18. Emoapokalipsa, czyli „Piwnica mojej babci” 1/1


Piwnica Mojej Babci
By Alex
Grudzień 2008 – Styczeń 2009

Analizują: Alex, Lilka11

Dawno nie mieliśmy do czynienia z twórczością Alex, więc uraczyła nas kolejną dawką swojego autorskiego absurdu. Dziś wejdziemy do Croft Manoru Zamku Babci, gdzie będzie mrocznie, ale pięknie oraz martwo, ale żywo. Główna bohaterka już od samego początku czuje we wszystkim piniondz, co nie przeszkadza jej w biadoleniu, jak na prawdziwą Zuzannę Marysieńkę przystało. Po dupie najmocniej jak zwykle dostanie Kurtis, a Lara zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach. Oby tylko nie podzieliła losu Alistera...
Wiecie, jak kończą się zabawy na proszku z Zozoli?
Ano tak!:


Przedmowa

Jest to zupełnie nowe opowiadanie. Dziewczyna odziedziczyła dom po babci. Wraz z przyjaciółmi organizuje imprezę, udają się do piwnicy. Zaczyna się przygoda. Opowiadanie będzie nie tylko o tym co stanie się w piwnicy, skupiać będzie się również na ich życiu. Przez to akcja może się ciągnąć dość długo.
Oby nie za długo, bo umrzemy z nudów.
Powstało trzynaście stron tekstu. No to faktycznie się napoznajemy...

Ale postaram się by było ciekawie. Zanim rozpocznie się impreza dam wam rozdział albo dwa abyście poznali bohaterów.
Łaskawca!

Ostrzegam, rozdziały mogą pojawiać się rzadko i mogą być śmiesznie krótkie. Ale będę starała się pisać porządnie a nie jak nie powiem co. 
Czyli: A nie jak ja, która napisała Adventures of Alex, yup?

Wystrój bloga i wszystko inne pojawi się w najbliższym czasie. Po necie plątają się już dwa moje opowiadania, to jest kolejne. Mam nadzieję, że wam się będzie podobało. Dziękuję.
Nie ma za co.


Rozdział 1

7 grudnia 2008
Kolejny poranek, zamagam się ze swym ciałem. Nie mogę wstać choć wiem, że muszę. Okna małego mieszkania były zasłonięte czarnymi zasłonami.
Narracja pierwszoosobowa? Po ostatnim popisie Nasty to brzmi, jak perspektywa jej zdołowanej Lary.
Pewnie już wie, co się szykuje.

Alexandra otwarła jedno oko. Zamknęła je szybko po czym z trudem wstała z łóżka.
Pospiesznie zmieniła także narrację.

Usiadła na nim. Schowała twarz w dłoniach, wczoraj odczytany został testament zostawiony przez jej babcię. Była jedyną osobą której ufała i która ją kochała. Alexandra była dla swojej babci oczkiem w głowie.
Dziś miała pojechać zobaczyć pozostawiony jej w spadku zamek. Jej babcia była bardzo bogata. Dziewczyna w końcu poszła do łazienki, spojrzała w lustro, na oczach miała resztki wczorajszego makijażu który rozmazał się w trakcie snu. (Cała ja rano).
W jakiś sposób ujmuje mnie to niezręczne przejście z drama-tematu śmierci babci do podkreślenia jej bogactwa i nagle bohaterka wstaje jakby nigdy nic i idzie sobie wziąć prysznic.
Została milionerką, co tam babcia.

Włożyła czarną koszulkę z nadrukiem ”Silverstein”, czarne rurki, ćwiekowany pasek, trampki jeden różowy drugi czarny, pomalowała paznokcie na czarno. Oczy zamalowała czarną kredką u góry i u dołu. Krótkie włosy od tyłu postawiła na żel, grzywkę zaczesała na bok. Jej usta były tego dnia bardzo jasne. Pomalowała je czerwoną szminka i błyszczykiem o wiśniowym smaku. Na szyi miała obrożę dla kota a na rękach mnóstwo kolorowych bransoletek. Po chwili zadzwonił telefon. To Karolina jej przyjaciółka.
W tym rozgardiaszu dwa ostatnie zdania są tak potrzebne… ;)
Mniej niż akapity.
                                              
- Cześć, to jak jedziemy dzisiaj?
-Tak
-O której?
-A która jest?
-Jedenasta
-To za godzinę przyjadę, chłopaki też jadą?
-Chyba tak, zadzwonię do nich, a co tym masz dzisiaj taki dziwny głos
-Właśnie wstałam
-Aha, to wypij kawę i zjedz błyszczyk.
– Dobrze, mamo. Oh, wait...

-Dobra… Do zobaczenia za godzinkę…
Rozłączyła się.
Spojżała w lustro i zrobiło jej się słabo na swój widok.
Mnie też by się zrobiło słabo, widząc przed sobą damską wersję Billa z Tokio Hotel w kociej obroży i z kolorowymi bransoletkami. Miejmy nadzieję, że chociaż wiśniowy błyszczyk jest smaczny.
Całe życie z moralniakiem.

Powiedziała sobie z nadzieją ”Będzie dobrze” i ostatni raz poprawiła włosy. Schowała telefon do różowej kabury z hello kitty i zawiesiła ją na szyi.
Ciekawe, który kot będzie tu którego prowadził.

Na stoliku leżały klucze od samochodu, czarnej skody octavi. Pod ścianą oparta była gitara elektryczna i akustyczna oraz 2 walizki.
Zabrała klucze od samochodu i zaczęła pakować, rzeczy do bagażnika.
Fajna ta gitara. Taka pomocna.

Gitary zamknęła w pięknych futerałach.
Pięknych, to znaczy jakich? Z futerkiem?

Zbliżała się dwunasta. Zamknęła drzwi mieszkania i pojechała do domu Karoliny.
Szkoda, że nie przeniosła też przecinków:
Z głośników samochodowych do uszu napływała piosenka Pink ”sober” którą Alexandra śpiewała z zamiłowaniem, gdy ta się skończyła włączyła się piosenka Silverstein ”My heroine” i kilka utworów Brokencyde.
Dziewczyna zatrzymała się pod blokiem Karoliny.
Na klatce schodowej stało dwóch pięknych chłopaków jeden emo a drugi scene core.
Piękne futerały, piękni chłopacy, spadek po babci… Ta się ma dobrze.

Również jej przyjaciele.
W sensie? Było tam więcej niż dwóch chłopców?

Palili papierosy i rozmawiali o czymś. Gdy Alexandra podeszła przywitali się z nią i poczęstowali papierosem.
Ci przyjaciele. Nie-chłopcy.

W kilka minut później Karolina pojawiła się przy drzwiach. Ubrana w skórzany czarny gorset, spódnicę i długie, czarne skórzane glany. Miała długie czarne włosy umalowana też była na czarno.
Oczy miała czarne, błyszczące, koszulkę chciała czarną wyblakłą, lecz zafarbowała od mrocznie czarnej, skóra czarniejsza była od czarnej skody, a spod czarnych paznokci wystawał czarny bród.


Spakowały czarne bagaże Nathana, Kurtisa i Karol.
Zaraz, co…? Kurtisa? TEGO KURTISA?


To już bym wolała chyba, żeby jednak odszedł w pokoju.
Tzn. w Sanitarium, he-he.
Zastanawia mnie, którym z chłopaków był Kurits – tym emo czy tym scene core?
Może łatwiej… Którym był Nathan?

-Dobra chłopaki gasić fajki i wsiadać.
Chłopcy posłusznie pozbyli się papierosów i wsiedli do samochodu.
Chciej napisać dobre opko. Nazwij trzydziestoletniego poważanego zakonnika chłopcem.

Droga do zamku była długa i prowadziła przez las.
Czarny las, mimo że było południe.

Aby umilić sobie pięciogodzinną jazdę włączyli muzykę. Słychać było zespoły takie jak Bullet For My Valentine, Rites Of Spring, Silverstein.
Nie obyło się bez śpiewania kolejnych piosenek które akurat były na płycie.
Po pewnym znanym nam już czasie byli na miejscu.
Mówimy o czasie pięciogodzinnym czy o czasie czarnym?

Wjechali na dość spore wzniesienie na którym zbudowany był zamek. Alexandra zaparkowała auto. Kiedy wszyscy wysiedli Nathan zagwizdał z podziwem, trudno było mu się dziwić.
Zamek był ogromny, dachy miały niebieskawy kolor zaś cegła z której został wykonany miała piękny jasnawy kolor.
Coś ten narrator wybitnie wszystkim podjarany dziś...

W oknach były cudowne witraże.
…

Przy ziemi unosiła się wilgotna mgła. Każdy wziął jakąś walizkę, i poszedł za Alex.
Walizek było pięć (dwie od Alex + każdy miał swoją), a bohaterów czworo, licząc księżną Alex, która nie wzięła nic. Coś mnie ominęło? I kto wziął gitary?
Chłopak widmo.
Ahaa! Ten prawdziwy przyjaciel od papierosów, okej, mam to. :)

Dziewczyna otworzyła wielkie drewniane drzwi które oczywiście zaskrzypiały bo jakby to było gdyby w zamku w środku lasu na dodatek spowitym mgłą nie skrzypiały wielkie drewniane drzwi?
Przecinki! Wywracać kieszenie i oddawać przecinki!

W środku było ciemno, Alex o dziwo znalazła jakiś włącznik który po włączeniu zasilił prądem żarówki. Pewnie gdzieś był schowany generator bo nigdzie nie było widac lini elektrycznych. (No ciekawie by to wygladało zabytkowy zamek i słupy energetyczne, po prostu bomba).
Jestem w szoku, że ktoś tak mhroczny jak nasza bohaterka zapalił światło.
Szukała Karoliny.

Czwórka pozostawiła w ogromnym salonie bagaże i weszła po pięknych marmurowych schodach z dębowymi barierkami na piętro (Kurcze ma może zamienię to na Croft Manor z Tomb Raider 3? Hmm podobał mi się tamten dom… Cóż trochę się na nim po wzoruję a co).
Może lepiej nie, wtedy wszystko byłoby jeszcze piękniejsze.

Korytarzem przedostali się do części mieszkalnej. Kilkanaście pokoi z łazienkami. W każdym kominek, ogromne łóżko z baldachimami biblioteczka (z Alisterem? proooszę...), biurko i wielka zdobiona szafka. W łazience wielka wanna, choć równie dobrze można by nazwać ją basenikiem była głęboka na metr i szeroka 3 na 3 metry. Poza tym prysznic, toaletka i ubikacja.

Co prawda w bibliotece pachniało stęchlizną ale dało się to znieść, zawsze można trochę wywietrzyć.
Biedny Alister. Tak się zasiedział, aż umarł.

Każdy zwiedzał sam, we własnym tempie (to mi przypomina artykuł na nonsensopedi o bitwie pod Grunwaldem ”Polegała ona na tym, że jedna strona wybiegała z lasu a druga biegła w przeciwną stronę do ruchu wskazówek zegara. Skutkiem tego było to, że przeciwnicy biegli na przeciwko siebie i śpiewali Bogurodzicę” Kocham ten kawałek  xD )
My nie. Ale dziękujemy za ciekawostkę dnia.

O, taka oto inna ciekawostka.

W ostateczności wszyscy spotkali się znów w ogromnym salonie.
-To co jutro imprezka?
Zaproponował Kutr.


-A tobie tylko jedno w głowie
Odpowiedziała Karolina
-Czemu nie? Dzwońcie do znajomych, niech zabiorą ze sobą sprzęt i wbijają xD
Powiedziała wesoło Alexandra opierając się o ramię Nathana.
I to by było na tyle, jeżeli chodzi o tęsknotę za babcią.
Poza Kutrem nikt nie zainteresował się urządzeniem stypy.


Rozdział 2

8 grudnia 2008
Usiedliśmy na fotelach w salonie i zaczęliśmy gadać co by przygotować na imprezkę żeby było fajnie.
I żeby było fajnie, to wracamy też do narracji pierwszoosobowej. Na jedno zdanie.

W zamku raczej nie było nic co można by wykorzystać na ozdoby. Chyba najlepszą ozdobą był sam zamek ale to musielibyście rozstrzygnąć sami.
¯\_(ツ)_/¯

-Gdzie nam Karolinka zwiała?
Zapytał Kurt
-Nie mam pojęcia, może się zgubiła?
Domyślał się Nathan.
Zgasiła światło.
Co jak co, ale nie sądziłam, że po dwóch twoich opkach w sieci z dialogami też będziemy mieć problem...

Kiedy Kurt, Nath i Alex zastanawiali się nad tym co stało się z Karoliną ona w najlepsze rozmawiała przez czarny telefon.
-Przyjedziesz? Proszę?… Och dziękuję, DZIĘKUJĘ!… Ja ciebie też kocham Robert… Ja też nie moge się doczekać… Do zobaczenia….
(...)
Rozmowa ciągnęła się dalej, uzgodnione zostało już kto będzie na imprezce i skąd wezmą sprzęt nagłasniający.
Salon choć wielki był dość zagracony i chaotycznie umeblowany. Część nie potrzebnych gratów przenieśli do pokoju obok, zaś fotele, sofę i stolik zostawiono, poza tym jeszcze szafkę z książkami i czarny fortepian. W sumie nie potrzebny ale ładnie prezentował się na tle ściany.
Dobrze, że nie prezentował się jak te zdania.
Lepiej ładnie niż pięknie.

Zbliżał się wieczór, czas rozpoczęcia zabawy.
Tak mi się tylko przypomniało, że autorka informowała w bardzo poważnej zapowiedzi o tym, że będziemy się skupiać na życiu bohaterów. Jakim życiu, ja się pytam?

Alexandra siedziała przy oknie… Nie czuję się dobrze, wszystko mnie boli, stare rany znów rozdrapane, nie chcą się zabliźnić. Ubrania rozrzucone na łóżku.
Dopiero co przyjechała i już zrobiła burdel.

Samotność, to jedyne co w tej chwili miała.
Na to zdanie przyjaciel-widmo odszedł obrażony.

Bała się co przyniesie kolejny dzień… Wszystko co tłumiła w sobie nagle wydobyło się z jej serca na światło dzienne. Łakomie patrzę na pudełeczko w którym schowałam jedyne co pozwala mi te emocje stłumić w sobie… Już po nie sięgam… Otwieram i trzymam w ręce…
No i masz babo placek, zaczyna się biadolenie.

Otwierają się drzwi, wchodzi Nathan.
Bo narracja i czas nie istnieją.

-Zostaw to, co się dzieje? Czy nie jesteś szczęśliwa? Co stało się w ostatnich dniach, że chcesz to zrobić?
Nie wiem… Babcia umarła?

Panowała cisza. Okrutna, doprowadzająca do strachu nawet najodważniejszych.
W końcu padły słowa… Które pozwoliły na chwile odetchnąć i uspokoić się by za chwilę znów utracić dostęp do tlenu.
-Dziś rocznica, równo 4 lata temu…
A stypa dopiero teraz? ;o

Nathanowi pojawiły się łzy w oczach… Przeżywał to razem z nią… Czuł to co ona,  byli w tej chwili jednością.
On też miał burdel na swoim łóżku.

Uniósł jej opuszczoną nisko zapłakaną twarz i mocno ją objął… Sytuacja oboje przytłaczała…
Nath spojrzał na ubrania leżące na łóżku i wziął jedną z bluzek.
-W tej będziesz wyglądać pięknie dzisiejszego wieczoru.
Alexandra rzuciła żyletkę w kont pokoju i wytarła oczy.
– Środki na nową zostaną przelane na twoje konto w banku.

-Przymierzysz?
Zapytał Nathan.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko jakby chciała powiedzieć, że już jej lepiej, wzięła bluzkę do ręki i położyła obok siebie.
Pewnie uśmiechnęłaby się mocniej, gdyby bluzka była nowa.


Powoli zdjęła z siebie koszulkę, nie miała nic pod spodem, Nathan wpatrywał się w nią… Po chwili Alexandra miała na sobie wskazaną przez ukochanego bluzkę.
-I jak?
Podszedł do niej
-Znacznie lepiej wyglądałaś bez…
Ściągnął z niej przed chwilą założoną tkaninę i położył na łóżku, Alex zbliżyła swoje usta do jego, pocałowała.
No to nie mógł jej po prostu kazać się nie ubierać? Byłoby prościej… Tylko się dziewczyna niepotrzebnie zmachała.

W tym czasie Karolina i Kurtis (Kurtis <hahaha> boshh już nic gorszego dać nie mogłam) szykowali się.
Masz rację, nie mogłaś.
No tak, Kurtis to nie Kutr. No i jest trochę dziurawy po spotkaniu z Boaz.

Karolina miała na sobie czerwony gorset zawiązywany z przodu czarnym żemykiem, i zwiewną czarną mini. Buty miała standardowe, długie, czarne glany, do tego makijaż, czarne długie włosy, naszyjnik z czarnym krzyżykiem na końcu.
Właściwie nic się nie zmieniło, więc mogliśmy to sobie darować...

Gdyby miała białą długa suknię można by pomyśleć, że jest nieboszczką albo aniołem… Aniołem, była niezwykle piękna, nie dało się tago ukryć. Uszykowała się najlepiej jak tylko mogła. To był ważny wieczór, miał zjawić się ktoś niezwykle ważny w jej życiu. Chciała go olśnić, nie widzieli się 2 miesiące.
Kurtis (Nie no jak pisze jego imię to mam ataki śmiechu, ludzie ratunku) ubrał się jak zwykle. Czarna koszulka, czarne rurki, trampki, wszystko jak zawsze w najlepszym porządku.
Zagadka rozwiązana – Kurtis nie umarł, po prostu uświadomił sobie, że marnował życie jako zakonnik i stał się smutnym emo. W trampkach.


Alexandra i Nathan, na ogół dwie zupełnie nie pasujące do siebie osoby… Teraz razem. Ona jeszcze rozkoszowała ostatnimi chwilami, on już od kilku minut był ubrany i przyglądał się drzemiącej dziewczynie.
Cieszę się, że oszczędzono nam sceny erotycznej.

Poczuł jak ktoś dotyka jego włosów, ciepłe dłonie kobiety, już po chwili jego fryzura była doprowadzona do perfekcji. Ucałowała go w policzek i wróciła do pokoju w którym włożyła na siebie czarne rurki i bladoróżową bluzkę bez ramiączek.
Całkiem milusia ta fryzura. I nawet ma gust dopasowany do właściciela.

Alexandra wróciła do łazienki, pustej, Nathan wyszedł już z jej pokoju i czekał na gości z salonie. Ułożyła włosy, umalowała się założyła buty i ruszyła w jego ślady. Przy Karolinie i Kurcie udawali, że do niczego nie doszło. Przyczyny takiego zachowania nie jest dane nam poznać w tejże chwili. (Oszczędzam na czasie, jest już późno i na polsacie leci X-men2).


Około 20.00 do zamkowych drzwi zapukało kilku ludzi, za nimi stali znajomi ze sprzętem muzycznym który natychmiast podłączyli, oraz znajome które gdy tylko usłyszały muzykę zaczęły tańczyć. Karolina wciąż nie widziała Roberta, nawet nie zadzwonił. Posmutniała i poszła do swojej sypialni. Po 15 minutach Robert został przywitany na zamku przez jakiegoś ciemnoskórego chłopaka który tańczył z jakąś blondyną. Nathan wskazał mu drogę do pokoju Karoliny. Czym prędzej się do niego udał. (Nie Nathan tylko Robert, żeby ktos nie pomyślał, że na odwrót) Karolina nie płakała, wręcz przeciwnie była bardzo zadowolona, zapewne z powodu białego proszku rozsypanego na stoliku przy łóżku.
Proszek z Zozoli.

Robert pościerał go ze stolika. (Pościerał biały proszek, nie Nthana ani nie Kurta a na pewno nie ciemnoskórego chłopaka)
Oszczędzono nam nawet analizowania.
Czy ktoś tu wzorował się opkiem z naszej-klasy albo Nabojami Mustelki?

A tym czasem narkotyki do prowadziły ją do stanu w którym nawet nie zwróciła mu uwagi, że się spóźnił. Była szczęśliwa, że go widzi, może nawet wiedziała, pamiętała, że się spóźnił ale nie chciała o tym mówić.
Jak to baba – kiedyś sobie przypomni, powie mu tamtym czasem i sprowadzi go do podłogi.

W pewnym momencie muzyka się wyłączyła a w całym zamku słychać było donośny huk.
Jakby ktoś zrzucił bombę 3 metry od murów.
W zasadzie to nikt nie wiedział jak brzmi taki huk bomby zrzuconej 3 metry od murów zamku bo gdyby go usłyszał to by już nie żył i nie dotarł by na imprezkę.
Rezolutne spostrzeżenie.

Wszyscy zbiegli się do salonu z którego wydostał się dźwięk.
Salon się mieścił trzy metry za zamkiem? Okej...

W ścianie pod schodami była ogromna dziura, nie wiadomo w jaki sposób powstała.
Imperatyw opkowy tak bardzo. A to dopiero drugi rozdział.

Zza poszarpanych kawałków muru widać było prowadzące w dół schody.
Zgodnie z ustaleniami Alexandry impreza została zakończona.
W zamku zostali tylko Robert, Nathan, Nthan, Karolina, Kutr i Kurtis (ludzie ratunku) i przyjaciel-widmo.
Przygotowali latarki i postanowili zobaczyć dokąd prowadzą schody.
A przypadkiem zaproszeni goście, którzy w czasie, gdy podłoga się zawalila, tańczyli na niej, nie powinni spaść?

Najodważniejszy okazał się Robert (To dla Karoli xD)  jako pierwszy zaczął schodzić po schodach, dziewczyny szły miedzy chłopakami, trochę miały stracha zwłaszcza gdy po kolei zaczęły wyłączać się latarki, świeciła się już tylko jedna i to słabo.
Skoro Alex jest z Nathanem, a Karolina z Robertem, to z kim jest Kurtis?

Czuć było stęchliznę, taką jak w tedy gdy weszli do biblioteki albo jeszcze gorszą.
Zagadka rozwiązana, Alex. Ci ludzie też umarli.

Nie było wiele widać a latarka się wyczerpywała. Postanowili wrócić do swoich pokoi i wrócić tam rano.
Rezydencja była tak wielka, że droga do łóżek trwała całą noc.

CDN…
Może lepiej nie? Bo jeszcze znowu ktoś umrze…


Rozdział 3

10 grudnia 2008
Było już dobrze po 3 nad ranem, Alexandra obudziła się. Miała jakiś koszmar. Poczuła, że coś łapie ja za rękę. Przecież nikogo nie było w jej pokoju! Chciała zobaczyć co się dzieje ale była zbyt wystraszona, strach nie pozwalał jej na nic. Szybko uporządkowała myśli.
Ciekawe dlaczego bohaterka ciągle się czegoś boi?

”Dobra, położę się zamknę oczy i postaram się zasnąć…”
Jak pomyślała tak zrobiła. Kładąc się miała wrażenie, że za chwilę poczuje pod sobą czyjeś zwłoki.
Wyczuwała stęchliznę?

Po chwili leżała płasko jak deska na swoim łóżku.
Usłyszała chrapanie.
-WTF!!!-Krzyknęła.
Miała już gdzieś, że się bała spojrzała na łóżko a obok niej ślicznie spał sobie Nathan. (ha ha ja to potrafię)
Powstrzymajcie tę karuzelę śmiechu.

W tym samym czasie Karolina rozmawiała z Robertem
-Dla czego ćpałaś-Zapytał
-Nie ćpałam – odpowiedziała Dla.

-A ten biały proszek na szafce?
-Aha proszek? Ha ha to był cukier puder z ciasta które jadłam zaraz po przyjeździe tutaj, ah głuptasku.-Odpowiedziała uśmiechając się słodko.
Robertowi zrobiło się głupio chcąc jakoś się usprawiedliwić powiedział z ulgą i troską w głosie
-Martwiłem się o ciebie
On to łyknął, serio?
Serio, serio.

-Następnym razem pościeram każdy biały proszek jaki tylko napotkam- Znów uśmiechnęła się i ucałowała Roberta w policzek, odwróciła się i poszła spać. Robert przytulił się do niej (albo jej pleców w końcu się odwróciła) i zrobił to samo. Zasnęli.
Rozwarstwiła się, a odcięte plecy zostawiła Robertowi.
Widać, że Kabała nie śpi...

A Kurtis? (taki leń, nie ma dziewczyny, nie ma chłopaka, straszny nudziarz  nic ciekawego nie robi)
Taki typowy Kurtis. Czekam tylko, aż się nawali jednym piwem.

W końcu przyszedł ranek. Każdy ubrał się jak zwykle.
Czyli na czarno, tylko Kurtis przywdział trampki.

Nathana przywitały krzyki Alex która koniecznie chciała się dowiedzieć co robił w nocy w jej łóżku.
– AAAA!!!
-Jesteśmy ze sobą już długo, przestańmy to ukrywać. Sama twierdzisz, że powinniśmy zacząć zachowywać się jak normalna para. Normalne pary mieszkają ze sobą, sypiają ze sobą, jedzą przy jednym stole obok siebie i nie ukrywają się przed przyjaciółmi.

Mówił to z takimi wyrzutami, że po chwili oboje płakali.
Każdy powód jest dobry, kiedy jesteś emo.

Gdy skończyli posiłek podeszli do dziury pod schodami.
Cały czas niewyjaśnioną zagadką było to w jaki sposób powstała.
Wiadomo było, że najszybciej jak się da zostanie ona naprawiona.
Kutr i Nthan już zaczęli mieszać beton w wannie, więc nie towarzyszyli w wycieczce na dół.

Znów schodzili po schodach w dół.
Ten sam zapach stęchlizny, to samo przenikliwe zimno.
Zwłoki gości.

Tyle ile udało się zobaczyć wskazywało na to, że sala była ogromna, na środku znajdował się basen którego woda choć po sprawdzeniu okazała się czysta i smakowała normalnie miała zielonkawy kolor.
Zaaaamek, oddam zaaamek! Sepsa w gratisie!
Ja jestem ciekawa, kto z nich sprawdzał wodę. No? Kogo z nich Alex chciała pozbyć się pierwsza? Obstawiam Kurtisa.

Kurtis stanął przy basenie który zajmował przednią połowę wolnej części sali i spoglądał w wodę.
XD

Alexandra (...) Podeszła na chwilę do jednej z kolumn, skierowała światło latarki na wgłębienia kolumnie i przyjrzała się. Bez wątpienia znajdowały się na niej Egipskie hieroglify a na górnej części kolumny litery były Arabskie. Cieszyła się, że wzięła kamerę, jako historyczka chciała mieć nakręconą  tę ”piwnicę” jak to zostało owe pomieszczenie nazwane podczas śniadania.
Nie ma to jak wprowadzić pasję bohaterki AKURAT wtedy, gdy jest ona fabularnie potrzebna. Alex to historyczka? Niby od kiedy?

Nathan stał przy lewej ścianie sali, oparł się o nią chcąc uporządkować myśli związane z jego życiem gdy nagle (Pamiętajcie, w 99% opowiadań wszystko dzieje się nagle, znienacka i niespodziewanie. To podstawa, wtedy ludzie myślą, że jest ciekawie) w dalszej części sali zapalił się wielki, ogromy, żyrandol. (wszystko musi też być wielkie lub ogromne i piękne albo oba na raz aby wrażenia były lepsze).
Ludzie wcale nie myślą wtedy, że jest ciekawie. Oni tylko przyszli zostawić miły komentarz, żebyś wpadła do nich i poczytała ich opka...

Trudno było określić co przedstawiała  jej wielkość  utrudniała zadanie.
Pisanie zdań złożonych – autorko, robisz to źle.

 Kiedy jednak cała piątka  przyjrzała się jej bliżej stwierdziła, iż ukazani zostali kuszeni przez kobiety, mężczyźni.
-Święta prawda-powiedział zawiedziony a jednocześnie zadowolony Robert.
Dziewczyny zaśmiały się. Nagle ziemia zadrżała a ściany zatrzęsły się i zaczęły się walić. W tym oto momencie w głowie autorki opowiadania również się zatrzęsło.
Chyba o kilka rozdziałów za późno.

CDN


Rozdział 4

13 grudnia 2008
Woda zaczęła wylewać się z basenu, z suficie powstała dziura z której do pomieszczenia wlewała się woda.
Chyba sodowa. Ta z głowy.

-Nie umiem pływać-Krzyknęła przerażona Alexandra.
Przypomniało jej się wydarzenie z przed 4 lat…
Jechała z ukochanym samochodem… Jakiś tir wyjechał zza zakrętu i zepchnął ich samochód…
Tir zepchnął samochód, w którym siedziała Alex i jej ukochany samochód. 
Aha.

Wpadł do jeziora… Pasy którymi przypięty do siedzenia był jej narzeczony zacięły się, resztkami sił pomógł jej się wydostać z auta lecz sam w nim został… Utopił się.
To ile oni, cholera jasna, mają lat?

Najgorsze wspomnienie z jej życia. Nieprzytomna lecz żywa została wyrzucona przez fale na brzeg.
Martwi, ale żywi.
Ale czy padnięci? *wink wink*

Cały wieczór szukała chłopaka na brzegu jeziora. Siedziała przy drodze, akurat przejeżdżało jakieś auto.
No to faktycznie szukała.

Próbowała popełnić samobójstwo, gdyby w porę nie pojawiła się Karolina pewnie była by już martwa.
Nathan podbiegł do przerażonej dziewczyny usilnie szukającej wyjścia. Wszystkie drzwi zatrzaśnięte.
Czas płynął, wody było coraz więcej, nie wiadomo było skąd się brała.
Karolina która umiała pływać podobnie jak cała reszta szybko przepływała po sali szukając wyjścia albo jakiejś dźwigni która otwarła by wrota za mozaiką na podłodze.
-Jest! Krzyknął oddalony o spory kawałek drogi Kurtis.
Wiedziony instynktem legionisty jako pierwszy odnalazł ratunek, brawo! Bycie emo nie złamało jego ducha!
Czy to nie przypadkiem Kurtis w AoD jak tylko wpadał do wody, to od razu umierał? Dobrze pamiętam? xD


W końcu dźwignia poruszyła się, pociągnęli za nią i rzeczywiście wrota za mozaiką i żyrandolem otwarły się.
Żyrandol w podłodze?

Woda która już prawie cała zalała salę wlała się do następnej w dość szybkim czasie zmniejszając swój poziom w pierwszym pomieszczeniu.
A Kurtis poznał swoją miłość w internecie i pisał z nią przez internet. Tag.

Za drzwiami znajdował się tunel, pomimo wielkości wrót był on dość mały i na dodatek na samym dole. Cały był zalany, poziom wody znów się zwiększał, woda wciąż wlewała się z dziury w suficie.
Przepraszam, nie potrafię sobie wyobrazić tego co właśnie dzieje się w tym opowiadaniu.

Alexandra wzięła głęboki wdech i zanurkowała płynąć dość szybko do tunelu.
Nathan nie mógł zrozumieć co się działo z dziewczyną której oddał serce.
Nie czekał długo i popłynął za resztą.
Szybko ogarnął.

Tunel był dość długi, zrobiony z kremowego marmuru. Choć powinien być ciemny coś go oświetlało.
Marmur był ciemny czy tunel?

W końcu wydostali się z tunelu, wpłynęli do basenu, znacznie mniejszego inż poprzedni. Z jego dna na ziemię prowadziły chody, pokryte małymi granatowymi i błękitnymi płytkami wykonanymi z czegoś w rodzaju szkła.
To się nazywa: pleksa.

Wyszli z wody, położyli się na ziemi, musieli odpocząć, nabrać tchu. (Karolina: Jak nabrali to niech też wypuszczą…).
Nathan zaciągnął Alex w kont małego pomieszczenia w którym się znajdowali. Chciał by dziewczyna wszystko mu wyjaśniła.
I wypłaciła pieniądze z konta.

Po chwili oczekiwania usłyszał to czego chciał.
Najpierw Numer Identyfikacyjny Klienta, a za chwilę hasło do aplikacji bankowej.

Kiedy nasza piątka trochę wyschła i odpoczęła postanowiła iść dalej i tak nie mieli żadnego innego wyjścia.
Nthan, Kutr i przyjaciel-widmo zdążyli zabetonować dziurę.

Chcieli włączyć latarki, było bardzo ciemno. Niestety, pod wpływem wody zostały zniszczone.
Najpierw baterie, teraz to. Biednemu całe życie chleb masłem do ziemi.

Dotarli pod kamienne drzwi. obok znajdowała się dźwignia, pociągnęli ją a drzwi się otwarły. Tym razem nie powitał ich zapach stęchlizny.
Dobra Zmiana.

Wręcz przeciwnie, niezwykle świeże i czyste powietrze jakim chyba nigdy jeszcze nie mieli okazji oddychać. Było widno, wokół rosło mnóstwo roślin, kwiatów, drzew. Na środku stała wielka fontanna na której najniższym poziomie pływały ryby.


Sala była chyba największą jaką do tej pory odwiedzili. Bardzo wysoka i szeroka. Obeszli ją dookoła szukając drzwi ale nigdzie ich nie było. Siedli zrezygnowani na brzegu fontanny gdy nagle… (Jakaś ryba ugryzła Roberta w tyłek… żart xD0
He, he.

CDN….
Tak wiem, mam dar do urywania rozdziału w najciekawszym momencie.
Oczywiście, właśnie zaczęło się robić ciekawie.
Ten tyłek mnie przekonał.

Pisząc ten rozdział udało mi się wpaść na to jakie będzie zakończenie. Całe opo planuję skończyć 7 rozdziałów więc już nie długo.
Pozwolę sobie zaspoilerować, że na szczęście stworzono jeden mniej. A to i tak za dużo.

Ale spokojnie, zanim skończę przyprawię was jeszcze o spazmy, nerwy, śmiech i wszystko w co może wprawić autor opowiadania.
Na razie wprawiasz tylko w srogą konsternację.



Rozdział 5

21 grudnia 2008
Jedna z roślin się poruszyła. Kurtis podszedł do niej, a ogromna ”muchołapka” (nie mam pojęcia jak się nazywają kwiatki wcinające muchy a jakoś to nazwać musiałam)  rzuciła się w jego stronę. Odskoczył jak oparzony. Roślina poruszając się odsłoniła leżące obok niej ludzkie szczątki.
Przywędrowały z biblioteki.
D:

Alexandra zerwała się z miejsca i podbiegła do Kurta zobaczyć czy nic mu nie jest. Spojrzała na niego on na nią. Oboje dziwnie się poczuli, Alex trzymała rękę na jego klatce piersiowej a drugą na plecach przyciągając go do siebie. Wystraszona ale nie wiadomo czy tym co zrobiła roślina i co było obok niej czy też martwiła się o życie Kutrisa.
Granie na dwa fronty?
Na trzy, ale Kutr na szczęście został w domu.

-Chodźmy stąd, nie podoba mi się tutaj. To coś ugryzło mnie w dupę.

Nathan nie wytrzymał podszedł do niego i zaczął go bić, po chwili przyłączyła się i Robert. (...) Nagle przez jedno z wielkich okrągłych okien wleciało stado ogromnych szerszeni, bestie miały chyba z 2 metry.
O! Teraz to się dopiero zrobiło ciekawie.

Kiedy Robert trzymał Kurta za koszulkę i miał zadać mu śmiertelny cios (dobrze przeczytaliście, był tak wkurzony, że miał zamiar go zabić) usłyszał tuczące się w oknach witraże i bzyczenie skrzydeł.
Witraże jedzące szerszenie. Nice.

W pewnej chwili zrobiło się cicho, przystanęli na chwilę i…
-KURTIS!!!-Krzyknęła przerażona Karolina. Szklany sufit tunelu rozbił się a przez otwór wleciało ciało Kurta.  

DO WIDZENIA

-Żyje?- zapytał Robert który przyglądał się jak Nathan sprawdzał puls przyjaciela.
-Żyje…-Nie zdążył dokończyć ogromne szerszenie zaczęły wlatywać do ciasnego przejścia
 (...)
Wybiegli z tunelu, stanęli na ogromnym kamiennym  moście. Szerszenie były coraz bliżej zaczęli biec przed siebie do kolejnych drewnianych wrót. Most zaczął się walić, w sali zrobiło się ciemno, otwarte drzwi zaczęły się zamykać przed nimi w moście powstała wielka dziura…Skoczyli…
CDN
Co ja brałam…?
Mogłaś się podzielić.


Rozdział 6

4 stycznia 2009
A oto przedmowa. Wow ale zaczęłam. A wiec to juz jest ostatni rozdział. Chce juz zakończyć to opowiadanie.
No cóż… Obecna ja również.

Podejrzewam, ze będzie dość krótki nie wiem. Mam wrażenie, że będzie wspaniały. Kiedy go pisałam za pierwszym razem uległ on skasowaniu. Nie wiem czy uda mi sie go napisać takiego jaki był na początku. To dla tego, ze wy już możecie go zobaczyć a ja pisząc tą przedmowę nie mogę. Zacznijmy.
To był znak, trzeba było skasować całość!

Drzwi zamykały się z każdą chwilą. Chłopaki biegli przed siebie unikając spadających z góry kamiennych fragmentów marmurowego sufitu. Ziemia rozstąpiła się wyrzucając w górę lawę. Zrobiło sie gorąco. Alexandra zatrzymała się przerażona widząc trzymającą się jedną ręką krawędzi Karolinę. Wróciła się po nią i złapała za rękę.
-Nie puszczaj-powiedziała Karolina wyciskając z oczu czarną łzę która szybko wyparowała pod wpływem temperatury.
 (...)
Pobiegły przed siebie, Alex krzyknęła z bólu. Jeden z kamieni spadł na jej nogę. Karolina pobiegła w jej stronę.
-Uciekaj!
-Razem tu weszłyśmy i razem wyjdziemy!-Krzyknęła Karol odsuwając głaz. Wzięła przyjaciółkę za rękę, i pobiegła z nią do drzwi które już za kilka sekund miały się zamknąć. W biegu przytuliły się do siebie i skoczyły. Wrota ostatecznie się zamknęły.
Nie masz czasem takiego wrażenia, że czytasz czasownikowe opko Łukasza?
A wiesz, że coś w tym jest, kiedy się nad tym zastanawiam?

 Nathan objął Alex i pocałował.
-Tak bardzo bałem się, że Cię stracę.-powiedział wystraszonym lecz szczęśliwym głosem
-Nie stracisz, nigdy-odpowiedziała wycierając łzę z jego policzka.
I przy okazji tonę krwi z poprzedniego rozdziału.
Co na to Kurtis?

Po kilku minutach, gdy już wszyscy sie uspokoili poturbowany Kurtis wstał z  zimnej posadzki i powiedział.
-Nie ma na co czekać, ruszajmy-
A, to. Myślałam jednak, że wątek trójkątu trochę potrwa...

Było ciemno. Przez pewien czas bohaterowie usiłowali dojrzeć coś w ciemnościach jednak to nic nie dawało. Kurt znalazł w kieszeni zapałki.
Które wcale nie były mokre.

Monety, posągi, biżuteria. Coś niesamowitego. Wszystko mieniło się blaskiem kolorowych kamieni szlachetnych. Na środku sali znajdował sie mały basen. Takie same zielone płytki jak w pierwszej sali. Każdy wziął coś ze znalezionych skarbów. Nathan wskoczył do basenu i zaczął wyciągać z niego jakąś kratę, wynurzył się na chwilę z wody
-Co ty robisz?-Zapytał Kurt.
-To jedyne wyjście!
Słowa brzmiały przekonująco.
Zważywszy, że oni byli pod piwnicą, a kratka na dnie basenu, to… no nie bardzo, zaraz dokopią się do jądra.

Teraz wszyscy weszli do basenu, wyjęli kratę i kolejnym tunelem dotarli dotarli do pierwszej odwiedzonej przez nich sali. Znajdywali się w ogromnym basenie. Wyszli szybko z wody. Wszystko było tak jak na początku gdy zeszli kolejny raz po wielkich schodach do piwnicy babci.
Tej nocy tuż po wyjściu z piwnicy wszyscy poczuli, że coś się zmieniło.
Tak, tonęli przynajmniej dwa razy i ścigały ich dwu metrowe szerszernie. Mocne były te prochy od Karoliny.
Kurtis prawie umarł, więc wszystko się zgadza.

Usiedli na sofach gdy usłyszeli pukanie do drzwi. Alex nie chciało się wstawać, popijała spokojnie oranżadę którą znalazła pod stolikiem.
-Wejść!-krzyknęła przytulając się do Nathana.
Piękna wysoka blondynka o zielonych oczach przeszła przez próg drzwi (tak przez drzwi nie da sie przejść, trzeba przechodzić przez próg). Kurtis zerwał się z fotela i podbiegł do niej, zamienili kilka słów, Kurt zaprowadził ją do swoich przyjaciół i radośnie powiedział
-To jest Angelina, moja ukochana.


Przepraszam, ale w tym momencie aż oplułam monitor ze śmiechu. Ktoś ma ściereczkę?

Bohaterowie przywitali sie z Ang i zaczęli posnawać nową przyjaciółkę.
*snaw, snaw*, ładnie pachniesz, Ang.

Alex i Nathan wzieli ślub podobnie jak Karolina i Robert.
W krótce po tym wydarzeniu w ich ślady poszli również Angelina i Kurtis.
Nigdy nie zapomnieli tego co przeżyli.
Mieszkali dalej razem, w zamku. Przejście do piwnicy zamurowano.
Swoim dzieciom opowiadalico zdarzyło się w ”piwnicy mojej babci”
KONIEC….
Dobra, dobra, ale gdzie jest, kurcze, Lara?
Może to była ta babcia? xD
Prawie zaczęłam malować to na osi czasu, ale poddałam się, gdy musiałam namalować długość życia Kurtisa Chłopca i Babci Lary.

A więc tak to się skończyło. Koniec wyobrażałam sobie inaczej. Ale jest taki jaki jest chyba z powodu mojego lenistwa. Chciałam to skończyć. Jest to moje pierwsze skończone opowiadanie. Dziękuje wszystkim za przeczytanie. Kocham was wszystkich drodzy czytelnicy.
Ja ciebie też. Naprawdę.
Nawet za to, co zrobiłaś Kurtisowi.  
<3

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz