Tomb Raider: Angel of Darkness 2
By Nasty
KWIECIEŃ 2008
Adres: http://misscroft.bloog.pl
Analizujo: Alex, Lilka11
*Jako
że to opcio jest o tej pory najpoprawniejsze i bogate w opisy, nie było sensu
wklejać całości. Wrzuciłyśmy więc najciekawsze fragmenty, ale nie stawiałyśmy (...),
bo musiałybyśmy robić to obsesyjnie często. Taka forma nie zabija jednak sensu
– główna fabuła jest przedstawiona i prowadzona chronologicznie.
W odsłonie Nasty Lara
okazuje się jeszcze bardziej rozpieszczoną przez rodziców,
wredną francą niż zwykle. Jak na poszukiwaną panią archeolog przystało, po
Egipcie zachowuje się irracjonalnie. Zbyt długie przesiadywanie w Sanitarium
poskutkowało zanikiem pamięci. Z pomocą przychodzą jej Kurtis, który
prawdopodobnie nim nie jest, i Winston, który przeżywa swój pierwszy bunt
młodzieńczy.
EPILOG GRY – PROLOG
Wróciła na miejsce walki z Boaz. Zeszła z balkonu. Na podłodze leżały zwłoki Boaz, dalej ciało wielkiego owada, a obok – jego ucięta głowa.
Ani śladu Kurtisa.
A plama krwi i Chirugai, to co?
Posprzątał przed wyjściem.
Czy
istniał naprawdę? Sądziła, że tak – jak Bouchard i Luddcik.
Chociaż
oboje nie żyli. Ale ona żyła. Zawsze istniała. Wierzyła, że Kurtis też.
Te zdania pojedyncze albo miały zbudować klimat, albo zirytować
czytelników. Nie mam pewności.
Wciąż
trzymała Chirugai na wyciągniętej ręce. Ostrze schowało się. Uśmiechnęła się.
Stała,
wpatrując się przed siebie – w ciemność korytarza, z którego zaledwie pół
godziny temu wypuszczono Boaz.
Schowała
metalowe kółko.
Moda na określanie Chirugai metalowym/blaszanym trwa!
Boli mnie „kółko”.
Rozdział 1: Tchórzliwa ucieczka
Znała
Kurtisa chwilę, ale już wiedziała, jaki jest.
Och, Larka. Doprawdy? Faceta widziałaś ze dwa razy na oczy…
Ale przecież macanie mają już za sobą.
Czasami
i ona też oceniała tak siebie – zdecydowana, nie licząca się z innymi. Dotąd
jej to nie przeszkadzało. Dopiero wtedy zrozumiała, że chciałaby się zmienić,
być inna. Przez ten jej egoizm zginął Werner.
A co tam, że przez egoizm Wernera ona sama omal nie zginęła w
Egipcie! Poznała tru lov, więc najwyższy czas się zmienić.
Właściwie to Werner zginął, bo skontaktował się z Larą zbyt późno, a
nawet gdyby zrobił to wcześniej, to Monstrum i tak by go dopadło. Więc co za różnica.
W
końcu za kolejnymi drzwiami oślepiło ją odbijające się od śniegu słoneczne
promienie. Zamrugała parę razy; przemierzając wciąż szare, oświetlone kiepskimi
jarzeniówkami korytarze, zapomniała już, że istnieje coś takiego jak słoneczne
światło naturalne.
O, Słońce! Zapomniałam już, że istniejesz. :<
Życie zaskakuje, szczególnie kiedy przez kilka godzin nie widzisz
światła słonecznego.
Podeszła
do ogrodzenia. I odwróciła się. Spojrzała jeszcze raz na siedzibę Kabały.
Budynek wydawał się jej taki mały z zewnątrz. I czy to możliwe, żeby to tam
właśnie przed chwilą zginęli dwaj ostatni Nephilmowie? [Pssst! Nephilimy
– szepnęła Lilka]
Na pewno możliwym jest, aby nikt nie zauważył efektów tego ogromnego
wybuchu.
A
może jest ich więcej? Potrafią się maskować – Karel jej to zaprezentował. A
może nie potrafią się rozmnażać i dlatego tak wiele wart był Phroto, o którym
słyszała? Chociaż to pewnie był tylko nieudany eksperyment.
Następnym eksperyment był udany, więc nazwano go Proto bez h.
Jej
uwagę zwróciło jakieś ciche chrząknięcie. Zwróciła głowę w tamtą stronę. Na
niskim murku kawałek dal ej spokojnie siedział Kurtis i patrzył na nią,
opierając się plecami o siatkę.
W poprzednim akapicie podeszła do ogrodzenia. Kurtis musiał się
dobrze wtopić w tło.
Biorąc pod uwagę, że ma w klatce piersiowej dziurę na wylot...
Wyglądał
tak, jak go zapamiętała – niebieskie oczy, ciemno-blond, wiecznie rozczochrane,
przydługie włosy. No, może poza tą dziurą wielkości
grejpfruta...
EJ, ZARAZ! W ogóle w jakim wszechświecie Kurtis jest ciemnym blondynem?
AŁtorkowy świat v2.0.
-Kurtis
– wydusiła z siebie; ledwo mówiła ze zdenerwowania. Przez nią on teraz…? –
Kurtis, co Eckhardt… co Karel… co oni ci zrobili?
Larka ma strasznie słabą pamięć. Zapomniała o Słońcu;
zapomniała, że jakieś pół godziny wcześniej zostawiła Kurtisa na arenie z Boaz;
zapomniała, że poszła za Eckhardtem sama i go zabiła.
Za długo siedziała w Sanitarium.
Wypuszczali
kolejne stworzenia, aż któreś go zabije? A potem Eckhardt albo Karel zajął się
nim osobiście? To było możliwe – Karela nie było tuż przed starciem z Boaz i od
początku jej walki ze Eckhardtem, jakby się spóźnił.
-
Boaz – odparł krótko Kurtis; głos miał drżący słaby, a skórę niemal w
odcieniu śniegu.
To wskazówka, że był już martwy.
Martwy-ale-żywy-i-jeszcze-nie-padł.
Bo-opierał-się-o-siatkę.
–
Co z Eckhardtem?
-Nie
żyje. Ale co z tobą…?
-W
porządku –szepnął, ale zamknął oczy.
-
O, cholera! – zaklęła głośno. Próbowała go ocucić, ale nic to nie dało.
To nie cholera. To jad.
W
końcu znalazła komórkę. Na szczęście, bateria jeszcze się trzymała. Zadzwoniła
na pogotowie. Jakoś udało się jej dogadać po angielsku. Podała adres.
Poprosiła, aby informacje o stanie zdrowia pana Trenta przekazywano na jej
komórkę. Rozłączyła się. Była pewna, że tam gdzie jest dziwny wypadek, wkrótce
będzie również policja.
Strasznie łebska ta bateria.
Już widzę czeską słóżbę zdrowia chętnie informującą nieznanych ludzi
o stanie zdrowia pacjentów.
A co dopiero nieznane baterie...
Siedząc
w samolocie, myślała.
Jak to możliwe, że skoro jestem poszukiwana za morderstwo, pozwalają
mi tak łatwo podróżować z miejsca na miejsce?
Rozdział 2: Wreszcie (?) w domu
Z
początku niewielu ją poznało – zazwyczaj wyróżniała się z tłumu, bo już
przedtem ktoś za nią krzyczał, a ona biegła tak, że nikt jej nie mógł dogonić.
Tym razem wysiadła ze zwykłej
taksówki, ubrana w dżinsową, wygniecioną marynarkę, takie same spodnie i czarną
podkoszulkę.
Potem przerzuci się na
taksówkę niezwykłą. Nie będzie jeździć przecież jak jakiś plebs.
Miała włosy zaplecione
niestarannie w warkocz i czarne okulary przeciwsłoneczne. Reporterzy rzucili
się na nią: zasypali pytaniami, podetknęli mikrofony. Flesze błyskały. Jakoś
udało się jej przebić przez ten tłum. Dotarła do drzwi i otworzyła je,
ignorując natrętnych dziennikarzy.
A gdzie policja? Lara jest GŁÓWNĄ
podejrzaną o morderstwo Wernera. Tak tylko przypomnę.
No i przed domem też wciąż stali
natrętni reporterzy. (...)
Lara Croft (35 l.), brytyjska skandalistka,
została oskarżona o morderstwo swojego byłego mentora,
Wernera von Croya (81
l.).
No jasne, taa… Chyba Winstona.
Werner urodził się w 1940, a Larka – 1968. Jeżeli Larcia ma w opku 35 lat, to
on – 63.
Oj tam, można naciągnąć; może po
spotkaniu z Monstrum nagle się postarzał?
Tydzień temu przybyła do Paryża. 15
sierpnia około
23:00 widziano ją, jak wychodziła z mieszkania zamordowanego z krwią na rękach.
Ja wiem, że w wersji na peceta
nie było efektu padającego w Pradze śniegu, ale ten na ulicach jednak leżał...
W poszukiwania Croft zaangażowano całą
francuską policję. Uznano ją za niebezpieczną. Na swoim koncie ma również
włamanie do muzeum Luwr, zabicie około 30 strażników, pełniących służbę –
prawdopodobnie użyła gazów trujących. Muzeum jest na razie nieczynne do
odwołania. Ostatnio widziano ją w kradzionym aucie. Wg niepotwierdzonych
wiadomości, obecnie przebywa w Czechach.
Doskonałe powody, aby pozwolić jej
jeździć z kraju do kraju i odpoczywać w domu na kanapie.
- O… mój… Boże – wydusiła z siebie. Patrzyła
na Winstona. Milczał i badał ja wzrokiem. – To po prostu… kłamstwa! Te
szmatławce szukają sensacji! Owszem, byłam w mieszkaniu Wernera tamtej nocy.
Tak, włamałam się do Luwru. Prawda, pojechałam do Pragi cudzym autem. Ale ten
człowiek chciał mnie zastrzelić – o tym nie ma ani słowa! Poza tym, nikogo nie
zabiłam!
Po tym, jak zachowywała się w
AoD, nie podejrzewałabym ją o taką histerię.
Trochę kłamała.
-Wierzę – zapewnił ją Winston, zgodnie z
prawdą. Wyjął gazetę z jej drżących rąk. – Sugerowałbym, aby pani teraz
odpoczęła. Myślę, że miała pani ciężki tydzień.
-Och, tak, Winstonie – szepnęła. – Żebyś
wiedział, jak bardzo…
Winston odprowadził zdziwionym spojrzeniem
swoją panią do schodów.
Czemu zdziwionym, skoro wierzył
jej – ku zapewnieniom narratora – zgodnie z prawdą?
Po tym, jak w poprzednich częściach
mordowała każdego, kto się nawinął, chyba może być nieco zdziwiony, że nagle ją
to męczy :D
Albo boi się, że będzie
następny.
Krzyk wściekłości wydarł się z gardła
Karela.Nie znaleziono ciała Trenta, ale zwłoki Boaz – tak.
Jestem jednak za tym, aby
uprzedzać, kiedy zmienia się scena.
Scena jest wciąż ta sama, tylko
nagle pojawił się Karel, cóż za nagła zmiana akcji. :D
Przecież wyraził się jasno – nie dopuścić,
aby chłopak wyszedł cało z tego spotkania. Eckhardt już raz go zlekceważył, a
teraz nie żyje. Nie wolno dopuścić, aby plan – plan, który realizował ponad dwa
tysiące lat – nie powiódł się. Przywróci do życia swoich braci. Zyska ich
poparcie i przy okazji zdobędzie władzę nad całym światem.
Przebrana w świeże ciuchy Lara siedziała na
kanapie, z kolanami pod brodą, i wpatrywała się w leżącą na stoliku komórkę,
która uparcie nie dzwoniła.
Nie ma to jak na jeden akapit
wpaść zobaczyć, co u Karela, poczytać o jego jednej myśli i wrzasku, po czym
wrócić bez pardonu do Larci.
Robimy zakłady? Ja obstawiam, że
Karel u niej mieszka potejamnie.
W sumie osiemdziesiąt pokoi... sprawdzałabyś każdy codziennie? xD
W sumie osiemdziesiąt pokoi... sprawdzałabyś każdy codziennie? xD
Potem przechadzała się po ogrodzie pod bezgwiezdnym
niebem.
Jedna mądra nie opisała
dokładnego wstawania z kanapy i wyjścia z domu.
Lubiła noc. Wszystko jest wtedy inne,
tajemnicze, niezbadane. Także wtedy najlepiej odpoczywać. Ale ona nie zaśnie,
póki nie uporządkuje myśli.
Zaraz po opuszczenia lotniska udała się na
komisariat.
Może wypadałoby jednak
uprzedzać przed retrospekcją albo zastosować kursywę?
Ale zabrali jej paszport. Ta myśl ją
rozwścieczała – ruszyłaby już, teraz, z miejsca, do Pragi, albo Paryża, na
pogrzeb Wernera, ale nie miała jak. Bo przewidywalni policjanci skonfiskowali
jej też prywatny odrzutowiec.
Odholowali go na parking
policyjny strzeżony.
No to będzie rachuneczek. :D
Właśnie przez to i wspomnienia sprzed kilku
godzin nie mogła zasnąć. Jak ona, ta, która w wieku dziesięciu lat przybyła
samotnie Himalaje…? Ta, która pokonała… T-Rexa? Ta, która wydostała się z
egipskiego grobowca, w którym została pochowana żywcem, spadając w głęboką
przepaść…? Ta, która walczyła z niedźwiedziami, lwami, tygrysami, gorylami,
skorpionami, wielkimi pająkami i żywymi mumiami…? Jak ostatni tchórz – z obawy
przed niewygodami?! Była zawiedziona sobą.
I tyle krzyku o pogrzeb kogoś,
kto omal jej nie zabił, a sam skończył z flakami wywalonymi na ścianie.
Prawda? I gdzie Kurtis w tym
wszystkim?
Rozdział 3: Zadośćuczynienie
Winston nie był pewien, dlaczego Lara chodzi
taka przygnębiona. Widział, że nie może znaleźć sobie miejsca. A to biła worek
treningowy z zaciętą miną, a to spędzała długie godziny, zamykając się w swoim
pokoju i włączała na full radio i słuchała ukochanego zespołu U2 (kocia muzyka,
jak mawiał Winston).
Czyli właściwie to wszystko jest w normie.
Ale czasem nawet ten hałas nie tłumił jej
głośnych westchnień. Często Hałas słyszał,
jak schody trzeszczą grubo po północy – Lara wtedy albo schodziła do ogrodu,
albo z niego wracała. Często pytała go, czy nie słyszał przypadkiem, aby
dzwoniła jej komórka (chociaż wszystkie numery mogła sprawdzić na wyświetlaczu)
albo czy ktoś z policji nie dzwonił na telefon domowy, ale odpowiedź zawsze
była taka sama – nie.
Przecież policja nigdy nie
kontaktuje się z podejrzanymi.
Lara kończyła obiad – drugie danie, gdy
poczuła, jak komórka wibruje w kieszeni jej dżinsów. Na wyświetlaczu widniał
nieznany numer. -Halo?- spytała bez większego entuzjazmu.
Tak czekała na telefon, a jak
już odebrała, to w ogóle nie włożyła w to serca. D:
Pozory muszą być; kim by się stała,
gdyby dała poznać rozmówcy, że czeka na telefon?
-Czy dodzwoniłem się do Lary Croft? –
usłyszała w słuchawce dobrze znany, głęboki męski głos. Nie mogła się nie
uśmiechnąć – ten głos brzmiał trochę ironicznie, tak, jak go zapamiętała, chociaż nigdy wcześniej nie słyszała, jak brzmiał przez
telefon.
- Raczej tak –odparła. Obrzuciła Winstona
ostrzegawczym spojrzeniem pt. „wyjdź stąd, bo nie wypłacę ci premii” Staruszek
jednak wydawał się tego nie zauważać.
Ciekawe, na co Winston przeznacza
te premie.
Niezgrabnie zbierał talerze, chociaż Lara
wiedziała, że potrafi to robić o wiele szybciej.
Jej lokaj ma z osiemdziesiątkę…
Ale z niej sucz. Przecież odebrała komórkę, to mogła sama sobie wyjść z domu.
Lara nie potrafiła już znieść obecności
Winstona. Chciała krzyknąć na niego, żeby wymiatał, bo ona chce porozmawiać,
ale rzuciła mu tylko jeszcze jedno ostrzegawcze spojrzenie. Chyba zrozumiał; w
końcu przeszedł, podejrzanie powoli, z jadalni do kuchni.
Winston wymiata. <3
-No, dobra. Kiedy cię wypisują?
-To dobre pytanie. Może ty ich o to spytasz?
- Mnie nie zechcą tym bardziej powiedzieć.
-Spróbuj.
-Podaj adres. Znajdę numer w necie.
Powiedział jej.
-Co?! Leżysz w jakiejś dziurze? Po tym jak
uratowałeś świat?
-No, to lekka przesada. –odparł skromnie.-No,
dobra. Zaraz tam zadzwonię. Cześć.
-Tylko, Lara? – dodał, gdy chciała się
rozłączyć.
-Tak?
-Nie przedstawiaj się. Tylko spytaj. Powiedz,
że jesteś moją siostrą czy coś.
Przecież jest poszukiwana. Nie
chcieli Kurtisowi dać jej numeru, a zaraz sama zadzwoni do szpitala z tego
samego aparatu…?
-Ależ oczywiście –odparła i rozłączyła się, a
po chwili wykonała jeszcze jeden telefon.
A nie miała najpierw poszukać
numeru w Internecie?
Rozdział 4: Rehabilitacja
Dzień 1 września Lara miała już zaplanowany. O godzinie 18:00 miała odebrać Kurtisa ze szkoły
Tak. Aby zadośćuczynić mu to, że go opuściła,
postanowiła załatwić jego transport do prywatnej kliniki w Anglii. Opłaci
wszystkie koszty.
Tak, Larcia. Wszystkie złe uczynki
można załatwić forsą. Tak.
Ale jej plany nie powiodły się. Była 15 minut
przed czasem, gdy zadzwonił do niej Winston. Czekała już na samolot, którym
miał przylecieć Kurtis. Winston jednak powiedział jej, że policja dzwoniła. I
że wzywają ją natychmiast na komisariat.
Wow, obudzili się.
Wstrętne, rozwydrzone gliny. Myślą, że mogą
tak wyciągać ludzi z domu, kiedy im pasuje? Że też, kurna, nie mieli kiedy
zadzwonić!
Niech się cieszy, kurna, że nie
wbili jej na kwadrat i nie wyprowadzili w bransoletkach.
Powiedziała Winstonowi, że ma podesłać
limuzynę pod lotnisko. A sama wsiadła do swojego srebrnego bmw i pojechała na
policję. Po drodze wykonała kilka telefonów – nawrzeszczała na swojego
adwokata, że nic jej nie obchodzi, że on ma teraz inne sprawy, i że ma
natychmiast przyjechać.
W końcu za coś mu PŁACI.
20:03. Lara weszła do hollu prywatnej
kliniki, rozdrażniona. Przesłuchanie trwało 2 godziny. I jeszcze te korki po
drodze. A pora odwiedzin…
-Pora odwiedzin właśnie się skończyła –
poinformował Larę łysy lekarz.
No to czas wyciągnąć portfel…
-Więc proszę mi chociaż powiedzieć, co ze
stanem zdrowia Kurtisa Trenta?
-Pani jest kimś z rodziny?
-Nie, ale… jestem Larą
Croft, stado reporterów wbiło mi za główną bramę rezydencji, mówią o mnie w
telewizji i radio, i w necie, a ty mnie masz czelność nie poznawać, PLEBSIE?
-Przykro mi, ale informacji osobom spoza
rodziny nie udzielamy.
-Ale to ja opłacam jego pobyt tu…
-Przykro mi. To nic nie znaczy.
Tum dum dum…
Ba dum tss.
Wyjęła Chirugai i odcięła lekarzowi głowę. Tak, znów łamała prawo.
Nawet, jeśli Kurtis nie leżał na parterze, to bez trudu wespnie się po bluszczu
na wyższe piętra. Dla alpinistki to pestka.
Chirugai, sypiąc złote iskry, poszybowało do
jednego z otwartych okien na parterze. Tam nie paliło się światło.
Tak się zastanawiam, nie byłoby jej
łatwiej poczekać, aż lekarz zniknie z pola widzenia, i skitrać się w pokoju
Trenta?
Kurtis leżał na plecach i wpatrywał się w
idealnie biały sufit. Obmyślał plan na następny dzień. Zadzwoni do Lary.
Ciekawe, dlaczego nie mogła przyjść? Pewnie zatrzymało ją coś ważnego. Chociaż…
zawahał się.
Też bym się zastanowiła nad tym dwa
razy, przecież już w Strahov zostawiła cię samego, by wrócić do domu i zadręczać się tym, że
cię zostawiła.
Znał ją tylko kilka dni, zamienili parę słów i się pomacali.
Niespecjalnie zdziwiła Kurtisa ta nocna
wizyta. Bo tylko jednego gościa mógł się spodziewać tutaj o tej godzinie.
Przed chwilą myślał, żeby do
niej zadzwonić rano, a teraz wychodzi na to, że się jej spodziewał. Kurtis, ty
kłamczuszku.
Siedziała chwilę na parapecie i patrzyła, jak
Chirugai, świecąc jasno, leci radośnie do
ręki swojego właściciela. Ten z kolei chwilę trzymał je w dłoni i gładził z
zadowoleniem ostrze, które po chwili schowało się.
Szczeniaczek Chirugai. ^^
Lara w tym czasie podeszła w kierunku drzwi.
Przekręciła klucz w zamku (i ona tyle płaci za opiekę w tym szpitalu, gdy
każdy, kto chce może wejść i wyjść?!) i zapaliła światło.
Kurtis wyglądał lepiej niż wtedy, na tyłach
siedziby Kabały. Ale nadal był nieco blady.
Efekt uboczny zmartwychwstania.
Miał zabandażowany brzuch i prawą rękę w
gipsie.
- Chyba nie wolno ci tu być? – zaczął rozmowę.
-Nie, dlaczego? Przecież zapłaciłam.
Chciała się jakoś wyłgać, stwierdzić, że
zasady są po to, żeby je łamać. Ale napotkała jego surowe spojrzenie (człowiek
zawsze uczciwy – jak o nim myślała).
Ona naprawdę znała go tylko
kilka dni? Minęła się chyba z powołaniem; powinna była zostać psychiatrą.
Znów na niego spojrzała. Uniosła brwi; ona go
chyba nigdy nie zrozumie.
Przecież jeszcze w pierwszym
rozdziale znała i rozumiała go ponoć bardzo dobrze.
- No, dobra – spoważniał. – Co z Eckhardtem?
- Nie żyje – odparła po prostu. – Co z tobą?
Uwaga, rozdział pierwszy, Lara
rozmawia z podziurawionym Kurtisem:
- Co z Eckhardtem?
-Nie żyje. Ale co z tobą…?
-W porządku - szepnął, ale zamknął
oczy.
- A Nephilm? – dopytywał się. – Co z
Cubiculum Nephilm? I pozostałymi Obrazami Obscura?
Kurtis tak o wszystko pytał, że dowiedzieć
się od niego czegoś o nim samym nie mogła. Rozmawiali bardzo długo – aż w końcu
zaczęło świtać.
Lekarze dobijali się do pokoju. Kurtis na
pożegnanie opisał Larze Proto Nephilm – uśmiechała się do siebie przez całą
drogę powrotną.
Eksperymenty morcderców jego ojca. Śmiechom nie było końca.
Zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu.
O Larze plotki w gazetach nieco ucichły.
Zawieszono śledztwo w sprawie śmierci von Croya. Badano rękawicę przyniesioną
przez Larę. Zabroniła policji udzielać jakichkolwiek informacji prasie.Wszystko
układało się dobrze.
Teraz to Lara dyktuje warunki.
Ma najwięcej cennych śmieci na sprzedaż.
Rozdział 5: Prawda
Siedziała na miejscu kierowcy i nie włączała
silnika.
-Mówiłaś, że pokonałaś Eckhardta i Karela?
Ile razy jeszcze będą się
upewniać? Gadali o tym w pierwszym rozdziale, potem całą noc w szpitalu, a
teraz znowu.
Parę rozdziałów temu zakładałam
Alzheimera u Larci, ale teraz nie jestem pewna, kogo dopadł.
-Opisz mi, jak zniszczyłaś Cubiculum Nephilm.
Zdała sobie sprawę, że dokładnie jeszcze tego
nie zrelacjonowała.
To o czym oni rozmawiali wtedy
całą noc … -.^ ?
- Złapałam wtedy leżącą obok ciała Eckhardta
rękawicę, wdrapałam się po drabinie do tego Cubiculum… Do jego nogi przyłożyłam
rękawicę…
Kurtis nagle spojrzał na nią niespokojnie.
-Rękawicę? – powtórzył.
-Tak. Co…?
Na jego twarzy malowało się rozczarowanie i
szok.
Ta prawda poraziła ją.
Przeszedł ją dreszcz. Cubiculum i Karel żyją.
Mogła się spodziewać, że rękawica
nie podziała, skoro tyle się nalatali za okruchami.
-Dobrze się czujesz? – spytał niepewnie.
-A jak mam się czuć?! – odparła ze złością,
uderzając dłonią w kierownicę, a potem w lusterko nad sobą.
–Cholera – warknęła, kiedy rozbiła szkło i
skaleczyła sobie dłoń, chociaż tego akurat nie zauważyła. Spojrzała za to we
wsteczne lusterko.
Chwila, to siedząc w samochodzie ma
się przed sobą więcej lusterek niż „wsteczne”? Czy zbiła to zewnętrzne?
Rzeczywiście – za nimi jechał czerwony
peugot. Za jego kierownicą siedział łysy mężczyzna. Gunderson.
Przyśpieszyła jeszcze bardziej. (...)
Kątem oka zobaczyła jego bladą twarz.
Zwolniła, bo oto już byli na miejscu – przed jej domem, a pościg gdzieś zniknął.
Gunderson pewnie jej nawet nie
śledził, tylko od razu kierował się na Manor.
Przesiadł się do helikoptera i skitrał na dachu.
Przesiadł się do helikoptera i skitrał na dachu.
- Nieco inaczej zapamiętałem lotnisko –
stwierdził Kurtis, mierząc wzrokiem okazałą posiadłość. Spojrzała na niego z
rozbawieniem. Ale mówił poważnie.
- Żartujesz? Myślisz, że po tym, wszystkim
tak po prostu sobie pójdziesz? Mowy nie ma! To jest mój dom. Jak widzisz, mały
nie jest. Nie będziesz nocował w hotelu, tylko tutaj za połowę ceny. Przez jakiś czas. Trzeba
to rozwiązać. Zwłaszcza, że ja nie mogę ruszać się z Anglii, bo zabrali mi paszport, który nie jest mi potrzebny w strefie Schengen, i prywatny odrzutowiec.
Edit, 2021: Piękne to były czasy przed Brexitem.
Potężnie zbudowany, gorylowaty człowiek
uchylił okno swojej ciężarówki i obserwował zabytkowy budynek po przeciwległej
stronie ulicy.
Brama przez chwilę nie zamykała się i znany
jako Odźwierny męzczyzna zobaczył, jak z auta wysiadają mężczyzna i kobieta,
których ogłuszył w Luwrze. Karel będzie zadowolony. Tym bardziej, że ten
niedojda, Gunderson, zniknął gdzieś z tyłu.
Najwyraźniej nie oglądał
ostatnio telewizji i nie wiedział, gdzie Larcia mieszka.
Rozdział 6: Informator
- Winstonie, przedstawiam ci Kurtisa Trenta.
Pomagał mi, gdy byłam w Czechach. Kurtis, to jest Winston, mój kamerdyner.
Kurtis zamieszka tu przez jakiś czas. Przynieś mi klucze do tych pokoi obok
mnie.
Dwóch pokoi, bo oto Kurtis i jego
wielkie Ego.
Zabezpieczają się, jakby Winston
urządzał babcine posiłki.
Służący nie podał dłoni Kurtisowi.
Żegnaj, premio.
Mierzył go nieufnym spojrzeniem. Bardzo
zdziwiło to Larę: Winston zazwyczaj był szczęśliwy, mogąc poznać kogoś nowego.
Mało miał okazji, bo całe życie
nie wychodził poza teren rezydencji, a Lara jest snobką i nie ma znajomych.
-Co się panu stało? – spytał kamerdyner z
czystej uprzejmości.
-A, jestem trochę posiniaczony – odparła
Kurtisa.
-Podziurawiony – poprawiła go Lara.
-Pani Anaya Imanu dzwoniła do pani –dodał po
chwili służący, podając jej bezprzewodowy telefon.
Oho, kolejne opcio w
alternatywnym wszechświecie, w którym Larcia-prawie-ginąca-w-Egipcie jest
Larcią-z-zombie-mamą.
Oddalił się na piętro. Lara tylko rzuciła
Kurtisowi spojrzenie „nie wiem, co mu jest; nigdy się tak nie zachowywał” i
przyłożyła do ucha słuchawkę.
-Cześć, Lara – usłyszała głos przyjaciółki.
-Anaya – stwierdziła. – Co u ciebie?
Lara, która dzwoni bez wybierania
numeru. Też tak chcę.
-Tak. A skoro się do mnie odzywasz, to
znaczy, że nie wierzysz, że to ja zabiłam Wernera? Co za ulga.
-Chyba żartujesz?! Wiem, że nie potrafiłabyś
tego zrobić. On był dla ciebie… Mendą, która
cię zostawiła...
Zamilkła.
- No, dobra, to co z tym „Monstrum”? –
spytała szybko Lara.
- Mam dla ciebie dwie wiadomości. Pierwsza:
zabójca jest nijaki Cornel. Eric Cornel. A wiadomość druga: jego matka, Diana
Cricred – „Skąd ja znam to nazwisko?” Zastanowiła się Lara. - byłaby zainteresowana
spotkaniem z tobą. Mówi coś o jakimś Pierwszym Malowidle. Że dużo zapłaci za
znalezienie go.
Hajs się musi zgadzać, więc
Lara na to poleci.
Myśli, że może ty coś wiesz. Będzie w
Londynie za dwa dni. Czy mam jej podać twój adres e-mail i numer telefonu?
Kolejna, która nie ogląda
telewizji.
- Taak… W sumie możesz. A kiedy ty
przyjedziesz?
-Planuję… Nie wiem. Mam urlop za trzy
tygodnie, ale do tego czasu nie uzbieram takiej sumy pieniędzy.
-Żartujesz?! Lecisz na mój koszt! Sama bym do
ciebie przyjechała, ale mnie uziemili.
Dobrze, że zostawili ją przy
kasie.
Ach, ta Lara wszystko może kupić.
-Słyszałam. Ale ten przelot…
- Usłyszę jeszcze jedno słowo sprzeciwu, i
nie odezwę się do ciebie do końca życia. Obiecuję.
Szantażystka.
- No, ale…
- Zaraz wysyłam pieniądze pocztą. Żebyś przez trzy tygodnie przepieprzyła je na coś innego.
Zanim dojadą, akurat minie tyle czasu.
-Dzięki, Lara. I jeszcze… trafiłam też na
ślad czegoś, o co też mnie pytałaś. Kamienne zdobione podium. Jest też w
Boliwii…
Gdyby tylko mogła jechać… Ale nie mogła
ruszać się z Anglii. No i ta śmierć von Croya, afera z Czarnym Aniołem.
Najpierw to rozwiąże. A potem pojedzie do Boliwii. I do Peru, jak już kiedyś
planowała, wraz z Anayą. I gdzie tylko będzie chciała,
bo ją na to stać.
-Eric Cornel – powtórzyła, dłubiąc w zamku. –
Główny podejrzany, oskarżony o morderstwa jako „Monstrum” w Kairze. Te
informacje nie dotarły do Europy.
-On by tego nie zrobił – zaprzeczył Kurtis.
-Ach, tak? – spytała; jakoś nie ufała mu.- A
więc go znasz, tak?
-Tak – potwierdził; zrozumiał, że Lara mu nie
odpuści.- To mój brat. Podobno. Przyrodni.
-Syn Diany Crieced? – nie mogła wyjść ze
zdumienia. Świat jest mały.
Zaraz… To dlaczego Eric ma
nazwisko Kurtisa matki, a nie ojca?
Dlaczego nie ma nazwiska SWOJEJ
matki?
-Owszem. Nie wiem, czy to naprawdę mój
przyrodni brat. Może Diana chciała tylko wymusić alimenty? W każdym razie,
mieliśmy inną matkę, a (chyba) tego samego ojca. Ale mamy dobry kontakt… To znaczy
kontaktowaliśmy się dopóki… - odwrócił wzrok.
– O! Popatrz tam! Ktoś się właśnie włamuje przez płot...
Lara zrozumiała go. Bracia nie kontaktowali
się od śmierci ojca. Chciała spytać, jaki Eric miał kontakt z ojcem – może
rzeczywiście był „Monstrum”? Może to naprawdę on zabił Konstantego na zlecenie
Eckhardta?
Ildefonsa Gałczyńskiego chyba.
Dotarło do niej, że nie może przekręcić
klucza.
-Winstonie, dałeś mi inne klucze –
powiedziała do krótkofalówki.
-Zaraz idę, proszę pani –doszedł ich głos z
urządzenia.
No co za wredna picz! :D Potem się dziwi,
że Winston nie lubi Kurtisa, jak przez niego Croft albo wygania Smitha z
pokoju, albo każe mu zapierdylać po tych wszystkich schodach z kluczami, jakby sama sobie nie mogła pójść do przedpokoju.
Ale przecież mu płaci. :D
-I co z Ericem? – spytał Kurtis.
-Nie mam pojęcia – wzruszyła ramionami. Coś
nadal jej nie pasowało. –Właściwie… skąd to nazwisko? Diana Cricted. Konstantin
Trent.
Nope ;___; Heissturm.
Przez chwilę milczał, ociągał się z
odpowiedzią. Miała wrażenie, że chłopak nie chce o tym mówić.
-Masz niezłą chatę – skomentował.- Mam
nadzieję, ze się nie pogubię.
Uśmiechnęła się lekko, ale szybko spoważniała.
-Diana będzie za dwa dni w Londynie – wróciła
do tematu.
-I co? Będziemy próbowali się z nią spotkać?
-Żadne „my” – stwierdziła.
Hmm… to po co wyciągałaś go ze szpitala i pozwoliłaś u siebie przekimać?
Był łóżkową stroną całego planu.
Zawsze działała w pojedynkę; dlaczego teraz
miałoby się to zmienić?
Może dlatego, że jeszcze przed
wejściem do domu powiedziałaś mu, że musicie zakończyć tę sprawę razem, ale co
ja tam wiem...
Kurtis rzucił jej ostre spojrzenie.
-Dlaczego z góry zakładasz, że to zrobił?
Wzruszyła ramionami.
-Wszystko na to wskazuje.
-Wszystko wskazuje też na to, że to ty
zabiłaś Wernera von Croya!
-I na to, ze ty nie istniejesz! – krzyknęła
wściekła, i zaraz tego pożałowała.
Jeżeli Kurtis nie istnieje, to nie
istnieje także jego brat oraz nie istnieli jego rodzice. Gdyby jednak oni istnieli, to i tak już nie żyli, a LV skończyło się na Konstantinie. To by też
znaczyło, że Karel nie ma się czego
obawiać.
Ale Lara tego nie wie. :D
Ale Lara tego nie wie. :D
Jeśli to Karel, pewnie liczył, że uda się jej
zdobyć Malowidła, i spróbuje je jej ukraść. Ale jeśli Kurtis Trent naprawdę istniał, mógł jej pomóc; służyć informacjami o Kabale, walczyć.
Kurtis (lub Karel –dodała w myślach) patrzył na nią zdezorientowany.
Aaa, bo tu nie chodzi o to, że Lara myśli, że Kurtis nie istnieje wcale, tylko że Karel się pod niego podszywa… No ale czy Karel jako Nefilim leczyłby się w publicznym szpitalu tak długo? Mógłby zadzwonić do niej i udawać chorego, fakt, ale czy ten jego plan byłby tak desperacko szczegółowy, by Joasiek na przykład stracił przytomność pod Sanitarium i dał sobie zagipsować rękę? Śmiem wątpić.
-Skąd ci to przyszło do głowy? – spytał niespokojnie.
Nie odpowiedziała; po co? Odwróciła się tylko
na pięcie i ruszyła bez słowa w stronę wyjścia. Zatrzymał ją: złapał za
ramiona, obrócił w swoją stronę, próbowała się wyrwać, ale zmusił ją, aby
spojrzała mu w oczy.
-Kto ci to powiedział? – powtórzył z
naciskiem.
-Karel – odparła w końcu, czuła jak
niebieskie oczy przewiercają ją na wylot.
W końcu udało się jej uwolnić. Podeszła do
drzwi.
-Dobranoc- powiedziała, ale nie usłyszała
odpowiedzi. Wyszła.
Lara biegła do swojego pokoju.
Półmetrowy maraton.
Rozdział 7: Wróg rodziny
-Dlaczego tak dziwnie traktujesz Kurtisa? –
spytała w końcu, kiedy on sam o tym nie wspomniał.
Ale ty też nie traktujesz go jakoś normalnie. Winston przynajmniej jest tylko niemiły, a nie zarzuca mu kłamstw na poziomie tożsamości. XD
-No, dobrze. Czy kiedykolwiek czytała pani
pamiętnik swego ojca?
-Ty czytałeś?
-Nie, nie – odparł prędko. – Chodzi mi raczej
o zdjęcie. Pan Croft tuż przed śmiercią przysłał ostatnie zdjęcie. Na nim jest
pan Croft, a obok niego mężczyzna o nazwisku Konstantin Cornel.
Heissturm było dla Konstantina od małego tak trudne do
zapamiętania, że z radością przyjął nazwisko małżonki.
-Cornel? – powtórzyła. Eric Cornel
-Tak. Współpracowali oni niedługo przed
śmiercią pani ojca. Zginęli tam oboje.
-Dziękuję ci, Winstonie – powiedziała. –Ale
co to ma wspólnego z Kurtisem?Jego brat ma na nazwisko Cornel, ale…
Podał jej wyblakłą fotografię.
Nosił ją zawsze przy sobie, na
wszelki wypadek.
Poznała to miejsce; było niedaleko
Kilimandżaro. Tam zginął jej ojciec. Na tle gęstej puszczy, stało dwóch mężczyzn:
ojciec Lary i osoba, której nie znała.
Taka puszcza znajdowała się
tylko w tamtych rejonach.
Ale dalej, za nimi: ciemne włosy, jasne oczy,
zacięty wyraz twarzy. I to badawcze spojrzenie.
Kurtis miał na tym zdjęciu około 15 lat.
O, a teraz Kurtis nagle ma włosy ciemne, a nie ciemny blond?
Czyżby analityczny umysł Winstona
podpowiadał mu, że Kurtis zabił zarówno ojca Lary, jak i swojego?
Czyli Kurtis istniał naprawdę. Może też ze
względu na znajomość, ojca jego i jej, postanowił jej pomóc.
Okraść w Luwrze i zmacać.
Rozdział 8: Diana Criected
-To beznadziejne – stwierdziła Lara z
goryczą. – Po co tam leźliśmy? Po to pojechałam do Paryża, znalazłam Margaret
Carvier, zapłaciłam
Pierrowi, włamałam się do La Serpent Rogue, odnalazłam Luise’a Boucharda w
śmierdzących kanałach- wyliczała. – włamałam się do Luwru, przeszłam miliony
schodów, narażałam życie w mieszkaniu Wernera, pojechałam do Pragi, uciekałam
przed policją, włamałam się do mieszkania Vasileja i nadal czuję się niewinna…
Przeszłam strefę cholernych, gryzących kwiatków wielkości drzew, olbrzymich robali, czekałam w tym cholernym zamknięciu na ciebie i spędziłam kilkanaście minut pod woda, przebiłam Eckhardta dwoma Okruchamia, ty pokonałeś Proto, Boaz, o mało nie wykrwawiłeś się na śmierć…
Przeszłam strefę cholernych, gryzących kwiatków wielkości drzew, olbrzymich robali, czekałam w tym cholernym zamknięciu na ciebie i spędziłam kilkanaście minut pod woda, przebiłam Eckhardta dwoma Okruchamia, ty pokonałeś Proto, Boaz, o mało nie wykrwawiłeś się na śmierć…
Miliony schodów jednak były
najgorsze.
Co to są Okruchamie?
-Zapomniałaś o takim szlachetnym czynie,
jakim było podebranie mi Okruchami –
przerwał jej, ale kontynuowała niewzruszona.
– Właściwie, jak dostałeś się do Luwru?
-Więc opcja pierwsza – starał się mówić
lekkim tonem, ale Lara wyczuwała w jego głosie napięcie.- Wszedłem tak jak ty.
Opcja druga – przez chwilę pracowałem pod dowództwem Gundersona, aby wykryć
plany Kabały. Wiesz, tam nie widzą swoich twarzy. Chodzą w tych niebieskich
kombinezonach; znają się ewentualnie tylko ze zdjęć. Tylko wtajemniczeni mogą
się tam dostać, jakoś udało mi się wymigać od testów sprawnościowych i tym
podobnym.
Z nimi miałbyś największy problem,
co?
Prawdziwy Legionista, nie w kij
dmuchał.
Z nudów wstał i zaczął krążyć po bibliotece.
Było tam bardzo wiele książek, a każda miała swoje ściśle określone miejsce.
Nieprawdopodobne.
– Robota czeka. Dzwoniła Diana. Jutro
przyjeżdża do Londynu. Chce się tam ze mną spotkać na SoHo.
-Hmm… Myślisz, że to na pewno bezpieczne?
-Tak – odparła po chwili namysłu. – Myślę, ze
tak. Więcej powiem ci, jak się z nią spotkam.
- O ile znów nie stwierdzisz, że jestem
Karelem – zauważył przytomnie.
Powinien się przyznać i uciekać gdzie
pieprz rośnie, miałby mniej kłopotu. :D
Ale o tym przekonamy się
dopiero w kolejnej części. :D
Ciąg dalszy nastąpi...



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz