Tomb Raider: Angel of Darkness 2 MISSCROFT 2/4
By Nasty
MAJ-SIERPIEŃ 2008
Adres: http://misscroft.bloog.pl
Analizujo: Alex, Lilka11
Niechęć Winstona do
Kurtisa udziela się też pozostałym domownikom, więc Trent poszukuje starego
przyjaciela. On też nie przyznaje się do mnicha. Zresztą nic dziwnego, gdy ten
wciąż krzyczy, odprawia egzorcyzmy i czarne msze. Larze w tym czasie towarzyszą
dwie nowe koleżanki, ale i one nie pomagają jej pokonać bossa. Jest zdziwiona,
że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów, w czego efekcie ucieka się do
kradzieży i kłamstw. Nawet dzięki temu nie odzyskuje zaginionych rozdziałów i
ostatecznie znów pyta ludzi o Bucharda.
ROZDZIAŁ 9
Elegancka kolacja
W restauracji było głośno i duszno. Sala była wielka, nie szczędzono
miejsca, budując lokal. Ludzie rozmawiali, choć sprawiali wrażenie znudzonych.
-Jeszcze jej nie
ma? – dziwił się Kurtis
-Nie – szepnęła Lara do mikrofonu, ukrytego we włosach (headset – mikrofon i słuchawka, stały kontakt). Nie chciała mówić głośno, bo bała się, że wzbudzałaby jeszcze większe zainteresowanie.
-Nie – szepnęła Lara do mikrofonu, ukrytego we włosach (headset – mikrofon i słuchawka, stały kontakt). Nie chciała mówić głośno, bo bała się, że wzbudzałaby jeszcze większe zainteresowanie.
Szeptanie
do siebie też nie świadczy o czymś wybitnie normalnym.
Słyszała jakieś
wysokie, krótkie dźwięki w tle.
– UH! AH!
OOOH!
-Kurtis – wycedziła
przez zaciśnięte zęby, próbując się opanować. – Co ty, do cholery, wyprawiasz?
Grasz na PSP, ratując świat?
Po chwili dał się
słyszeć jego zduszony okrzyk. – To ona!
Lara spojrzała w
stronę wejścia. Do restauracji weszła jasnowłosa kobieta. Nie była młoda, miała
około 70 lat, ale poruszała się z niewymuszoną elegancją. Miała bujne,
śnieżnobiałe, rozpuszczone włosy i szare oczy. Ubrana była w szary garnitur.
Może to
jednak był duch?
-Proszę wybaczyć
spóźnienie, panno Croft – powiedziała swoim suchym głosem, podchodząc do
dziewczyny.
-Nie szkodzi –
odparła tamta też swoim, ale mokrym,
wstając. Podały sobie ręce.
Podszedł do nich
kelner; złożyły zamówienie.
-A teraz, panno
Croft – przeszła do rzeczy Diana. – Ile chce pani za tę usługę?
-A ile pani
proponuje?
-Pięćset tysięcy
dolarów przelewem na konto.
-Sześćset -
powiedziała Lara.
„Niech myśli, ze
robię to tylko dla pieniędzy”
Niech
czytelnicy myślą, że nie robię tego wcale dla pieniędzy...
-Dobrze. A więc.
Szukam Malowideł Obscura. Werner pewnie coś pani powiedział?
-Tak. Tuż przed
śmiercią coś wspominał.
-Pewnie zastanawia
się pani, po co są mi one potrzebne.
–
Nie, wcale nie.
Otóż działam
przeciw instytucji zwanej Kabałą. Mówiąc bardzo ogólnie: mężczyzna imieniem
Karel chce zebrać wszystkie obrazy Obscura. W ten sposób zdobędzie władzę nad
światem. Prawdopodobnie ma ich już 3… (...) Jeden jest gdzieś we Włoszech.
Drugi… cóż, mam tu.. – Diana wyjęła ze swojej torebki mały pakunek. Ostrożnie
podała go Larze. – To nieznany mi język. Nie mogłam znaleźć tłumacza. Powinna
pani go rozszyfrować.
Czy to
rozsądne wozić się po tłumaczach z malowidłami będącymi kluczem do zniszczenia
świata?
Lara rozerwała
papier. W środku był… kamień, wielkości zaciśniętej pięści.
Fail. :c
Przyjrzała mu się
dokładniej. Dopiero po chwili dojrzała na nim jakieś wyżłobienia. Były to
dziwne znaki alfabetu. Choć…
-To hebrajski –
stwierdziła prawie natychmiast Lara. – Będę musiała zająć się tym w domu.
Chyba
Alister.
Naprawdę
tak dziana kobieta miała problem ze znalezieniem odpowiedniego tłumacza? To nie
jest jakiś niezwykły język.
Proszę wybaczyć,
rozumie pani. To taka stara odmiana języka. I ja już od dłuższego czasu go nie
używałam. Mogę go zabrać, prawda? – dodała.
Wstyd
przed Jezusem, że się go nie zna.
Diana
wzruszyła ramionami.
-Tylko widzi pani; jest pewien problem. Na razie jestem
uziemiona…
Wtedy najpierw
usłyszała w słuchawce krzyk Kurtis, i o mało od tego wrzasku nie ogłuchła:
-Lara, oni tutaj
są!
Czemu
Kurtis wciąż krzyczy?
Taka
natura krzyku „Kurtis”.
Spojrzała na Dianę.
Ta patrzyła na nią dziwnie, bo chyba i do niej dotarły słowa „Kurtis”. A potem
spojrzała gdzieś za Larę. Dziewczyna odwróciła się w tamta stronę i zrozumiała,
dlaczego oczy Diany zrobiły się okrągłe.
Ona też ułyszała
krzyk „Kurtis”.
Do lokalu zaczęli
włazić mężczyźni w niebieskich kombinezonach.
-Kurna – szepnęła
Lara (choć akurat jest to przekształcone o literkę słowo:-)) i szybko
przykucnęła pod stołem.
To co
właściwie powiedziała?
„Kurta”.
Kurtis myślał
panicznie.
To
musiało być traumatyczne.
Siedział w
samochodzie Lary. Kiedy zobaczył najemników, nie mógł nie krzyknąć „Kurtis”.
Teraz zastanawiał
się gorączkowo.
Jak on to przeżyje, bidulek. :<
Co ma zrobić:
dzwonić po policję? Odprawić egzorcyzmy? Albo od
razu iść i pomóc Larze? Prawie natychmiast zdecydował się opcję numer 2.
Wyplątał się ze wszystkich kabli, szybko pobiegł do bagażnika, aby wyjąć z
niego swojego x-Borana.
Nowa
odmiana krucyfiksu.
Ale nie mógł go
znaleźć.
Lara zdążyła już
rozedrzeć swoją suknię po bokach. Zdjęła szpilki. Do pasków na udach dopięła
pokrowce na broń. Wygrzebała ze swojej torebki dwie bertty 9mm i umieściła je
na swoim miejscu, gdy padły pierwsze strzały.
-Kurtis, gdzie ty,
cholera, jesteś? – powiedziała do mikrofonu, ale nikt nie odpowiedział.
Opuścił ją?
Szuka
krucyfiksu.
Ok. więc teraz
działa na własną rękę. Musi rozprawić się z tymi cwaniaczkami. Błyskawicznie
wyskoczyła zza stołu i posłała w stronę wejścia serie kul z berrt i znów się
schyliła pod stół, aby zmienić magazynek.
Bertty
miały małe, ale wymienne końcówki.
Biegnąc w ich
stronę, zrobiła wślizg. Facet poleciał na swojego sąsiada, tamten na kolejnego,
tworząc efekt domina, i w ten sposób załatwiła trzech naraz.
Podbiegła do
następnego i kopnęła go w brzuch; zatoczył się i upadł. Piątemu przywaliła w
szczękę, a ten stracił przytomność. Wszedł jeszcze jeden; w dłoni miał nóż.
Szedł w jej stronę, a ona musiała się cofać. Dopiero po chwili zauważyła, że
nie ma już gdzie uciekać.
Mogła
odskoczyć w lewo.
Może tam
stała doniczka?
No to
w prawo?
Bertty.
Powinna uciec. Rzuciła się w stronę
tylnego wyjścia, pociągnęła za klamkę, ale drzwi były zatrzaśnięte.
Dlaczego
jak walczyła z nożownikiem, to nie miała gdzie uciec, a teraz nagle ma za sobą
jakieś drzwi?
Drzwi
aktywują się po zabiciu nożownika. :D
Tymczasem facet
podchodził coraz bliżej i jego strzały były coraz bardziej celne.
Co to w ogóle znaczy? Albo się trafia, albo nie.
Zaczęła wykonywać
uniki.
Mężczyzna drasnął
ją w ramię, ale nie zwracała na to uwagi. Myślała, że zaraz będzie z nią
koniec. Patrzyła bezradnie, jak facet zmienia magazynek.
Bertty
patrzyły razem z nią.
Ale wtedy rozległy
się inne strzały; pojedyncze, cichsze. Mężczyzna upadł. Oczom Lary ukazał się
stojący w progu Kurtis.
–
Znalazłem swój krucyfiks!
-Nie mogłeś przyjść
wcześniej? – spytała z wyrzutem.
-Jesteś naprawdę
niewdzięczna – żachnął się chłopak, strzelając do dwóch ostatnich najemników,
którzy wbiegli do sali. Gdy skończył, położył coś na ziemi. W restauracji nie
było już nikogo poza nimi. – Uratowałem ci życie. I przyszedłbym wcześniej,
gdybyś mojej broni nie wpakowała do torby z prowiantem.
Kolejne opko, w którym Kurtis wychodzi na idiotę – done.
-Trzeba było
zatroszczyć się o to wcześniej – odparła Lara beznamiętnie, podchodząc do
stolika, przy którym siedziała z Dianą.
A
podobno tamta była tak uziemiona…
Schyliła się,
podniosła kamień i przekazała go Kurtisowi.
– Dała mi to. Wiem, że to hebrajski,
ale nie potrafię go rozszyfrować
Zajebałaś
spod stolika, a nie dostałaś.
-Ten facet, który
załatwił nam podsłuch, może też to przetłumaczyć. Ma specjalne programy. Zaraz
do niego zadzwonię. Poproszę, żeby dziś przyjechał. A właściwie, gdzie ona
jest?
-Nie wiem. – Ruszyli w stronę wyjścia. – Jak ja schowałam się pod stołem, ona gdzieś zniknęła.
-Nie wiem. – Ruszyli w stronę wyjścia. – Jak ja schowałam się pod stołem, ona gdzieś zniknęła.
-A co ty, Lara,
robiłaś pod stołem? – spytał z nutą rozbawienia w głosie.
-A widzisz we mnie
jakąś różnicę?
Poza
tym, że jesteś jak zawsze łasa na kasę, to jeszcze kradniesz i kłamiesz.
-Tak. Masz dwie
berrty – zauważył, nie komentując jej dziwnego podartego ubioru. - Chyba dotąd
ich u ciebie nie widziałem…?
-Jesteśmy
nierozłączne.
W
czwórkę wsiedli do samochodu.
A co z
doniczką?
Gdy przejechali
kawałek, za sobą usłyszeli huk. Akurat stali w korku, więc Lara odwróciła
głowę. Restauracja stała w płomieniach. (...) Kto by pomyślał, że Kurtis,
którego uważała za przewrażliwionego, będzie w stanie wysadzić restaurację?
Prawdziwy mnich z zasadami. Nie powiem.
ROZDZIAŁ 10
Gdy Lara i Kurtis dotarli
do domu, Winston oznajmił im, że ktoś przyszedł do Lary, powołując się na
kolegę - Trenta. Nieznajomy czekał
po prawej stronie salonu. Lara i Kurtis zdziwili się wyborem tego miejsca; była
to nieużywana część salonu, w której Kurtis odprawiał
czarne msze po kryjomu, oddzielona od
reszty domu czarna kotarą.
Panna Croft nie miała pojęcia, co chce tam zrobić, więc obecnie do tej części właśnie przenoszono zepsute sprzęty: elektroniczny, rozwalające się meble, stare, bezużyteczne, rodzinne pamiątki. Winston wytłumaczył im, że chłopak od razu zainteresował się tym miejscem, gdy służący mu o nim powiedział.
Panna Croft nie miała pojęcia, co chce tam zrobić, więc obecnie do tej części właśnie przenoszono zepsute sprzęty: elektroniczny, rozwalające się meble, stare, bezużyteczne, rodzinne pamiątki. Winston wytłumaczył im, że chłopak od razu zainteresował się tym miejscem, gdy służący mu o nim powiedział.
Winston to kabel.
Od
początku nie lubił Kurtisa.
Światło było
zapalone, to pomieszczenie nie miało okien. Od podłogi do sufitu piętrzyły się
stosy kartonowych pudełek. Nad jednym z takich pudeł pochylał się wysoki
chłopak. Miał bardzo ciemną skórę, brązowe oczy i czarne, krótkie dredy. Ubrany
był bardzo niedbale: w sprany, szare podkoszulek, za luźne dżinsy i sfatygowane
trampki. Lara poczuła złość na jego widok. To jest właśnie ten znajomy
Kurtisa? Nie, może się myli… przecież Kurtis nie zadawałby się z nim.
A co, ten Zip jakiś gorszy jest?
Może jeszcze ciemniejszy niż zwykle.
-Stary, prawie cię
nie poznałem – powiedział Kurtis. Chłopak spojrzał w jego stronę i wyprostował
się. Podszedł do Kurtisa z niezwykle poważnym wyrazem twarzy.
Lara przekonała się, że miała rację. Zatkało ją; ze złości nie była w stanie wyrzucić z siebie słowa.
Lara przekonała się, że miała rację. Zatkało ją; ze złości nie była w stanie wyrzucić z siebie słowa.
-Przepraszam, czy
ja pana znam? – spytał oficjalnym tonem.
Kurtis uśmiechnął
się i zaczął swoją przemowę:
-Lara, to jest...
-Wiem, kto to jest!
– krzyknęła Lara. – To ten drań, który mnie zdradził!
Nie kupił ci biletu powrotnego z Czech i musiałaś wracać zwykłą taksówką?
-Pamiętliwa i
mściwa – stwierdził Zip, ale chyba niespecjalnie się przejął. – Ja nic takiego
o tym twoim „romansie” – nakreślił palcami cudzysłów. - nie mówiłem.
-Aaa! – Kurtisa
olśniło. – Co to w gazetach pisali, że masz romans z von Croyem?
Rzuciła mu naprawę
mordercze spojrzenie.
Werner w tej wersji opcia miał ponad osiemdziesiąt lat. Gdzie oni o tym pisali. W Fakcie?
Werner w tej wersji opcia miał ponad osiemdziesiąt lat. Gdzie oni o tym pisali. W Fakcie?
***
-Co ty tam
robiłaś?! – ryknął Karel na Dianę. Kobieta skuliła się nieco, ale wciąż stała
wyprostowana.
-Croft może nam
pomóc – broniła się. – Dużo potrafi osiągnąć.
-Patrz – wskazał
ręką na czerwona plamę na podłodze. – Mistrz Eckhardt też tak sądził. I to po
nim zostało – przyglądał się jej uważnie.
Znaczył
teren.
Ale przecież to sam Karel dźgnął go okruchem w czoło. XD
ROZDZIAŁ 11
-Rozszyfrowałem! -
do biblioteki wbiegł Zip, wrzeszcząc.
-I co? – spytał
Trent, wchodząc do biblioteki.
-Włochy – szepnęła
Lara. – Włochy i Polska.
-Nie chcę tam
jechać – skrzywił się Kurtis. – Tam jest drogo i zbyt katolicko.
-To nie jedź, stara
pierdoło – Lara wyglądała na wkurzoną.– Ja pojadę, jak mi pozwolą ruszyć się z
kraju.
-A ty uważasz się
za niewiadomo kogo! Myślisz, ze jak jesteś taka nadziana, to już wszystko ci
wolno!
Nawet
kraść. Kłamać tylko trochę…
Obrzucali się przez
kilka sekund wrogimi spojrzeniami.
-Hej, już spokojnie
– Zip zerwał się z miejsca i stanął między nimi, kiedy Lara zacisnęła pięści. –
Kurtis pojedzie teraz do Włoch, potem Lara uda się do Polski. A to miejsce we
Włoszech…. nie wiem gdzie leży.
Powodzenia,
Trent.
Następnego ranka,
Kurtisa żegnał sam Zip. Dochodziła godzina 6 rano. Samolot odlatywał o 6:45, więc Kurtis
powoli się zbierał.
-Powiedz mi, czy ja
naprawdę jestem taki zadufany w sobie?
-Przyjacielu,
bardziej samolubnego faceta niż ty w życiu nie widziałem – zaśmiał się, ale po
chwili spoważniał. – Moim skromnym zdaniem, oboje przesadziliście. Ty nie
jesteś jakimś egoistą, ale Lara też nie jest nadzianą, starą panną. Choć raczej
wdową, bo to jakoś bardziej do niej pasuje.
Wdowa po
Von Croyu.
A jednak romans!
A jednak romans!
-No, to na razie.
-Na razie.
Po tych słowach
Kurtis wyszedł.
-Czyli poszedł –
usłyszał za sobą głos Lary Zip.
-Owszem – odparł,
nieco zaskoczony jej obecnością.
Kolumbowie.
ROZDZIAŁ 12
Samolot wylądował.
Na lotnisku Kurtis dostrzegł Dianę, ubraną jak arystokratkę. Obok niej stał
potężny mężczyzna – wyglądał na ochroniarza.
Rozpoznała Kurtisa
po chwili. Zmrużyła oczy.
- Ty… - wymruczała
niezbyt przyjaźnie.
Nikt
go nie lubi od samego początku. Ani Winston, ani za bardzo Zip, ani Lara, ani nawet Diana.
A Karel to już w ogóle.
– To jest twoje
auto – wskazała na czarnego jeepa. - Zrozumiałeś, oczywiście, ze masz
bezzwłocznie oddać mi Malowidło po odnalezieniu go?
- Oczywiście –
odparł, niedbale jej salutując i poszedł do samochodu, odebrawszy od niej
kluczyki.
-Coś mu nie wierzę,
Ravel – stwierdziła Diana, kiedy zostali już tylko ona i „ochroniarz”. – Pilnuj
go.
