35. Głupia i grubsza, czyli Na Samym Dnie 5/X

Z SERII: NA SAMYM DNIE cz. 5/X

By Skoiastel vel Lilka11
11.10.2006
Zbiór prywatny.

Analizują: Alex, Lilka11

Po wielu miesiącach wracamy do lilkowych sz(r)otów. Kurtis, któremu brat ukradł dziewczynę,  nadal pozostaje martwy, za to na horyzoncie pojawia się nowa przygoda – tak interesująca, że Lara porzuca dla niej zarówno ciasteczka, jak i czipsy. Wreszcie Alister-bo-nie-Zip zamawia jej bilety na intercity-bo-nie-lufthansę i tak oto nasza bohaterka wyrusza do Peru. Jednak… czy spełni tam swoje największe życzenie?



„Wycieczka do nikąd”


Jestem pewna, że Nikąd już przygotował ciasteczka i herbatkę.
To chyba dobry moment, żeby przypomnieć, że miałam wtedy 14 lat, prawda…?
Później może być za późno.

- Panno Croft! Parker dzwoni…
- Parker? Z Pragi?
- A zna panna jakiegoś innego Parkera?
Ja znam George'a Safforda Parkera. Sprzedaje długopisy.

- Nie... – Lara podeszła z niechęcią do telefonu. Kocha Parkera, okej, tęskni za nim, ale ma dość kiedy koleś co drugi dzień dzwoni i nie może oderwać się od telefonu.
To brzmi jak ja 15 lat temu: „Kocham go najbardziej, kiedy go nie ma”.
Mówiłam, że to tylko tak z braku-laku.

- Croft słucham – odchrząknęła
- Witaj kotku – krzyknął w słuchawkę Parker.
- No cześć – powiedziała dość sztywno Lara.
- Stęskniłem się.
- Ja też – nie spuszczała z tonu.
Pełnia przekonania.

- Zadzwoniłbym wcześniej, gdybym miał czas – „jasne” pomyślała Lara
- I co? Znowu studia?
- Przecież mówiłem ci że miesiąc temu skończyłem.
Pisać licencjat.

- A! Faktycznie – Lara nie kryła zdziwienia. Położyła bezprzewodową słuchawkę na stół i odeszła kilka kroków do komody, chwyciła szklankę z kawą, upiła łyk i wróciła powolnie do słuchawki. Tam rozległ się glos jej chłopaka.
- I co ty na to? – Lara nie wiedziała co powiedzieć, nie słuchała, nie była obecna, przecież popijała kawę.
- Nie wiem.
- Przyjedź. Lubisz przecież takie misje. Kurtis by pojechał
- Kurtis nie żyje – powiedziała Lara dłubiąc w paznokciach
Argumentum ad matrwum bratum. Może to nie jest wcale takie dziwne, że Larka go olewa…?

- Ale by pojechał. Ty też byś mogła. To ważny artefakt, a ty lubisz takie badziewia
To niby takie ważne czy jednak badziewia?

- Co? – zapytała zaskoczona Lara.
- No mówiłem ci przed chwilą. Słuchasz mnie w ogóle? Dziś w sądzie prawnym…
- Tam gdzie załapałeś się na robotę? – upewniła się Lara. Nie chciała wyjść na idiotkę, która nie słucha swojego chłopaka którego nie widziała miesiąc.
Skoro dzwonił co dwa dni, mogli zrobić czasem video-konferencję.
Ale wtedy video-konfy były tylko na Skype i trzeba było kupić premium. :C

Wolała już nie odchodzić od słuchawki.
- Tak. Tam właśnie pracuje od tygodnia. No i słyszałem rozmowę mojego przyjaciela z praktykantem z archeolodzkiego uniwersytetu. Mówili o artefakcie czy jak wy to nazywacie. – Lara mimowolnie zaczęła słuchać. 
– I co mówili?
Mecenas Wszystkowski – Specjalista do Spraw Zabytków, Magister Rozsądzania O Przekazywaniu Artefaktów we Właściwe Ręce. Stażysta.

- Jeden drugiego pytał się o nazwę. To sędzia Wszystkowski. Podał mu ją.
- jak brzmi ta nazwa? – zapytała zainteresowana Lara
- Astaralbium
Szczerze wierzę, choć nie pamiętam, że to Parker jest takim kretynem, a nie ja, i że ta literówka była tu celowa.

- A! Dobra zapamiętam. Jakieś szczegóły?
- Nie wiem. Przyjedź do mnie. Tęsknie za tobą. I mam dla ciebie niespodziankę.
- Słucham – zapytała zdziwiona Lara
- Mam złoty pierścionek i pewną nowinkę. Ale to dopiero jak przyjedziesz.
A to ci niespodzianka.
Czyli już nie musi jechać…?

- interesujące. No to bye – zakończyła lara.


- Pa skarbie. – Lara odłożyła słuchawkę naciskając czerwony guzik. Myślami była nie nad ostatnimi słowami Parkera. Jego słowa prowadziły tylko w jedną stronę – „zaręczynową”. Lara i tak by się zgodziła. Po co ma zostać starą panną?
Przynajmniej złapała dobrą partię – prawnik, czylli rodzinę wykarmi.
Głupi, ale miły.

Zresztą Parkera widziała tylko trzy razy po śmierci Trenta. Najpierw siedziała u niego dwa tygodnie, potem wróciła do domu i zauważyła, że Winston nieźle się obchodził z willą.
Dobry Winstonek, masz tu krakersa.

Ale wracając do tematu dokładnie rok po śmierci Kurta to Parker odwiedził Larę, a jeszcze niedawno czyli miesiąc temu zajrzał do niej na dwa dni.
-Trzeba by było do niego pojechać.
Albo jednak kupić to premium na Skype…

- Słucham?! – zapytał głos z kuchni.
- Nic, nic – Po co Lara ma denerwować swoimi sprawami Winstona?. Przecież tak ładnie sprząta. Tak trzeba pojechać. I przy okazji wstąpić na pradzki cmentarz. Kupić jakiś wieniec, albo po prostu bukiecik czegoś kwiatopodobnego. Tak. Lepiej bukiet. I znicz, ale czerwony. Obowiązkowo czerwony. A potem wziąć huczny ślub z Parkerem i urodzić mu śliczne różowe dzieci. Obowiązkowo różowe.
Jestem fanką Larkowego pragmatyzmu.

Córka będzie się nazywała Marika a syn Christian. Nie! Boże co ja plotę! – pomyślała Lara – ja nie chce mieć dzieci, nie chce hucznego i wielkiego ślubu! Ślub jak już ma być, to mały, tylko w gronie najbliższych, maxymalnie 70 osób. Nie więcej. I przyjaciele Parkera czyli ogólnie jakieś 100 głów. – Lara zaczynała się rozmarzać, jednak przypomniały jej się słowa jej chłopaka „Astaralbium”.
Czyli to jednak była literówka… D:

Pobiegła do piwniczki po krętych schodach, jednak drzwi na końcu korytarza były zamknięte. Lara wyciągnęła nowiutki prezent od Zipa na dzień kobiet. Był to śliczny, posrebrzany Desert Eagle, Magnum – kaliber 44. Szybkim ruchem ręki przeładowała naboje i strzeliła w zamek. Drzwi wypadły jakimś cudem z zawiasów.
Może jednak to Zip jest idealnym kandydatem na męża?
I w dodatku już u niej mieszka.

- O jej! Trzeba to będzie naprawić. Winston!!!1!!
- Ciekawe kto się tym zajmie – zapytał Alister.
- Czemu się zamykasz w piwnicy? – zapytała Lara. Wiedziała że go tu znajdzie.
- A ty czemu wywarzasz drzwi?
- Bo mi nie chciałeś otworzyć – uśmiechnęła się Lara z przekąsem.
- Wystarczyło zapukać. – Lara nie miała zamiaru brudzić się w piwniczce Alistera. Niedawno zniósł do piwnicy wszystkie swoje książki, a teraz robi remanent. Zamawia nowe wersje, niepotrzebne wywala itp.
Jak to: Alister wywala niepotrzebne książki?!

Panna Croft nie chciała się brudzić w kurzu i od razu poinformowała Alistera
- Znajdź mi w Internecie coś na temat Astaralbium
- Astrolabium.
- Nie! Astaralbium – kłóciła się Lara
- Astrolabium. – Alister też trzymał na swoim.
Nie dość, że niemila, to jeszcze głupia.
Mój honor ocalał!!
No nie wiem, pani autorko.

- A może i tak! Poszukasz?
- A mam inne wyjście? – uśmiechnął się inteligentnie mężczyzna. Lara wybiegła po schodach z ciemnej piwnicy. Nie miała co robić, więc z nudów usiadła przed TV z DVD i włączyła „Mumia 2”. Przeżytek. Stary film, ale jakie efekty! Lara jakby mogła oglądałaby Indianę Jones-a ale nie było w wypożyczalni DVD.
A mogła pobrać na torrentach.

Tak minęły jej dwie godziny. Film się jeszcze nie skończył, a do Lary podszedł Alister zadowolony jak niewiadomo co i niewiadomo z czego. Zasłonił Larze obraz ekranu.
– Jakąś książkę byś poczytała, a nie…

- Hej! Zasłaniasz! To nie fair! – Alister się jednak nie odsunął. Wziął oddech i wyrecytował:
- Wynalezienie astrolabium przypisuje się Hypatii, filozofce i matematyczce greckiej żyjącej w IV wieku naszej ery. Służył on żeglarzom do określania szerokości geograficznej, a także do pomiaru czasu i ustalania godziny.
Czyli on tego dwie godziny szukał na Wikipedii, tak?

- Imponujące. Hypatia? Kto to taki? – Alister znów wziął oddech.
Też lekko się zapowietrzyłam na taką ignorancję.

 

- Dla ówczesnych chrześcijan Hypatia była symbolem nauki i wykształcenia, co utożsamiane było z pogaństwem. W marcu 415 roku Hypatia podburzona przez strażnika kościoła… *tu, jakby co, była wklejka z Wikipedii*
- Super. Coś jeszcze? – zapytała Lara – jest jakiś haczyk?
- Legenda powiada, że Astrolabium ma magiczną moc. Kto je znajdzie, ten będzie mógł wypowiedzieć jedno życzenie. Tak, jak chciała Hypatia, ale ona chciała znieważyć Cyryla, a człowiek może go użyć w dowolnym celu.
*ożyw_Kurtisa: mode on*

 

- Jeżeli znajdą go ludzie, pragnący zniszczyć świat, to muszę ich powstrzymać.
*powstrzymaj_wszystkich_ludzi_pragnących_zniszczyć_świat: mode on*
/bootTombRaider
- Jakieś dane?
- Czemu ja to muszę wiedzieć?
Żeby Lara nie musiała po szkole archeologicznej.
Strach pomyśleć, jak Parker po prawie zna się na prawie.

- A co?
- A nic. Nie mam.
- To poszukasz. Ale na razie dzięki. Wydrukuj mi ten artykuł
- Nie ma sprawy. Idę – i odszedł.
Lara pomyślała, że przygoda zapowiada się całkiem nieźle. To jej przypomina akcję z filmu „Tomb Raider1”. Pewien przedmiot z magicznymi mocami władania światem, ludzie chcący go mieć i rządzić ludzkością i jedna Lara Croft, która ich powstrzyma. Tak!
Praktycznie rzecz biorąc, to przypomina też każdą grę z tejże serii.
Lara to taki trochę Cejrowski, piszą o niej książki i nagrywają filmy za życia.

Lara uwielbia takie przygody!!! Ale najpierw króciutki telefonik:
- Halo! Parker!!! Ważne, tak ja też cię kocham. Słuchaj! Jak nazywa się ten twój sędzia prawny archeologii czy cos takiego.
A jak on właściwie ma na imię?
Parker. Parker Trent. Choć teraz już wiem, że nie powinien.

- Nie cos tam i nie sędzia tylko PWA
- No, a co to jest PWA?
- Prawnik wydziału archeologicznego Charles Becker. - Lara zapisała szybko nazwisko na małym karteluszko przyniesionym przez siebie
Bo Karteluszko okazało się niebinarnu.
Niebinarnu Rosjanu.

- Specjalista. Zajmuje się poszukiwaniami artefaktów niebezpiecznych, ale mnie to nie interesuje. A co ci do tego?
Dlaczego adwokat szuka artefaktów zamiast prowadzić sprawy sądowe powiązane z nimi?
Może lubi?

- Bo mi potrzebne! Słuchaj, zakręć się koło niego i popytaj o to Astrolabium. Pamiętaj! Astrolabium, i nie myl nazwy!
- Ok. Po co te nerwy. A o co chodzi?
- Opowiem ci jak będę więcej wiedziała. No to papa
- Pa!
Lara już miała go dość. Była głodna. Alister zbliżał się do niej wielkimi krokami.
- Masz coś do jedzenia? – zapytała znudzonym głosem
- Tylko drobiazgi
Koreczki, czipsy i słone paluszki.
- To daj. - Niecierpliwiła się.

- Mam nazwiska. Becker i West
- Nie rozumiem. Becker! – Lara spojrzała na kartkę, na której zapisane było czarne na białym Charles Becker. To pasuje, ale West? Skąd ja to znam?
- Nie chcę zadzierać z panienki pamięcią, - to był Winston z zza pleców Lary – ale jak panience powiem, skąd znasz to nazwisko, to nie pójdzie panienka zjeść obiadu. 
– Wybieram obiad!
Za mamusię… Za tatusia…
Za Kurtisa…
Za Amandę…
Za Shogo Takamoto…
Za Von Croya…
Dobra, wygrałaś.
Ale w ogóle zauważyłaś, że oni wszyscy nie żyją? xD
Shogo Takamoto na zawsze zostanie w pamięci Kurtisa. [*]
A Kurtis w naszej. [*] [*] [*] 


- Alex West a teraz kolacja.
- ALEX!!! CO? Jak! Nie! TO NIEMOŻLIWE! Miał być obiad!!!
- A jednak – potwierdził Alister.
Lara ze zdziwieniem na twarzy oddaliła się do jadalni. Nie to niemożliwe. Jak mogła przegapić drugi, po śniadaniu, najważniejszy posiłek dnia??

Alex West! Cholera, co on ma z tym wspólnego? 
Może wyjadł jej wszystkie kluseczki z talerza, gdy nie patrzyła?
To jest kompletny bezsens.
Zgadzam się.

Czarnowłosa zgubiła się we własnych czarnych myślach i jak zwykle nie znając innego pomysłu krzyknęła:
- Yjgeam!
-Co? – zapytał Winston.
- wyjecham
- Nie rozumiem! Niech panna przełknie ten kawałek bułki i dopiero się odzywa.
- Wyjeżdżam. 



- O tak przynajmniej pannę rozumiem. Spakować cię? Daleko?
- Tak, tylko spodenki wyprasuj tym razem!
- Jeszcze nie wiem. Prawdopodobnie do… Alis! – Kolega pokazał się jak na zawołanie.
- Co znowu? – zapytał zmęczony nicnierobieniem.
Sam się objadł swoimi przekąskami, sknera.

- Eł jea tea chotyna s ym arolabum?
- Co?
- Lara, niech panna najpierw przełknie – Lara wykonała zadanie i powtórzyła:
- Gdzie jest ta świątynia z Astrolabium?
- A kto ci powiedział ze to jest świątynia?
-Bo to przeważnie są świątynie (…). Znasz dokładny opis przejścia?
- Nie. I łączności też nie ma pod ziemią, więc się z nami nie dogadasz.
- Domyśliłam się. Mimo to jutro wyjeżdżam.
Jak Lara powiedziała, tak zrobiła.

-Nie Zip! Nawet nie próbuj mnie namawiać!!!
- Ale Lara! Ty zawsze latasz samolotem! Już Alister zamówił ci bilet na lot!
Jeśli Alister znajduje wszystkie informacje i zamawia bilety to… co robi Zip?
Sałatkę?

- Nie! Ten bilet to sobie wsadźcie! Jadę pociągiem.
- Co? Ale…
- Widziałam w filmie „Mumia2” jak bohaterowie jechali z Ameryki do Rzymu pociągiem.
- Lara! Zakaz na filmy DVD! – włączył się do rozmowy Winston. - I na torrenty!
Ma jeszcze eMule i Chomikuj.

- Tak czy siak nie lecę samolotem. Nigdy jeszcze nie jadłam w WARS-ie.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Po paru godzinach była już spakowana z biletem w ręku. Dwie walizki ciuchów, plecak z bronią, w tym Desert Eagle przy biodrach. Dziewięciomilimetrówki to już przeszłość. Bilet do stacji „Peru Zachodnie”.
DIŁ-DOŁ Pociąg osobowy do stacji Peru Zachodnie przez stację Londyn, Antwerpia, Düsseldorf, Warszawa, Koluszki, Częstochowa, Wiedeń, Paryż, Madryt, Maroko, Senegal-Dakar, Ocean Atlantycki, Gujana i Brazylia, wjedzie na tor drugi przy peronie trzecim. Pociąg objęty jest obowiązkową rezerwacją miejsc. Wagony od 1 do 3 znajdują się na początku składu pociągu. Wagon restauracyjny znajduje się w przedziale 4. Planowany odjazd pociągu o godzinie 12:00. Życzymy udanej podróży.
DIŁ DOŁ Pociąg osobowy do stacji Peru Zachodnie odjedzie z opóźnieniem około 280 minut. Za utrudnienia przepraszamy.

Podróż zapowiada się doskonale. Na stacji kolejowej tłok, jednak w przedziale klasy pierwszej przedziały były puste. Lara zajęła pusty przedział numer 12, sześcioosobowy.
Utyło jej się w żałobie po Kurtisie.
To dlatego unikała video-konferencji.

Usiadła, wyjęła z torby podręcznej wydrukowane przez Alistera notatki o Astrolabium. Było to kilka stron A4. Lara dobrała się do tej lektury, gdy pociąg ruszył. Musiała przyznać, że smakowała jej średnio. Po kilkunastu minutach zapukał w drzwi przedziału Konduktor.
- Bileciki do kontroli…?
- Już zjadłam, dziękuję.

Lara podała bilet.
- Peru za siedem godzin. Nie szybciej byłoby samolotem?
Kiedy nawet konduktor wie, że jesteś debilką.
- To był podświadomy wybór pojazdu – odparła Lara z przekąsem.
Między jednym kęsem a drugim.

- Jak tak, to przepraszam. Życzę miłej drogi.
- Dziękuję. – Lara uśmiechnęła się życzliwie i wróciła do notatek. Czytała każde zdanie ze zrozumieniem, czyli po trzy razy. Całość zajęła jej nie całe pół godziny. Po 45-ciu minutach mogła spokojnie wykładać z tego tematu na uniwersytecie, bez zaglądania w notatki. O Astrolabium wiedziała już wszystko z Wikipedii. Zostało jej jeszcze kilka godzin. Była godzina 13:13. Godzina warta zapamiętania. Pechowa, chociaż może nie do końca.
21:37 brzmi groźniej.

Wstała dziś wcześnie aby się nie spóźnić, aby wyjechać najbliższym pociągiem do Peru podstawianym na stacji w Anglii o godz. 11:10. Pierwsza godzina za nami. Jeszcze sześć.
Właściwie byłam w takim wieku, że powinnam już kojarzyć, że w sześć godzin, to dojechałabym maks do Poznania.

W sumie może samolot nie był taką złą decyzją? Chociaż tu jest wygodniej, przyjemniej i nie ma wrednych stewardess.
Poczekaj, aż za dwie stacje wpadnie zgraja kibiców Legii.

Nagle do przedziału weszła jakaś kobieta w niebieskiej sukience. Prowadziła niebieski wózek, a na głowie miała niebieską czapeczkę.
- Może kawę, herbatę, ciasto?
- Nie dziękuję, jestem na diecie jeżeli chodzi o ciastka. – zaśmiała się Lara. – Ma pani może jakieś… frytki? Eee... czipsy?
A może Lara chce schudnąć do ślubu z Parkerem?
Bez sensu. Potem i tak planuje być znów gruba.
- Herbata mielona nie tuczy.
– Ale szkodzi moim niezapłodnionym jeszcze jajeczkom.

- No to się skuszę.
- Bardzo proszę…. – Kobieta podała Larze filiżankę jeszcze gorącej herbaty
- Dziękuję.
- Zawsze do usług. Gdyby pani czegoś potrzebowała, proszę powiedzieć.
Lara upiła łyczek herbaty, rozebrała się z ciepłego golfu, który miała na sobie, zostając w bluzce moro.
Pani odeszła, śmiejąc się do rozpuku, że teraz Lara nie zaśnie po kofeinie zawartej w herbacie.
Uuu, ale w tym pociągu jest fun!
Więcej basu!! Więcej basu!!!
Pierwsza klasa, jak się bawicie?!

Przyglądała się widokom z okna (dziwne! Sic!), aż poszedł do niej od tyłu jakiś mężczyzna. Jego twarzy nie było widać, podszedł, wyciągnął dłoń z kieszeni z nożem i niespodziewanie przyłożył Larze nóż do gardła. Powiedział
- wiesz za dużo…… niestety – i zabił ją.
Ale w tym pociągu jest fun!!!

Lara wstała. To był krótki sen. „Ale czy mi się zawsze musi śnić coś durnego?”- pomyślała.
Niedawno śniło jej się, że była w Boliwii, przed nią stała Amanda, Rutland, jej matka, jakiś samolot, wojna w Kazachstanie, jej Harley, a przede wszystkim jej shotgun i Beretty. I oczywiście Zip, co pomagał jej walczyć przez mikrofon. [Analiza 28: Biednemu zawsze basen zatkany, chłodnia w salonie i Shogo Takamoto zamiast matki, czyli Na Samym Dnie 2/X]
I to też było durne.

Spojrzała na zegarek, wskazówki posuwały się dosyć wolno… była 14:50. To nie miało sensu, sen wydawał się taki krótki, a trwał półtorej godziny. Lara dopiła resztki herbaty i znów sięgnęła po notatki. Sprawdziła, czy czegoś nie opuściła, nie. Wszystko zjadła pamiętała dość dobrze, nie opuściła nawet jednego zdania. Nudziła ją podróż.
Trzeba było jednak posłuchać Zipa.

Opuściła przedział, wyszła na korytarz. Znów zobaczyła, jak kobieta z wózkiem przejeżdża korytarzem.
- Przepraszam. Niech mi pani da jednak te ciastka. Czy sprzedaje pani prasówkę?
- Nie. Niestety, ale mamy coś do poczytania za darmo. Wciąż pani jest zainteresowana? – zapytała żartobliwie kobieta z uśmiechem
– Nie.

- Tak. Oczywiście – uśmiechnęła się szczerze Lara. Kobieta podała Larze reklamę PKP intecity gazetę, a ona wróciła do przedziału z myślą że w samolocie nie ma milszej obsługi niż tu. Gazetą przewertowała, czas jej się dłużył niesamowicie. Wciąż dziewczyna spoglądała na zegarek 15:20.
OMIŃMY żmudną dalszą część podróży. Najważniejsze chyba opisałam, więc przejdźmy do momentu, gdy Lara jest już na stacji kolejowej w Peru Zachodnie.
- Ładnie tu – pomyślała Lara wychodząc z pociągu.




Był tylko jeden problem. Nie brała mikrofonu kontaktowego z Zipem, bo w jaskini i tak nie będzie zasięgu. Ale jak się stąd dostać do jaskini? Przecież w notatkach takich informacji nie ma, Lara ma mapy, ale to chyba niewiele da bez porządnego….
- Pojazdu – wyrzekła Lara spoglądając na nieopodal stojącego jeepa. Podeszła bliżej. Zajrzała przez okno. Jakimś trafem imperatywem opkowym kluczyki były w środku.

Wyjechała z terenów stacji, otwierając jedną ręką mapy Alistera. Zauważyła czarny trójkąt w wiosce „Prerro”. To tam znajdowała się jaskinia. Parząc na dojeżdżające tam drogi postanowiła ruszyć autostradą APL 5. Jechała godzinkę.
Czyli jechała jedną szóstą drogi z Peru do Londynu, tak? :V

Jeepem trudno jeździ się po pustyni.
Ogólnie po pustyni trudno wszystko.

Zresztą widać, że całkiem niedawno musiało popadać (pustynia – kraj równikowy – deszcze padają raz na miesiąc, może na kwartał, kraje bardzo ciepłe, słońce w zenicie dochodzi do 49°C. Jednak po deszczu woda wsiąka w piasek i droga robi się pulchna i gąbczasta – informacje zdobyte od pani z geografii), bo droga robi się błotnista i gliniasta, koła się zapadają i w ogóle strasznie trzęsie.
Ten opis zasługuje na piątkę. Ergo: promocję do piątej klasy.
Snif snif, czujecie to? Tak pachnie risercz.

Gdy była na miejscu, zostawiła auto, spojrzała jeszcze raz na mapę, która wskazywała kilka kroków od jaskini. Obok Lary było urwisko, jakby droga pustynna się kończyła. (…) Cóż było robić? Lara spuściła się wzdłuż urwiska. Zaczęła schodzić powoli po skałach w dół. Gdy zeszła do końca, obejrzała się. Jej oczom ukazało się wejście do jaskini
- Bingo… co to tu robi? - zobaczyła przy wejściu niebieski motor. Przysunęła się po cichu bliżej wejścia. Obejrzała je, zapalając latarkę. Weszła do środka. Korytarzy było mnóstwo. Lara kierowała się swoją intuicją, jednak w takim pomylonym miejscu i intuicja nic nie pomaga.
Szwankuje także na co dzień, na przykład wtedy, gdy trzeba podjąć najlepszą decyzję o wyborze jak najskuteczniejszego środka transportu z Peru do Londynu.

Kroki widocznie zbliżały się do Lary, ta wyciągnęła Desert Eagle i szła tym odgłosom naprzeciw, z pistoletem przy twarzy. Wyłączyła latarkę. Zapadła ciemność. Nagle dotarła do niej obecność jakiejś osoby.
Wcześniej słyszane kroki dotarły do niej jednak z opóźnieniem.

Musiała iść ku nim w ciemną pustkę. Nagle Lara poczuła dotyk czyjejś ręki na włosach, bliskość oddechu. Szybko odwróciła się wycelowująć pistoletem w ciemność.
- Lara Croft. – To musiał być West. Alex West. Alex North-West. 
Przynajmniej tak myślała.
- West?  – Nie lubiła takich sytuacji. Odeszła kilka kroków. – Oddaj mi moje kluseczki!
- Niestety nie… – ten głos. Lara znała go, pamiętała go! 
– Zaskoczona? – ciągnął dalej. 
Znów zapaliła latarkę, światło skierowała na…
(Miejmy to już za sobą:) Na Kurtisa.
Ciii! Psujesz zabawę!

- O boże! Co ty tu, ty nie! Ty nie! To nie może być prawda!! Przecież ty nie żyjesz!
- Nie dla wszystkich – wyszeptał, uśmiechając się.
- Nie wierzę…
Przed Larą stał Kurtis. 
Tak!!!

Dokładnie taki, jakiego go zapamiętała. 
Wykrwawiający się na ziemi, z raną postrzałową?
Z jak zwykle zadziornym uśmiechem, grzywką wpadającą do niebieskich oczu.
A, okej.
Jak umarł w Heavenly Legend, to nie było go przynajmniej z pięć rozdziałów…

– Masz prawo nie wierzyć. Masz prawo się wściekać.
I Lara się wściekła.……..!
Kiedy jedna kropka nienawiści to za mało, więc stawiasz siedem.
Wyciągnęła broń. Pchnęła Trenta na najbliższą ścianę, przystawiła lufę do brzucha, ścisnęła go w szyi.
W sensie: połknęła go?

Prawie że szepcząc, wyrzekła:
- Zabiłabym cię. Miałeś nie żyć, a żyjesz. Miało Cie nie być, a jesteś… Po co? Dlaczego... jak mogłeś mi to zrobić… Nam... Jemu. Jemu to zrobić...
- Mogę wytłumaczyć – chrypnął Trent. 
Lara odbierała mu dostęp tlenu. Poluzowała, wtedy Kurtis mówił dalej. 
– Dwa lata temu w szpitalu zapłaciłem lekarzowi, za przekazanie wam informacji. Pytania?
Już ze dwa zadała, ale nie odpowiedziałeś.

- Dlaczego to zrobiłeś?! – krzyknęła. Odsunęła się, przyłożyła chłodną lufę pistoletu do głowy. Zamknęła oczy, oddychała miarowo. – Czemu mi nie powiedziałeś. I co robiłeś dwa lata, kiedy zamierzasz się ujawnić. I co z nagrobkiem, który stoi na cmentarzu w Pradze?! – Nie mogła przestać się trząść, odrzuciła broń, jedna łza spłynęła po jej policzku.
- Zrobiłem to, bo to była jedyna okazja, by zeswatać cię z moim bratem, zerwać z dawnym życiem. - powiedział podchodząc powoli.
- Zerwać ze mną?
– Tak, bo okropna z ciebie franca, wiesz?

- Mogłem ściągnąć na ciebie, na… was kłopoty. Gdy prosiłem cię o pomoc nie wiedziałem, że będzie az tak niebezpiecznie. Pozatym na końcu widziałem, że wam do siebie po drodze. W ostatniej chwili podjąłem decyzję. Mogłem dać wam wolną rękę i odejść, ale gdy mnie postrzelili, poszłabyś za mną, nie za nim. A my nie bylibyśmy szczęśliwi.
Bo ty zła kobieta jesteś!
Kurtis musi bardzo nie lubić Parkera, że mu oddał taką kobietę.

Teraz nie martwię się o swoje życie, żyje od nowa. Dalej… tutaj szukam astrolabium. Nie powiedziałem ci, bo byś mnie szukała.
Kiedy jesteś w tak toksycznym związku, że jednym wyjściem jest umrzeć.
Lepiej samemu umrzeć niż kogoś zabić. xD

- Przez dwa lata?! – powiedziała Lara i wypluła Kurtisa. Nie mieściło jej się to w brzuchu głowie.
- Podróżowałem, zajmowałem się dokładnie tym, czym zajmują się poszukiwacze przygód.
- Kiedy powiesz wszystkim prawdę?
- Miałem nadzieję, że nigdy. Gdyby nie ten zbieg okoliczności, nie spotkalibyśmy się.
Ups, teraz jednak musisz ją zabić, żeby to zatuszować.
Możesz też zdobyć astrolabium i wymazać jej pamięć. :D

Lara nie wierzyła, nie miała pojęcia.
- Po co ci to? Nie... Po co mi to? Nam to? Nie masz pojęcia, co ja przeżywałam! Co przeżywał Zip, Parker i inni?
Kiedy stawiasz Zipa nad brata.
Bo to Zip jej daje prezenty przez duże Pe.

- Nie, Lara. Nie wiem.
- A ja, cholera, płakałam z bólu! Wszyscy płakaliśmy!
Lara wściekła spoliczkowała Trenta. 
– Au!
Kurtis teraz traktuje Larę tak jak ona Parkera. Może to jakiś braterski prank?

- A Winston cały miesiąc chodził w czerni! Parker nie mógł się pozbierać….
A to nie tak, że Winston zawsze chodzi w czerni?

Lara zakryła oczy. Płakała z nienawiści, z żalu. A jednak gdzieś w środku cieszyła się, że Kurtis żył.
- Jesteś piękna, gdy się złościsz – powiedział śmielej, gdy już się pozbierała.
- Miło mi. Podchlebiasz się komplementami – powiedziała.
Narcyzm Kurtisa jest znany, zgadza się.

- Wiesz, ja też tęskniłem za wami, ale nie chciałem wrócić, potem nie mogłem. Żyłem nowym życiem, bez starych znajomości. Wszyscy myślą, że nie żyję, ale Cabal nadal mnnie ściga. Ale ty... wyładniałaś, wiek ci służy
  1. Skoro myślą, że nie żyjesz, to dlaczego dalej cię ścigają?
  2. Kurwa, Kurtis, serio?
W obu kwestiach coś kręcił.

- Dziękuję, tobie też. Ile to już na karku? - zapytała Lara.
- 37 jak byk – odparł Trent. Odszedł od ściany. Coś nie dawało mu spokoju. zapytał – Po co ci to Astrolabium? Chcesz władać światem?
- Nie, chcę zrzucić dla ciebie te wszystkie ciastka powstrzymać przed tym innych.
- No to mamy ten sam cel.
Razem odchudzimy Larę.




- Charles Becker. Mówi ci to coś? - zapytał.
- Prawnik, tak? Coś słyszałam. A tobie coś mówi Alex West?
Wspominał coś, że dobrze całujesz i chętnie wchodzisz mu pod prysznic.

- Nic. Można mu ufać?
- Nie. Nigdy. Dlatego musimy zniszczyć astrolabium, zanim dotknie go ta urocza dwójka. - skwitowała.
Poszli w prawy korytarz. Nikt już do nikogo się nie odzywał, poszli kilka kroków na ślepo, w końcu Trent się odezwał.
- Mam pewne ułatwienie, ale obiecaj mi coś najpierw.
- Zależy, co.
- Nie powiesz nikomu. Parkerowi też nie.
- Nie mogę go okłamywać, Trent.
- Dlaczego? – odparł z wyrzutem Kurtis
- Bo nie. Powiem ci powiem.
- Proszę cię, Laro….
Lara nie wiedziała co robić. Z jednej strony Kurtis ma rację, Parker nie powinien wiedzieć, przeżyłby szok i byłby w niebezpieczeństwie, ale z drugiej strony to jego brat. W dodatku Lara jeszcze z nim chodzi.
W sumie po pierwszej części opka nie wydaje mi się, żeby uczucia Parkera jakoś specjalnie ją interesowały.
Jeszcze z nim trochę pochodzi, a potem schudnie.

Coraz rzadziej mówiła mu, że go kocha. Coraz częściej ma wątpliwości. Szczególnie teraz, gdy…
- I co? – zapytał szybko K.T
- Dobrze. - odpowiedziała L.C
Tak z ciekawości, jakie inicjały miałby Zip?

- Masz moje słowo. Teraz ty miałeś nam jakoś pomóc
- Mam mapy jaskini i opis niektórych pułapek
- To tu są pułapki? – zdziwiła się Lara, jakby nigdy nie była w żadnym grobowcu/świątyni. Kurt rozwinął mapę, Dziewczyna zajrzała świecąc na papier lampką. 
– Here. The entrance is underwater. No problem.
Ruszyli zgodnie z mapą. Niestety nie wiedzieli, że jaskinia ma drugie, łatwiejsze i szybsze wejście.

Za pustynią, przez którą jechała Lara, przed urwiskiem, gdzie zostawiła jeepa, stały od niedawna jeszcze dwie furgonetki. Pośród nich łatwo było rozpoznać Alexa Westa. On i jego ludzie, wraz z współpracującym z nim Charlesem Beckerem próbowali właśnie dostać się do jaskini.
- Ciekawe, co tu robi ten jeep? – zapytał Alexa Charles.
West wypatrzył w aucie torbę Lary. Otworzył ją, zobaczył kilka drobnych rzeczy: paluszki, krakersy, czipsy, snajperkę, linę magnetyczną, granaty i inne.
Owoce też są ważne.
- Mamy do czynienia z panną Croft.
Larze do szczęścia wystarczył już tylko Kurtis; po co jej jakiś tam ekwipunek.
I Astrolabium – żeby schudnąć.

Przejdźmy do planów obu panów. Chcąc dostać się do jaskini, wywarzają tyły, omijając pułapki. Robotnicy wykuli dziury w bocznych ścianach urwiska, Lara zeszłą w dół i weszła wejściem, ale oni nie mieli zamiaru tak robić. Przedostaną się do jaskini, więc od razu będą mieli za sobą pułapki. Kilka kroków i mają astrolabium. Taki przynajmniej był ich plan.
Faktycznie, brzmi jak plan. Na scenariusz do „Lara Croft: Tomb Raider”.

Wracając do Lary i Kurtisa. Całkiem nieźle się im współpracowało. Szli sobie tak i szli…
- Uważaj!- Krzyknął Trent do Lary
- Co? – zapytała zdziwiona
- Patrzyłabyś w mapę, a nie szła przed siebie. Spójrz na ziemię… - Lara wykonała polecenie.
To w końcu ma patrzeć na mapę czy na ziemię? Oj, Kurtis, Kurtis…

Przed jej oczami, tuż pod nogami widniała podłoga kamienna. Lara schyliła się z latarką, a Kurt oznajmił:
- Uważaj. Nie wpadnij.
Lara nie skomentowała tego. Podniosła z ziemi jakiś kamień, wyrzuciła go tuż przed siebie. Podłoga rozdzieliła się na dwie części tak szybko, że Lara nie zdążyłaby nawet pomyśleć, a spadłaby od razu w przepaść, nadziewając się na metalowe szpikulce
- Krucho by było – odetchnął spokojnie Trent
Raczej ostro.

- No, dzięki że mnie uprzedziłeś.
- Spoko. To chyba mój obowiązek i dług według ciebie.
- Czemu obowiązek? – zapytała ironicznie Lara
- Jesteś kobietą, powinno się o ciebie dbać. Poza tym co będzie, gdy się zabijesz? Wtedy jak znajdę astrolabium, będę musiał zmarnować jedyne życzenie.
Swoją drogą ciekawe, czy jak zażyczę sobie żywą-chudą Larę, to też zadziała…?, pomyślał.

Na te słowa Lara zaśmiała się sympatycznie. Z drugiej strony coś ją zaniepokoiło.
- Mówiłeś, że nie chcesz go używać.
Wcale nie, powiedział tylko, że chce powstrzymać przed tym innych.
- Bo nie chcę. Dlatego nie zmuszaj mnie do tego.
Lara poczuła się tak samo, gdy Parker przy pierwszym ich spotkaniu odsunął jej krzesło by usiadła. Wtedy myślała o Parkerze: „On zrobił to dla mnie, bo jest gentelmanem”, którym był. Teraz równie miło pomyślała tak o starszym Trencie. Ale wiedziała też, że on nie był genetlmenem. Dlaczego więc to powiedział?
Nieważne, Parker i tak był tylko wymówką do wcinania ciastek.

Pytała dalej.
- Czemu miałbyś wobec mnie jakiś dług?
- Już raz mi życie uratowałaś. – Kurtis uśmiechnął się. - A więc tędy nie przejdziemy. - Zmienił temat. - Pójdziemy w lewo. – Tak też poszli. Potem jeszcze spotkały ich spadające stalagmity, ostrza wylatujące ze ścian, ale zawsze wychodzili z tego cało. 
Ostatnia przygoda była najgorsza. Zanim Kurtis odczytał treść ostatniej pułapki, ta już zaczęła działać. Przed nimi był długi i wąski korytarz, a sufit zaczął opuszczać się dość szybko na dół.
- Szybko!!! – Krzyknęła Lara
- Biegnij pierwsza! - oboje by się nie zmieścili, korytarz był aż tak wąski – biegnij Lara!
- Nie! Ty pierwszy! – Ale Kurt popchnął Larę, nie miała wyjścia, musiała biec. Przebiegli kilkanaście metrów, już powoli się uchylając pod ciężarem sufitu.
Kurtis dobrze wiedział, że sufit zatrzyma się na Lary sadełku i wtedy będzie mógł przejść między jej nogami.

- dalej, Lara!
- Nie zdążymy! – Lara biegła ile sił w płucach, jednak sufit już ich dotykał.
Sturlaj się!

- Miło się z tobą pracowało, Croft. – Krzyknął Kurtis, ciesząc się, że przeżyje jej kosztem.
On i tak musiał chronić swojego sekretu. Wszystko, byleby ona... Ale Lara nie chciała się poddać. Coraz wolniej, ale wciąż biegła. Już prawie koniec! I tuż przed nosem Lary ściana opadła, wyjście zatrzasnęło się.
- Nie!!! - Trent wiedział co się zaraz stanie, dlatego nie biegł już i spokojnie czekał, aż sufit zatrzyma się na Larze. Ale Croft, już na kuckach wyciągnęła rękę w stronę drzwi Kurtisa i poczuła coś… jakby… patyk? Gruby patyk…
- A co mi tam… - podniosła go, ale nie do końca. To była dźwignia! 
Uff!

W ostatniej chwili wszystko wróciło do normy, drzwi otworzyły się, a sufit podniósł do góry. Kurtis i Lara uśmiechnięci pozbierali się, wstali z ziemi. Kurtis przytulił Larę.
- Myślałem, że już po nas.
- Ja też – potwierdziła jego myśli Lara
- Uratowałaś nas. Mnie... drugi raz.
- Nie musisz mi dziękować – odparła Lara
- A jeśli chcę? – zażartował Trent
- Zastanowię się – zaśmiała się dziewczyna.
- To myśl szybciej.
- Staram się!!! - odparła Lara… - Ale  od początku tego opka jakoś mi nie idzie!
- Pomogę ci - Kurtis zrobił krok w jej stronę. Objął ją i delikatnie przysunął ją do siebie. Uśmiechnięta nie protestowała. Chłopak drugą rękę uniósł do jej twarzy, delikatnie musnął policzek. Lara zamknęła oczy. Pocałował. 
Ale nie byle jak. 
Długo, namiętnie.
Lara zarzuciła mu ręce na szyję. 
W tym czasie Alex West i Charles Becker weszli do świątyni, wzięli Astrolabium i wyszli.
Koniec.


EPILOG
- Nie wiedziałam, że potrafisz tak dobrze… dziękować, Trent.
- Potrafię lepiej, ale może nie teraz. Najpierw odchudzimy cię dzięki Astrolabium.
- Tak, chodźmy.
(...) Na samym środku jaskini, dokładnie pod nimi, pod szklaną kopułą na podeście astrolabium błyszczało złocistą poświatą. Wystarczyło w nie strzelić i uciec! Ale przejście którędy weszli, zdążyło się już zawalić. Zdziwieni spojrzeli w dół, z platformy. Na dole ściany także zadrżały. Bohaterowie wiedzieli już, co się dzieje.
- No, panie Becker. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty… - odparł Alex. 
Zawalając kawał dobrej ściany. -.^

Lara usłyszała go, gdy ucichły już trzaski gruzowiska kamieni i opadł kurz. Dwóch mężczyzn weszło do jaskini.
- Mówiłem, że ta twoja koleżanka nie zdąży przed nami! – uśmiechnął się przekornie Charles.
Lara, słysząc te słowa myślała że wystrzeli. W kosmos. Pociągiem. Kurtis szepnął do niej „powstrzymaj nerwy”. Ale nie miała zamiaru go słuchać.
- Hej Alex! Mówiłeś coś? Czy tylko mi się wydawało? – Krzyknęła w dół, stając na skraju platformy tak, by ją widzieli.
Kurtis nie był taki ryzykowny, wolał jeszcze pozostać w cieniu. 
- No proszę, Panna Croft – odparł ironicznie West – Becker, niech pan pozna moją drogą znajomą pannę Larę Croft.
- Miło mi! – Krzyknęła Lara. – A więc West! Po tym jak uratowa.łam ci życie,nadal masz chęć rządzić światem? Rozczarowujesz mnie!
- Tak, Laro! Nie zmieniłem się! – śmiał jej się w oczy Alex. – A teraz proszę, moi ludzie, proszę ją stamtąd przegonić. – Jak na zawołanie wszyscy mężczyźni, robotnicy podnieśli w górę swoje kałasznikowce.
Brzmi trochę jak makowce.
Czerwone maki w Peru Zachodnim…

Wystrzelili w jej stronę.
Lara wycofała się i kucnęła obok Kurtisa, pod ścianą. 
– Idź se stąd, bo sprzedasz moją kryjówkę! – warknął na nią Kurtis.

Szepnęła mu coś do ucha. 
- Daj mi swoje ostrze.
- A skąd ty wiesz, że ja je mam w ogóle?
- Zawsze je masz przy sobie, chyba że zostawiasz je u mnie w domu. 
Kurt podał Larze ostrze. Następnie oglądał z rozbawieniem, jak Lara bezowocnie rzuca nim w przeciwników, a ono opada bezwładnie na ziemię, pozbawione kinetycznych mocy. Lara wstała i zanim ktokolwiek zdążył nacisnąć spust, krzyknęła
- Jeszcze jeden ruch i rozwalę tym ostrzem astrolabium!
- Może jednak jej posłuchamy? – zapytał Alexa Charles. - Jest zdolna do wszystkiego.
Przestraszył się kółeczka z ostrzami. XDDDD
De facto samego kółeczka z dziurkami, bo Kurtis nie użył supermocy, żeby się otworzyło.
Tru. Przestrzaszył się obwarzanka.

- mam pozwolić, żeby ona po raz drugi zniszczyła moje plany?
- Tak! – szepnął Trent wciąż w ukryciu.
- My tu gadu, gadu a tam czas leci…. – uśmiechnęła się Lara.
– AQQ! – krzyknął Kurtis i wyskoczył z ukrycia.

- Penie West, niech pan dostarczy mi teraz Astrolabium.
Alex West zrobił krok w jego stronę.
- Nie radzę – odpowiedziała Lara, bawiąc się ostrzem Trenta.
- Ej! Tylko bez takich, bo zepsujesz – szepnął Kurtis do Lary.
Lara natychmiast zaprzestała zabaw obwarzankiem Kurtisa i schowała go posłusznie do pochwy.

Alex nie dał się tak łatwo. Ruszył się kilka kroków w stronę astrolabium, jednak patrząc się w stronę Lary. Ta jeszcze nic nie robiła. Becker obserwował pilnie całą sytuację, a Kurtis nudził się strasznie w ukryciu. Bez obwarzanka w ręce Lary nie było już tak zabawnie. 

Wreszcie na czworakach przemieścił się dalej. Lara była zmieszana. „Co on robi?’. Nie spodziewała się takiego przebiegu.
Ćwierci konia mechanicznego w kolanach.

Trent niespodziewanie wycelował, i… skoczył wprost na Alexa, przewracając go na ziemię, i łamiąc mu co najmniej kilka żeber. Ludzie z bronią stali jak sparaliżowani ze zdziwienia. Lara, też oniemiała, krzyknęła do Kurtisa:
- Astrolabium! Rozwal je! – Ale Trent nie chciał. Musiał odchudzić Larę! Stłukł kopułę, pomyślał życzenie, chwycił Astrolabiumi rzucił je Larze, a ono odbiło się od brzuszka, który nmatychmiast się zmniejszył. Wtedy dopiero Becker krzyknął
- Zabić ich! 

Ale Ludzie z pistoletami na te słowa zrobili coś dziwnego, czego nikt się nie spodziewał. Uklęknęli przed chudą już Larą i zaczęli jej składać pokłon. Lara uśmiechnęła się do nich, a potem zeskoczyła z platformy pośród nich.
- West, to są tubylcy… Wierzą w moc astrolabium! 
- Weź je, to będą je sobie oglądać w muzeum. - odpowiedział jej Alex West.
- Co? - ryknął Becker zawiadadzko. - Zdradziłeś mnie! Ono miało być moje! Moje!!
- A teraz powiem tylko jedno, trzymając to przeklęte coś w dłoni – odparła z uśmiechem Lara. Spojrzała na otaczających ją ludzi. – Proszę was, wstańcie z kolan (ludzie natychmiast wstali).
Efekt placebo. Przecież wszyscy wiedzieli, że astrolabium już spełniło jedno życzenie.
Ale przynajmniej to najważniejsze!

- I nie klękajcie już, gdy ktoś będzie chciał wam zabrać wasz skarb. – Podarowała astrolabium jednemu z mężczyzn stojących obok, a wtedy ściany niebezpiecznie zadrżały. Cała jaskinia zaczęła się walić. Wszyscy zaczęli uciekać, chociaż wyjście było dosyć blisko. Gdy wszyscy pouciekali i byli bezpieczni, Lara wróciła się.
- Co robisz? – zapytał Trent, chwytając ją za rękę. Ale wyrwała mu się.
Ups.
– To było niechcący! – krzyknął, machając jej ręką przed nosem.
Na szczęście w Avalonie jest klej.

- Muszę coś zrobić!
Stalagmity spadały na ziemię, z sufitu odpadały kolejne kamienie, platforma na której wcześniej stali (ona i Tent) też spadała gruz po guzie, a na środku Sali leżał połamany West. Lara podbiegła do niego szepcząc:
- Pomogę ci.
Nie chciała niczyjej śmierci. Podniosła Alexa, oparła go sobie na ramieniu. Tym bez ręki. XD
Awww. Lara robi się miła. Jak… miło. 
Ciekawe na jak długo.
Niestety… pamiętam ciąg dalszy tegoż opka. XD 

Zanim doszli do wyjścia, podbiegł do nich Kurtis i pomógł jej. Razem wynieśli Westa. Wsadzili go na pakę do jeepa. Lara otworzyła drzwi przy kierowcy.
- Prowadzisz? - Zapytała.
Kurtis spochmurniał.
- Lara, ja… - Nie dokończył.
- No tak, ty nie żyjesz - dodała smutno.
- Przynajmniej dla niektórych. Pamiętaj o tym.
Przytaknęła.
Kurtis przytulił ją i pocałował. Gdy puszczał jej dłoń, Lara wsiadła do samochodu na miejscu kierowcy. Znim zamknęła drzwi, powiedziała
- Chodzę z Parkerem. Ale…
- Cii! Nic nie mów.
- Ale
- Nie chcę tego wiedzieć
- Ale ja cię kocham!
- Zapomnij o mnie. – Po tych słowach Kurtis wsiadł na motor i z piskiem opon odjechał. Lara też odjechała. Lecz wciąż w oczach miała łzy. Teraz wiedziała, co znaczy odrzucenie. Kiedyś? Yo ona odrzucała miłość Kurta. Teraz to on odrzucił ją…

KONIEC

D:
Nie bój nic, ta telenowela ma jeszcze ze dwadzieścia odcinków.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz