Z SERII: NA SAMYM DNIE cz. 3/X
By Skoiastel vel Lilka11
21.09.2006
Zbiór prywatny.
Analizują: Alex, Liliana11
Dziś wracamy do przygód Lary Zagrody w odsłonie Lilkowej. Gdy po zatkanym basenie nie ma już śladu, a straumatyzowany wizją pokrewieństwa z Shogo Takamoto Kurtis odszedł, nasza bohaterka postanawia znaleźć sobie nowe zajęcie. W wyniku niefortunnych zdarzeń spowodowanych jej niewyparzoną gębą opuszczają ją jednak wszyscy znajomi, więc wyrusza na poszukiwanie lepszych. Ale czy znajdzie się w jej życiu ktokolwiek, kto wytrzyma z nią dłużej niż chwilę? I dokąd uda się Winston po skończonych zakupach…?
21 września 2006
WSTĘP
Opowiadanie zwie się " ślad życia ". Muszę sie pochwalić i powiem że jeżeli "legendarny sen" był doskonały, to to opowiadanie będzie jeszcze lepsze.
Prawda, był doskonały. Do analizy.
A będą majtkowe przygody z basenem?
"Ślad życia"
- O tak. Jeszcze nie wiem.
Czyli nie.
-I może kawa do kompletu. Dobrze, zgadzam się na tą kawiarnię, ale...
- Panno Croft, śniadanie na stole.
- Zaraz Winston nie widzisz, że rozmawiam?!!! Nie mr., Calgon. To nie było do pana. A więc jesteśmy umówieni. Do zobaczenia. - Lara odłożyła słuchawkę.
- Panna Lara wreszcie ma kogoś na oku?
- Raczej coś. Odkamieniacz do pralki. O 12:30 jestem umówiona z wykładowcą UAiAP.
Wykładowca nie jest człowiekiem, tylko Calgonem. O co temu Winstonowi chodzi…
A może po prostu wykładał odkamieniacze na półkę w sklepie…?
Po godzinach pierze togi dla urzędników.
- On wykłada na UAiAP?
- Tak. Prawda że to dobrze?
To zależy, jakie oceny mają studentki.
- O jej! Boję sie. Pani się nie boi?
- Czego?
O jego.
- No UAiAP; Urząd Administracyjny i Apelacyjny Podatków.
Winston, nie peniaj. To tylko wykładowca w urzędzie. Jeszcze nikt nie sprawdza, czy dobrze wypełniłeś PiT.
- Co? - Lara była nie mniej zdziwiona niż jej lokaj
- Nie płacimy z góry podatku za telefon od kilku dobrych miesięcy, więc...
Wszystko poszło na odtykanie basenu.
- Winston! UAiAP to jest Uniwersytet Archeologii i Artefaktów Public.
- Aha. To se może być. A poco to Public?
- Bo tak lepiej brzmi.
- No ale czemu?
Brytyjczycy wszystko muszą mieć po swojemu. Nawet chipsy.
- Oh spadaj. Nie mam siły. niedługo wychodze spodkać się z docentem, który wykłada na tym Uniwersytecie. Artefakt zwany "złoty skarabeusz", jest bardziej interesujący niż siedzenie w domu.
- Znowu zostane sam w domu?Jest jeszcze Zip i Alister. Możesz albo oglądać porno, albo czytać porno.
Ja sobie wyobrażam, jak Lara się wzrusza i zabiera Winstona ze sobą.
…Chyba wymyśliłam temat na fanfik.
-Tak mi przykro - Lara uznała to zdanie za kpinę i od razu się roześmiała.
Jak byłam piękna i młoda, to też się śmiałam, ale po dekadzie od napisania opka zaczynam współczuć Winstonowi.
Winston oddalił się z miną, która mówiła "nic mnie nie obchodzi jakiś pozłacany robak". Lara się tym nie przejęła. wiedziała, że lokajowi przejdą fochy. Zeszła do jadalni, zjadła co miała i zaczęła przygotowywać się do spodkania. Po godzinie spędzonej przed lustrem piękna panna Croft uznała że jest gotowa. Zabrała broń i swój plecaczek. Wyszła.
Nie chciało jej się wyciągać mercedesa z garażu, więc zamówiła taksówkę. Po kilku minutach była na miejscu.
W kawiarni "Japanese Hot" Lara zauważyła, że cos tu nie gra. Pan Calgon spóźniał się 15 minut. Tłum był ogromny. Wszyscy chcieli zobaczyć pokaz nowych tabletek do prania i dostać jakieś gratisy.
Lara wstała, podeszła do jakiegoś faceta i zapytała o godzinę. Facet spojrzał dziwnie na nią, potem na Rolexa z jej ręki, aż w końcu podniósł rękę do ucha. Lara skojarzyła ten ruch z nadajnikiem. Nim się obejrzała tłum zniknął. Madame poczuła niemiłe ukłócie lufy pistoletu na plecach. Usłyszała głos, którego nie znała.
- Tłum był sztuczny
Zupełnie jak twój pistolet.
- Domyśliłam się - odpowiedziała ironicznie Lara.
Co w tym ironicznego?
- Nie odwracaj sie. Ktoś miał cię dość. Mamy cię zabić.
- I po to was aż tylu?
- Słyszałem, że jesteś za dobra na solo – wyszeptała:
- Dobrze słyszałeś. Skarabeusz to podpucha?
- Tak
- A więc to półapka?
- Tak.
Nie. Bo pułapka.
A trzeba było zabrać Winstona. On potrafi w bycie żywą tarczą.
- No to dzień dobry. - Lara wykonała półobrót, wyjęła pistolety i wycelowała. Nagle otoczyła ją cała mafia. Nie czekając na nic Lara zaczęła celować do nich jak do kaczek. Facetów było z dwunastu!
Mała ta mafia. Taka… mafijka raczej.
Zaczęli strzelać. Lara zato zaczęła monolog, więc ci przeciwnicy też na chwilę przestali strzelać, aby jej wysłuchać.
- Macie cos do mnie? - rzekła Lara - To nie stójcie jak słupy!
To już bardziej dojebała do pieca Winstonowi.
Może to zasada, że kto się lubi, ten się czubi.
- O, prowokatorka.
- Chce zginąć…
- My cię nauczymy kultury
Lary nic nie jest w stanie nauczyć kultury. Na dowód mamy setki stron opowiadań, godziny gierek i filmów. Jest niereformowalna.
Nagle rozległy się głosy. Wszyscy zaczęli między sobą obgadywać Larę, gdy ta zyskała kilka chwil przewagi.
Trochę jak w anime, najpierw trzeba pogadać, a później honorowo walczyć jeden po drugim.
Krzycząc: "Jacy wy jesteście żałośni" wystrzelała pierwszą piątkę. W innego patałacha wbiła nóż, innych załatwiła wręcz. Zostal jeden. Lara wycelowała w nioego nienaładowanym Glock 27 i zaczęła kulturalną, spokojną rozmowę.
- Giń smieciu!!!!
- Nie nic mi nie zrobisz! – odpowiedział Nioe.
- Dobra gadaj kto cie nasłał.
- Nie
- Dlaczego? - Lara już naładowywała spluwę.
- Wal się.
- Nie mam z kim, nie mam jak, nie mam czym niestety. Może mi pomożesz?
- Co? Walić się?
- Przecież o tym mowa
- Dobra. Nasłał mnie Buu.
- Imię czy pseudonim?
- Spieprzaj! Lej te kolę, bo grubemu chce sie pić!
Widzisz, Winston, trzeba było jednak przyjść.
Mógł czytać, oglądać, a z Larą to nawet mógłby uprawiać.
- Ale ty jesteś nerwowy... - i strzeliła. Gdy się wykrwawiał, sprawdziła mu dokumenty. Pracował jako ochroniarz na stacji benzynowej ORLEN niedaleko centrum. Lara wróciła do domu. Z myślą, kto mogły jej mieć dość i dlaczego ze stacji, położyła się na łóżku i zasnęła.
Podpadła Obajtkowi, bo nie chciała spylić mu Croft Manoru.
Obudził ją głos Zip-a.
- Hej Lara! Jak skarabeusz? Winston mi mówił że... O! - Zip zobaczył rozkrwawione kolano Lary.
- Co się tak gapisz? Lary Croft nie widziałeś? O! Co się stało z moim kolanem!?
- Nie zauważyłaś tego podczas spodkania?
- Nie miałam wcześniej tego!!! ZIP!!!
- Tak się nazywam...
Wcale nie.
- Firma stacji benzynowej?
- Co? Orlen? Orlen chyba jest stacją. Układasz krzyżówkę?
- Mam rozkwaszone kolano!
Tak to jest jak się kradnie hot-dogi z Orlena i potem trzeba uciekać.
- Widzę. A Orleny są w całej Anglii.
- Skąd wiesz?
- Tankuję tam. - to byla szczera odpowiedz Zipa, który się uśmiechał.
- Zip, gadaj prawdę.
Zacznij najlepiej od tego, jak naprawdę się nazywasz.
- Co?
- Jajco, chciałeś się mnie pozbyć. Nie wiem czemu, ale chcialeś.
- Co?
– Co?
– CO?!
- Tankujesz swoją starą landarę regularnie tylko na Orlenie, ale strzelasz z broni jak ostatnia ciota. Dlaczego chciałeś postrzelić mnie, gdy spałam?!
To na pewno ma sens.
- Nie, Lara! Wiesz że nie!
- Tak! Pewnie nie trafiłeś, spanikowałes i mnie obudziłeś.
- Nie!
- Tak Zip. Zabiłabym cię, gdyby nie tamten dzień, gdy wyciągnęłam cię z więzienia. - Lara podeszła bliżej Zipa. On ze strachem nawet nie drgał.
- To nie prawda.
- Kłamiesz, Zip. A teraz wynoś się!
- Lara, no co ty przecież nawet nie mam pistoletu w dłoni.
- WYNOŚ SIE! - Lara wyciągneła broń i strzeliła… pod nogi Zipa. On zasmucony, jakby wiedział, że nic się nie da zrobić, odszedł. Lara krzyknęła tylko i "Pozdrów Buu". Zip nie obrócił sie, lecz miał zdziwioną minę. Poszedł nie domykając drzwi. Wyprowadził się. Do ogrodu. Winston na zakupach, Alister w miejskiej bibliotece. Zip odszedł.
Winston już nigdy nie wrócił z papierem toaletowym.
Nawet Alisterowi odechciało korzystać się z jej biblioteki.
Lara opatrzyła sobie nogę i zobaczyła że nie ma kul. Będzie musiała jakieś wypożyczyć na NFZ.
Widocznie Zip użył noża. Albo to nie on. Nie, to niemożliwe. Tylko on tu był, sama sobie tego nie zrobiła. Lara przekąsiła coś co było w lodówce. Nie znała tej potrawy, ale była dobra. Na tyle dobra, aby polepszyć humor Larze.
Potrawka z kaszy dla dobermanów.
Z nadzieją spakowała się.
Ale że potrawka się spakowała?
Dobrze, że nie przy nadziei.
Nie wiedziała gdzie pojedzie, ale wsiadła na motor i odjechała przed siebie. Skręciła w boczną uliczkę centrum, mijając Orlen. Było już ciemno. Croft zaparkowała motor. Jakby ją teraz ktoś zobaczył, to poznałby jej tajemniczy uśmiech.
Igranie z ogniem, Orlen na każdym skrzyżowaniu.
Zachowywała się, jakby dobrze wiedziała gdzie jest. Jednak nie miała pojęcia gdzie się znajduje i po co tu przyszła. Z daleka zobaczyła poprostu podejrzanego człowieka, który schodził z motoru i wchodził drzwiami do budynku bez okien z którego dochodziła muzyka. Chwilkę poczekała, poszła za nim o kulach, nie zapukała. Od razu pociągnęła klamke.
Kurtis właśnie zakładał spodnie; zaskoczony zaciął się rozporkiem.
Zobaczyła korytarzyk. Poczuła zapach papierosów. Croft nigdy nie paliła. Na końcu korytarza zobaczyła jeszcze jedne drzwi. Zza nich dochodziły odgłosy Beethovena.
Tym razem zapukała kulą. Drzwi otworzył jej chłopak z motoru.
A nie mógł na stojąco?
- Witaj, nieznajoma - brunet o zielonych oczach odezwał się do Lary - Jestem Parker. - Chłopak miał nie więcej niż 20-parę lat. Odwrócił się do reszty towarzystwa i krzyknął:
- Ej! Jest nowa! - Wszyscy zaczęli się odwracać w jej stronę. Milczeli. Lara też jak do tej pory milczała. Uchwyciła wzrokiem malutki pokoik. Na srodku stał stolik. Na stoliku leżały karty, dwie osoby przy stoliku grały w brydża. Obok kart leżały strzykawki ze smarem, fiolki z płynem do płukania, proszki do prania, karty kredytowe.
- Wies,z co sie tu robi, czy mamy ci wytłumaczyć sytuacje?
Wprowadzacie na rynek lewy Calgon.
- Ćpacie tu i tyle - mruknęła, wzruszyła ramionami. Nie było tu nic ciekawego.
- Nic ciekawego - dodała
- Wejdź. - odezwał się jakiś chłopak. Siedział przy stoliku. Był rudy, piegowaty, niski. Przeciwieństwo Parkera, który był przystojny, dobrze zbudowany, wysoki. Z grzywką. Jak… Lara pomyślała, że kogoś jej on przypomina. Tak, to była żywa kopia... Kurtisa!
Ta dam.
Klon normalnie. Ten sam kosmyk włosów, opadający niesfornie na czoło, ta sama opalenizna na brąz, chociaż zielone, nie jak Kurtis niebieskie oczy, no i inny styl.
To Kurtis ma opaleniznę? Co?
Koszula, lakierki, dżinsy. Lara nigdy nie powiedziałaby o Trencie, że jest ideałem, ale nie powiedziała by też, że nie jest przystojny. Który z nich podobał jej się bardziej? Dlaczego Parker i Kurt są tacy sami?
Gdy weszła, koleś siedzący przy stoliku, dorzucił:
- Jestem Kryształ.
- Imię czy pseudonim?
- Imię - Lara wiedziała że facet żartuje. Nienormalne jest nazywać się kryształ. Albo Zip. Jakby ktoś nazywał się "kryształ", to ktoś inny nazywałby się "rower" czy "okulary" lub po prostu "nogawka". "Cześć! Nazywam się Ann Nogawka lub Max Rower". To Croft rozśmieszyło więc uśmiechnęła się pierwszy raz.
Lara Zagroda śmieje się z Maxa Rowera. No ładnie.
Nie wiedziała, co przyciągnęło ją do tego miejsca. Nigdy nawet nie paliła, nie piła zbyt alkoholu. Nawet nie robiła prania! Mimo to przekroczyła próg i usiadła na wolnym krześle. Na to odezwał się Kryształ.
- To krzesło Parkera. siadaj mi na kolana. - Zignorowała to.
- Nazywam się Lara.
Przemilczała nazwisko, żeby nie robić obciachu.
- Rozdać ci kart? - zapytał Parker zamykając drzwi i zmieniając jedną symfonię Beethovena na inną symfonię Beethovena.
- Pomóc ci z czymś? - Zapytała jakaś laska leżąca pod ścianą. Była trzeźwa. Wydawała się wiedzieć co się dzieje. Jednak Lara była bardzo samodzielna.
Samodzielnie odstawiła swoje kule przy stoliku.
Wzięła do ręki pierwszą lepszą strzykawkę. Naładowała do pełna jakimś płynem z fiolki. Przyglądała się jej. Czy mogłaby Kurtisa spotkać w takim miejscu? Czy mogłaby nauczyć się sama robić pranie…?
- Dawaj to. Jestem Kitty. - powiedziała do niej dziewczyna wstając spod ściany i podchodząc.
- Pierwsza Komunia. - dodała
- Co? - Lara uniosła brwi.
Za to się płaci, halo.
- Pierwsza Komunia to pierwszy raz. Będę twoim księdzem. - Kitty podeszła bliżej Lary, zabrała jej strzykawkę i wyjęła inną z kieszeni.
- To co sama wybrałaś byłoby za mocne - przekonała ją schylając się. Szepnęła jej do ucha: - Croft, tak? Ty jesteś tą z afery w kawiarni? Za dobra na solo, co? - wyszeptała
No i się wydało.
Szybkim ruchem Kitty przyłożyła Larze igłę do skory, ale Croft była szybsza. Pociągnęła dziewczynę za rękę, wyrywając jej strzykawkę i wbiła ją w jej ramię. Dziewczyna nie zemdlała ale zrobiła się biała jak ściana i zaczęła się dusić, jakby narkotyk odebrał jej dopływ powietrza. Po kilku chwilach dziewczyna osunęła się na ziemię. Może zemdlała, a może poprostu umarła.
Faktycznie, żadna różnica.
Lara uświadomiła sobie, że dziewczyna chciała ją otruć. To pewnie dlatego podała jej inną strzykawkę. Parker krzyknął cos w rodzaju:
- Co tu jest grane? - Lara wyciągnęła szybko pistolety. Wycelowała i krzyknęła do niego:
- Buu?
- Hę? - Parker nic nie rozumiał, albo udawał że nie rozumie. Kryształ próbował ocucić Kocicę, ale coś mu nie wychodziło. Zprawdził puls
Po kwasie wszystko jest jakieś takie ruchome.
- Cholera! Nie żyje! - Ale Lara nie zwróciła uwagi na jego słowa.
- Znasz jakiegoś Buu? - nie zmieniając intonacji głosu zapytałą się Parkera.
Cały czas tak samo wredna i pretensjonalna.
- Przebywał w Pradze, teraz jest w Londynie.
- Kim jest?
- To znany gość. Melinuje i diluje też na Serpent Rouge.
- Nazwisko? - Domyślała się. Czuła łzy na powiekach, przeczuwała, że zaraz usłyszy "Kurtis Trent"
- Bouchard.
- Co? - Lara była bardzo zdziwiona. Odłożyła kule pistolety.
Przecież on nie żyje.
Ale nie w tym opeczku, okej?
Schowała je i wyszla bez pożegnania trzaskając ze złości drzwiami. Znała dobrze Boucharda, przecież był jej znajomym! Dlaczego chciał ją zabić?!
- Czemu on? Po co mu byłą moja śmierć? - Powiedziała głośno do siebie wsiadając na motor.
Kryształ biegł za nią.
- Bo nie był pewny, czy go nie zdradzisz policji! Ostatnio karze zabijać wszystkich ludzi, których znał, powiązanych z Monstrum. Poza tym jesteś szczególnie wredna i wkurzająca. - to Lary już nie zdziwiło.
Rozumiała już wszystko. Kryształ był tu najlepszym dilerem na rynku, a dziewczyna Boucharda pewnie przyszła tu się naćpać czy wymienić towary. Co więc tu robił Parker? Dlaczego przyszedł w to miejsce i co przyciągnęło ją do niego, gdy widziała go z daleka przed barem? Czy to dlatego, że podobny był do Kurtisa? Ale tamten wrócił do domu, do czech.
To jest ten moment, w którym Mustelka krzyczy: Ale Kurtis jest z Utah!
- Ostrzeż go przede mną - oznajmiła całkiem głośno Lara.
- Przed kim? Przed jakąś laską? - to był szczery, nieudawany śmiech. Lara takiego nienawidziła. Nie cierpiała, gdy ktoś się z niej śmieje.
A może on śmiał się do niej? W końcu był naćpany.
- podobno jestem za dobra na solo.
Facet nie zauważył nawet,, gdy wyciągnęła z nogawki u spodni nóż.
Wypad.
Musiało jej się wygodnie z nim jechać na motorze.
Gdy Kryształ zauważył blask ostrza, było już za późno. Z jego klatki piersiowej wystawała tylko rękojeść noża. Zmarł na miejscu. Lary nie wzruszył ten widok.
Zimna sucz.
Wyciągnęła nóż z ciała, który byl cały w krwi. powycierała go o bluzę Kryształa, włożyła spowrotem do spodni i odjechała na motocyklu Parkera. Była północ. Dziewczyna nie miała zamiaru wrócic do domu. Noc była urocza, księżyc mocno święcił, wiatr wiał we włosy i silnik motoru przyjemnie warczał. Lara zahamowała pod hotelem. Miała kartę kredytową, którą ukradła ze stolika, więc zamówiła najlepszy pokój. Otworzyła drzwi pokoju 511 i weszła. Od razu się położyła. Myslała o tym wszystkim. Czuła do siebie wstręt. Po co tam poszła? Za kimś kto przypominał Kurtisa? Ile by dla niego zrobiła? Żeby go jeszcze zobaczyć?
Wcześniej wyrwała go na artykuły o Monstrum, teraz wyrywa na artykuły o nie płaceniu podatków.
- Boże widzisz, a nie grzmisz - powiedziała sama do siebie.
Zaczęło świtać. Z rozmysleń wyrwało ją dopiero stukanie do drzwi. Byl to lokaj:
- Może śniadanie? Albo gazeta?
– Winston? Co ty tutaj robisz o siódmej rano?
– Cześć! Piosenkę ci napisałem!
1.
Zadzwoniłem prosto z Obi
„Kupić Calgon czy Calgonit?”
Ty jednak nie odbierasz, nie…
Dziś instrukcję napisałem
Pranie zbliża się, więc chciałem
Wyjaśnić tobie jeszcze raz
Jak to działa…
Ref.
Zawsze z tobą chciałbym prać!
Przez całe życie!
Przy garnkach z fasolką stać!
Pranie i szycie!
Sprzątać, kwiaty podlewać!
To nie jest mitem!
Zawsze z tobą chciałbym być!
(Może być z Zipem).
2.
Daj się skusić na to pranie
Calgon, Perwoll są w programie
Będziemy prali aż po świt…
Chciałbym też w księżyca błysku
Suszyć nam majtki z odzysku
I do plecaczka sypać ci
Coś na mole.
(Ref. x2)
- To pierwsze nie, to drogie tak.
Ale płacę kartą.
- To prosze - mężczyzna podał zwiniętą w klębek gazete
- Dziękuje. - Lara odrazu otworzyła gazetę. Na pierwszej stronie był tekst głoszący:
"NAJWIĘKSZY BOSS MAFII EUROPY NIE ŻYJE "
Lara zajrzała na wskazaną stronę. Zaniemówiła ze zdziwienia. Tekst pięknie ogłaszał nowinę dnia:
"Jeden z filantropów, najbardziej znanych ludzi Europy Bouchard przejeżdżał nocą przez autostradę K2 i wpadł do rowu. Przyczyną było prawdopodobnie mechaniczne uszkodzenie układu hamulcowego. Naoczny świadek zdarzenia, Pan Zip opowiedział nam: - Jechałem właśnie za tym człowiekiem w BMW, szukając przyjaciółki po mieście. Gdyby nie reakcja innego pana na motorze, który mnie wyprzedził na autostradzie byłoby więcej martwych. Osoba na motorze, gdy tamten pan źle hamował, pozwoliła zjechać do rowu BMW, ale sama zatrzymała się w poprzek i kulami z NFZ-tu zablokowała drogę innym kierowcom, którzy jechali za tym panem, aby dać sygnał, by zwolnić”. Reportaż przygotowała redaktor gazety Sun, Amy D."
Lara zaniemówiła, nawet na okres czytania przestała oddychać. Wiedziała już, że to nie Zip chcial ją zdradzić, że nie on chciał jej śmierci, tylko Bouchard.
A może wręcz przeciwnie – szukał jej żeby dokończyć dzieła?
A ten na motorze? Zdjęcie było rozmazane, ale przypominało Kurtisa, nie, Parkera. Może też go szukał. Może szukał jego dziewczyny. Może ją sledził. Może nie chciał, by Bouchard Larę zabił. Może ją polubił. Lara wiedziała jednak że to podobieństwo nie mogło być przypadkowe. Stanowiło ślad życia, jakaś nadzieje, że jeszcze się z Kurtisem zobaczą.
Awww.
Ciąg dalszy nastąpi...



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz