UWAGA:
Opowiadanie jest długie – liczy ze trzydzieści rozdziałów, których długość rośnie proporcjonalnie do wzrostu ałtoreczkowych umiejętności i które publikowane były na dwóch różnych blogach. Dlatego nie wiemy obecnie, w ilu częściach je zanalizujemy i czy w ogóle całe. Prawdopodobnie będziemy to robić po rozdziale lub dwóch i czasem pewnie przepleciemy je z innymi opkami.
Chyba że nam się znudzi.
Z SERII: NA SAMYM DNIE
ROZDZIAŁ 1 – Jeden dzień z życia Lary Croft
By Skoiastel vel Lilka11
08.08.2006 i 11.08.2006
Analizują: Alex, Skoia
Najwyższy czas zabrać się za najstarsze z opowiadań eLIeLIAeNY Jedenaście, która, pisząc je, wszystkich okłamywała, bo ani to nie nazywała się Lilką, ani wcale nie miała jedenastu lat. Za to jak prawdziwa jedenastolatka zachowuje się jej Lara. W wychowywaniu właścicielki osiemdziesięciopokojowego domu pomagają Winston z Windstonem, a Alister i Zip po dniu francuskim pod osłoną nocy brytyjskiej wprowadzają się do Croft Manor.
Ciekawe, czy pomogą w odtykaniu basenu...?
01. Jeden dzień z życia Lary Croft
Pewnego dnia Lara Croft wstała lewą nogą. Nic by tu nie było ciekawego albo podejrzanego, bo napewno każdy z was nie raz wstał lewą nogą. Ale dla Lary to był szok.
Lara nigdy nie wstała w złym nastroju.
Kłamczuszka.
- Winston !!! Gdzie jest moje śniadanie!?
- Lara, co nasza panią domu znowu ugryzło??
Winston ją sprzedał! W piątym zdaniu!
- Ach mój kochany Lokaju...
- Kochany bo jedyny - przerwał Larze staruszek (...).
- A więc czy ja wyglądam na osobę dziecinna czy poważną?
Na rozchwianą emocjonalnie, a to dopiero początek.
- Dlaczego madame zadaje takie pytania z samego ranka? Przecież pytałaś o śniadanie.
- Zadałam ci pytanie, oczekuje odpowiedzi
- A więc czasami jesteś zabójczo poważna a czasami palma ci bije na mózg i jesteś nie do zniesienia.
O, a to był chyba tekst mojej matki.
Ale co ze śniadaniem...?
- Co! Ty mnie obrażasz?
— Nie, tylko schowałem fasolkę.
- Niewątpię...
- Winston skończ!
- Nie zacząłem. Co się stało. Lara dostaje kompleksów?? - Z ust Windstona wciąż nie znikał podejrzany uśmieszek.
Fat shaming
A tak, Winston, bo ty za to jesteś piękny i młody.
- Nie kompleksów. Wstałam lewą nogą i…
Trzeba uciąć.
- A zresztą śniadanie za 10minut i mała czarna do kompletu please
- Już się robi.................
Wielokropokoza Mustelki atakuje!
Te kropki oznaczały chyba timing parzenia kawy. Wiesz, jak przesuwają się kropki w Windowsie Windstonie...
Lara nie miała wyjścia. Gdy tylko Winston się oddalił, wstała i skierowała swe myśli ku szafce z bielizną…
To ona wcześniej nie miała bielizny?
- A więc skarpetki... tak mogą być te szare i może jeszcze... Ała!!! - Nagle drzwi od szafki lekko sie przymknęły i..
- AU!!! Moje palce! To wszystko przez lewą nogę! Winston!!!
DAWAJ NOŻA!
AMPUTANCJA!
Staruszek w fartuszku kuchennym pojawił się w kilka sekund
- Co się znowu stało?
- Mamy jakieś plastry?
- Ale Laro. Ty nigdy plastrów nie używałaś... czy coś się stało? Pojawiła się krew?
Na to to są podpaski.
- Nie, ale zaraz się poleje jak wyciągnę ze schowka moje AK 47!
- Tak... A oprócz trupa na podłodze będzie jeszcze czerwony od krwi dywan. Hmm ciekawe kto ci go upierze jak ja będę martwy...
Jest to jakiś argument.
- Winston cisza! Jestem głodna i do tego niewyspana. I wstałam lewą nogą. Idę teraz do toalety a ty przynieś mi śniadanie do jadalni.
Przynieś, podaj, pozamiataj. Winston pewnie już tęskni za Kurtisem.
Po rozmowie Lara wyciągnęła z szafki jeszcze inne potrzebne rzeczy, a z wielkiej półki na samym dole u mebli wyjęła jak zwykle niewyprasowane krótkie spodenki i bluzkę moro.
– WINSTON!!!
W łazience Lara zdążyła sobie jeszcze psiknąć wodą toaletową do oka, ale postanowiła to przemilczeć, bo była naprawdę głodna. Umyła zęby, ubrała się, zaplotła słynnego warkocza i poślizgnęła się na mokrej posadzce.
Najpierw wpadła głową do kibla, aż chlusnęło, a później jeszcze się na tej wodzie poślizgnęła. To był naprawdę zły dzień.
Pomyślała że większej szczęściary nie ma na świecie i tak opuściła rejon łazienki. W swoim pokoju naładowała magazynek swoich ukochanych 9 mm i zeszła do jadalni.
Ale ukochanych dziewięciu milimetrów czego?
Serwetnika.
Winston powitał ją miłym szczękościskiem i stwierdzeniem że wolniej to można tylko stać. Lara puściła mimo ucha jego uwagę i zasiadła do posiłku. Jak na kobietę przystało nałożyła sobie szynkę na chleb.
Bo prawdziwi mężczyźni to tylko chleb na szynkę.
Zjadłaby jeszcze z chęcią bułkę z pomidorem, gdyby najpierw pomidor nie wypadł z widelca na śnieżnobiały obrus.
Dzień dobry, nazywam się Lara Croft. Od trzydziestu lat jem śniadanie.
Winston dostałby ataku nerwowego gdyby nie śmieszne ogłoszenie Lary "To wszystko przez moje dzisiejsze wstanie lewą nogą". Gdy zjadła pobiegła szybko na strzelnicę, przedtem przewracając się o próg drzwi.
Ty może lepiej dzisiaj tam nie idź...
Croft zdążyła tylko zakląć bo w tym czasie wyjęła Shotguna i zaczęła strzelać do celu.
No i chuj, no i cześć.
- Mam nadzieję, że ten dzień się tak nie skończy.
- Ja też nie - To był Alister. Najlepszy przyjaciel Lary, gdyby nie licząc Zipa i Kurtisa Trenta.
Mieścił się na podium.
Był jej księgowym, ale interesował się także kucharstwem.
A nie książkami do gotowania?
Niestety Winston nie lubi konkurencji i nie pozwala Alisterowi zbliżać się do pieca, ani innego w tym domu sprzętu AGD.
Wybuchanie i palenie zostawcie dziś Larce.
Lara nie zauważyła wcześniej Alistera i wystraszona jak nigdy wykonała półobrót na stopie tym samym kopiąc Alistera w brzuch.
A mogła zabić.
- O BOŻE!!! Alister!!! Co ty, ty? To nie ja.. znaczy ja.. ale to nie chcą.. znaczy chcący ale ja nic nie zrobi... a w ogóle ty?
Stadium przedśmiertne.
- Tak żyję. I tak to chyba najmilsze powitanie jakiego można się po tobie spodziewać.
Lepsze jak Winstona.
- Nie licząc tego - w tym momencie Lara zbliżyła się do Alistera i pocałowała go w policzek.
- No! Dla takiego powitania to mogę cię odwiedzać nawet codziennie.
- Interesujące. Czemu tu nie zamieszkasz?
- Mam zostawić swoją biblioteczkę domową w moim mieszkaniu? Nigdy...
- Ja mam pięć razy taką biblioteczkę i dom który ma 80 pokoi. Nie będziesz stratny.
„Osiemdziesiąt pokoi, osiemdziesiąt drzwi, osiemdziesiąt lekkostrawnych dań na stole w jej salonie podanych przez Winstona — Lokaja.
Najlepszego kamerdynera”.
- Pomyślimy. A teraz wpadłem bo mam interes. - Alister zrobił niewinną minę.
- Słucham? O co chodzi?
- O artefakt zwany "Oko Wybrańca". Wygląda jak pięcioramienna gwiazda. Znajdziesz go w jaskini Lahren pod wielkim chińskim murem. Podobno jest ostatnio bardzo cennym i poszukiwanym artefaktem na rynku i w muzeach.
Dlatego Alister, który interesuje się sztuką gotowania wie, gdzie dokładnie go szukać.
Może usłyszał przypadkiem z radia w gabinecie, przy rachunkowości.
- Dobra. Znajdę go. Przyślij mi dzisiaj jeszcze więcej danych i zabieram się do Chin. Ale od razu mówię, że nie oddam go w żadnym muzeum. Zostawię go sobie w swojej kolekcji.
Ciekawe, czy wypadnie z nim z helikoptera jak Kurtis w takim jednym opeczku tej autorki. :)
„To wszystko przez moje dzisiejsze wstanie lewą nogą!”.
- Spoko. Widzimy się więc za kilka dni.
- Wątpię. Ta misja może mi zająć kilka tygodni.
- Ale pożegnać się nie mogę?
- Możesz, ale nie licz na następnego całusa.
- No to wracam do siebie. Do zobaczenia za kilka dni!
Alister zlagował.
- Cześć!!! - Larę zaszokowało to, jak szybko podjęła decyzję. Alister już odjechał, a ona nawet nie zdążyła sobie dobrze poćwiczyć na strzelnicy.
Cel uciekł.
Spojrzała na swojego Rolexa i zauważyła że jest już 12:30. Wróciła do domu, odłożyła w bezpieczne miejsce shotguna (najpierw jednak wyjęła magazynek) i legła sobie na kanapę. W tym czasie nadszedł Winston. Nosił w rękach stosik białych kopert.
- Poczta madame
- Jakbym nie zauważyła. Daj to i czekaj, zapłacisz rachunki.
Ze swojej pensji.
-Lara policzyła koperty - 5. Otworzyła pierwszą. I czyta:
Telekomunikacja angielska prosi o nadpłatę za maj, gdyż kwota pozostała na koncie nie jest wystarczająca na zapłatę. Nadpłata wynosi 539 $ i 99 centów.
Lara podała to lokajowi i otworzyła następną kopertę. W niej był rachunek za gaz który także oddała w ręce Windstona.
Trzeci brat bliźniak Winstona i Wintsona z Adventures of Alex.
Trzecia była reklama nowego kosmetyku, więc Lara poprostu podarła zmarnowany papier.
Obraziła się za wodę toaletową.
Sknerusy nie dały darmowych próbek.
Czwarty był List do sąsiadów źle zaadresowany, Lara więc również oddała go obok stojącemu mężczyźnie. Jednak szósta koperta zawierała znane jej pismo. Otworzyła prędko list, wcześniej odsyłając Winstona do sąsiadów w celu oddania listu
Spacer na koniec hrabstwa zajmie mu czas do wieczora. Lara nie dostanie obiadu ani kolacji. XD
i wstając z kanapy w marszu czytała tak:
Droga Laro!
Nie wiem jak powinienem zacząć ten list ale jakoś trzeba. Co u ciebie? Ja mieszkam teraz w Pradze. Słyszałem niedawno o jakimś artefakcie w kształcie gwiazdy "Oko Wybrańca". Ja się do tej roboty nie nadaję, ciągle wolę bawić się w byłego legionistę, niż archeologa. Wiem że ty jednak lubisz niebezpieczeństwo, ale mówię ci że to kłamstwa. Pod murem Chińskim wyłapują teraz archeologów i wdają ich w niewolnictwo. Karzą im pracować tylko na terenach Chin i tylko dla Chin. Ostrzegam cię bo może już postanowiłaś wyruszyć w pogoń. Jeżeli mi nie wierzysz to nie wierz. Nie nalegam. Pozdrawiam ozięble
Trent
Budują kolejny fragment, to i zwłok potrzeba.
Larę zatkało.
„Karzą im pracować”? Ten pseudo-legionista nawet nie zna ortografii!
Wierzyła Kurtisowi, ale Alister nie wydałby Lary Chińczykom. Tak czy siak nie pojedzie nigdzie. Nie miała zamiaru odpisywać Trentowi. Alisterowi też nie da znaku życia. Niech tylko przyjedzie, a ona skopie mu dupsko.
Drugi raz.
Może tym razem nawet uda się go postrzelić.
W tym momencie wrócił Winston i zaprosił Larę na stołówkę na obiad, ale ona odmówiła.
- Zjem coś na mieście!!!
- No to pa - lokaj udał się do ogrodu podlać grządki.
Jakoś nie mogę wywnioskować, czy powiedział to sarkastycznie, czy jednak starał się być miły.
A co z listem dla sąsiadów?
Windston się tym zajął.
Lara wyszła z półpełnym portfelem i udała się w stronę kina…
Idąc przez miasto Lara rozmyślała o Trencie. Najpierw niemiała zamiaru odpisywać na jego list ale teraz, im dłużej o tym myślała tym większą chęć sprawiała jej potrzeba odpisania.
Kazać się pisze przez żet z kropką, debilu.
Nie pozdrawiam, Lara.
Więc odpisze. Lara więc skierowała swe myśli na budynek tuż przed nią stojący. Było to Kino. Nie myśląc już o Kurtisie, przeskoczyła wszystkie 5 schodków prowadzących do drzwi głównych kina i udała się do kasy.
- Przepraszam, ja chciałam zapytać co teraz będzie leciało w kinie.
kasjerka była trochę zdziwiona
- Hę?
- Ja chciałam się tylko zapytać, jaki film będzie puszczany przez następne godziny...
To jak przyjść do McDonalda i zapytać kasjera, co mają do jedzenia.
Kasjerka uśmiechając się podle przesunęła kartkę leżącą na kasie pod nos Lary. Na kartce pisało po angielsku że kasę obejmuje kobieta z Francji, gdyż przez cały miesiąc kino jest przede wszystkim otwarte dla francuskich turystów. Larę zdziwiła ta informacja, gdyż nigdy wcześniej nie było niczego podobnego w najstarszym i najmniejszym kinie w mieście.
A jak już, to Francuzi przyjeżdżali incognito.
- Ale ja potrafię mówić po francusku. Obecność Francuzów nie przeszkodzi mi w oglądaniu filmów... - Kasjerka popatrzyła się tępo na Larę wskazując palcem napis na drzwiach kasy.
UWAGA!!! Kasjerka jest rodową francuską, nie potrafi po angielsku
Tak tylko pragnę zauważyć, że to już jakaś połowa tego odcinka.
A Larcia ma ciągle pod górkę.
Lara zaczęła więc rozmowę po francusku:
- Ja chciałam się zapytać co będzie lecieć przez następne godziny.
Kasjerka kiwnęła głową i zajrzała do komputera...
- Teraz leci film - bajka dla dzieci "Król Lew". Ale tylko dla francuskich dzieci, więc do widzenia.
Po krótkiej rozmowie Lara odeszła zawiedziona. Król Lew. Liczyła na "za szybcy za wściekli 3" albo "Mision Imposible 5". Niestety nie ma... och. :(
Może trzeba było przyjść wieczorem, a nie koło południa...?
Mogła wygooglować.
Lara nie była głodna, miała nadzieję że poczuje smak popcornu na sali kinowej ale nie.
Sprzedawca popcornu mówił tylko po angielsku w dni francuskie, więc nie udało im się dogadać.
Nie miała zamiaru iść na pizzę albo jeść niedopieczone zapiekanki lub kebaby.
Czyli według niej w Londynie nie ma żadnego spoko kebsa? Rasizm!
Wróciła do domu niezauważona przez Winstona i wycieńczona padła na łóżko, przedtem sięgnęła po książkę ale po chwili rozmyśliła się i odłożyła ją obojętnie na łóżko. Myślała jeszcze żeby odwiedzić Zipa ale była za bardzo zmęczona żeby latać swoim Harleyem trzy kilometry miastem. Więc znudzona po prostu zdrzemnęła się.
Latające motocykle? Jaki mamy rok?
Przyjazny Francuzom i rozwojowi technologicznemu.
Po czterdziestu pięciu minutach wstała. Była już godzina 5:20 i nie bawiła ją wcale wiadomość że zmarnowała pół dnia gadając z ekspedientką kina po francusku. Zresztą nie miała z tym językiem żadnych problemów. Przecież znała płynnie angielski, włoski, rosyjski, francuski i hiszpański. Potrafiła wydukać cos po niemiecku i portugalsku, hebrajskiego uczyła się na studiach archeologicznych, a po polsku umiała tylko dziękować i mówić "jaka ładna pogoda" oraz "ślicznie wygląda pani w tej sukience".
I jeszcze po czesku: Ty jsi hlupák, Trent.
Dziwne, bo od dłuższego czasu nic strasznego jej się nie przydarzyło, a dokładnie nic od czasu kopnięcia Alistera w brzuch.
Co mogło pójść nie tak w śnie?
Nikt jej nie ściga, nikt jej nie zgwałcił, Trent nie przyprowadził tajemniczej kuzynki, Karel nie powstał z grobu, by uciec, ani nawet Gloomy Virgins nie wpadły w odwiedziny na popijawę.
Czyżby pech przestał się na niej wyżywać? W czasie leżenia i rozmyślania nad swym nieszczęśliwym losem do pokoju Lary wszedł Winston i zaprosił Larę na kolacje.
Lara zaglądnęła do toaletki pokojowej i umyła ręce. Zeszła po schodach i zdziwiła się. Przy stole oprócz Winstona siedział Zip. Lara nie kryjąc zdumienia przeskoczyła 7 ostatnich schodków
i rzuciła się Zip-owi na szyję przy tym deptując go butem.
- No Lara, puść już mnie!
- dobrze mój kolego.
- Słyszałem jak dziś przywitałaś Alistera, więc też przyjechałem się dać postrzelić przywitać. - Lara słysząc te słowa pocałowała Zipa tak samo jak Alistera.
- Czy tu się działo coś o czym ja nie wiem lady Croft? - Zapytał Winston.
Jego też całuj.
- Tak, pocałowałam Alistera w policzek, to Zip się zrobiła zazdrosny i...
- Wcale nie! Nie byłem zazdrosny, tylko słyszałem coś o artefakcie zwanym
- Czyżby "Oko wybrańca"? - Zapytał WINSTON
Dobrze, że nie WINDSTON.
- Wy też o tym słyszeliście?
- Alister powiedział że ci o tym mówił więc może się z tobą zabiorę? - Zip nie krył uśmiechu...
- Ależ lady Croft nigdzie nie jedzie, nie dacie sie chyba złapać w pułapkę? - Winston też miał widocznie pewne informacje.
Na bank czyta jej korespondencję.
Winston wysłał Windstona na przeszpiegi do sąsiadów.
- W jaką puł...
- Wiem o czym on mówi, Zipie… - przerwała Lara.
- nie mów tak do mnie
— Ale ja nie wiem, jak masz na imię. D:
- dobrze mój kolego. On mówi o Chińskim murze i porywaczach archeologów.
- Skąd panna wie o czym ja....
- Trent mi pisał
- Ale ja nic nie rozumiem!!! Zawsze o wszystkim dowiaduje się ostatni.
To mówił Winston czy Zip?
Windston wrócił.
- Zip! Pakuj się! Ale czy ty Winstonie z Trentem poszaleliście i myślicie że ja się dam złapać w jakąś pułapkę byle rozbójnikom?
Jeszcze niedawno zaklinała, że nigdzie nie jedzie i skopie Alisterowi dupę…
Czy w tej historii Winston opuszcza Croft Manor i wyrusza z Larą?
Nie.
:(
- Nie, ale chodzi o to że nie ma żadnego oka wybrańca tylko metalowy drążek na miejscu gwiazdy! Ktoś go potem ukradł a teraz rozpowiada że oko jest i łapie na to archeologów.
- A więc nie mamy po co jechać Zipie. - Teraz Lara zwróciła się do gościa
- No więc nie mam tu co siedzieć.
- Ale możesz tu zamieszkać. Mam dużo miejsca.
- I mam zostawić moje laboratorium
- Mam 80 pokoi i 19 piwnic.
Dam ci aż jedną. Możesz sobie wybrać.
- Pomyślimy. A teraz wracam. Pa Laro, serwus Winston
- Do zobaczenia Zip!!!
- Niech pan uważa na szlaku!
Te trzy kilometry mogą okazać się śmiertelne.
No i ostatecznie ani nie zamieszkał u Lary, ani nie pojechał na wycieczkę do Chin.
Pewnie on też wstał lewą nogą.
Lara wciąż nie miała co robić więc włączyła sobie DVD w swoim trzynastym salonie i puściła " Tomb Raider- Kolebka Życia".
Ale to już jest przesada!
Chociaż widziała ten film już kilka razy, zawsze na końcu się wzrusza, gdy główna bohaterka zabija na końcu swojego byłego.
Już dawno nikogo nie zamordowała i tęskniła za tym uczuciem.
Gdy tylko poleciały końcowe napisy, Lara wyłączyła DVD, poszła do swojej sypialki, zabrała z bieliźniarki strój kąpielowy, zbiegła z ręcznikiem do przedpokoju i przeszła próg. Była to sala basenowa kryta, po prawej była niekryta, ale było za zimno żeby kąpać się pod gołym niebem. Rzuciła ręcznik na leżak, zdjęła klapki w których weszła na posadzkę i już miała zdejmować Rolexa gdy zobaczyła że już 20:15. Miała tylko 45 minut bo o 21:00 Winston zawsze czyścił baseny.
Zawsze, czyt. codziennie.
I nie mogła go poprosić, żeby zrobił to później, lub następnego dnia.
Z myślą że kończy się pechowy dzień wskoczyła do wody na główkę.
Woda była zimna. Popływała, ponurkowała i zauważyła że gdzieś pod wodą zgubiła frotkę do warkocza bo włosy miała rozpuszczone pod czepkiem.
Po co jej czepek we własnym domu?
Zaklęła, wypłynęła na brzeg, zdjęła czepek i stwierdziła, ze musi umyć dzisiaj włosy.
A jakby nie zgubiła frotki, to by nie umyła?
W kucyku nie widać, że tłuste – stara zasada.
Winston właśnie wchodził do sali basenowej i…
- panno Croft, niech pani weźmie głęboki wdech i powie co czuje
- Chlor czuję
- Dobrze, a wie pani, że czuć go bardziej niż zwykle, bo woda nie pompuje się w wentylatorze? Znowu zatkała pani basen.
Incydent gumkowy.
- Raczej gumka do włosów zjechała mi pod czepkiem
A no tak, bo to jest faktycznie różnica.
- To teraz pani zadzwoni po hydraulika.
- Oj nie przesadzaj nic się nie stało.
- Nic? To już trzecie zatkanie w tym tygodniu!!!
- Ja nic o tym nie wiem Winston!
- Niech pani nie udaje, ja się przedwczoraj w czerwonym bikini tu nie kąpałem
Tym bikini zatkała odpływ?
Incydent majtkowy.
- Dlaczego? - Lara zapytała z uśmiechem ale nabrała od razu poważną minę, gdy zobaczyła złość w oczach Winstona - Dobrze przyznaję, ale wtedy to była bransoletka a teraz...
- teraz gumka.
- No właśnie, przecież nie mogłam pływać bez gumki
Za to Kurtis w KL już mógł. Ba dum tss.
- Spływaj Lara, musze oczyścić basen i zawołać hydraulika.
To nie przelewki. Winston się wkurzył na serio.
Już nawet zadzwonienia po hydraulika nie chce jej zostawić. Zero zaufania.
- Dobrze już dobrze...- obrażona Lara odeszła. I była już w swoim pokoju gdy zauważyła że zapomniała klapek. Zeszła w ręczniku na basen a tam... Brudy nie brudy syfy, i jeden biedny człowiek grzebiący w rurach.
Szybko przybył. Może mieszkał na dziesiątym strychu...?
Gdy tylko zobaczył Larę, podszedł do niej i rzekł:
- niech pani stąd spada, bo jak mamę kocham ja nie będę tu przyjeżdżał co dwa dni i rury czyścił! Co ja! Szambonurek czy co?
A to nie jest tak, że ona ci za to płaci?
Praca za karę.
- Oj nic się nie stało, to tylko małe zatkanie!
- Zatkanie? Na tamtym leżaku leży to, co od przedwczoraj nazbierało się w rurze!
Okej, dobra, cofam to pytanie, po co jej był czepek w domu.
Lara zajrzała w stronę leżaka i zobaczyła 5 wsuwek (O, szukałam ich!), gumę do żucia, górę od bikini i dwie frotki. Niby to nic ale wściekła Lara zabrała swoje nieszczęsne skarby i wróciła do pokoju.
Gumę wsadziła z powrotem do ust.
Zaplatając warkocza przypomniała sobie że nie wzięła jeszcze klapek i Rolexa. Ale dość! Nie będzie już przecież wracała się 10 razy w to samo miejsce. Jeszcze znowu jej się oberwie i co będzie? Nie. Winston mi to przyniesie.
Wielka Lara Croft pozwala się ustawiać po kątach hydraulikowi. To się nazywa powiew świeżości w fabule.
Bo Kurtis czyściłby ten basen za niego.
Spojrzała na stolik nocny i zobaczyła na budziku godzinę 22:00. Ale ten czas szybko leci...
- Chyba się prześpię
- Nareszcie!
- Winston czy ty zawsze mnie musisz podsłuchiwać?
- ja pukałem.
- Acha! No to wyjdź, bo się przebiorę w piżamkę i idę spać
- Nareszcie
- spadaj staruszku, miłych snów.
- Dobranoc madame
- Do jutra. - Zamykając drzwi Lara właśnie zdejmowała z siebie ręcznik, dlatego Winston zdążył jeszcze zobaczyć ją kątem oka.
założyła piżamkę i wskoczyła do wyrka.
TAK SIĘ SKOŃCZYŁ TEN ZWARIOWANY DZIEŃ
- Nareszcie!
<Aplauz>
Ciąg dalszy nastąpi!
EDIT:
Napisałyśmy opis do analizy, zanim podzieliłyśmy tekst na w miarę równe części. No i wyszło tak, że info o przeprowadzce do Croft Manoru pojawia się w opisie tej części, ale chłopaki wprowadzają się dopiero w następnym rozdziale.
Napisałyśmy opis do analizy, zanim podzieliłyśmy tekst na w miarę równe części. No i wyszło tak, że info o przeprowadzce do Croft Manoru pojawia się w opisie tej części, ale chłopaki wprowadzają się dopiero w następnym rozdziale.
XD
Tam też dowiadujemy się, czemu to opko miało być smutne.
xDˣᴰ
Tam też dowiadujemy się, czemu to opko miało być smutne.
xDˣᴰ
Przepraszamy za tę nieścisłość.
Pragniemy się poprawić.
Jak chcecie, to w sumie nawet na dniach możemy wrzucić następną część.
W sumie to i tak wszyscy wiedzą, że piszemy to do Mustelki.
Dzięki, że jesteś z nami! <3






Dzięki, że wciąż analizujecie ;) Kurde, trochę lipa, bo opko jest za dobre na analizę, ale i tak wam fajnie wyszło :D I oczywiście, wrzucajcie następną część!
OdpowiedzUsuńNo nie wiem, kolejna część przyprawia mnie o ciarki mocnego cringe'u. Ta część brzmi trochę jak parodia, ale pamiętam, że pisząc ją jako trzynastka byłam raczej całkiem poważna. XDD i to jest dość przykre samo w sobie.
UsuńPostaram się może jutro znaleźć chwilę i wrzucić. XDD
No ale o to właśnie chodzi, że nasze pierwsze opka to festiwal cringe'u, inaczej nie dałoby się tego analizować :D No i widzisz, może i pisałaś to wtedy na poważnie, a teraz brzmi jak parodia, ale nie zmienia to faktu, że napisany jest naprawdę dobrze. Już wtedy miałaś do tego smykałkę i po tylu latach wciąż jest czytable.
UsuńTakże wrzucajcie, wrzucajcie! Chcę się pośmiać ;D