14. Laptopy Samsunga – wybuchały, zanim to było modne – czyli TRAoD 2 MissCroft 2/4



Tomb Raider: Angel of Darkness 2 MISSCROFT 2/4
By Nasty
MAJ-SIERPIEŃ 2008

Analizujo: Alex, Lilka11

Niechęć Winstona do Kurtisa udziela się też pozostałym domownikom, więc Trent poszukuje starego przyjaciela. On też nie przyznaje się do mnicha. Zresztą nic dziwnego, gdy ten wciąż krzyczy, odprawia egzorcyzmy i czarne msze. Larze w tym czasie towarzyszą dwie nowe koleżanki, ale i one nie pomagają jej pokonać bossa. Jest zdziwiona, że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów, w czego efekcie ucieka się do kradzieży i kłamstw. Nawet dzięki temu nie odzyskuje zaginionych rozdziałów i ostatecznie znów pyta ludzi o Bucharda.


ROZDZIAŁ 9

Elegancka kolacja W restauracji było głośno i duszno. Sala była wielka, nie szczędzono miejsca, budując lokal. Ludzie rozmawiali, choć sprawiali wrażenie znudzonych.
-Jeszcze jej nie ma? – dziwił się Kurtis
-Nie – szepnęła Lara do mikrofonu, ukrytego we włosach (headset – mikrofon i słuchawka, stały kontakt). Nie chciała mówić głośno, bo bała się, że wzbudzałaby jeszcze większe zainteresowanie.
Szeptanie do siebie też nie świadczy o czymś wybitnie normalnym.

Słyszała jakieś wysokie, krótkie dźwięki w tle.
– UH! AH! OOOH!

-Kurtis – wycedziła przez zaciśnięte zęby, próbując się opanować. – Co ty, do cholery, wyprawiasz? Grasz na PSP, ratując świat?
Po chwili dał się słyszeć jego zduszony okrzyk. – To ona!
Lara spojrzała w stronę wejścia. Do restauracji weszła jasnowłosa kobieta. Nie była młoda, miała około 70 lat, ale poruszała się z niewymuszoną elegancją. Miała bujne, śnieżnobiałe, rozpuszczone włosy i szare oczy. Ubrana była w szary garnitur.
Może to jednak był duch?

-Proszę wybaczyć spóźnienie, panno Croft – powiedziała swoim suchym głosem, podchodząc do dziewczyny.
-Nie szkodzi – odparła tamta też swoim, ale mokrym, wstając. Podały sobie ręce.

Podszedł do nich kelner; złożyły zamówienie.
-A teraz, panno Croft – przeszła do rzeczy Diana. – Ile chce pani za tę usługę?
-A ile pani proponuje?
-Pięćset tysięcy dolarów przelewem na konto.
-Sześćset - powiedziała Lara.
„Niech myśli, ze robię to tylko dla pieniędzy”
Niech czytelnicy myślą, że nie robię tego wcale dla pieniędzy...

-Dobrze. A więc. Szukam Malowideł Obscura. Werner pewnie coś pani powiedział?
-Tak. Tuż przed śmiercią coś wspominał.
-Pewnie zastanawia się pani, po co są mi one potrzebne.
– Nie, wcale nie.

Otóż działam przeciw instytucji zwanej Kabałą. Mówiąc bardzo ogólnie: mężczyzna imieniem Karel chce zebrać wszystkie obrazy Obscura. W ten sposób zdobędzie władzę nad światem. Prawdopodobnie ma ich już 3… (...) Jeden jest gdzieś we Włoszech. Drugi… cóż, mam tu.. – Diana wyjęła ze swojej torebki mały pakunek. Ostrożnie podała go Larze. – To nieznany mi język. Nie mogłam znaleźć tłumacza. Powinna pani go rozszyfrować.
Czy to rozsądne wozić się po tłumaczach z malowidłami będącymi kluczem do zniszczenia świata?

Lara rozerwała papier. W środku był… kamień, wielkości zaciśniętej pięści.
Fail. :c

Przyjrzała mu się dokładniej. Dopiero po chwili dojrzała na nim jakieś wyżłobienia. Były to dziwne znaki alfabetu. Choć…
-To hebrajski – stwierdziła prawie natychmiast Lara. – Będę musiała zająć się tym w domu.
Chyba Alister.
Naprawdę tak dziana kobieta miała problem ze znalezieniem odpowiedniego tłumacza? To nie jest jakiś niezwykły język.

Proszę wybaczyć, rozumie pani. To taka stara odmiana języka. I ja już od dłuższego czasu go nie używałam. Mogę go zabrać, prawda? – dodała.
Wstyd przed Jezusem, że się go nie zna.

Diana wzruszyła ramionami.
-Tylko widzi pani; jest pewien problem. Na razie jestem uziemiona…
Wtedy najpierw usłyszała w słuchawce krzyk Kurtis, i o mało od tego wrzasku nie ogłuchła:
-Lara, oni tutaj są!
Czemu Kurtis wciąż krzyczy?
Taka natura krzyku „Kurtis”.

Spojrzała na Dianę. Ta patrzyła na nią dziwnie, bo chyba i do niej dotarły słowa „Kurtis”. A potem spojrzała gdzieś za Larę. Dziewczyna odwróciła się w tamta stronę i zrozumiała, dlaczego oczy Diany zrobiły się okrągłe.
Ona też ułyszała  krzyk „Kurtis”.

Do lokalu zaczęli włazić mężczyźni w niebieskich kombinezonach.
-Kurna – szepnęła Lara (choć akurat jest to przekształcone o literkę słowo:-)) i szybko przykucnęła pod stołem.
To co właściwie powiedziała?
„Kurta”.          

Kurtis myślał panicznie.
To musiało być traumatyczne.

Siedział w samochodzie Lary. Kiedy zobaczył najemników, nie mógł nie krzyknąć „Kurtis”.
Teraz zastanawiał się gorączkowo.
Jak on to przeżyje, bidulek. :<

Co ma zrobić: dzwonić po policję? Odprawić egzorcyzmy? Albo od razu iść i pomóc Larze? Prawie natychmiast zdecydował się opcję numer 2. Wyplątał się ze wszystkich kabli, szybko pobiegł do bagażnika, aby wyjąć z niego swojego x-Borana.
Nowa odmiana krucyfiksu.

Ale nie mógł go znaleźć.
Lara zdążyła już rozedrzeć swoją suknię po bokach. Zdjęła szpilki. Do pasków na udach dopięła pokrowce na broń. Wygrzebała ze swojej torebki dwie bertty 9mm i umieściła je na swoim miejscu, gdy padły pierwsze strzały.
-Kurtis, gdzie ty, cholera, jesteś? – powiedziała do mikrofonu, ale nikt nie odpowiedział.
Opuścił ją?
Szuka krucyfiksu.

Ok. więc teraz działa na własną rękę. Musi rozprawić się z tymi cwaniaczkami. Błyskawicznie wyskoczyła zza stołu i posłała w stronę wejścia serie kul z berrt i znów się schyliła pod stół, aby zmienić magazynek.
Bertty miały małe, ale wymienne końcówki.

Biegnąc w ich stronę, zrobiła wślizg. Facet poleciał na swojego sąsiada, tamten na kolejnego, tworząc efekt domina, i w ten sposób załatwiła trzech naraz.


Podbiegła do następnego i kopnęła go w brzuch; zatoczył się i upadł. Piątemu przywaliła w szczękę, a ten stracił przytomność. Wszedł jeszcze jeden; w dłoni miał nóż. Szedł w jej stronę, a ona musiała się cofać. Dopiero po chwili zauważyła, że nie ma już gdzie uciekać.
Mogła odskoczyć w lewo.
Może tam stała doniczka?
No to w prawo?
Bertty.

Powinna uciec. Rzuciła się w stronę tylnego wyjścia, pociągnęła za klamkę, ale drzwi były zatrzaśnięte.
Dlaczego jak walczyła z nożownikiem, to nie miała gdzie uciec, a teraz nagle ma za sobą jakieś drzwi?
Drzwi aktywują się po zabiciu nożownika. :D

Tymczasem facet podchodził coraz bliżej i jego strzały były coraz bardziej celne.
Co to w ogóle znaczy? Albo się trafia, albo nie. 

Zaczęła wykonywać uniki.
Mężczyzna drasnął ją w ramię, ale nie zwracała na to uwagi. Myślała, że zaraz będzie z nią koniec. Patrzyła bezradnie, jak facet zmienia magazynek.
Bertty patrzyły razem z nią.

Ale wtedy rozległy się inne strzały; pojedyncze, cichsze. Mężczyzna upadł. Oczom Lary ukazał się stojący w progu Kurtis.
– Znalazłem swój krucyfiks!

-Nie mogłeś przyjść wcześniej? – spytała z wyrzutem.
-Jesteś naprawdę niewdzięczna – żachnął się chłopak, strzelając do dwóch ostatnich najemników, którzy wbiegli do sali. Gdy skończył, położył coś na ziemi. W restauracji nie było już nikogo poza nimi. – Uratowałem ci życie. I przyszedłbym wcześniej, gdybyś mojej broni nie wpakowała do torby z prowiantem.
Kolejne opko, w którym Kurtis wychodzi na idiotę – done.
         
-Trzeba było zatroszczyć się o to wcześniej – odparła Lara beznamiętnie, podchodząc do stolika, przy którym siedziała z Dianą.
A podobno tamta była tak uziemiona…

Schyliła się, podniosła kamień i przekazała go Kurtisowi.
– Dała mi to. Wiem, że to hebrajski, ale nie potrafię go rozszyfrować          
Zajebałaś spod stolika, a nie dostałaś.

-Ten facet, który załatwił nam podsłuch, może też to przetłumaczyć. Ma specjalne programy. Zaraz do niego zadzwonię. Poproszę, żeby dziś przyjechał. A właściwie, gdzie ona jest?      
-Nie wiem. – Ruszyli w stronę wyjścia. – Jak ja schowałam się pod stołem, ona gdzieś zniknęła.
-A co ty, Lara, robiłaś pod stołem? – spytał z nutą rozbawienia w głosie.          
-A widzisz we mnie jakąś różnicę?
Poza tym, że jesteś jak zawsze łasa na kasę, to jeszcze kradniesz i kłamiesz.

-Tak. Masz dwie berrty – zauważył, nie komentując jej dziwnego podartego ubioru. - Chyba dotąd ich u ciebie nie widziałem…?          
-Jesteśmy nierozłączne.          
W czwórkę wsiedli do samochodu.
A co z doniczką?

Gdy przejechali kawałek, za sobą usłyszeli huk. Akurat stali w korku, więc Lara odwróciła głowę. Restauracja stała w płomieniach. (...) Kto by pomyślał, że Kurtis, którego uważała za przewrażliwionego, będzie w stanie wysadzić restaurację?
Prawdziwy mnich z zasadami. Nie powiem.


ROZDZIAŁ 10        

Gdy Lara i Kurtis dotarli do domu, Winston oznajmił im, że ktoś przyszedł do Lary, powołując się na kolegę - Trenta. Nieznajomy czekał po prawej stronie salonu. Lara i Kurtis zdziwili się wyborem tego miejsca; była to nieużywana część salonu, w której Kurtis odprawiał czarne msze po kryjomu, oddzielona od reszty domu czarna kotarą. 

Panna Croft nie miała pojęcia, co chce tam zrobić, więc obecnie do tej części właśnie przenoszono zepsute sprzęty: elektroniczny, rozwalające się meble, stare, bezużyteczne, rodzinne pamiątki. Winston wytłumaczył im, że chłopak od razu zainteresował się tym miejscem, gdy służący mu o nim powiedział.
Winston to kabel.
Od początku nie lubił Kurtisa.

Światło było zapalone, to pomieszczenie nie miało okien. Od podłogi do sufitu piętrzyły się stosy kartonowych pudełek. Nad jednym z takich pudeł pochylał się wysoki chłopak. Miał bardzo ciemną skórę, brązowe oczy i czarne, krótkie dredy. Ubrany był bardzo niedbale: w sprany, szare podkoszulek, za luźne dżinsy i sfatygowane trampki. Lara poczuła złość na jego widok. To jest właśnie ten znajomy Kurtisa? Nie, może się myli… przecież Kurtis nie zadawałby się z nim.
A co, ten Zip jakiś gorszy jest? 
Może jeszcze ciemniejszy niż zwykle.

-Stary, prawie cię nie poznałem – powiedział Kurtis. Chłopak spojrzał w jego stronę i wyprostował się. Podszedł do Kurtisa z niezwykle poważnym wyrazem twarzy.
Lara przekonała się, że miała rację. Zatkało ją; ze złości nie była w stanie wyrzucić z siebie słowa.         
-Przepraszam, czy ja pana znam? – spytał oficjalnym tonem.           
Kurtis uśmiechnął się i zaczął swoją przemowę:           
-Lara, to jest...         
-Wiem, kto to jest! – krzyknęła Lara. – To ten drań, który mnie zdradził! 
Nie kupił ci biletu powrotnego z Czech i musiałaś wracać zwykłą taksówką?
          
-Pamiętliwa i mściwa – stwierdził Zip, ale chyba niespecjalnie się przejął. – Ja nic takiego o tym twoim „romansie” – nakreślił palcami cudzysłów. - nie mówiłem.          
-Aaa! – Kurtisa olśniło. – Co to w gazetach pisali, że masz romans z von Croyem? 
Rzuciła mu naprawę mordercze spojrzenie.
Werner w tej wersji opcia miał ponad osiemdziesiąt lat. Gdzie oni o tym pisali. W Fakcie?


***

-Co ty tam robiłaś?! – ryknął Karel na Dianę. Kobieta skuliła się nieco, ale wciąż stała wyprostowana.
-Croft może nam pomóc – broniła się. – Dużo potrafi osiągnąć.
-Patrz – wskazał ręką na czerwona plamę na podłodze. – Mistrz Eckhardt też tak sądził. I to po nim zostało – przyglądał się jej uważnie.
Znaczył teren.
Ale przecież to sam Karel dźgnął go okruchem w czoło. XD

ROZDZIAŁ 11

-Rozszyfrowałem! - do biblioteki wbiegł Zip, wrzeszcząc.
-I co? – spytał Trent, wchodząc do biblioteki.          
-Włochy – szepnęła Lara. – Włochy i Polska.                 
-Nie chcę tam jechać – skrzywił się Kurtis. – Tam jest drogo i zbyt katolicko.
-To nie jedź, stara pierdoło – Lara wyglądała na wkurzoną.– Ja pojadę, jak mi pozwolą ruszyć się z kraju.
-A ty uważasz się za niewiadomo kogo! Myślisz, ze jak jesteś taka nadziana, to już wszystko ci wolno!
Nawet kraść. Kłamać tylko trochę…

Obrzucali się przez kilka sekund wrogimi spojrzeniami.          
-Hej, już spokojnie – Zip zerwał się z miejsca i stanął między nimi, kiedy Lara zacisnęła pięści. – Kurtis pojedzie teraz do Włoch, potem Lara uda się do Polski. A to miejsce we Włoszech…. nie wiem gdzie leży.
Powodzenia, Trent.
        
Następnego ranka, Kurtisa żegnał sam Zip. Dochodziła godzina 6 rano. Samolot odlatywał o 6:45, więc Kurtis powoli się zbierał.   
-Powiedz mi, czy ja naprawdę jestem taki zadufany w sobie?          
-Przyjacielu, bardziej samolubnego faceta niż ty w życiu nie widziałem – zaśmiał się, ale po chwili spoważniał. – Moim skromnym zdaniem, oboje przesadziliście. Ty nie jesteś jakimś egoistą, ale Lara też nie jest nadzianą, starą panną. Choć raczej wdową, bo to jakoś bardziej do niej pasuje.          
Wdowa po Von Croyu.
A jednak romans!

-No, to na razie.          
-Na razie.          
Po tych słowach Kurtis wyszedł.   
-Czyli poszedł – usłyszał za sobą głos Lary Zip.          
-Owszem – odparł, nieco zaskoczony jej obecnością.
Kolumbowie.


ROZDZIAŁ 12

Samolot wylądował. Na lotnisku Kurtis dostrzegł Dianę, ubraną jak arystokratkę. Obok niej stał potężny mężczyzna – wyglądał na ochroniarza.          
Rozpoznała Kurtisa po chwili. Zmrużyła oczy.           
- Ty… - wymruczała niezbyt przyjaźnie.
Nikt go nie lubi od samego początku. Ani Winston, ani za bardzo Zip, ani Lara, ani nawet Diana.  
A Karel to już w ogóle.      

– To jest twoje auto – wskazała na czarnego jeepa. - Zrozumiałeś, oczywiście, ze masz bezzwłocznie oddać mi Malowidło po odnalezieniu go?
- Oczywiście – odparł, niedbale jej salutując i poszedł do samochodu, odebrawszy od niej kluczyki.
-Coś mu nie wierzę, Ravel – stwierdziła Diana, kiedy zostali już tylko ona i „ochroniarz”. – Pilnuj go.
-Tak jest.
Nikt go nie lubi, ale przynajmniej fury ma za free, nie to co Larka.
Larka nie musi mieć za free, pewnie by nawet nie chciała. 

Kurtis niedbale odłożył walizkę w kąt i rozejrzał się po pokoju.
-Przekaż Larze, że nieźle się spisała – powiedział Kurtis do słuchawki, kiedy już wyjął i umocował cały zestaw.
-AU! Nie kop mnie! – usłyszał w słuchawce słowa, najwyraźniej nie skierowane do niego. – Właściwie jej tu nie ma –dodał po chwili Zip.
-To kto cię kopnął? – Kurtisa niezwykle bawiła cała rozmowa.
-Eee… Winston – powiedział szybko Zip, ale Kurtis już śmiał się głośno.
Trwało to cały trzynasty rozdział, który z przyczyn nieznanych nie pojawił się na blogu.

Tymczasem w rozdziale czternastym...


ROZDZIAŁ 14                 

Kurtis wysiadał z taksówki (na szczęście, kierowca znał angielski) i ruszył w stronę lotniska.  
Od lotniska do lotniska, bo ktoś zgubił rozdział trzynasty. Trent zrobił swoje i wraca na chatę.

Lara nagle usłyszała jakiś hałas w kuchni.          
-Winston? Zip? Wszystko ok? – zawołała, ale nie usłyszała odpowiedzi.           
Zerknęła na stary zegar, który Zipowi udało się naprawić. Pokazywał 12 w nocy. Coś było nie tak. Zip chętnie przebywał w kuchni z Winstonem, aby patrzyć, co gotuje kamerdyner. Ale staruszek chodził spać koło 22, a Zip nie lubił siedzieć sam w kuchni. Najczęściej spędzał wieczory w swoim pokoju, na siłowni lub basenie.
Dlaczego Nasty nie napisała, że Zip lubi siedzieć w swoim gabinecie, w salonie?
Bo teraz to kanciapa Kurtisa, już wiemy, skąd ta nienawiść domowników.

-Kurtis – powiedziała do mikrofonu. – Tu się dzieje coś dziwnego. Jak nie wrócę za chwilę… to znaczy, że coś jest nie tak. 
Chciała wyjść, ale nie zdążyła.
Minął timer na zabicie bossa i drzwi zniknęły.


ROZDZIAŁ 15

Kurtis wysiadł z taksówki parę skrzyżowań przed domem Lary. Wziął swoja walizkę i ruszył powoli. W końcu Kurtis zatrzymał się, widząc w oddali dom Lary.
Nie spieszył się z pomocą nienawidzącym go domownikom.

W końcu Kurtis zatrzymał się, widząc w oddali dom Lary. Przyglądał mu się: w prawie wszystkich oknach paliło się światło. Kurtis wątpił, aby Lara urządziła imprezę podczas jego nieobecności. Dlaczego w tylu oknach widział światło?
Lara błyskawicznie, gdy tylko do pomieszczenia wpadli uzbrojeni mężczyźni, strąciła laptopa ze stolika. Niestety, posadzka gdzieniegdzie usłana była papierami. Komputer wybuchł – kłęby szarego dymu buchnęły Larze w twarz.
Ach, gdyby laptopy wybuchały po upadku ze stolika. :)
Może to był Samsung?




Trochę zakręciło się jej w głowie, ale ustala na nogach. Widziała, jak niektórzy napastnicy palą się żywcem, inni uciekali. Zasłona, oddzielająca resztę salonu, stanęła w płomieniach. Lara padła na ziemię; tam jeszcze dym nie dotarł.
Eeee... Nie?




Pewnie udusiłaby się, gdyby ktoś mocno nie zdzielił jej czymś w głowę. Straciła przytomność.
Croft obudziła się. To jej się śniło. Ale…Nie była w swoim łóżku.
Była u Winstona w pokoju.
Wink-wink.

-No, wybudziłaś się – stwierdził Gunderson. Rzuciła mu nienawistne spojrzenie. – To dobrze. Twój chłopak powinien tu być za chwilę. Wypada go ładnie powitać.
„O ile on, niby mój chłopak, nie przywita się z tobą pierwszy” – dodała w myśli Lara ze złością.
-Chyba nie masz zamiaru przyjmować go tu w piwnicy. Aha, i gratuluję pomysłowości z tym komputerem. Niestety, widzisz, nic ci to nie pomoże.
A co, jeśli to Zip podłożył bombę?

Z początku próbowała się wyrwać, ale zrozumiała, że jej się to nie uda.
-Atakuj – usłyszała nagle. Rozejrzała się dookoła. Nie wiedziała, skąd dochodził głos Kurtisa. Przypomniała sobie, że wciąż ma słuchawkę.
Normalnie jak do psa...

Lara, wciąż ze związanymi rękoma, kopnęła jednego z atakujących, wybijając mu broń. Tak samo zrobiła z dwoma kolejnymi, a potem, wykonując wykop i obrót w powietrzu, powaliła ich na ziemię.
AI jak to w grach – honorowe czekanie na swoją kolej.
W kolejce po wpierdol.

Jeden został. Zaszedł Larę od tyłu i przystawił jej nóż do gardła. Dziewczyna jednak walnęła go łokciem, a potem kopnęła w krocze. Mężczyzna, nieświadomie wciąż trzymając nóż, zaczął cofać się do tyłu.
Polecam cofnąć się do przodu i napisać brakujący rozdział. 

– Już byś nie żyła. Panna Croft wcale nie jest samodzielna. A teraz trzeba zająć się resztą – dodał po chwili, pokazując jej pudełko z granatami.
- Powinniśmy wyrzucić je z okien biblioteki.
Alister nie uznałby tego za najlepszy pomysł.

Rzucił dwa granaty naraz. Wybuch załatwił 7 ludzi.Lara bez słowa wzięła kolejny granat, również go odbezpieczyła i rzuciła. Pocisk zabił 8 ludzi. Dziewczyna uśmiechnęła się triumfująco.           
-Powinieneś bardziej się starać.          
Rzucali tak granatami na zmianę, aż w końcu nie zostało nikogo.           
(Dorcia: Pobawmy się w zabijanie ludzi!!!)
Patrz, Alex! Ktoś nas ubiegł!
Analizowała, zanim to było modne.

-I kto wygrał? – spytał kilka godzin później Zip o konkurs granatowy, kiedy wszyscy zostali oswobodzeni, a Lara i Kurtis opowiadali o swojej akcji i wydarzeniach we Włoszech.          
-Ja, oczywiście – oznajmiła szczęśliwa Lara.          
-Mnie należy się minimum 15 punktów za Gundersona! – krzyknął Kurtis.          
-Chyba nie – odparła, wyglądając przez okno.- Trup ożył.           
-Prawdziwy zombie?! 
(Dorcia: Ej, to wchodzi w mój humor!!! Nasty: Hmm... może. Ale zostało napisane wcześniej) 
Szkoda, że te zagubione rozdziały nie zostały wrzucone wcześniej.

Kurtis i Zip również wyjrzeli przez szybę. Łysy, wysoki mężczyzna, akurat powoli szedł w stronę labiryntu z żywopłotu.
Nie można było powiedzieć „Gunderson”, za to przypomniano nam, że ten jest tylko łysym facetem. Gunderson ma tylko dwie cechy.
Jak na Gundersona się patrzy, to i tak o dwie za dużo.
         
-Idziemy za nim? – zapytał Trent.          
-Nie. Niech sobie pożyje… co nam może zrobić?
No, w sumie to tylko łysy facet... Taki tam główny najemnik... Z syndykatu zbrodni. 

-Taak… Ja też tak myślałem o Boaz… i teraz mam szramę na brzuchu.          
-Dobrze, ze nie gdzie indziej…Zademonstrujesz? – wyszczerzył zęby Zip.
Pisała yaoi, zanim to było modne.
Niestety nie zademonstrował. Koniec rozdziału.
...
Psst! Szesnastego też nie ma.


ROZDZIAŁ 17

Znajdujemy się ni z gruchy, ni z pietruchy w Paryżu. Już nie szukamy Boucharda, ale wciąż jest on nieodłącznym elementem paryskiego getta. Nie mamy pojęcia, co się stało, że tu jesteśmy.
Serio.

-Witam – rzuciła Lara do właściciela małej kawiarenki. Trochę się tu zmieniło - siedziało paru klientów, i ogólnie bar nie był już tak obskurny.- O niebo lepiej - skomentowała wygląd Cafe Metro. - Czy to za to niby nic nie warte, drewniane pudełeczko?          
Barman za ladą poruszył się niespokojnie.           
-Ćśś!          
-Co tu się działo od śmierci Boucharda? (...)   
- Eric Cornel. Młody, ale ma głowę do interesów. Pracował tu tak z 2 lata temu przez 3 miesiące. Wrócił niedługo przed twoim nadejściem, w lipcu, i ubijał jakieś nieczyste, grzeszne interesy z Bouchardem. (...) Podobno miał coś wspólnego z gościem, który też kręcił się tu po okolicy... Taki jakiś stary... na nazwisko miał jakoś dziwnie... Eckhirrel…          
-Eckhardt! Co z nim?      
Ekirel? To wcale nie brzmi jak Ekart.
   
-Odkąd on się nie plącze, Cornel też przestał. Podobno był jego wysłannikiem. Czy coś takiego.      
-No, dobrze, Pierre... -chciała już iść, ale coś jeszcze sobie uświadomiła. - A jak byłam tu wcześniej... ten chłopak na motorze, który potem za mną wyszedł…
-Cornel? 
-Nie, nie... Chyba Trent...          
-Ten na motorze? Hm... nie mam o nim zielonego pojęcia, chociaż podobno on też coś miał wspólnego z tym Cornelem... Przybyli mniej-więcej w tym samym czasie... Dwa czy trzy razy byli tu razem.          
"No proszę" - pomyślała Lara ze złością. „Jednak pan Trent ma przede mną wiele tajemnic i chyba wyjątkowo lubi kłamać”.
No proszę, nie dałaś rady kupić wszystkich informacji za pierwszym razem?
Też ściemniasz. To nie jest szczególnie wyjątkowa cecha w Tomb Raiderze.


ROZDZIAŁ 18

Rzuciła przez ramię, chowając bertty. 
– Plan jest taki: ja wejdę, a ty mnie będziesz osłaniał, ok.?
Zmęczył je natłok akcji w szesnastym rozdziale.   
   
-Ustalmy, że powiesz mi wszystko. Czego mi nie powiedziałeś.          
-No, w sumie, to… - próbował się wyłgać.          
Niby przypadkiem, udając, że sięga po butelkę wody, zrzuciła mu na nogę żelazko, którego akurat przed chwilą używał.   
Dobrze, że nie wybuchło!

-AU!! Zw.. zwariowałaś?! – krzyknął, łapiąc się za stopę i skacząc.           
-Szkoda, ze tego nie widzisz, Zip – powiedziała złośliwie do słuchawki. – Trent trzyma się za nogę i podskakuje…          
-Dobra, już dobra! Wszystko ci powiem! – krzyknął, ale nie ze względu na to co mówiła Lara, lecz niebezpiecznie bliską odległość między jej ręką, a porcelanowym imbrykiem z gorącą herbatą.
Myślałby kto, że Larcia to taka sadystka…
Najpierw laptopy, potem żelazka, a teraz imbryki.


***
            

Dotarli do mieszkania Boucharda. Założyli rękawiczki, aby nie zostawiać odcisków palców. Lara dała znak Kurtisowi głową, a ten wyważył drzwi kopniakiem.           
Mieszkanie było spore. Na kimś takim, jak Lara nie robiło ono wrażenia. Za to na Kurcie – zrobiło i to niemałe.
Tyle miejsca na czarne msze! Taki potencjał!!!

Już przedpokój prezentował się bardzo dobrze. Było to długie, ale niezbyt wąskie pomieszczenie. Odchodziło od niego kilka drzwi.   
Trzeba pokonać bossa, aby je odblokować.

-To co robimy? – spytał ciekawie.           
-No, to zaczniemy od sypialni.          
Sypialnia również była obszerna. Mieściło się tam biurko, dwuosobowe łóżko, szafa, dwa stoliki nocne, regał, stolik, biurko oraz krzesło.
Dwa biurka i tylko jedno krzesło? Sorry, Kurtis. Siedzisz na podłodze.

Wszystko w pięknie stonowanej czerni i bieli z czerwonymi, aksamitnymi akcentami.          
-OOO! No, to macie dużo miejsca! I odpowiedni nastrój na czarną mszę!
Ich krzyki zagłuszył alarm.
-Znalazłem krucyfiks! – zawołał Kurtis.
   
-Klub… - szepnęła Lara. – Kurtis, to Malowidło jest w La Serpent Rouge!           
-O, czyli wycieczki krajoznawcze nam się szykują? Chyba będziesz musiała mnie oprowadzić.
Przecież Kurtis był już w paryskim gettcie. Wszyscy widzieli jego harleya pod Cafe Metro. Tyle pytań, tyle pytań...

(Nasty: dzięki Waszym komentarzom, brak rozdziału szesnastego nie jest aż taką załamką jak na początku. dziękuję Wam bardzo).

Ciąg dalszy nastąpi...

1 komentarz :

  1. Byłem, przeczytałem, świetnie się bawiłem, a teraz uciekam, bo jakiś szurnięty gość z krucyfiksem mnie goni...

    OdpowiedzUsuń