Tomb Raider: The
Nephilim Stone
By Mustelka
2007– 2008
Druga część historii o tajemniczym
kamieniu.
Tym razem Lara mierzy się już nie tylko z
wielokropkozą, ale i rosnącym uczuciem do Kurtisa, którego Narrator uparcie nie
chce nam przedstawić inaczej niż zwykle. Croft za dużo myśli, więc zupełnie nie zauważa spisku
swojej nowej BBF. W poszukiwaniu kamienia tym razem pomaga jej
Helikopter, ale nie trwa to długo, bo domownicy bezczelnie przejmują jego
linię dialogową. Winston jest bardziej upierdliwy, Alister doinformowany jeszcze szybciej niż zwykle, a poczucie humoru Zipa – jeszcze bardziej suche.
Na swojej drodze archeolożka spotyka też kilka... Pokemonów.
Złap je wszystkie, Lara!
Analizują: Alex, Lilka11
Rozdział 4
6 październik 2004
Gujana, Amazonia, godzina 10:00
Na małej polanie otoczonej drzewami
wylądował helikopter. Wyskoczyła z niego młoda kobieta, znana nam wszystkim.
Czego to jeszcze autorzy nie wymyślą,
żeby uniknąć opisywania postaci…
Zawsze mogli używać tylko zaimków.
Sama Lara Croft przybyła tutaj, by
rozpocząć wspaniałą podróż w poszukiwaniu trzech z pięciu fragmentów kryształu
zwanego Kamieniem Nephilimów. Jej pierwszym celem był las Amazonki na terenie
Gujany, na którym się właśnie znajdowała.
To tylko takie przypomnienie na wypadek,
gdyby ktoś nie przeczytał wcześniejszej analizy.
Cii, przy realiach dodawania przez nas chapterów jestem skłonna uwierzyć, że każdy już zapomniał fabułę.
Gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi,
helikopter uniósł się w górę i odleciał.
-No, mam nadzieję, że jesteś zadowolona.
-Och, i to jak!
-No to...ja nie przeszkadzam, biegnij w
teren, ciesz się widokiem, podskakuj sobie wśród kwiatków, i tak dalej...
-Czy ty aby nie uważasz, że powinieneś
ograniczyć się ze swoimi komentarzami?
-Hmmm...nie? Dobra, dobra...milczę.
Powodzenia! - powiedział wesoło Helikopter.
Lara skierowała się do puszczy.
Towarzyszyły jej cudne wonie tutejszych kwiatów, odgłosy zwierząt oraz
podejrzane szelesty… (...) Dziewczyna
nie wiedziała dokładnie, gdzie ma iść. Póki co, pomyślała, że najlepiej będzie
brnąć przed siebie.
Imperatyw opkowy ją prowadził.
Po parunastu minutach marszu bohaterka
znowu usłyszała szelesty.
Byłam przekonana, że towarzyszyły jej cały
czas.
Nagle z zarośli wyskoczył jaguar, biegnący
prosto na nią. Dziewczyna zrobiła szybki unik w bok i zaczęła strzelać. Zwierzę
zawróciło się i rozwścieczone zaczęło szarżować na Larę, po czym skoczyło
prosto na nią. Lara w tym czasie zrobiła ślizg i oddała potężny strzał, który
momentalnie zabił bestię.
Ten wybitnie potężny strzał ze zwykłej
Beretty omal nie oderwał jej ręki.
-No, i to mi się podoba. - powiedziała,
chowając beretty do kabur.
-Ooo tak, musiałaś być w siódmym niebie.
– Kto nie lubi zabijać wymierających gatunków...
-A czy ty przypadkiem nie musiałeś
milczeć?
-Wiesz, jakie to trudne?!
-W twoim przypadku na pewno. - zaśmiała
się.
-Ale teraz nie o tym. Zlokalizowałem tą
świątynię, a jej położenie przesłałem ci na PDA.
Zauważyliście, że do tej pory ani razu
nie dowiedzieliśmy się, z kim rozmawia Larcia?
Jak to z kim? Z Helikopterem.
Bohaterka wyjęła z plecaczka swój palmtopik i włączyła go.
Lepiej późno niż wcale.
Dziewczyna schowała PDA do plecaczka i
ruszyła w ustalonym przez siebie kierunku. Po parominutowej przechadzce
zauważyła, że drzew przed nią jest coraz mniej. Przyspieszyła tempo i po chwili
znalazła się na małej polanie.
Plecaczek, przechadzka, mała polana…
jesteśmy na wczasach.
Są nawet atrakcyjne gry zręcznościowe „Zabij
jaguara”.
W pobliżu były skały i skałki, trochę
dalej strumyk.
♫♬ Jesteśmy na wczasach… w tych góralskich lasach… ♫♬
Ale nie to przykuło uwagę naszej pani
archeolog. Jej oczom ukazała się małą budowla w kształcie piramidy, z wielkim
kamiennym wejściem.
A czy wejście było wielkie jak mała budowla,
czy mała piramida była wielka jak wielkie wejście?
-Ahh...kolejna piękna świątynia do
zbadania.
-Taaa...a dla zachęty powinien na górze
wisieć wielki neonowy napis „No etrance!”.
-Nie musi być...i tak chętnie tam wejdę.
-A więc ruszaj! – Zachęcił wesoło Helikopter.
Lara poszła przed siebie, a potem do
środka. ||| Było ciemno, więc włączyła latarkę. Rozejrzała się. Jedyna
droga prowadziła prosto.
A co to za kreseczki?
Szkic autostrady.
Po chwili na jej twarzy pojawił się
uśmiech. Droga rozdzieliła się na trzy strony. Najpierw pani archeolog poszła
prosto. Niestety droga zakończyła się zamkniętymi wrotami. Jednak coś przykuło
uwagę panny Croft.
-Dziurka od klucza...klucz...muszę znaleźć
klucz.
Cóż. To bardzo odkrywcze.
-No, wreszcie trzeba wysilić mózg.
Zawracaj się i...
-Zip, proszę...ja umiem myśleć...dam sobie
radę. Ale oczywiście jak będzie mi potrzebna pomoc, to zgłoszę się do ciebie.
O nie! Mikrofon został przejęty przez Zipa!
Lara wróciła do rozwidlenia dróg.
-W lewo czy w prawo...niech
będzie...w...prawo.
Lara nie chce z nikim gadać, więc dlatego
mówi sama do siebie.
Dziewczyna skręciła. Po chwili biegu
zobaczyła przed sobą stromy zaułek, a po prawej przejście. Skręciła w nie. Były
tam schody prowadzące na dół. Lara nimi zeszła i moment później znalazła się w
jaskini z wodą i krokodylami. Zaczęła się rozglądać.
-Widzisz coś ciekawego?
-Niestety nie. Może wskocz do wody i się
rozejrzyj?
Ktoś musi nakarmić zwierzątka.
-Cóż, pomysł dobry, ale nie zauważyłeś, że
tu są krokodyle?
-To je zabij, co za problem? Użyj porażających strzałów z Beretty!
– Lara! Lara! – wtrącił się Helikopter.
-Taki, że...och, nie ważne, wracam się do
rozwidlenia i pójdę tym trzecim korytarzem.
(...)
Przypięła lornetkę do paska i spojrzałą na
ziemię. Stanęła na zwykłej kamiennek płytce. Dziewczyna cofnęła się.
-Hmmm...nie sądzę, by to była tylko zwykła
płytka. No ale nie czas teraz nad tym rozmyślać.
Cofnęła się jeszcze bardziej, wzięła
rozbieg, po czym przy samym brzegu przepaści gwałtownie się zatrzymała. Tuż
przed nią wybuchł ogromny słup pary wodnej.
-A niech mnie... - szepnął Zip.
-Co to ma być? Wygląda jak… gejzer.
Wygląda, ale tak naprawdę to tylko
przykrywka dla Blastoisa.
Po chwili para zniknęła. Jednak w tym
samym czasie wybuchła w innym miejscu, tym razem dalej.
-Jeśli to gejzer...to masz przegotowane...znaczy
przechlapane...znaczy...hej, hej, co ty robisz?!
-Biorę rozbieg.
-Oszalałaś?! Jeśli akurat pod tobą
wybuchnie a para, to będziesz ugotowana. Dosłownie.
Ten głos ma suche poczucie humoru.
Jednak Lara go nie słuchała. Zrobiła
ostatni krok do tyłu, po czym wzięła rozpęd i przy krawędzi skoczyła przed
siebie jednocześnie puszczając linkę w kierunku kółka. Gdy rozhuśtała się do
przodu, odczepiła linkę od pierwszego kółka i szybko zaczepiła o następne. W
tym samym czasie za nią wybuchł gejzer.
-ŁUUUHUUU!
-Co się dzieje? - Lara usłyszała głos
Alistera.
-Lara właśnie używa swojego super skoku i
skacze nad przepaścią, z której co chwilę w różnych miejscach wybuchają słupy
pary wodnej. Coś na rodzaj gejzerów...
-ŻE CO?! - Alister przerażony podbiegł do
monitora. - Lara, co ty wyprawiasz?!
– Lara! Lara!
-Próbuję dostać się do dźwigni, nie widać?
- powiedziała odczepiając linkę od ostatniego kółka i lądując bezpiecznie przed
dźwignią.
-Miałaś dużo szczęścia...
-Nie sądzę.. to raczej mój wrodzony talent
fizyczny oraz zwinność i szybkość. - powiedziała wesoło.
-No tak, a przede wszystkim skromność. -
dodał Zip.
Oczywiście. Skromność jest moją
największą zaletą spośród innych wielu.
Najważniejszą zaś są pokemonowe ataki.
Nagle ziemia zaczęła się trząść, a ze ścian zaczęły się
wysuwać kamienne płyty.
-Hmmm...więc tylko po to była ta dźwignia?
- spytała (ziemia? płyta?) trochę
zawiedziona.
-Przynajmniej wrócisz bezpiecznie z
powrotem.
– No, jak się wysunę i wsunę.
-Myślę, że ta dźwignia była jednak po coś
innego. Bo w końcu nie mogła być tylko po to, żeby utworzyć drogę powrotną, to
by było bez sensu. - stwierdził Alister.
-Masz rację. Otwiera przejście do ojczyzny Pokemonów. W
takim razie biegnę do poprzedniego korytarza.
Pani archeolog odwróciła się od dźwigni i
zaczęła biec przed siebie. Nagle usłyszała wysokie piski.
-No nie, jeszcze ich tu brakowało!
Sięgnęła po pistolety i zaczęła strzelać
do nietoperzy.
To Zubayt!
-Nie zdziwię się, jak stanie się coś
jeszcze.
Kamienne płyty zatrzęsły się. Dziewczyna
usłyszała za sobą huk i syk. Para wodna przebiła się przez kamienną płytę
pozostawiając sporą dziurę. Nie zważając już na nietoperze, Lara pobiegła przed
siebie sprintem aż do miejsca, z którego tu przyszła. Zestrzeliła ostatnie
nietoperze i wbiegła na górę.
-Uff, niezła akcja… może zacznę jednak zbierać Pokemony, a nie zabijać?
-No a jak! Miałaś rację, to rzeczywiście
zapowiada się na świetną przygodę.
-Ja zawsze mam rację, Zip. - powiedziała
uśmiechając się i ciężko dysząc. - A teraz czas zobaczyć poprzednią jaskinię.
Zip to taki trochę Brock.
Panna Croft poszła powoli do rozwidlenia
dróg, a potem do korytarza prowadzącego do jaskini z wodą. Po dojściu do
stromego zaułka skręciła w prawo i zeszła w dół. To co ujrzała, zaskoczyło ją i
ucieszyło. Zamiast wody z krokodylami, w jaskini znajdowała się lawa i kamienne
platformy z niej wystające.
-Lara, powiem ci jedno, COŚ TY NAROBIŁA?! Ktoś zadał sobie trud karmienia krokodyli przez setki
lat, aby broniły świątyni, a ty je utopiłaś w lawie. :c
– kiedy ktoś następnym razem zaproponuje
ci poszukiwanie jakiegoś artefaktu albo
Pokemona – ZGÓDŹ SIĘ!
-Hmmm, widzę, że ci się podoba. Mi zresztą
też...no to co...ruszam!
-Nie...nie mogę na to patrzeć... -
powiedział Alister przerażonym głosem. – Za dużo wielokropków!
-To zasłoń oczy!
Bohaterka cofnęła się, po czym wzięła
rozbieg i skoczyła na pierwszą platformę. Następnie na drugą i trzecią. Czwarta
jednak była za daleko. Dziewczyna rozejrzała się. Po prawej stronie zobaczyła
sporą szparę w ścianie. Wzięła rozbieg, skoczyła i chwyciła się jej. Przeszła
do jej końca i skoczyła do tyłu, na czwartą platformę. Później na piątą i na
szóstą, ostatnią. Gdy brała rozbieg, by skoczyć na drugi koniec jaskini,
zauważyła, że tam coś leży. Nie zastanawiając się, co to może być, pobiegła
przed siebie, zrobiła skok, chwyciła się krawędzi i podciągnęła. Kucnęła przy
leżącym przedmiocie.
-To klucz! Nareszcie.
To właśnie przez takie opisy wolałam
pisać opko kryminalne, w mieście. W świątyniach zawsze było dziesięć
czasowników na jedno zdanie.
Lara go chwyciła i w tym samym momencie
platformy zanurzyły się w lawie i z naprzeciwka wysunęła się jedna platforma,
tworząc kamienny most.
-Dobra, jest most...ale założę się, że coś
przeszkodzi mi w jego przejściu.
I nie myliła się. Chwilę po ukazaniu się
mostu z sufitu zaczęły huśtać się ostrza wahadłowe.
-No...co teraz zrobisz?
-To proste.
Lara schował kluczyk do plecaka i zaczęła
biec przed siebie, starając się zapomnieć o chwilowej zmianie
płci.
Poczuła potrzebę bycia bardziej męską.
W jej słuchawce dało się słyszeć wrzaski i piski przerażenia.
Testosteron podskoczył równie wysoko jak jej ego.
Poczuła potrzebę bycia bardziej męską.
W jej słuchawce dało się słyszeć wrzaski i piski przerażenia.
Testosteron podskoczył równie wysoko jak jej ego.
Przy pierwszym wahadle dziewczyna zrobiła
szybki fikołek. Przy drugim ślizg, a trzeci ominęła zanim przehuśtał się na drugą
stronę. Po chwili była już po drugiej stronie.
-Chcesz, żebyśmy dostali zawału?!
-Nie koniecznie, ale słuchanie waszych
pisków i wrzasków to jak miód na moje uszy – powiedziała nie mogąc przestać się
śmiać.
Iście dojrzała reakcja.
Bohaterka włożyła kluczyk do dziurki i
przekręciła. W tym momencie drzwi otworzyły się ukazując przestronną salę, na
której środku stała mała kolumienka. Na niej leżał świecący na zielono
przedmiot. (...)
Nasza pani
archeolog nie zastanawiając się długo chwyciła talizman i schowałą do plecaka.
Bo każdy z nas dzieli się jedną Larą
Croft. Włącznie z Narratorem.
W tym momencie ziemia zaczęła się trząść.
Na podłodze zaczęły się pojawiać pęknięcia.
-Podłoga...ona się...rozpada!
Nagle wrota sali zaczęły się zamykać.
-LARA, BIEGNIJ!
Unikając dziur w podłodze, Lara szybko
wybiegła z pomieszczenia. Zauważyła, że z sufitu sypie się gruz, więc zaczęła
biec sprintem przed siebie.
Jak to się nazywało w Nabojach?
Śnieżycotynka? Tynkośnieżyca?
Gdy zbliżała się do rozwidlenia,
usłyszała, jak coś się stacza z obu stron. Przy skrzyżowaniu zrobiła fikołka i
pobiegła dalej – w samą porę, gdy tylko ominęła korytarze, wielkie głazy
stoczyły się i rozpadły przy zderzeniu ze sobą. Była coraz bliżej wyjścia.
Starała się biec jak najszybciej, omijając skały spadające z sufitu. Nagle
gwałtownie zahamowała. Kolejną przeszkodą na jej drodze okazała się być spora
przepaść. Dziewczyna cofnęła się. Gdy miała już pobiec, usłyszała za sobą
dudnienie. Spojrzała się za siebie – w jej kierunku pędziła wielka chmura dymu.
Mógł być Snorlax…
A mamy Koffinga:
A mamy Koffinga:
Lara natychmiast pobiegła do przodu i przy
samej krawędzi przepaści skoczyła. (...) W samą porę – ze świątyni wydobył się
kłąb dymu, po czym cała budowla wybuchła.
-Dzisiejszy dzień...był...niezwykle
udany... - powiedział zasapana.
Lara już nie potrafi zdecydować; poziom testosteronu rośnie.
-TAK, RZĄDZISZ DZIEWCZYNO! TO BYŁO ŚWIETNE!
-Dziękuję za uznanie. - powiedziała
wesoło. - Jednak mam nadzieję, że to już wszystko na dziś...jestem wykończona.
-Nie martw się, już przysyłam po ciebie
helikopter.
Przez chwilę wydawało jej się, że widziała
mężczyznę ubranego w czarny kombinezon, ale gdy mrugnęła oczami, już go nie
było. Schowała pistolet do kabury, a talizman
włożyła do plecaczka. W tym samym czasie zobaczyła zbliżający się helikopter.
Gdy podleciał bliżej, wypadła z niego linowa drabinka.
Bo widział ktoś kiedyś, jak piloci
wyrzucając z samolotu te metalowe lub drewniane… prawda, że widział ktoś?
Lara chwyciła się jej i wspięła się na
górę, do środka.
-Lara, prawie bym zapomniał...udało mi się
przetłumaczyć kolejne strony notatnika.
Dobrzec cię słyszeć, Helikopterze!
Rozdział 5
6 październik 2004
Croft Manor, godzina 20:00
Drzwi posiadłości Croftów otworzyły się.
Do środka weszła Lara.
-Aż nie wiem, co powiedzieć... - zaczął
Zip. - Byłaś świetna... talent to ty masz, tyle ci powiem.
-Ależ dziękuję... - powiedziała dziewczyna
zmęczonym głosem i padła na kanapę przed kominkiem.
-Wykończona jak widzę.
-Oj tak...teraz marzy mi się tylko długi
prysznic.
Winston dostaje spazmów, widząc upapraną
sofę po tym, jak brudna po podróży Lara postanowiła się na niej położyć.
-Dobra, ale nie wyruszyłaś po to, by teraz
opowiadać o dbaniu o swoją higienę osobistą. Lepiej nie wstawaj z kanapy i powiedz,
czy udało ci się zdobyć ten artefakt.
Bohaterka zdjęła plecaczek z pleców, no bo przecież nie z głowy, i zaczęła w nim szperać. Po chwili wyciągnęła mały,
świecący przedmiot.
-Tak, jest...emm...cały i zdrowy. Tylko ta moja wielokropkoza…
Zareagowała na ten artefakt jak na
nietrafiony prezent świąteczny.
Nagle Lara i Zip dostrzegli schodzącego po
schodach Alistera.
-Wreszcie jesteś... jak już wspominałem,
kiedy leciałaś helikopterem, miejsce ukrycia kolejnego fragmentu znajduje się w
Grenlandii.
Trzeba wiercić trzysta kilometrów w dół,
wewnątrz wyspy.
-Dobrze...a dokładniej
-Według tego notatnika na lodowej pustyni,
znajdującej się w górach niedaleko wschodniego wybrzeża. Ale nie wiem,
czy...Lara...Lara, czy ty mnie słuchasz?
Nie słuchała. Spała w najlepsze.
Bidulka. Ta choroba ją wykańcza.
A więc… czeka nas… wszystkich… zagłada.
***
-Panno Karel... - zaczął mężczyzna
wchodząc do salony z kominkiem.
-Tak? - spytała spokojnie Salona, odrywając wzrok od
czytanej książki.
-Otrzymałem raport od jednego z naszych
najemników – zdobyła kolejny fragment.
-Doskonale. Wszystko idzie po mojej myśli.
Mężczyzna wyszedł. Panna Karel wróciła do czytania
książki.
-Tak...po mojej myśli… – wyszeptała, czując pożerającą jej organy wielokropkozę.
***
7 październik 2004
Croft Manor, godzina 9:00
Lara siedziała przy stole w jadalni.
Ubrana była w czarne glany, długie brązowe spodnie i niebieski sweter.
Ach, to chodzenie po domu w glanach... Nie
byłoby wygodniej przywdziać mięciutkie kapcioszki?
Kończyła właśnie jeść śniadanie – swoje
ulubione tosty z fasolką. Gdy zjadła, wstała i skierowała się do głównego
pomieszczenia rezydencji. Chwyciła kurtkę i plecaczek.
-Masz headseta?
-Oraz apteczki, broń, wodę,
żywność...spokojnie, o niczym nie zapomniałam.
-A o głowie pamiętałaś?
Dziewczyna zaśmiała się cicho i wyszła. Na
zewnątrz czekała taksówka.
Helikopter się obraził, bo dawno z nim
nie rozmawiała.
Trzeba otwierać się na nowe znajomości.
-Tym razem polecisz odrzutowcem.
-Uuuu, super – powiedziała Lara z
niedowierzaniem. - żartujesz, prawda?
-Nie. - powiedział zadowolony taksówkarz.
-To jeszcze lepiej – powiedziała
uśmiechając się.
Grenlandia, lotnisko, godzina 12:00
Na lotnisku w Grenlandii wylądował
odrzutowiec. Drzwi się otworzyły. Z samolotu wyskoczyła Lara.
-Dobra, to co teraz?
-Przesiadka do helikoptera.
Bo tak bardzo ważne dla opka jest
opisywanie każdej najmniejszej i najmniej interesującej czynności...
To nie tak, najważniejsze jest pokazanie,
jak różnymi środkami transportu może poruszać się bohaterka. :D
Grenlandia, lodowa pustynia, godzina 12:40
Na płaskim obszarze, pokrytym śniegiem i
lodem wylądował śmigłowiec. Lara zeskoczyła na śnieżny grunt. Śmigła
helikoptera znów zaczęły się obracać i już po chwili maszyna zniknęła z pola
widzenia. Od razu po wystartowaniu śmigłowca panna Croft wyciągnęła z plecaczka
palmtop.
— Charizardy powinny gdzieś tu być.
-Ciekawie się zapowiada.
-A czy kiedyś nie zapowiadało się
ciekawie?
-Cóż, raz zjadłem duże burrito, a
potem...potem do dopiero zapowiadało się nieciekawie...
-Proszę, nie kończ.
Kocham tę kwestię. W ogóle to chyba najlepszy fragment, jeszcze wspomniany, pamiętam, w Nabojach. <3
Kocham tę kwestię. W ogóle to chyba najlepszy fragment, jeszcze wspomniany, pamiętam, w Nabojach. <3
Dziewczyna zaczęła iść szerokim tunelem w
dół. Szła ostrożnie, ze względu na to, że droga w większości była pokryta
lodem. Nagle dało się usłyszeć coraz głośniejsze dudnienie.
-Słyszysz to?
-Tak...
Dziewczyna odwróciła się. W jej kierunku
staczała się wielka śnieżna kula.
To Snorlax oblepiony śniegiem zaczął turlikać się we śnie.
(...) skoczyła przed siebie i puściłą linkę w górę. Ta zaczepiła się o jeden z sopli. Croft przehuśtała się na drugą stronę i skoczyła. Kula natomiast stoczyła się z pochylni i spadła w przepaść.
To Snorlax oblepiony śniegiem zaczął turlikać się we śnie.
(...) skoczyła przed siebie i puściłą linkę w górę. Ta zaczepiła się o jeden z sopli. Croft przehuśtała się na drugą stronę i skoczyła. Kula natomiast stoczyła się z pochylni i spadła w przepaść.
-No no, nie ma to jak porcja wrażeń na
dobry początek.
-Co racja, to racja...chwila...znowu coś
słyszę...
Lara spojrzała się przed siebie. Z góry
toczyła się właśnie kolejna śnieżna kula.
Bez dłuższego zastanowienia dziewczyna
podbiegła do brzegu pochylni i chwyciła się krawędzi. Tak zwisając przeczekała,
aż kula spadnie. Następnie wspięła się z powrotem na pochylnię.
-Nie ma to jak podwójna porcja wrażeń na
dobry początek. - poprawił się Zip.
Na pewno lepsza niż podwójna porcja
burrito.
Lara tym razem nie odpowiedziała. Zaczęła
iść przed siebie. Jednak po chwili marszu ześlizgnęła się niżej.
Ciężko było zrobić to wyżej.
-No tak, zawsze musi coś stać na
przeszkodzie.
Pieprzona grawitacja.
Pieprzona grawitacja.
Rozejrzała się po ścianach. Na jej
szczęście były popękane.
-Ale też prawie zawsze jest coś, co pomaga
dotrzeć dalej.
Unikatowe skrypty.
Podbiegła do jeden, podskoczyła do dwa i chwyciła się
krawędzi. Potem przeskakując od szpary do szpary dostała się na górę. Dalsza droga
prowadziła znowu na dół.
Jak to „znowu”? Przecież dopiero co
dostała się na górę.
Lara – władczyni szpar. XD Dobrze, że się (ich) nie puszcza.
Lara – władczyni szpar. XD Dobrze, że się (ich) nie puszcza.
Lara skoczyła od ostatniej krawędzi na
pochylnię i zaczęła zjeżdżać. Po chwili ujrzała, że droga kończy się pod wodą.
-No, to teraz czeka cię kąpiel...
-Chyba śnisz, zaraz coś wymyślę.
-A co, czyżby ktoś nie lubił
takiej...przyjemnie chłodnej wody...hę? - zaśmiał się Zip.
-A ty lubisz? Bo jak tak to ja cię mogę na
następną wyprawę w takie tereny zabrać.
-Eee...nie, dzięki, chyba nie skorzystam.
No na pewno taka pogadanka miałaby
miejsce w czasie zjeżdżania po lodzie. Chyba w zwolnionym Matrixie.
Skrypt napotkał błąd i przylagował. :D
Lara zaczęła się rozglądać za czymś czego
mogłaby się złapać. Nad wodą, z sufitu zwisały długie sople lodu, idealne by
przedostać się na drugą stronę jeziorka.
-Widzę, że „wywęszyłaś” sople. Ale lepiej
przy skakaniu po nich nie wlecz się za bardzo, nie sądzę żeby długo mogły
utrzymywać twój ciężar.
Za to spokojnie możesz wlec się w czasie
zjeżdżania i dialogowania, bo Narrator zatrzymuje dla ciebie czas.
-Ja...się...nie...irytuję... - kontynuowała,
skacząc z sopla na sopel. - Ja tylko...uświadamiam… sobie… że… choroba… powraca… gdy… się… męczę.
Nagle zatrzymała się i rozejrzała. Dalsza
część tunelu wyglądała podejrzanie – w ścianach, suficie i na ziemii były
dziury. Nie przejęła się tym zbytnio, jednak kiedy zrobiła krok do przodu, z
dziur zaczęły się wysuwać kolce.
-No i co teraz?
-Chyba powołam się na moje akrobatyczne
zdolności. - powiedziała z uśmiechem. Pobiegła przed siebie i rozpoczęła serię
skoków i salt. Chwilę później, całą i zdrowa, szła dalej korytarzem.
Czy was też drażni fakt, że Larce w
opkach wszystko się zawsze udaje? I to tak super perfekcyjnie?
Chciałabyś przeczytać o tym, jak twoja
ulubiona bohaterka zostaje podziurawiona, bo w ostatniej chwili źle postawiła
stopę?
Ja też.
Panna archeolog przeszła przez salę,
stanęła przed kolumienką i chwyciła artefakt. W tym momencie ziemia zaczęła się
trząść.
-Czy zawsze i wszędzie, na całym świecie,
kiedy bierze się jakiś artefakt, wszystko musi zaczynać się walić? No ludzie...
- zdenerwował się Zip.
No! Autorzy opek!
Lara wyciągnęła z kabur pistolety. Na
niebie dostrzegła białą sylwetkę, zbliżającą się w jej kierunku. Po chwili
wiedziała, z kim przyjdzie się jej zaraz zmierzyć.
-Śnieżny gryf...a to ciekawe.
Dobrze, że nam powiedziała, bo żadnego
innego opisu zwierzęcia się nie doczekaliśmy.
-Tak, tak, ale teraz prosiłabym żebyś mi
nie przeszkadzał z łaski swojej.
(...) Dziewczyna cały czas obserwując
gryfa wyjęła chirugai. Czekała na odpowiedni moment. Zwierzę zataczało nad Larą
koła po czym w pewnym momencie zatrzymało się w powietrzu i zaczęło lecieć
prosto na nią. Croft w tym czasie wysunęła ostrza ze swojej broni i rzuciła w
kierunku stwora. Chirugai zatoczyło pętlę i wbiło się prosto w pierś gryfa. Ten
jęknął głośno, po czym spadł na ziemię. Na śniegu przy gryfie pojawiła się
plama krwi.
Aha. Czyli seria super ostrych kul super
potężnej beretty nie dała rady, a Chirugai wbiło się tak po prostu i zwierzę
padło? Tag. To ma sens.
[Przypominam, że Lara nie umie w
Chirugai. Ono nie obraca się i nie ma złotej aury].
Może w którymś momencie została wiedźminem,
ale to nie było warte opisywania?
-Uee, szybko go załatwiłaś, liczyłem na
coś więcej.
Ja też.
Ja też.
-Nie marudź, ważne, że mam kamień... -
Lara wyjęła z plecaka mały, świecący artefakt. Nagle coś usłyszała. Rozejrzała
się. Zauważyła za jedną z zasp śnieżnych mężczyznę, który po chwili zniknął.
-Coś tu wyraźnie jest nie tak…
Geralt czeka, żeby odciąć ptaszkowi głowę
dla bonusów.
-Hej, jak tam? Co mnie ominęło? - do
pracowni Zipa wszedł Alister.
-Przegapiłeś walkę z gryfem!
-Aaa, to dobrze że mnie ominęło.
-Dobra...zapewne nie przyszedłeś tu, żeby
pogapić się na wyczyny naszej Lary, co?
Wszyscy ją przywłaszczają. D:
***
Do znanego nam już pokoju z kominkiem
wkroczył mężczyzna...
-Trzeba się pozbyć panny Croft.
-Ach, tak...z tym trzeba jeszcze poczekać. Ale spokojnie, mam już plan. Od pozbywania się takich... kłopotów... dzwoni się
do specjalistów...
Lara ma wielokropkozę, jak się męczy, a
Gunderson – ze stresu. Ciekawe, czy na każdą odmianę są różne leki?
Rozdział 6
8 październik 2004
Croft Manor, godzina 17:00
Lara siedziała na kanapie w swoim pokoju
czytając książkę. Na stoliku obok kanapy leżało chirugai. Croft nie mogła się
skupić na tekście. Co chwilę spoglądała w kierunku blaszanego kółka.
Nikt w żadnym innym opku nie
nazwał mistycznego dysku Chirugai… blaszanym kółkiem. Nikt. Nigdy.
W końcu odłożyła książkę i chwyciła za
swoją broń.
Sprzeciw! To broń Kurta! Gdzie się
podziała Liga Obrońców Trenta?
Wpatrując się w nią, wysuwała ostrza i
chowała...wysuwała i chowała...W końcu westchnęła i odłożyła chirugai z
powrotem na stolik. Stwierdziła, że pójdzie sprawdzić, jak Alister radzi sobie
z tłumaczeniem dziennika.
-Hej Alister. - powiedziała wchodząc do
biblioteki.
Po czym szybko zamknęła drzwi i pozwoliła zamknąć chłopakowi „niewygodne” karty w przeglądarce.
Po czym szybko zamknęła drzwi i pozwoliła zamknąć chłopakowi „niewygodne” karty w przeglądarce.
-Witaj!
-Jak ci idzie tłumaczenie?
-Nie najgorzej, ale obawiam się, że
będziesz musiała poczekać trochę dłużej...
-Dlaczego?
— To wszystko przez Brazzers.
Mówiąc, że przyda jej się więcej
odpoczynku – skłamała. Właśnie, to czego jej najmniej było potrzeba, to
siedzenie w domu. Kiedy człowiek siedzi w salonie i nie ma co robić, zaczyna
rozmyślać. Ona zazwyczaj rozmyślała o przeszłości – choć tego nie lubiła, to
jednak zawsze kiedy nie była na kolejnej wyprawie, jakoś tak samo przychodziło.
Oczywiście nie miała samych złych wspomnień. Te wszystkie przygody, to co
widziała, kogo poznała... ale Lara wracała myślami do tych strasznych i
przykrych momentów – katastrofa w Nepalu, śmierć ojca w Kambodży, wypadek w
Egipcie, śmierć Von Croya...
Ostatnio szczególnie rozmyślała o jednym –
zaginięcie Kurtisa. Przecież... jak w ogóle mogło to się stać. Czemu go nie
szukała? Przecież mogła, wręcz powinna.
No tak, przecież Lara od zawsze interesowała
się dalszymi losami przypadkowo napotkanych ludzi.
Poza tym, jak mogła wspominać katastrofę
w Nepalu, jak według biografii z AoD 2003, jej matka zginęła w katastrofie
lotniczej w Himalajach? Wiem, wiem. To wszystko wina Eidos. Wcale nie nasz kulawy research i wybieranie sobie randomowych faktów z życia Larci, jak komu wygodnie, byleby pasowało.
WCALE.
WCALE.
|***|
Ktoś zapukał do drzwi pokoju.
-Tak?
-Panno Karel, pani gość już przyszedł. -
Gunderson otworzył szerzej drzwi. Do środka wszedł młody mężczyzna – wysoki,
brunet, niebieskie oczy. Rozejrzał się po pokoju.
Ponieważ wszyscy wiem, kim jest ten pan,
pozwolę sobie napomknąć, że jest to ciekawa zmiana, bo jeszcze jakiś czas
temu ten pan zawzięcie walczył przeciw Karelowi. xD
Ja zauważę, że właśnie dlatego, że
wszyscy wiemy, kim jest ten pan, czy ktoś kiedykolwiek zadał sobie trud
opisania go szerzej niż po włosach i oczach? (Pomijam fakt, że Kurtis nie jest wcale brunetem).
-Proszę usiąść. - Karel wskazała mu jeden
z foteli.
Gunderson wychodząc, rzucił mu mordercze
spojrzenie. Chłopak je odwzajemnił i usiadł.
Oho, Gunderson go chyba pamięta.
Oho, Gunderson go chyba pamięta.
-Proszę się nim nie przejmować. Zdaje mi
się, że nie lubi gości. -powiedziała dziewczyna z lekkim uśmiechem.
Ej, a ty byś lubiła kogoś, kto zepsuł najważniejsze w twoim życiu przedsięwzięcie z odrodzeniem biblijnej rasy i udaremnił twojemu szefowi zawładnięcie światem?
Ej, a ty byś lubiła kogoś, kto zepsuł najważniejsze w twoim życiu przedsięwzięcie z odrodzeniem biblijnej rasy i udaremnił twojemu szefowi zawładnięcie światem?
***
8 październik 2004
Croft Manor, godzina 18:00
Lara jadła kolację. Cały czas wpatrując
się w talerz, z głową opartą o rękę, powoli jadła pierwszą kanapkę.
-Panienko Croft, przepraszam za zakłócanie
posiłku, ale prosiłbym o zdjęcie łokcia ze stołu. - zwrócił jej uwagę Winston.
Dziewczyna bez słowa położyła rękę na
kolanie. Po chwili niedojedzoną kanapkę odłożyła na talerz.
-Ja... już dziękuję. - wstała i wyszła.
Obraziła się i uniosła dumą.
Kto tu komu
płaci za usługi?
-Zauważyłeś, Lara ostatnio jest jakaś
przygnębiona. - powiedział Zip.
-Nie miej jej tego za złe, każdy miewa
humorki.
-Taa...ale co ją tak przygnębia?
-Nie mam pojęcia.
-Myślę, że to ma związek z tym chirugai.
Albo Winstonem, łokciami i kulturą spożywania posiłków.
Albo Winstonem, łokciami i kulturą spożywania posiłków.
-Czemu?
-Nie zauważyłeś, jak się zachowuje? Ciągle
się w nie wpatruje, ogląda te łokcie....
-Ale jaki związek może mieć chirugai z jej
przygnębieniem?
— Prawdopodobnie zamienia się w Goluma.
-Czy Lara opowiadała ci kiedyś jego
historię?
-Nie...
-No właśnie!
***
-Więc podsumowując: muszę zdobyć ostatni
fragment kamienia, zabijając przy tym „konkurencję”... płaci pani 1000$...
jeszcze tylko jedno – kogo konkretnie mam zabić? - chłopak oderwał długopis od
notatnika.
-Larę Croft.
To w sumie cholernie niska stawka jak za zabójstwo osoby publicznej o tak bogatej historii.
To w sumie cholernie niska stawka jak za zabójstwo osoby publicznej o tak bogatej historii.
Brunet przez chwilę wpatrywał się w kartkę
notatnika, po czym powoli zanotował
„Jestem w dupie”. „Ale może
porucham?”.
-Czy to już wszystko?
-Właściwie tak.
***
Oparta o ścianę Lara co chwilę nim
rzucając obserwowała, jak jej broń robi wspaniałe pętle nie niszcząc przy tym
sprzętu znajdującego się w sali. W kierunku wejścia szedł Alister. Zauważył
Croft stojącą przy ścianie. Zobaczył również chirugai.
A ja się pytam, skąd ona to potrafi, skoro żeby obsługiwać Chirugai, potrzeba najwyższej inicjacji zakonu Lux Veritatis?
To pokazy jej nowych wiedźmińskich zdolności. Trust me.
To pokazy jej nowych wiedźmińskich zdolności. Trust me.
Kółko zakończyło ostatnią pętlę. Lara
chwyciła je.
-Hej Alister, co nowego?
-Przetłumaczyłem nową część pamiętnika.
-No no, szybki jesteś. - powiedziała,
uśmiechając się. - Wiesz już, gdzie jest ostatni fragment?
-W Tybecie.
Hej, hej! Coś mnie ominęło? Miała być Grecja,
ale tam już nie było fragmentu, później Islandia, miał być tam ostatni
fragment. Teraz nagle jest to Tybet? Czy ja się gdzieś zgubiłam?
***
W tym momencie do pokoju wszedł Gunderson.
-Wzywała mnie pani?
-Tak. Jak już wiesz, plan jest taki –
chłopak leci do Tybetu, zabija Croft, bierze kamień. Ty z najemnikami w tym
czasie włamujecie się do jej domu i kradniecie artefakty, które ona zdobyła.
Podziwiam ten kompletnie randomowo
rozpoczęty dialog.
Było w ogóle powiedziane, gdzie ma
siedzibę gabinet Karel? Po jej nazwisku i obecności Trenta podejrzewam, że gdzieś w Czechach. A do Tybetu kawałek...
***
Humor jej się poprawił. Przygoda – to było coś, co uwielbiała.
Jedyny sposób, by na trochę oderwać się od rzeczywistości i zgłębić kolejne
tajemnice starożytnych miast, cywilizacji. By pozwiedzać dalekie krainy,
podziwiać wspaniałe krajobrazy. By nie skupiać się na przeszłości.
No i nikt już nie będzie opieprzał jej za
jedzenie z łokciem na stole.
Croft skończyła jeść śniadanie. Wstała od
stołu i pomaszerowała do głównego pomieszczenia.
-Głowę wzięłaś?
-A co to, już o inne rzeczy się nie
pytasz?
-Nie, bo i tak wiem, że je spakowałaś. Zaś
jeśli chodzi o głowę...
-Spokojnie, mam. - powiedziała.
-Dobra, bierz plecak i idź. Na zewnątrz
czeka taksówka. Transport ogółem taki sam, jak przy podróży do Grenlandii –
taksówka, odrzutowiec, helikopter.
-Ok.
-To do usłyszenia w headsecie!
Lara otworzyła drzwi swojej posiadłości i
skierowała się w stronę samochodu…
Tylko Aśka wie, z kim Larcia rozmawiała w tej chwili. I pozostała ta wiedza tajemną. Pewnie odpowiedzi nie doczekamy się nawet w kolejnej części.
Tylko Aśka wie, z kim Larcia rozmawiała w tej chwili. I pozostała ta wiedza tajemną. Pewnie odpowiedzi nie doczekamy się nawet w kolejnej części.
*warto zauważyć, że tekst ten początki swoje miał już pół roku temu, gdy o PokemonGo nikt nawet nie śnił.
Ciąg dalszy nastąpi...







Uf, uśmiałam się, jak zawsze zresztą xD Miło jest wrócić do swojego starego opowiadania, teraz jeszcze okraszonego waszymi genialnymi komentarzami :3 Wiem, że nie przemawia przez to skromność, ale jak na 15-latkę pisałam całkiem nieźle :o W tych późniejszych rozdziałach się rozkręciłam. Choć byłoby lepiej, gdyby moje opko nie chorowało na wielokropkozę :c Następne chyba już na to nie cierpiały, nie pamiętam... ale za to chorowały na niedokończeniozę... straszliwa przypadłość...
OdpowiedzUsuńo nie...
chyba się właśnie zaraziłam wielokropkozą...
czekam na kolejny post... oby pojawił się szybciej niż ten...................... ;D