12. ♫♬ Na lewo, na prawo, w górę i w dół... ♫♬ czyli The Nephilim Stone 3/3

Tomb Raider: The Nephilim Stone
By Mustelka
2007 – 2008

Trzecia część historii o tajemniczym kamieniu. I to akurat w dniu Twoich urodzin, Asiu!

Larę zaczynają otaczać ludzie, którzy okazują się być jacyś nieswoi. Nawet Helikoptery nie są już tymi samymi Helikopterami, których dobrodziejstwa zwykła używać. Chociaż archeolożka raz na zawsze pozbyła się upierdliwej wielokropkozy, to ma to swój efekt uboczny – chorobliwie rozgląda się na boki.
Towarzyszą jej również radosne przyśpiewki i z dawna utęskniony Kurtis – lecz tylko chwilę, bo zajęty jest realizacją swojego standardowego, opowiadaniowego planu. W tym samym czasie Salona-Karel-Nadine-Prosta okazuje się bardziej biała niż czarna, ale i to nie sprawi wcale, że stanie się godną antagonistką.
No, chyba że pożałowania.


Analizujo: Alex, Lilka11


10 październik 2004Tybet, godz. 15:00

Zgodnie z obietnicą poprzedniego chaptera nie dowiedzieliśmy się, kim była osoba, z którą rozmawiała Lara jeszcze kilka godzin wcześniej, w rezydencji Croft.

Na płaskim obszarze wylądował śmigłowiec. Wyskoczyła z niego nie kto inny, jak Lara Croft. Zaczęła się rozglądać i w tym samym momencie helikopter wystartował.
Opis tybetańskiego terenu i głównej bohaterki jak zwykle zaskakuje nas swoim bogactwem.

-Dobra – czego dokładnie mam szukać?
-Twoim celem jest świątynia. - zaczął Alister. - wygląda dość ciekawie, jakby znajdowała się w wąskim i wysokim kraterze...
-Może daruj sobie te szczegóły. - powiedział Zip.
Właśnie, przecież jak się o nią potknie, to ją zauważy!

-Ale Lara musi wiedzieć, jak ta świątynia...
-Nie musi. Lara, przesłałem ci już miejsce jej położenia na palmtopa. TO ci powinno wystarczyć.
Tygodnik Ostrołęcki.



Nad świątynią pojawił się helikopter.
Wszystkie pojazdy latające w tym opowiadaniu pojawiają się jak za sprawą teleportera.
Wtedy nie wymyśliłam jeszcze Dantego Leydona. D:

Po chwili została z niego spuszczona drabina linowa, po której zszedł mężczyzna. Zeskoczył na ziemię i w tym momencie drabina została z powrotem wciągnięta do śmigłowca, który następnie odleciał.
Nieprawdopodobne.

-No no, jak tu pięknie. - powiedział brunet. Spojrzał na kolumienkę stojącą na środku świątyni. Leżał na niej mały, połyskujący zielonym światłem, przedmiot. - a zaraz będzie tu jeszcze piękniej, kiedy zamiast tego kamienia będzie plama krwi... - wzdrygnął się.
Kurt, zabijasz kamienie? Ale one nie krwawią...

***

Croft była już przy skale, o którą zaczepiła się linka. Pociągnęła za nią i dalej zaczęła się wspinać łapiąc za wyrwy w ścianach skalnych.
-Nie musisz mi mówić – wiem to. - powiedziała wesoło.
-Skromności ci nie brak, to pewne.
-Alister też tam jest?
-Nie, pewnie poszedł się cieszyć, że mu podziękowałaś za tą świątynię…
( ͡° ͜ʖ ͡°)

Lara nie odpowiedziała.
-Dobra, żartuję – poszedł dalej pracować przy dzienniku.
Poczucie humoru Zipa jest coraz bardziej suche. Ale przynajmniej od początku chaptera wiemy, z kim rozmawia Lara. Coś za coś.

-O wiele lepsza odpowiedź! - powiedziała.
Wspięła się jeszcze po kilku wyrwach. W końcu doszła do półki skalnej. Chwyciła za jej brzeg i podciągnęła się do góry. Wyjęła PDA i sprawdziła swoje położenie.
-Hmm... to niedaleko... parę kroków przed siebie.
Czy tylko mnie się wydaje, że krater, w którym znajduje się świątynia, byłby raczej widoczny bez problemu?
Dlaczego Lara wciąż się podciąga i wspina, skoro mowa jest o kraterze?

***

Chłopak usłyszał głos.
-Cholera, ona już tu jest!
Rozejrzał się jeszcze raz – w świątyni były kolumny, za którymi padały ciemne cienie – idealne miejsce na kryjówkę. Brunet ukrył się za jedną z nich. Czekał.
To aż przykre, że mężczyzna tak bardzo ma na Larkę wyjebane, kiedy ona w poprzedniej notce myślała o nim aż przez cały akapit.
Prawda? I jeszcze się typ ukrywa.

***

To co ujrzała, wprawiło ją w niemały zachwyt. Wysoka wąska świątynia, ściany pokryte mchem i roślinnością, cztery kolumny, a na środku kolumienka. Leżał na niej fragment kamienia Nephilimów. Jego zielone światło nadawało wspaniały klimat całemu miejscu.
W Polsce już dawno kamień by ukradli, a świątynię ozdobili sprejem.
Mech nie jest rośliną. Całe życie w kłamstwie.

-Pięknie tu...
-Faktycznie...co za szczęście że masz headseta.
-Czy ja wiem. Podczas każdej wyprawy ciągle coś mi tam brzęczy i marudzi... a nie, przepraszam – to ty ciągle nawijasz.
Zawsze zastanawiało mnie, czemu Lara po prostu się nie rozłączy?
Przejawy sadomasochizmu.

-Dobra, już bez głupich żartów. Bierz artefakt i... hej... hej i jeszcze raz!, co jest?!
-Zip? Czy wszystko w porządku?
-Ejj, co wy tu robicie?! Hej, hej! Zatrzymaj czas! Niech biegnie! NIEch biegnie! Niech biegnie wolniej!
-Zip, to nie jest śmieszne... - w słuchawce dało się słyszeć szumy, łoskoty i krzyki.
Ano teraz już trochę jest.

Zaniepokoiła się. Stwierdziła, że trzeba się spieszyć, więc podeszła do kolumienki. Chciała się stąd jak najszybciej wydostać. I kiedy schyliła się, by wziąć kryształ, usłyszała huk i świst. Tuż za jej szyją przeleciała kula wystrzelona z pistoletu.
-Cholera, jak mogłeś tak chybić idioto! - szepnął krzyczący chłopak do siebie.


Nagle Croft poczuła, że jej broń zaczyna drżeć, wyrywać się jej z ręki, zaczęły z niej lecieć iskry.
Co za bubel! Czy to podlega reklamacji?
Pewnie i tak nie przyjmą z powodu złego użytkowania.

Dziewczyna puściła je, ono uniosło się w górę, poleciało kawałek przed siebie i zawisło w powietrzu. Lara była lekko oszołomiona. Jeszcze raz rozejrzała się po świątyni. Z początku pomyślała, że to przez to miejsce chirugai zaczęło się dziwnie zachowywać. Ale uznała, że to absurdalne. Powolnym krokiem szła w kierunku swojej broni, która ciągle unosiła się w górze. Chciała ją chwycić.
Przecież czyhający za rogiem morderca poczeka, prawda?

Nagle chirugai zatoczyło pętlę. Croft odwróciła się. Dalej wszystko stało się tak szybko. Obrót, upadek... Dziewczyna leżała na ziemi. A to, co zobaczyła, na zawsze pozostało w jej pamięci. Nad nią stał Kurtis, trzymając w ręku pe... chirugai. Wyraźnie było widać... że chciał ją ob... zabić. Przeturlała się na bok po czym szybko wstając wyciągnęła pistolety. Sytuacja co najmniej niezręczna. Jednak coś (spodnie) go powstrzymywało. Lara skorzystała z okazji i wyjęła pistolety.
Zrobiła to dwa akapity wyżej, dwie linijki wyżej i teraz – znów.
Wyobrażam sobie, jak za każdym razem wyślizgują jej się z rąk i chowają w popłochu do kabur.

Zaczęła się rozglądać po świątyni.
Od tego rozglądania się w nieskończoność dostanie oczopląsu.
Niech się rozgląda, byle wielokropki ustały.

Chłopak odwrócił się w jej stronę. Stali tak przez chwilę. Croft musiała szybko coś wymyślić, czasu nie było wiele.
Tyle, ile daje Narrator, a to zawsze do tej pory wystarczało.
Zawsze może kazać jej zsunąć się po jakiejś pochylni i znów zatrzymać czas.

Jak wziąć artefakt i wydostać się stąd nie zostając przy tym zabitym? Kurtis powoli zawiesił chirugai na pasku od spodni i wyjął borana z kabury. Lepiej nie było robić żadnych gwałtownych ruchów.
I właśnie dlatego kilka chwil temu wywrócił Larę na ziemię z prędkością godną podziwu.

Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, co myśleć o zaistniałej sytuacji. Teoretycznie mogłaby wypalić z tekstem „Trent, co ty tu robisz, przecież nie żyjesz?”, ale do by zabrzmiało co najmniej idiotycznie.
Wcale nie wyglądasz na bardziej rozgarniętą, machając głową na wszystkie strony.
Skąd ona wie, że to Trent, skoro w windzie w Sanitarium nazwał się tylko Kurtisem?

Lara zastanawiała się jeszcze przez chwilę – oczywiście! Przecież mogła zacząć rozmowę.


Croft mogłaby w ten sposób odwrócić uwagę Kurtisa i spokojnie wziąć artefakt.
Może i Larson, i inni wojacy nie byli zbyt rozgarnięci. No ale litości… Facet ukradł jej malowidło w Luwrze, zdążył ją jeszcze wtedy przy okazji zmacać, na dodatek posługuje się mistyczną bronią i MA MOCE, a ona ślepo wierzy w tak durnowaty plan. Życzę ci powodzenia, kobieto.

-No dobrze, więc... co ty tu właściwie robisz? - zaczęła, powoli zbliżając się do artefaktu.
-To samo co ty... i trochę ponadto. - odpowiedział, również podchodząc powoli do kolumienki.
-Ponadto?
-Taaa... otóż dostałem zadanie – zabrać artefakt i zabić Larę Croft.
-Kto ci to zlecił? - bohaterkę zaczęła powoli denerwować ta sytuacja.
-Nie twój interes. A teraz pozwolisz, że zabiorę ten artefakt i ewentualnie daruję ci życie.
Punkt 1. Jestem w dupie – wykonano.

♫♬Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto… ♫♬

-A dałbyś radę mnie zabić?
-Co?
-Pytam, czy dałbyś radę mnie zabić?
Chłopak został trochę zbity z tropu. Co? Czy dałby radę ją zabić?
No pewnie. Że nie.

-Zaraz możesz się przekonać...
Obiecanki-cacanki.

Croft była już na tyle blisko, że Kurtis bez problemu mógł jej przystawić lufę pistoletu do czoła.
♫♬ Tak blisko! Tak blisko jak ja… nie był ciebie nikt tak blisko…!  ♫♬

Jednak zanim to zrobił, Croft szybko się schyliła. Chciała chwycić kamień, Trent również. Chłopak popchnął Larę na bok i złapał artefakt. W tym momencie z góry wpadła do świątyni linowa drabina.
W takim razie dlaczego Larka nie mogła trafić z Helikoptera prosto do wąskiej i wysokiej świątyni, tylko musiała wpierw zmachać się wspinaczką?

-Wybacz, praca to praca. Żegnaj! - powiedział Kurtis. W jego głosie słychać było nutkę satysfakcji.
-Myślisz, że się mnie tak łatwo pozbędziesz? - szepnęła do siebie i wskoczyła na drabinkę. Chłopak dopiero w połowie drogi zauważył, że panna archeolog siedzi mu na ogonie.
Samoloty z funkcją teleportacji. Samoloty z funkcją wyciszania dźwięku silnika. Chcę.
Salona Karel von Nadine Prosta miała najwyraźniej lepszy sprzęt niż koledzy Larki.
Wszystko gorsze po znajomości.

-Cholera! Jak baba się przyczepi, to nie ma potem spokoju. - zdjął swoje chirugai z paska, wysunął ostrza i zaczął przecinać liny drabinki.
Komicznie to wygląda, wiedząc, że Chirugai z łatwością powaliło Gryfa, a linkę drabinki trzeba jednak ciąć. Poza tym Trent mógł je puścić i Chirugai cięłoby samo.
Wpuść chłopa do biura, to ci atrament wypije. :D

-Co ty wyprawiasz?
-Pozbywam się problemu.
Lara zaczęła się wspinać szybciej. 
No brawo. To ma sens, naprawdę.
Tyle że, kur*a, no nie
Może włączył się jej jakiś motorek... Albo to te wiedźmińskie moce.

Jednak kiedy Trent przeciął pierwszą linę, Croft straciła równowagę i zawisła na drabince trzymając się jej jedną ręką. Helikopter zaczął unosić się w górę. Dziewczyna próbowała wrócić do poprzedniej pozycji, ale Kurt kończył już przecinać sznur. Lina długo nie wytrzymała i Lara wraz z fragmentem drabinki zaczęła spadać w dół...

***

Odrzutowiec wylądował na sporym obszarze znajdującym się przed również sporą rezydencją. Wyszedł z niego młody, wysoki mężczyzna – nie kto inny jak sam pan Trent. Był wieczór. Kurtis wrócił właśnie z wykonanej misji. Mimo to nie był zbytnio zadowolony.
Ani nie zabił, ani nie poruchał.

W pomieszczeniu na bagaże leżała dziewczyna. Spała w najlepsze. Dopiero po chwili zorientowała się, że samolot wylądował. Wygrzebując się z niezbyt wygodnej podłogi odrzutowca wyszła na zewnątrz.
-Po raz kolejny linka magnetyczna uratowała mi życie. Chwała cudom techniki.
Punkt 2. Może zarucham – operacja w toku.

Znajdowała się prawdopodobnie na lotnisku. Trochę dalej zobaczyła chłopaka idącego w stronę rezydencji stojącej nieopodal. Musiała się tam jakoś dostać. Niestety w pobliżu nie było żadnych drzew, niczego, by mogła dotrzeć do budynku niezauważona. Postanowiła, że poczeka.
Muszę się tam dostać, więc tu poczekam! Genialne!

Gdy Kurtis wszedł do środka, Lara zaczęła biec w kierunku rezydencji, bo okazało się, że nikt więcej nie broni terenu, a wszystkie kamery akurat mają przerwę techniczną. 

Po niespełna paru minutach stała przed drzwiami wielkiego domu. Spróbowała je otworzyć – o dziwo był otwarte. Cicho weszła do środka.
Cicho, w zimowym kombinezonie z wyprawy do Tybetu.
Ach, ten imperatyw opkowy… Zawsze na czas.

Rozejrzała się – stała w długim korytarzu. Jej uwagę przykuły uchylone drzwi, zza których dochodziły głosy. Powoli podeszła do nich (do głosów). Stanęła przy ścianie i zaczęła podsłuchiwać.
-...artefakt?

♫♬Jedyne, co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE ♫♬

-A Croft? Czy udało się panu ją zlikwidować?
Pilot naprawdę nie widział, że oboje wspinali się po drabince? Czemu w ogóle ktokolwiek pozwolił Trentowi opuścić miejsce pracy, skoro nie wykonał prostego polecenia? Czy Gunderson nie miał go przypadkiem, ekhm, pilnować?

-Czy pani sugeruje, że nie potrafię dobrze wykonać zlecenia? - mężczyzna wyraźnie sie zdenerwował.
Lara nasłuchiwała z zaciekawieniem. Oba głosy rozpoznawała, jednak nie mogła skojarzyć jednego z nich.
Wiedziała, ale nie wiedziała.

-Przepraszam, ja nie chciałam nic sugerować... zatem wszystko poszło zgodnie z planem, jak mniemam.
-Tak.
-Doskonale…
Wystarczy wyglądać lepiej niż Gunderson i nawet największe suki są dla ciebie milusie.


Poza tym taki trochę kwik, że zaufała mu na słowo. 

Croft chciała zobaczyć, z kim rozmawiał Kurtis. Ostrożnie zaczęła iść wzdłuż ściany, potem drzwi. Wychyliła się. Zobaczyła coś, co niemało ją zaskoczyło. Trent rozmawiał z Nadine. Lara opierając się ręką o drzwi niechcący je trochę uchyliła. Skrzypnęły.
-Co to było?
-Zaraz sprawdzę.
(...)
Szybko skierował się w lewo, w kierunku, z którego dochodził hałas.
Biegnąc wyciągnął broń. Dobiegł do schodów. Na górze mignęła mu przed oczyma smukła sylwetka.
-No tak, panna Croft... Jak taka czymś się zaciekawi, to nawet zabić się nie da.
W sumie to jakoś szczególnie nie starałeś się jej zabić, Kurt.
Właściwie to nie zrobił nic w tym kierunku, tylko se poszedł. Lol.

Kurtis zaczął się wspinać po schodach. Stanął w krótkim korytarzu, z czterema parami drzwi. 
Nosił je na plecach od początku przygody, tylko autorka zapomniała nam o tym wspomnieć.

-Zabawa w chowanego w tym wieku? Nie do pomyślenia...
Otworzył pierwsze drzwi po lewej. Trafił do znanego nam już pokoiku z kominkiem. Rozejrzał się. Nie zauważył nic podejrzanego, jednak zaczął chodzić po pomieszczeniu zaglądając we wszystkie zakamarki. Nagle usłyszał skrzypnięcie podłogi. Na chwilę się zatrzymał nasłuchując. Następnie trzaśnięcie drzwi.
-Świetnie, wyszła jak gdyby nigdy nic. - pomyślał. Nagle w pokoju rozległ się dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Kurtis szybko się odwrócił i podbiegł do drzwi. Chwycił za klamkę.
-Hej... otwieraj! Cholera, otwieraj!
Lara zadowolona schodziła już po schodach. Kluczyk zostawiła w drzwiach – Jak się zorientują, to mu otworzą.
Kto? Przecież tam nie ma żadnej ochrony.
Robienie z Trenta kretyna. To mój ulubiony moment w tym opciu. <3
Mówiłaś, że moment z buritto. 
NO DOBRA MAM DWA ULUBIONE OKEJ?!!

Choć, jakby tak na to patrzeć, Kurtis potrafi przenikać przez ściany [trailer AoD], [podobno] jest byłym legionistą, czym się zawsze chwali, ma rentgen w oczach i moce telekinezy, ale stąd nie wyjdzie przez kilka scen. 
Także, no chyba nie.

Teraz trzeba się było stąd jakoś wydostać. Jednak najpierw dziewczyna wróciła pod drzwi, przy których niedawno stała. Pomyślała, że może Nadine znowu z kimś rozmawia. Wtedy Lara mogłaby się dowiedzieć czegoś więcej.
Skąd w niej tyle cierpliwości po AoD…? Raczej powinna tam wleźć i zrobić z nią to samo, co z Amandą.

-Czy wszystko poszło zgodnie z planem?
-Tak jest panno Karel. Nasi najemnicy zdobyli 3 fragmenty kamienia, które w posiadaniu miała panna Croft. - w pokoju rozległ sie męski głos.
-Panno Karel?! - pomyślała Lara. - Co tu jest grane?!
Opko jest grane.
Legendowe przygody rozmiękczyły Larkę. Niedobrze.

Wszystko zaczęło jej się układać w jedną spójną całość. Nadine potrzebowała Lary do pomocy przy zdobyciu wszystkich fragmentów kamienia Nephilimów. Jednak nie, żeby go zniszczyć. Zapewne by użyć jego mocy w celach pokroju zawładnięcia nad światem. Kolejna istotna rzecz: Karel – tak naprawdę się nazywała. Następny puzzel do układanki. To by było logiczne. Joachim Karel był związany ze sprawą Nephilimów, sam w końcu był jednym z nich. Ale jak oni byli ze sobą powiązani? A ci najemnicy, wtedy, w Pradze? To byli jej najemnicy. Tylko co oni tam robili?
Powinna się kapnąć już wtedy, gdy Nadine wybrała spacerek wśród wojaków, zamiast wracać z Larką, ale wtedy najwyraźniej wciąż doskwierała jej wielokropkoza.

A w Gujanie, Grenlandii – to jej najemników tam widziała! Natomiast na sam koniec... oczywiście! Kiedy Croft pojechała po ostatni potrzebny artefakt, panna Karel mogła posłać swoich ludzi do Croft Manor po pierwsze zdobyte części. A żeby Lara jej nie zawadzała w dalszych fazach planu, postanowiła jej się pozbyć. Z marnym skutkiem.
Tak to jest, jak się wynajmuje Kurtisa. Każda autorka wie, że Kurtis musi to spaprać.
Spaprać wszystko, a na końcu umrzeć. Oto przepis na dobre opko.

Mimo, że wszystko, a przynajmniej większość się wyjaśniła, panna archeolog nie bardzo mogła pozbierać myśli. Teraz, kiedy wiedziała co trzeba, jedynym jej celem była ucieczka z tego miejsca.
Żadnej żądzy zemsty? Chęci ratowania świata przed Nadine? KIM jesteś i CO zrobiłaś z LARĄ?!


Nagle dziewczyna usłyszała dziwny dźwięk. Jakby ktoś roztrzaskał drewno.
-No tak, Trent!
Bohaterka zajrzała do pokoju w celu sprawdzenia, czym są zajęte osoby w środku. Po raz kolejny w ostatnim czasie, to co zobaczyła zaskoczyło ją. Karel rozmawiała z Gundersonem.
Nagle dziewczyna usłyszała czyjeś kroki po schodach. (...)
Nie zważając, czy Nadine i Gunderson ją widzą, przebiegła obok pokoju. Trzeba było szybko znaleźć jakieś wyjście. Nagle w jej słuchawce zaczęło szumieć.
Wszystko dzieje się tak nagle...
Z zaskoczenia.

-Halo...halo, Lara?
-Zip?!
-Tak...
-Dzięki Bogu żyjesz! Słuchaj, czy mógłbyś przysłać po mnie helikopter? Dasz radę mnie namierzyć?
Czy ona chwilę temu nie wpadła na to, że ludzie Karelówny wbili jej na kwadrat i mogli coś Zipowi zrobić? Dlaczego ta Lara jest taka trochę przytępawa?
Wciąż ją trzyma po nieustającej wielokropkozie.

Croft zatrzymała się na rozwidleniu korytarzy. W lewo czy w prawo? Skręciła w prawo.
Prawilnie.

Znalazła się w kolejnym korytarzu. Było tutaj kilka par drzwi pozostawionych przez Kurta. Nie zastanawiając się długo znowu pobiegła w prawo, a potem w lewo, tak jak prowadziła droga. Stanęła przed drzwiami, wyglądały jak wyjściowe. Chwyciła za klamkę i pociągnęła. Ani drgnęły.
-Cholera, zamki!
Zaczęła przekręcać, każdy po kolei. Znowu spróbowała otworzyć. Udało się. Była na zewnątrz. Przed nią rozpościerał się piękny zielony ogród.
Ciekawe, co w tym czasie robili Kurtis, Gunderson i Karelówna.
Tego nie wiem, ale jestem pewna, że Winstona wzruszyłby widok ogrodu.

-Zaraz helikopter powinien być.
-Dzięki...
-A, słuchaj... właściwie to co ty robisz w Pradze?
-W Pradze? To ja jestem w Pradze? Dobrze wiedzieć.
Nikt się nie spodziewał, że Praga może być taka zielona.

Nagle na horyzoncie pojawił się maleńki punkcik, który zbliżał się dość szybko, ledwo dostrzegalny na nocnym niebie. Po chwili helikopter zawisł nad ogrodem, a z jego drzwi zleciała linowa drabina. Bohaterka wskoczyła na nią i zaczęła sie wspinać. W połowie drogi zauważyła, że z domu wybiegł Kurtis. Zaczęła wspinać się szybciej. Po chwili była już bezpieczna w śmigłowcu.
Lara ma helikoptery w każdym mieście, w każdym kraju, na wszelki wypadek.
Ale nie takie bajeranckie jak te od Nadine.


Rozdział 7

10 październik 2004
Croft Manor, godz. 21:00
Kto jak kto, ale myślałam, że akurat Mustelka będzie ogarniać dwunastogodzinny system zegarowy Brytanii.

-A więc to wszystko to jeden wielki spisek, tak? - Zip nie okazywał zbytniego zaskoczenia.
Pewnie udawał, tak samo jak udawał obrażonego za nazywanie go kobietą.
Za przesiadywanie w takiej willi z ciepłym obiadkiem pod nosem ja bym udawała zainteresowanie.

-Tak. Zapewne teraz, kiedy Karel ma wszystkie artefakty, zamierza wyruszyć po Laskę Nephilimów. Połączy fragmenty, a potem pójdzie boso zawładnąć światem... czy coś w tym stylu.

Tak w ogóle to jakoś nie kojarzę, aby tu się rozwinął ten wątek z napadem na rezydencję. Podobno miało być porwanie, ale Larcia po przygodzie wraca jednak do ciepłego domku. Aha.

-Co? Jak to? - Zip nie wiedział, o co pannie Croft chodzi. Przez chwilę obserwował ją zdziwionym wzrokiem po czym wzruszył ramionami i wrócił do pracy.
Lara leżała na łóżku w swojej sypialni. Nareszcie mogła ogarnąć myśli. Kurtis żył. I po dwóch latach powrócił – by ją zabić. Choć przecież nie z własnej woli, a na zlecenie.
Wielka mi różnica.
Pewnie pociesza się jego „niezłomną” determinacją.

To kim on był, że otrzymywał takie zadania? Jednak Lara się nie zastanawiała nad tym, bardziej ją interesowało, że chłopak... chyba nie byłby w stanie jej zlikwidować. 
Ej, ale typ jest po trzydziestce... Dlaczego wszyscy pisali o nim „chłopak”?
Sama widziała, że coś go powstrzymywało. Dlatego też zadała mu wtedy tamto pytanie. Niby przystawił jej lufę pistoletu do czoła. Ale to nic nie znaczy. Ważne jest, czy dałby radę pociągnąć za spust.
Prócz tego Croft próbowała ogarnąć samą sytuację 2 lat istnienia Trenta.
Trenta juniora.

Czemu się nie odezwał?
Gaworzył, ale nieskutecznie.

Cóż, a czemu powinien? Kto chciałby utrzymywać kontakt z osobą przejmującą się tylko, nazywając rzeczy po imieniu, własnym tyłkiem? Z osobą nie zadającą sobie trudu jakim jest pomoc w potrzebie.
Cóż, powinien. Właściwie to się dziwię, że nie przyszedł wcześniej po Chirugai.

Z chaotycznych zamyśleń wyrwało ją pukanie do drzwi.
-Proszę!
Do pokoju zajrzał Winston.
-Lady Croft, pani kolacja już gotowa.
Lara wstała z łóżka. Staruszek odwrócił się i poszedł, zostawiając drzwi uchylone. Dziewczyna zamknęła je wychodząc z pokoju, po czym po chwili siedziała już w jadalni.
Naprawdę doceniam w tej szczegółowości brak opisu schodzenia po schodach.

-Widzę, że panienka odzyskała apetyt. - stwierdził lokaj trochę ironicznym tonem. Faktycznie, Croft bardzo chętnie zjadała przygotowaną przez Winstona kanapkę.
– A kiedy ugotujesz fasolkę?
– Łokcie ze stołu. No już, raz-raz.

Chwilę później talerz był pusty.
-Powiedzmy, że stało się coś, co poprawiło mi... humor.- odparła, wstając. Wyszła z jadalni. Winstona zaskoczyło zachowanie Lary.
Ponieważ według jego tradycji, po posiłku zawsze trzeba było jeszcze co najmniej dwa dialogi przesiedzieć przy stole, przy pustym talerzu.
AoD jednak mocno się na niej odbiło, skoro bycie na celowniku mordercy poprawia jej nastrój.
I nie ma ochoty ani na zemstę, ani nie przejmuje się, że miał miejsce włam do jej domu... chyba miał.

-Cholera! Powiedz, co się stało, bo ciekawość mnie zżera! - wyrzucił z siebie Zip. Lara zaczęła się śmiać. Kiedy już mogła złapać oddech, odpowiedziała:
-Nic takiego... po prostu... - Zip patrzył na Croft z wielką nadzieją, że się czegoś dowie. Nagle zauważył Alistera schodzącego po schodach.
No to patrzył na Croft czy na schody?
Załóżmy przez chwilę, że Lara stała na schodach, a Zip krzyczał do niej przez cały salon.

-Lara, dobre wieści – przetłumaczyłem kolejne części pamiętnika z wakacji – rzekł Alister, wtrącając się od czapy w partie narracyjne.
-TY IDIOTO! - krzyknął Zip. Alister spojrzał się na niego z przerażeniem.
-To świetnie! I nie przejmuj się Zipem... Chyba ma dziś zły humor. - dziewczyna ledwo powstrzymywała się od śmiechu. Chłopak z wściekłą miną schował się z powrotem za monitorem. Alister usiadł obok Lary na kanapie.
-A więc... czego się dowiedziałeś?
-Laska Nephilimów znajduje się w świątyni Koyu Iblis Havra w Turcji. Prawdopodobnie tam uda się Nadine.
Według GoogleTłumacz z tureckiego: Ciemny Demon Synagoga.


***
11 październik 2004
Croft Manor, godz. 8:00
Lara wypoczęta , z plecaczkiem na plecach, była gotowa do podróży. (...) Croft otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz. Po raz kolejny w tej przygodzie wsiadała do taksówki. Samochód ruszył...

11 październik 2004
Turcja, godz. 12:00
Z Londynu do Turcji w cztery godziny? Nice.

Croft jechała na motorze. Na horyzoncie widać już było świątynię. Po chwili Lara dostrzegła także parunastu ludzi i kilka motorów. Byli to prawdopodobnie najemnicy Karel.
Mordercze mechy.

Panna archeolog wyciągnęła pistolet. Jak już zrobić wejście, to z wielkim hukiem.
Najemnicy dostrzegli w oddali szybko zbliżający sie obiekt. Przygotowali się do ataku. Nagle ów obiekt zaczął strzelać. Mężczyźni odwzajemnili to porcją pocisków. Kiedy Croft była bliżej, część z nich zaczęła rzucać granaty, ale nic jej się nie stało, bo to Lara.

Była to oczywiście Nadine. Stała przed kolumienką, na której leżało pięć fragmentów artefaktu. Lekko uniosła nad nimi laskę Nephilimów. Nagle odwróciła się – zauważyła Larę.
-Ahh, panna Croft... witam. Jak widzę, wciąż żywa.
-Mi również jest niezmiernie miło. - powiedziała dziewczyna zgryźliwym tonem. - Niestety, ale pani pracownik nie do końca wywiązał się ze swojej roboty. I jak widać stoję tu, cała.
-To nie był mój pracownik. Został wynajęty. Postawiłam wysoką sumę – której oczywiście nie otrzymał. Nie płacę za zadanie wykonane w połowie.
Jak wynajęty, to już nie pracuje dla ciebie. :D
Ciekawe, co na to Kodeks Pracy.

-Nie wszystko musisz wiedzieć, Lara. Ciekawość cię kiedyś zabije... - po tych słowach Nadine delikatnie dotknęła laską jednego z fragmentów. Ten zabłysł mocniej i przyciągnął do siebie pozostałe cztery. Tak połączony kamień uniósł się nad kolumienką.
To po cholerę ona wcześniej stała na środku sali z laską wyciągniętą nad głową? Skoro wystarczyło stuknąć w kamień?
Najpierw odprawiła modły, aby starocie nie rozsypały się od stuknięcia.

W tym czasie Karel zdawała się przechodzić swego rodzaju transformację. Cały czas trzymając laskę Nephilimów, jej skóra zmieniła kolor na biały.
Zgłaszam reklamację. Wcześniej nikt nie pofatygował się wspomnieć, że była inna.
Że jak czarna, to już inna? RASIZM.

Dłonie przekształciły się w szpony, a z pleców rozwinęły się skrzydła niczym u anioła.
Ktoś mi tu śmierdzi…


Lara potrzebowała właśnie takiego przebiegu sytuacji. Teraz, kiedy artefakt był w całości, mogła go zniszczyć. Nadine wzleciała w górę.
-Chcesz wiedzieć, po co to robię?! - zamachnęła się i cisnęła w Croft zieloną, świecącą kulą. Dziewczyna zrobiła unik.
-Przede wszystkim, by zdobyć władzę! - Karel wysłała pannie archeolog kolejny pocisk, którego ta znowu ominęła.
-A poza tym... -przemieściła się w inne miejsce. - by pomścić brata!
-Brata?! Masz na myśli Joachima Karela?!
Ale Joasiek żyje!
[Odnoszę się do wywiadu z Murtim Schofieldem, chociaż fakt, w tamtym czasie nie wiedzieliśmy].

-Teraz dokończę to, co zaczęłam! - tego ataku nie udało się Croft ominąć. Dziewczyna upadła na ziemię, upuszczając pistolety. Kiedy próbowała wstać, jej przeciwniczka podleciała do niej. Chwyciła ją za szyję i przycisnęła do ściany. Lara próbowała się uwolnić, jednak bez skutku.
Zawsze dziwiły mnie te opisy; lepiej skupić się na upuszczeniu pistoletów niż metodach uwalniania się z uścisku.
W szkołach powinni załatwiać darmowe kursy samoobrony, mielibyśmy większe pole do popisu.

-Nie sądziłam, że to będzie takie proste... to twój koniec, Laro! - pannie archeolog zaczynało brakować tchu.
Więc jak wynika z narracji, ostatnie zdanie Lara wykrzyczała sama do siebie.

Nadine miała już zadać jej ostateczny cios. Nagle rozległ się huk. Uścisk wokół szyi Croft gwałtownie się rozluźnił, dziewczyna upadła na ziemię, próbując złapać oddech. Powoli wstała. Nie zważając, co się stało z Karel, podbiegła do jednego z pistoletów. Wycelowała w kamień.
Co w tym czasie robiła Karel, skoro Lara wstawała powoli?
Rozpaczała nad złamanym paznokciem, stąd ten huk.

-Co ty robisz?! NIE! - skrzydlata odepchnęła chłopaka, który do niej strzelił i natychmiast zaczęła lecieć w stronę Lary. Jednak nie zdążyła. 
Transformowała, ma skrzydła i pazury, miota zielonymi pociskami i generalnie jest ultrapotężna, a daje się załatwić zwykłym śmiertelnikom; na dodatek strzela do niej typ, który dał się zamknąć w pokoju.


Croft nie zwróciła na niego większej uwagi. Musiała uciekać – świątynia zaczęła się zawalać.
Ech, i znów biedny Kurtis pozostawiony sam sobie, na pastwę losu.
Rozmyśla o nim, zadaje mu podchwytliwe pytania; wie, że jej nie zabije, ale co tam! Zostawmy go na pewną śmierć, a potem za nim popłaczmy.
#fucklogic

-Zip, namierz mnie i przyślij helikopter!
-Ok.
Nie wierzę! Zip powiedział tylko „ok”? Kim jesteś i co zrobiłeś z Zipem?!
To przez zażenowanie związane z porzuceniem Kurtisa. Ot, męska solidarność.

Wspinając się po drabince, wciąż strzelała do wrogów. W końcu była bezpieczna, w środku. Wracała do domu. Nagle... coś do niej dotarło...
Stanęła przy wyjściu ze śmigłowca i rozejrzała się za świątynią, w nadziei, że zobaczy kogoś z niej wybiegającego. Niestety – budowla po chwili zupełnie runęła. W jej pobliżu nie dało się dostrzec nikogo.
Gunderson i jego ludzie też byli wynajęci, ale niezatrudnieni, więc złożyli wypowiedzenie i nie przyszli do roboty.



Epilog

Drzwi Croft Manoru otworzyły się szeroko.
Bo polska „rezydencja” nie brzmi wcale cool.

Lara Croft wróciła z przygody. Z przygody, którą właśnie zakończyła.
♫♬ Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda... ♫♬

-Lara! Akcja jak zwykle świetna! Kurcze, szkoda że to już koniec... - krzyknął ze swojej pracowni Zip.
Jednak Croft nie odpowiedziała.
-Uhm... rozumiem, że jesteś smutna, w końcu to była świetna zabawa, ale… skoro już skazałaś chłopaka na śmierć, nie powinnaś teraz rozpaczać.

Lara weszła powoli po schodach, po czym skierowała się do swojego pokoju. Zipa zaskoczyło jej zachowanie. Wiedział, że dziewczyna uwielbiała przygody i kiedy któraś się kończyła, panna archeolog była nieszczęśliwa. Jednak teraz musiało się stać coś więcej.


Zawsze byłam wściekła na ten epilog. Nie dość, że czekało się na niego za długo, to jeszcze okazał się być długości drabble i Lara nie uroniła w nim tej jednej, kryształowej łzy.
No i, jakby tego było mało, Kurtis ostatecznie nie poruchał.

Po całej niesamowitej, innej, dynamicznej historii również czułam rozczarowanie zakończeniem. Chociaż sam epilog nigdy nie był dla mnie zły, a wręcz przeciwnie, zapowiadał kolejną historię, miał w sobie pewną obietnicę, o tyle nigdy nie mogłam zrozumieć śmierci Kurtisa. Jest to co prawda nierozłączny element wszystkich opowiadań, jednak sposób, w jaki ponownie znika z naszego życia, przywołuje wspomnienia Egiptu. Ciężko mi wyobrazić sobie zapłakującą się za Kurtisem Larę, która następnie postępuje ze swoim obiektem westchnień tak, jak postąpił z nią Werner.
I jak tu lubić taką główną bohaterkę...?
Kuniec.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz