecież tytuł świadczył
zupełnie o czymś innym...
Liczyłam na to, że Proto przeżył i szamie padlinę.
Chłopak odwrócił się. Miał głęboką ranę w
okolicach brzucha, z której sączyła się krew.
Po tym, jak wyglądała uwalona krwią
podłoga, facet powinien być blady jak ściana i, leżakując w pozycji
embrionalnej, cieszyć się, że jeszcze nie wykitował.
Kurtis czeka, zawsze czeka ze swoją
śmiercią, aby powiedzieć swoje ostanie słowa.
I w 90% przypadków faktycznie ginie!
-Lara?-spytał ze zdumieniem-Co tu robisz?
Zabiłaś Eckhardt’a?
Karel’a, Gunderson’a?
-Tak… Boaz tak cię urządziła?
Boaz wpadła mu w oko, ale nie mogli dogadać
się w łóżku.
— No co ty! Sam sobie wywierciłem te
dziursko o wielkości brzoskwini!
-No…-nagle wzrok Kurtisa zwrócił się na
coś za dziewczyną. Lara odwróciła się i zobaczyła Gundersona, który… po chwili
nie żył, bo zastrzelił go KurtlimoCroft odwróciła się w jego stronę i
uśmiechnęła się z wdzięcznością.
KurtlimoCroft był wdzięcznym obojniakiem,
przez co autorce ciężko było zdecydować, w jakiej formie się o nim wypowiadać.
Trent również się słabo uśmiechnął i…
zemdlał. Lara podbiegła do niego, opatrzyła mu ranę i zaczęła ciągnąć w stronę
wyjścia, co zresztą łatwe nie było.
KurtlimoCroft nie chciał jej pomóc.
Był zbyt śliski i jego odwłok
wyślizgiwał jej się z dłoni.
Po chwili byli na dworze, a Croft
przypomniała sobie o samochodzie, którym przybyła do Pragi. Władowała Kurtisa
na tylne siedzenie (o dziwo się zmieścił), a jego motor do bagażnika (o dziwo
się zmieścił).
Ja już widzę, jak ona tego harleya podniosła i władowała do baga. No bankowo.
Ja już widzę, jak ona tego harleya podniosła i władowała do baga. No bankowo.
Rozdział 2
Nephilim
Kurtis obudził się i rozejrzał po
pomieszczeniu. Zauważył przy okazji, że ma na sobie bandaż. Na stoliku bok
łóżka leżały jego bronie i… jakiś zeszyt?? Wziął go i przerzucił kilka stron.
Dziura wielkości brzoskwini pozwalała mu
na wszystko bez ograniczeń, a ból w ogóle zapomniał o pojawieniu się, gdy tylko
wizja o tru lof przybyła do opka w rytmie marszu Mendelsona.
Bardziej mnie zastanawia, jak bok łóżka
znalazł się na stoliku.
Zatrzymał się na jednej z nich, gdzie było
napisane:
Po jej wypadku w Egipcie w ogóle nie mogę
skontaktować się z Larą. Musi mi się udać, inaczej Eckhardt mnie zabije.
Gdyby w dzienniku Werner łaskawie
zapisał imię Eckhardta, Croft nie musiałaby łazić po paryskim getcie,
mamrocząc do każdego: „Do you know Louis Bouchardt?”.
Swój notatnik dałem Margot Carvier, gdy
Lara się z nią spotka, otrzyma go. Zapisałem w nim wszystkie szczegóły dot.
Nephilim, ale zapomniałem o jednym:
Dalej znajdowało się pismo w jakimś
starożytnym języku, którego Kurtis nie rozumiał.
Zamknął „pamiętnik” i spostrzegł, że z
tyłu okładki jest napisane:
Właśność Wernera Von Croy’a
Tak w skrócie: Werner przyznaje w
dzienniku, że oddał go właśnie Margot, po czym dopisuje w nim na odległość, że
o czymś zapomniał i dorzuca w gratisie rycinę.
Czyli jest w mieszkaniu tego dziadka.
Kurtis wyszedł z pokoju i zszedł po schodach. Od razu zauważył śpiącą na
kanapie Larę. Starał się cicho zejść, ale jeden stopień głośno zaskrzypiał.
Dziewczyna natychmiast poderwała się i wyciągnęła Berett’y, celując w Kurta’y.
-Śmiało, strzelaj-mruknął chłopak.
-Wypchaj się-odparła Lara chowając
pistolety.
-Larka… znalazłem coś.
Kurtis wyjął zeszyt i pokazał dziewczynie
tajemnicze pismo.
-Znasz ten język??
-To hebrajski. Skąd masz ten zeszyt??
-Był na górze. To pamiętnik tego twojego
mentora. Przeczytaj.
Lara szybko przeczytała, także notatkę po
hebrajsku, i zrobiła wielkie oczy.
O takie: O.O.
W sumie dopiero teraz zrozumiałam sens
poprzednich zdań. Ten dziennik nie był TYM dziennikiem Croya. Tylko jakimś
innym dziennikiem Croya, którego Lara nie zauważyła wcześniej, przeszukując
mieszkanie denata jeszcze w czasie gry. Już rozumiem!
To nadal nie tłumaczy tego, że oddał go
Margot.
Były dwa
dzienniki. Jeden Croy oddał Margot, a potem sobie przypomniał, że czegoś w nim
nie dopisał i zostawił drugi u siebie. I zamiast dać go Larze przed śmiercią,
to położył go na boku łóżka na stoliku, a ten posłusznie czekał tam na Kurtisa.
-No i co??-zapytał zniecierpliwiony
chłopak.
-Werner pisze obecnie,
że Eckhardt wyjawił mu, że w Peru przebywają śpiące Nephilim, które obudzi
potomek Karela.
-Super. I my mamy się tym zająć??
-No, a co ty myślałeś?? Jedziemy do Peru.
Kiedy tak wspomina o tym potomku Karela, w
mojej głowie rodzą się myśli, czy to nie będzie także potomek Lary. W końcu…
Miłość i Przygody.
Rozdział 3
Tajemniczy głos
Kurtis stał i wciąż wpatrywał się w
tajemnicze słowa. Coś mu świtało w głowie…
-Lara! Może warto by było przeszukać to co
pozostało z laboratorium Eckhardt’a??
-Jeśli cokolwiek pozostało… Chodźmy.
A jeśli nic nie pozostało — zostańmy tu,
gdzie jesteśmy. Aby się przekonać, ciągnijmy naboje.
Kurtis i Lara wyszli z mieszkania Von
Croy’a.
-Wiesz Kurt, na piechotę to zajmie nam
kilka godzin drogi…
Z Paryża do Pragi na piechotę w kilka
godzin? Odważne wyzwanie.
-Co proponujesz??
-Taksówkę. Samochód, którym cię tu
przywiozłam, ma jest w... eee... niedyspozycji, a twoim motorem to nie bardzo.
Gdy byli już w Strahov’ie, a wcześniej w Paryż’u,
zaczęli szukać pozostałości po laboratorium. Znaleźli. Ta „pozostałość” była tylko
kupą gruzów i wielką dziurą w ziemi. Istny obraz nędzy i rozpaczy.
Jakoś Lara nie zwróciła na to uwagi
wcześniej, gdy stąd wyjeżdżała.
Kawałki Kurta wystające przez okno smarta zasłaniały jej widok.
-O, super, tego nie miałem na
myśli-powiedział wkurzony Kurtis.
Lara nie odpowiedziała, tylko… wskoczyła
do dziury.
-Ej, Trent, rusz się, jest przejście do Krainy Czarów!
Facet zeskoczył. Pod ziemią było równie efetkownie
co na górze.
Od teraz nie będę już mówić rozpieprzony,
ale efetkowny...
Dziewczyna była trochę dalej od Kurta. Po
chwili usłyszał jej wrzask.
... i zapamiętam, że trochę dalej oznacza
daleko na tyle, by stracić kogoś z oczu.
Szybko przyleciał i stanął przerażony,
widząc, co zbliżało się do Lary.
Kurtis królik, Kurtis ptak. Jakie wcielenie
będzie następne?
Eksperymentalny jad Boaz działa z
opóźnieniem.
Wyglądało to jak przerośnięty nietoperz.
To był Thorsus, jeden z mutantów.
-Skąd to cholerstwo się wzięło??
Nagle rozległ się syk. Ale jaki. Ziemia
pod stopami Lary i Kurta się zatrzęsła, a nietoperz zwiał. Po chwili wszystko
uciekło.
I nastały rządy Kononowicza.
Kraina Czarów zamieniła się w hogwarcką
Komnatę Tajemnic, a syk należał do Bazyliszka.
-Co to było??-spytał chłopak.
-Nie wiem, ale nic dobrego-odpowiedziała
dziewczyna, zapalając flarę i wchodząc w ciemność. Kurtis szedł za nią. Lara
nagle stanęła.
-Co??
-Słyszysz to??
-Co?? Nic nie słyszę.
-To zamknij się i stań tu gdzie ja, bo te pół metra ma kolosalne znaczenie dla słuchu.
Trent posłuchał i usłyszał głos.
Tajemniczy, dobiegający z oddali…
...zza grobu...
— KURTIS! OBIAD!
Rozdział 4
Sharon Karel
Lara spojrzała porozumiewawczo na Kurtisa.
Zaczęli powoli zbliżać się do miejsca, skąd pochodził głos… Gdy byli dość
blisko, usłyszeli, że to głos kobiety…
...chociaż wcześniej przypominał
wężomowę.
A więc zgadłam, że to matka zawołała Kurta
na obiad.
-Szybciej! Musicie znaleźć te dokumenty,
zanim wyruszymy do Peru!-krzyczała.
Kurtis i Lara po chwili zobaczyli cały
obraz sytuacji:
Kilkoro mężczyzn z Cabal (bo spolszczona Kabała nie brzmi już tak
fajnie) przeszukiwało zdemolowane szafki. Obok
stał Gunderson (!) i kobieta, która krzyczała.
-Uspokój się, Sharon-mówił Marten-zdążymy.
-Wątpię. Przebudzenie śpiących Nephilimów
musi się odbyć za tydzień, i ja, Sharon Karel, córka Joachima tego dokonam!!
Wątpię, ale dokonam! Tylko najpierw
wyręczę Narratora i przedstawię się sama.
To całkiem miłe z jej strony.
-USPOKÓJ SIĘ!! Najpierw musimy się pozbyć
Croft i Trenta!
-MY?? To TY się tym zajmiesz, ja muszę
lecieć do Peru! I każ swoim ludziom się pospieszyć!
I Narratorowi Opisującemu też, bo
wymiguje się od roboty!
W sumie, to skąd oni wiedzą, że Trent i
Croft żyją? Co do Croft można się domyślić, ale Trent trafiony przez Boaz?
-Mr. Gunderson-powiedział jeden ze
strażników Cabal-nic nie zostało.
-Trudno, poradzę sobie, nie darmo jestem
Nephil… Aaaaaa!!-wrzasnęła nagle miss Karel.
Na jednej z konstrukcji siedziała
dziewczyna w kapturze:
-Zamknij się Sharon, bo tapeta zmyje ci
się z twarzy-powiedziała.
-Na co czekacie?? ZABIĆ JĄ!!
W tym wypadku podwójnie nie znaczy
lepiej. To nie Twix.
To dla tych, którzy znaków nie wstawiają
wcale.
-krzyknęła Sharon do ludzi Martena. Ci
wycelowali w nią broń.
Niewdzięczni buntownicy!
-Dupki-mruknęła dziewczyna i lekko
machnęła ręką.Przejęła kontrolę nad strażnikami i zabiła Gundersona. Sharon
jednak zwiała.
Nie dziwne, jeżeli jej prywatni
najemnicy zaczęli do niej mierzyć.
Po chwili tajemniczej dziewczyny również
nie było. Kurtis i Lara weszli do pomieszczenia. Trent patrzył na miejsce, na
którym była dziewczyna.
-To nie mogła być ona… a jednak ten głos…
ta moc… Nie. To niemożliwe….-myślał.
-Jak myślisz, jakich dokumentów
szukali??-spytała Croft.
-Nie wiem. Jedźmy do Peru, zanim panna
Karel tam dotrze.-odpowiedział Kurtis.
Rozdział 5
Rozstanie
-Kurtis!-krzyknęła Lara.
-Co??
-Jajco! Zachowujesz się, jakbyś zobaczył
ducha!
- No, i co??!
-Chujów sto! Nie będę pracować z kimś, kto
zachowuje się jak debil!
Ach, ta nostalgia. Jeden z moich
ulubionych cytatów Larki w całym opku. :)
Peru, starożytna, podziemna świątynia.
-To wiecie już, jak mogę przywrócić śpiące
Nephilim do życia??-spytała niecierpliwie Sharon.
Jak ona się teleportowała w tak krótkim
czasie z Czech do Ameryki Południowej?!
Przecież jest Nephilim, rozwinęła skrzydełka
i z prędkością warp
najechała na Peru.
-Jeszcze nie, miss Karel, jeszcze nad tym
pracujemy. Gdybyśmy mieli te dokumenty…
-Ale ich nie mamy! Wszystko zostało
zniszczone! Jeszcze w dodatku pojawi...wi…
wi… ła… ła się ta… ta…-Karel nie mogła dokończyć
zdania z wściekłości.
Update dla polonistów: Literki tworzą
wyrazy, wyrazy wściekłości, wściekłości zdania, a wypowiadanie tychże zdań
skutkuje jąkaniem.
Lara szła w swoją stronę, wściekła na
Kurtisa.
Nic nie mówiła, bo bała się efektu
jąkania.
Po chwili usłyszała dwa kobiece głosy
dochodzące z ciemnego zaułka. Wynikało z nich, że jeden należy do młodej,
spokojnej kobiety, a drugi do trochę starszej, zaniepokojonej.
Przecież w głosie różnicę lat kilku
słyszy się na starcie.
Przecież to Lara, ona wie wszystko.
-Więc mały Jacob zaginął wczoraj o
20.00??-spytała młodsza kobieta.
-Nie! Nie wrócił ze szkoły!
-Ile on ma lat??
-Siedem.
-Taki maluch nie powinien wracać sam. No
cóż, postaram się go odnaleźć. Do widzenia.
Dobra matka działa szybko.
Rozległy się kroki i po chwili z zaułka
wyszła…
-Elves?? Co ty tu robisz??-zdziwiła się
Lara.
-Ja?? Ja tylko zmieniłam teren.-Wings
uśmiechnęła się.-A ty??
Croft opowiedziała Elves o wszystkim,
włączając niedawną kłótnię.
Wiesz co, byłam posądzona o morderstwo
przyjaciela. Znalazłam syndykat zbrodni i zniszczyłam go, ale ktoś dalej
kontynuuje badania nad powołaniem do życia biblijnych gigantów i chce zapanować
nad światem. Uratowałam też życie kolesiowi, który zachowuje się jak debil. A
co u Ciebie?
Dziewczyna po krótkim namyśle odparła:
-Powinnaś z nim pogadać. Najlepiej będzie,
jak się z nim pogodzisz.
-Chyba masz rację.-odpowiedziała powoli
Lara.
W ślimaczym tempie.
-Ja zawsze mam rację. A poza tym…-detektyw
zawahała się.
-Co??-spytała podejrzliwie Croft.
-Pasowalibyście do siebie.-Elves
uśmiechnęła się.
-Czy ty zawsze musisz mnie swatać z każdym
facetem, o którym wspomnę?? Nie zdziwię się, jak zrobisz to samo z
Winston’em.-powiedziała Lara z irytacją.
A może z Zip’em lub Alister’em
Fletcher’em? Albo Kurtis’em Trent’em? Albo zaszalejmy! Ze wszystkimi
jednocześni’e!
Joachim?
Nie kuś. :P
-A co, chciałabyś??
Joachim był blondynem, ja bym brała.
Był zmiennokształtny. Mógł więc wyglądać
jak Trent, William Compton, Dean Winchester lub Magic Mike. Też bym brała.
-Ciekawe, co byś zrobiła, jakbym ja
zaczęła cię swatać.
-Nie potrzebuję faceta. Jestem wolnym
człowiekiem, ale mam duże doświadczenie w sprawach damsko-męskich,
naprawdę! Sorry, ale muszę już iść. I radzę ci,
znajdź go, póki możesz.
-Co masz na myśli??-spytała zaniepokojona
Croft.
-Nic. To tylko groźba przeczucie. No, to ja idę. Cześć.
Tym razem Lara naprawdę poczuła się
nieswojo, wcześniej tylko udawała. Przeczucia Elves zwykle się sprawdzały. Postanowiła
jak najszybciej znaleźć Trenta. Tylko… gdzie on jest??
Ja obstawiam, że za sałatą.
Kiedy Lara w najlepsze szukała Kurtisa, on
właśnie poszedł do klubu. Ech, faceci ;-). Trent usiadł przy stoliku. Niedaleko
tańczyła na rurze Dakota Finney. Od razu zauważyła Kurta. I, jak to by się
można było spodziewać, wpadł jej w oko. Zaraz po skończeniu tańca podeszła do
jego stolika.
-Jesteś tu pierwszy raz, co, mrrrraw??-zamruczała.
-Do każdego faceta tak się
przystawiasz??-warknął Kurtis.
Poszedł do klubu go-go, nienawidząc
zaczepnych striptizerek i chcąc je nawracać na właściwą drogę.
Kurtis jest z rodzaju tych, którzy lubią
tylko patrzeć.
Po kłótni z Larą do żadnej z
przedstawicielek płci pięknej nie był przyjaźnie nastawiony.
Dlatego wybrał sobie do spędzania wolnego
czasu miejsce, w którym było ich na pęczki.
-Nie. Do wybranych. Zaliczasz się. Jeden
pokój jest wolny.-powiedziała zachęcająco.
-Wiesz co?? Spieprzaj ode mnie dziwko, bo
zaczynasz mnie wkurwiać!!
Uprawiasz nierząd i rozpowszechniasz
rzeżączkę!
-Dakota!-zawołał jej szef.-Masz klienta!
Finney, chcąc nie chcąc, musiała iść
obsłużyć klienta.
Podać kolę, wypolerować buty i
zaproponować pranie chemiczne w trzydziestu stopniach.
Odchodząc szepnęła do Trenta:
-Jeszcze się spotkamy.
-Mam nadzieję. Wtedy urżnę ci łeb, bo jesteś dziwką i nie podążasz drogą chrystusową -powiedział Kurtis i wyszedł z klubu.
A podobno to kobiety są kapryśne.
Rozdział 6
Znowu razem
Dakota skończyła robotę i poszła się
przebrać. Już miała wyjść, gdy jej pracodawca krzyknął:
-Finney!
-Czego?-dziewczyna odwróciła się
niechętnie.
-Zostaw tego faceta w spokoju, on jest mój.
Dakota osłupiała. Po chwili jednak
odzyskała wigor i warknęła:
-Moje życie prywatne…
-Dobrze ci radzę. Znam tego faceta. Wiem
kim jest. Lepiej się z nim nie zadawaj. Poza tym było widać, że nie jest tobą
zainteresowany. Jeśli będziesz mu się napraszać, zginiesz.
Striptizerka przystanęła z ręką na klamce.
Przez chwilę myślała.
Ale szybko jej przeszło.
Nie wydaje się wam podejrzane, że każdy
losowy bohater opowiadania zna Larę i Kurta?
I myśli tylko przez chwilę?
Następnie gwałtownie zawróciła do stolika,
przy którym siedział jej szef. Odsunęła krzesło kopniakiem, a ono odleciało dwa metry dalej,
usiadła po turecku na podłodze i syknęła:
-Powiedz mi wszystko, co o nim wiesz.
Boss popatrzył na nią poważnie. Dopiero po
chwili zaczął gadać:
-Nazywa się Kurtis Trent. Były legionista.
Ślimak. Królik. Ptak. W
czasie jego pobytu w Legionie Cudzoziemskim, nazywano go Łowcą Demonów.
Łowca Prostytutek.
— A teraz tysiąc koron za informacje,
laleczko.
-To wszystko?-spytała beztrosko Finney.
-Wszystko?!-szef zdumiał się nad jej
postawą. –To dużo!
-Aha, fajnie. A wiesz może, gdzie mieszka?
Boss poczerwieniał ze złości i gwałtownie
zerwał się od stolika.
-Finney! Nie będziesz zadawać się z tym
Trentem!
Ale z tamtym Trentem chętnie cię
zeswatam!
Każdy alfons martwi się o swoje dziwki, co
ty chcesz.
-A co, zabronisz mi?-dziewczyna wstała i
spojrzała mu wyzywająco w oczy.
-Dakota… Ja…
Striptizerka patrzyła wyczekująco, ale przestała wyzywająco.
-Zwalniam cię. Nie jesteś już tak wyzywająca, jak byłaś jeszcze
chwilę temu.
Lara szła przez ciemne, paryskie uliczki.
Zastanawiała się, gdzie polazł ten debil (czyt.Kurtis). Przechodząc obok
nocnego klubu, usłyszała wrzask kobiety:
-Jak to mnie zwalniasz?!!!!!
Już miała iść dalej, kiedy padło nazwisko…
-Jeśli będziesz zadawać się z tym Trentem,
na pracę u mnie nie masz co liczyć.
Ale pamiętaj, tamten Trent jest całkiem
spoko.
Croft usłyszała szybkie kroki. Schowała
się za kontenerem na śmieci.
Klimat Angel of Darkness zachowany. Eksperymenty, dziwki, syndykat i chowanie się za śmietnikami.
Zobaczyła, że z klubu wychodzi wściekła dziewczyna. Zapięła płaszcz i poszła w swoją stronę. Lara już miała wyjść z ukrycia, gdy poczuła ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Odwróciła się i walnęła Kurtisa w twarz.
Zobaczyła, że z klubu wychodzi wściekła dziewczyna. Zapięła płaszcz i poszła w swoją stronę. Lara już miała wyjść z ukrycia, gdy poczuła ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Odwróciła się i walnęła Kurtisa w twarz.
-Zawsze tak witasz swojego kompana po
powrocie?-mruknął Trent.
— Tak! A przed powrotem tradycyjnie
okładam go porem po jajkach.
-Nie jesteś moim kompanem.-odparła Lara
wstając.
-Serio?
-Nie. Przestań się wygłupiać, idziemy na
lotnisko.
Może i Kurtis odrobinę zgrywa głupka,
ale Lara też nie grzeszy elokwencją.
-Po co?
-Po zapiekanki z baru dla podróżnych.
Croft spojrzała na Trenta z takim wyrazem
twarzy, że ten szybko się poprawił i jęknął:
-Dobra, już dobra, lećmy do tego
cholernego Peru.
-Miss Karel!-powiedział Gunderson.-Croft i
Trent jutro wylądują.
-Wspaniale. Wyślesz tam komitet
powitalny.-oznajmiła Sharon z uśmiechem.-A kiedy zjawi się…
-Będzie lecieć tym samym samolotem co
oni..
-Świetnie. Wszystko idzie zgodnie z
planem.
Z planem? Jakim planem? To po co pół
rozdziału szykowali pułapkę, jak komitet ma wszystko załatwić?
Pułapka jest na Nephilim, żeby być pewnym,
że będą tańczyć tak, jak im Karel zagra.
Rozdział 7
Wylot do Peru
Paryż, godz. 5.00
Lara przeglądała wykaz samolotów
odlatujących do Peru. Najbliższy był za dwadzieścia minut.
-Dobra Kurtis, lecimy za dwadzieścia
minut. Chodź, trzeba kupić bilety. Kurtis? Nosz kurwa obudź się.
-No co masz pretensje, całą noc szukaliśmy
tego pieprzonego lotniska!
GPS odmówił współpracy, mapa potargana,
a oznaczenia drogowe odwróciły się plecami, złośliwie pokazując środkowy palec.
Jak zwykle wiatr w oczy i chuj w dupę.
Croft nie dała się wciągnąć do kłótni,
tylko stanowczo podążyła w stronę kasy. Nagle poczuła, że Trent chowa się za
jej plecami, bo brakło śmietników. Lara zirytowana syknęła:
- Sss...
Co znowu? Bileterki się boisz?
-Nie. Widzisz tę dziwkę, o, tam? Ta suka
mnie prześladuje!
-To przed nią schowałeś się za kontenerem?
-No. Prześladuje mnie jak… jak jakaś
zaraza!
Rzeżączka!
-To twój problem.-powiedziała Croft,
podeszła do kasy, kupiła bilety i wróciła do Kurtisa, który schował się za
filarem.
-Och, przestań. Zachowujesz się jak dziecko.-warknęła.
Debil i dziecko. Oto słowa, których
używa obrażona Lara. Jesteśmy z niej dumni.
Już niedługo nadejdzie gimnazjum!
-Dokąd leci?
-Do Los Angeles.
-A, to spoko.-Kurtis wylazł z ukrycia i
raz z Larą udali się do odprawy.
Tylko raz. I nigdy więcej.
Finney stała przy bagażu i czekała na
samolot. Chciała spróbować szczęścia w Mieście Aniołów (Los Angeles, jak się
ktoś nie skapnął). Nagle zauważyła Trenta. Szedł z jakąś laską. Dakota
zauważyła to z niechęcią. Ale po chwili wróciły jej zuchwałość i pewność
siebie, więc uznała, że Lara nie jest dla niej żadną konkurencją.
Pewnie, wykształcona i zadziorna dziedziczka fortuny? Phi, żadnej dziwce nie dorówna.
Pewnie, wykształcona i zadziorna dziedziczka fortuny? Phi, żadnej dziwce nie dorówna.
Sasha Grey czuje się urażona:
Gdy przeszli obok niej, usłyszała urywek rozmowy:
-Nie pomyślałaś o jednym. Gdzie pójdziemy,
kiedy będziemy już w Peru.
-Peru…-powtórzyła w myślach Finney. Wzięła
bagaż (a nie nosiła go przypadkiem,
przechodząc obok nich?) i gwałtownie zawróciła w stronę kasy, co nie przykuło wcale uwagi czujnego Trenta.
Oprócz bileterki nikogo nie było. Rzuciła
na blat biurka bilet do L.A. zażądała, aby zamienić go na bilet do Peru. Gdy
usłyszała odmowę, zaczęła się ostra wymiana zdań, po której doszło do
szarpaniny.
Której też nikt nie zauważył.
Dakota odepchnęła od siebie bileterkę
drapiącą ją po szyi na ścianę. Matrwa kobieta osunęła się na podłogę, plamiąc
krwią ścianę. Okazało się, kobietę pchniętą na ścianę zabił gwóźdź, wbijając
się w jej głowę. Przerażona striptizerka prędko zamieniła bilety i uciekła do
samolotu.
W tym czasie ludzie w kolejce do kasy
zajadali się popcornem, a ochroniarz wstał i zaczął klaskać.
Gdzie podziały się przepisy BHP?!
Przez ulice Paryża szybko biegła
dziewczyna w kapturze.
Alex?
Spojrzała na zegarek.
-Kuźwa mać, samolot mi odleci! Dobrze, że
bilet kupiłam wczoraj. Mruknęła i biegła dalej w stronę lotniska. Wpadła do
środka z takim impetem, że aż ochroniarz się za nią obejrzał.
Wywołała tym wejściem większe
zamieszanie niż Dakota.
Ale kiedy przyjrzał się jej, uśmiechnął
się pobłażliwie i zawołał:
-Widzę, Katarin, że lubisz sobie pospać.
-Oh, przestań. Wykonywałam pięć zleceń
jeden po dru…-Katarin spojrzała podejrzliwie spod kaptura na James’a.-Jeśli
komuś wygadałeś.
Jeśli komuś nie wygadałeś, nie wykonałam
żadnego.
-Spoko. Nadal cię kryję. Nikt się nie
dowie o twoich tajemniczych sprawkach.
Za wyjątkiem tłumu ludzi na lotnisku, którzy
was otaczają.
-Fajnie. Cieszę się. Cześć James.-mruknęła
i pobiegła do samolotu.
James popatrzył na jej znikającą sylwetkę
i mruknął głosem starca:
-Ach, ta dzisiejsza młodzież.-i roześmiał
się.
Świetnie dubbingowałby Winstona.
Kurtis i Lara siedzieli w samolocie,
czekając na start.
-No ile jeszcze mamy czekać?-zapytał
zirytowany Kurtis.
-Kurtis, ty choleryku, nie widzisz, że jeszcze
ludzie wsiadają?
Niedaleko nich siedziała Dakota, nerwowo
rozmyślając o popełnionej zbrodni.
Nikt nie wpadł na pomysł, aby zatrzymać
sprawcę czyjegoś zgonu.
-To był wypadek, to był wypadek…-szeptała.
-Hej, siedzisz na moim miejscu!
Finney podniosła wzrok. Nad nią stała
dziewczyna. Dakota próbowała spojrzeć na jej twarz, ale miała narzucony kaptur.
Spadał Dakocie na oczy i nie mogła
dostrzec nic poza czubkiem swojego nosa.
-Och, sprawdź swój bilet i
spieprzaj.-mruknęła striptizerka.
-To TY sprawdź swój i bierz dupę w troki,
bo będzie z tobą naprawdę źle.
Przestroga zabrzmiała bardzo złowrogo,
więc spojrzała na bilet przez kaptur i wyniosła się, bo rzeczywiście siedziała w złym
miejscu.
Kaptury są modne w tym sezonie... Najpierw Alex, potem Kat, Dakota, a teraz nawet Przestroga.
Kaptury są modne w tym sezonie... Najpierw Alex, potem Kat, Dakota, a teraz nawet Przestroga.
-Prosimy zapiąć pasy. Lecimy do Peru.
-Nareszcie.-szepnęli jednocześnie Lara,
Kurtis, Dakota i Katarin. Zaczynał się nowy rozdział w ich życiu… po którym już
nic nie będzie takie, jak przedtem…
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
Rozdział 8
Katarin ma kłopoty
Dochodziła 23.00. W samolocie panowała
cisza. Wszyscy pasażerowie spali, oprócz Lary (która czyściła broń z latarką w
zębach)
Tyle się opek w życiu naczytałam, a
aŁtorkowa inwencja twórcza nadal mnie zaskakuje. Jest multum rzeczy, które
można robić w samolocie, aby nie zwracać na siebie uwagi, ale Croft jak zwykle
musi się popisywać.
Kurtisa (który szukał czegoś po spodniach [To zły znak]), Dakoty (którą zajmowała masturbacja) i
Katarin (która pochłaniało myślenie o swojej nieciekawej przeszłości). Nagle gwałtownie
wstała (nie miała zapiętych pasów bezpieczeństwa) i poszła do kibla. Zdjęła
kaptur i spojrzała w swoje odbicie. Czarne, włosy, niebieskie oczy.
Tylko te dwie rzeczy łączyły ją z dawno niewidzianym bratem, za którym zresztą
wcale nie tęskniła.
A myślałam, że to siostra Trenta. Uff,
na szczęście kolor, włosów się nie zgadza.
Ja tu zarejestrowałam tylko tyle, że ma
włosy, co do koloru nic nie zostało sprecyzowane.
A więc nadal jest nadzieja.
Gunderson był coraz bardziej
zniecierpliwiony, siedząc w peruwiańskich krzakach. Razem z nim było
pięćdziesięciu najemników.
Też bym była zniecierpliwiona. Chcesz
załatwić w krzaczkach swoje potrzeby fizjologiczne, a tu patrzy się na ciebie
piećdziesięciu typa. Można czuć lekki dyskomfort.
Na pewno byli w Peru znanym wszystkim z
TRL? Tam żadne krzaki nie pomieszczą pięćdziesięciu chłopa i tego grubasa. No
way!
Stanowili komitet powitalny dla naszych
bohaterów. Siedzieli ukryci i
spoceni już półtorej godziny, a samolotu ciągle
nie było.
- Carbon, która godzina? – warknął Marten
do jednego ze swoich ludzi.
- Za pięć jedenasta, Most Wanted.
- Cholera…
- Widzę! Widzę! Leci! – krzyknął inny
najemnik.
- Cudownie. – twarz Gundersona rozjaśnił
uśmiech. – Strzelajcie!!!
Samolotem wstrząsnęło gwałtownie, budząc
pasażerów. Po chwili z kabiny pilotów wyczołgała się stewardessa, która
bezskutecznie zaczęła uspokajać wrzeszczących ludzi.
Co tam niewinni cywile, liczy się dorwanie
Croft.
Ale zaraz… KurtilimoCrofta czy Larki?
- Kurtis, ktoś strzela do samolotu! –
warknęła zdenerwowana Lara.
- Wiem! To chyba ruski komitet powitalny. –
odparł Trent, wyglądając przez okienko (i tak nic nie było widać).
Bo Lara miała latarkę w pysku, a, jak
mówi przysłowie, najciemniej jest pod latarnią.
A więc to dlatego warczała… Faktycznie, z
latarką w ustach mówienie może być ciężkie.
Dakota zdenerwowana kręciła się na swoim
miejscu, nie bardzo wiedząc co się dzieje.
Mokre stringi piły ją w dupsko.
Mokre stringi piły ją w dupsko.
Kulki analne się zablokowały?
- Cholera, co tam się dzieje? – warknęła
Katarin, która została uwięziona w kiblu. Wyjęła pistolet i strzeliła w zamek.
Szybko wybiegła z kibla i zorientowała się, o co chodzi.
- Gunderson, popamiętasz mnie. – szepnęła.
Nagle jej uwagę przykuła kręcącą się Finney.
Nagle jej kręcącą uwagę przykuła się
Finney. Zdanie nie sensu ma to żadnego.
- A ta co? Owsiki ma?
Powąchaj jej palce, to się dowiesz.
Cholera, jak zaraz nie przestanie, to… - dziewczyna przerwała, gdyż zorientowała się, że nie ma na głowie kaptura. Szybko go założyła. Nagle stewardessa krzyknęła:
- Spadamy! Tylko proszę nie panikować! Wszyscy umrzemy, ale proszę być spokojnym!
Katarin nawet nie zdążyła przeklnąć, a
samolot jebnął w drzewo.
Gdzieś to już słyszałam...
W 5:11 słychać strzały.
- Nareszcie! W końcu spadł!- ucieszył się
Marten. Po chwili mina mu zrzędła. – Wie ktoś, gdzie to spadło?
- a któreś z tamtych drzew.
— To brzoza!
- Dobra chłopcy, przeładujcie broń. Czeka
nas długa walka.
- Jak to? Przecież się rozbili.
- Croft nigdy nie umarła by w taki sposób…
Idziemy.
Tak się boją Lary, ale to przecież przed
Katarin uciekali w podziemiach.
- Złaź ze mnie! – warknęła Katarin do
Dakoty. Wszyscy zginęli, oprócz oczywiście Lary, Kurtisa i Katarin. No i Finney,
która w ostatniej chwili spadła na Kat.
W gazetach będą mieli o czym pisać.
- No złaź mówię!
Ale striptizerka tak była przerażona
wypadkiem i swoimi nieznacznymi siniakami, że zdawała się nie słyszeć, co mówi
Katarin.
- Złaź ze mnie ty suko, bo ci zajebię!
Ciągły brak odzewu ze strony Dakoty okazał
się błędem.
Nie pierwszym i nie ostatnim w tym opku.
Jej największym błędem od chwili, gdy
zadarła z Kat. Dziewczyna ostentacyjnie wyjęła nóż i obcięła Finney dłoń. Efekt
był cudowny.
Diagnoza: socjopatia i skłonności do
masochizmu aŁtorki objawiają się poprzez zachwyt cierpieniem oraz okaleczanie
stworzonych przez siebie bohaterów. Pozostawić na obserwacji i nie zbliżać się
do krat.
Cóż za okrutny świat mężczyzn nienawidzących
prostytutek, kobiet odcinających dłonie za pomylenie miejsca w samolocie i
publiczną masturbację…
Striptizerka z wrzaskiem odskoczyła od
Katarin, która z wyraźnym obrzydzeniem kopniakiem odsunęła odciętą część ciała
Dakoty. Ta niecodzienna scena nie uszła uwadze Lary, która (biorąc Kat za
najemnika) wyjęła berettę i wycelowała w Katarin. Ta w ostatniej chwili
skapnęła się, że Croft ma ją na muszce. Unikając kuli, przetoczyła się, wstała
i uciekła między drzewa.
Czego Gunderson oczywiście nie zauważył.
Akurat się podcierał.
Akurat się podcierał.
- Co to za dziewczyna? – spytała, patrząc
się w punkt lasu, gdzie zniknęła Kat.
- Nie wiem. – odparł Kurtis, zakładając
bandaż na krwawiące ramię.
A temu co się stało?
Kurtis okaleczał się, aby zyskać odkupienie
za grzechy Dakoty.
- To była ta sama, którą widzieliśmy w
laboratorium.
- Taaak?
- Kurt, co z tobą? Dziwnie się
zachowujesz.
Jak na ślimacze, latające dziecko z
króliczymi uszami i debilizmem, to całkiem dobrze mu idzie.
- Ta dziewczyna mi kogoś przypomina.
Chociaż… nie, to niemożliwe.
- Kogo?
- W Legionach Cudzoziemskich byłem wraz z
młodszą o kilka lat siostrą. Pokłóciłem się z nią pewnego razu i…
To jednak się stało… Nawet kolor włosów nas
nie uratował.
- I?
- Tyle ją widziałem. Do niedawna byłam
przekonany, że nie żyje, a teraz…
Zmieniam płeć co słowo…
- Mówi się trudno, ślimaki tak majo, Kurtis.
Tymczasem Katarin szła po lesie z
wyciągniętym pistoletem.
Czuła czyjąś obecność. Ludzką obecność.
Nagle…
- O cholera!
Choroby zakaźne mają to do siebie, że
atakują z zaskoczenia. Swoją drogą lepiej jednak cholera niż rzeżączka.
Wlazła prosto w pułapkę i zawisła na
drzewie. Wyjęła nóż i próbowała przeciąć liny, które ją trzymały. Niestety.
Były za mocne. Dziewczyna podniosła wzrok. Pod nią stał jeden z naukowców
będących na usługach Sharon. Naukowiec wyjął Dart SS i strzelił w Kat. Gdy
dziewczyna usnęła, uwolnił ją z pułapki i powiedział z uśmiechem:
- Już niedługo okaże się, czy byłaś
grzeczna czy nie.
Następnie wziął ją na ręce i zaczął powoli
iść w stronę stojącej niedaleko okazałej świątyni…
Wstęp do dobrego pornola.
Miłość i przygody, yup? ...
Miłość i przygody, yup? ...
Ciąg dalszy nastąpi...






Brak komentarzy :
Prześlij komentarz