36. „Zawsze z tobą chciałbym być” Ich Troje, czyli Na Samym Dnie 6/X


Z SERII: NA SAMYM DNIE cz. 6/X
by Skoiastel vel Lilka11
listopad 2006

Zbiór prywatny.
Analizują: Alex, Skoia


Po miesiącach ciszy my powracamy do historii Lary, a ona – wesoło powraca do swojego codziennego życia, które dzieli z bratem Kurtisa – Parkerem. Kurtis zaś, przypomnijmy, pozostawił ją pod świątynią w Peru, każąc jej o sobie zapomnieć. Czy jednak na pewno sam… zapomnieć o niej potrafi? 
Na szczęście nowy rozdział twórczości nie-jakiej eLIeLIANyJEDENAŚCIE (która miała już wtedy lat czternaście) jest na tyle krótki, że tym razem na widok perypetii tej trójki nawet nie zdąży otworzyć nam się nóż w kieszeni. Nie gwarantujemy przy tym, że nie otworzy się Wam. 
Fstyd, Lilka! Fstyd!


07 listopada 2006

Pierwszy i ostatni raz. Opowiadanie mało tajemnicze, dla tych, którym zaczyna nudzić się archeologiczne życie panny Croft. Właśnie: „panny”. Ale czy długo jeszcze możemy tak mówić?
Biorąc pod uwagę, że się roztyła, to może lepiej Pannicy?


„Zdrada boli”

Lara obudziła się. Koło niej leżał mężczyzna „jej życia”. Wspaniały, inteligentny, zielonooki, seksowny Parker. Niestety był jeden fakt, który mącił Larze w głowie już od przeszło trzech miesięcy.
Czy Parker nie porzuci jej z powodu wagi, tak jak Kurtis?

Lara nie kochała go. Może za to, że był za bardzo idealny i spokojny, wręcz nudny? Też, ale nie tylko. Lara nie mogła zapomnieć zdarzenia właśnie sprzed trzech miesięcy. Wtedy spotkała żywego Kurtisa Trenta. (Teraz będzie miłe wspomnienie)
Kurtis jeszcze nie zdążył dać jej kosza.
Miłym wspomnieniem jest sam fakt, że Kurtis jest żywy. Ciekawe jak długo?

Wtedy się z nim całowała, wyznała mu miłość (i będzie też niemiłe wspomnienie), a on ją odrzucił. Wróciła do Pragi, do Parkera.
Jak się nie ma, co się lubi…

A może wróciła dlatego, by wyznać Parkerowi prawdę, powiedzieć „Misiu, twój brat żyje!”?
– A nie? – odpowiedział zdziwiony Parker.
Ha! ciekawe jak! Przecież tylko Lara wie, że tak jest. A jednak musi, powinna, to zrobić. Nie może dawać złudnej nadziei człowiekowi, który ma się jej niedługo oświadczyć.
A nie może po prostu odejść od niego, nie mówiąc mu prawdy?
Dotrzymać słowa danego Kurtisowi i chociaż raz nie być wredną Larą?

To nie jej wina. Gdyby Kurtis nie żył, Lara wciąż uśmiechałaby się szczerze do Parkera. Teraz musi udawać.
Co za pokrętna logika!
Lara jednak nigdy się nie zmieni.

Lara nie mogła nic Parkerowi obiecać, Kurtisowi też nie, nie mogła być dłużej jego miłością. Niech ją wyśmieje, niech na nią naśle mordercę na zlecenie. Niech ją porwie i nigdy nie wypuści, ale ona już go nie kocha. I to się nie zmieni, dopóki Kurtis żyje, a żyć będzie. Niestety.
- Parker. Wstań – Lara postanowiła obudzić swojego memamena. 
Oh, no może jest trochę memicznym nice-guy'em, ale bez przesady!

Po kilku klepnięciach w policzek Parker się obudził.
- Co. Co się dzieje?
- Nic. Po prostu muszę ci coś powiedzieć – Lara miała poważną minę.
Wiedziała co ma powiedzieć: „słuchaj mimo że twój brat nie żyje, tak naprawdę to jego kochałam, a nie ciebie. Żegnam cię papa.”.
Jak masz to zrobić w ten sposób, to lepiej wyślij esemesa.

- Słucham cię – uśmiechnął się słodko Park. Za słodko. Larze język ugrzązł w gardle, nie potrafiła się odgryźć, nic wymyślić, odezwać. Nigdy nie była w takiej sytuacji.
Nigdy wcześniej nie była w dwuletnim związku z bratem swojej martwej miłości, który po drodze okazał się miłością dość żywą. To prawda, takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często.

Obejrzała się po pokoju pod pretekstem szukania wymówki. Zobaczyła zegarek
- Spóźnisz się do pracy
- A która godzina? – Lara tak naprawdę nie wiedziała, kiedy Parker zaczyna pracę.
- 7:15.
- No! Na 8:00 mam być w urzędzie. Już wstaje.
Znowu jej się upiekło.
Punkt dla Kurtisa!
Lara jeszcze poleżała chwilkę. Nie zrobiła Trentowi śniadania do pracy, bo po co. Facet jest samodzielny, ma ręce i dwie nogi.
A może to Parker powinien umrzeć?
A ja mu kibicuję.

Gdy po pół godzinie był gotowy do wyjścia, wpadł tylko do sypialni i pocałował Larę na dowidzenia. W sercu znów biła się z myślami. Czuła obrzydzenie, chciała wstać, wyjąc z pod poduszki Desert Eagle Magnum kaliber 49 i go zamordować tu na miejscu.
Właściwie zastanawiam się, co kierowało czternastoletnią mną, aby pisać takie rzeczy…
Na szczęście stworzyłaś Larkę grubą, więc nie miała już na tyle refleksu, żeby wyjąć magnum i strzelić.
Oczywiście, chodzi mi tu o te okropne ortografy. Z pod, serio?

Prze cięż tyle razy zabijała ludzi, jedno morderstwo w te czy we w te. Ale wytrzymała. Gdy tylko jej narzeczony opuścił próg, ta weszła pod prysznic. Małe mieszkanko Trenta nie liczyło się z jej willą. Przyjechała tu na kilka dni, by powiedzieć Parkowi prawdę.
Wiesz co, to nie tak, że cię nie kocham, a Kurtis żyje. Po prostu masz za małe mieszkanie.

Została już tydzień i co? Mija drugi poniedziałek, a Lara wciąż udaje zakochaną. I przed kim udaje? Przed Parkerem? Tak, ale też przed sobą. Musi mu w końcu powiedzieć, kiedy to zrobi zależy od niej. Byle mieć to z głowy. Ale jak?!
Szybko.
Okej, w jakiś pokrętny sposób jestem w stanie zrozumieć, czemu udaje zakochaną przed Parkerem. Ale czemu niby udaje też przed sobą?

Gdy skończyła zawierać orzeźwiającej kąpieli, ubrała się i przygotowała sobie śniadanko. Kilka kanapek z pomidorem. Winston robił lepsze. Daje mniej masła, a może w ogóle nie daje?
Lara nie wie, jak smakuje masło.
Zawsze czyjeś smakuje lepiej.

Po śniadaniu Lara nie wiedziała co ze sobą zrobić. Zwykle czyta książkę albo ogląda TV, ale dziś naprawdę nie miała ochoty. Postanowiła posprzątać, a że rzadko to robi, to musiała się naprawdę przyłożyć. Wzięła z szafki jakąś ścierkę i zaczęła od półek. Po kilku minutach machania rękom po regałach, rozbolała ją ręka.
Kiedy wspinaczka bez uprzęży po skałach nie sprawia ci problemu, ale ścieranie kurzy wysysa z ciebie  wszystkie siły.

- Ścieranie kurzy jest trudniejsze niż wspinaczka górska. – Dokładnie po tych słowach usłyszała dzwonek do drzwi. Pewnie Parker czegoś zapomniał.
…Znów czytam w myślach.

Poszła otworzyć ze szmatą w ręku. Ale najpierw zdecydowanie spojrzała przez okno. Chmm, niebieski motor. To nie Parker. To… Czmm!
- Cześć, Lara.
- Kurtis! Co ty tu robisz o siódmej rano?!
– Piosenkę ci napisałem!

1.
K: Przyjechałem prosto z Utah
Bo nie chciałem iść tu z buta
Ty nadal przywołujesz mnie…

Dziś pod blok ci zawitałem
Parker poszedł, więc zechciałem
Zaliczyć ciebie jeszcze raz,
Tak jak wtedy...

Ref.:
K: Zawsze z tobą chciałbym być
Mój brat zawadza!

L: Zawsze z tobą chciałabym być
Mam magnum gnata!

K: Zawsze z tobą chciałbym być
Wybierz chłopaka

L: Zawsze z tobą chciałabym być
Ciągle się waham.

Ale Kurtis był jak zawsze zaskakujący.
Lara chciała zapytać się, czemu ryzykuje, czy chce się ujawnić bratu, a może jej szukał? Ale nic nie powiedział. zamknął za sobą drzwi. Wciąż milcząc uśmiechnął się ironicznie.
Ale że drzwi motocyklu?

- Kurtis, zadałam ci pytanie
- Nie teraz, proszę – odpowiedział wciąż uśmiechnięty Trent.
- Dlacze.. – ale nie dokończyła. Kurtis zbliżył się do niej i pocałował ją. Nie protestowała. Tego jej było trzeba, to za tym tęskniła. Jedną ręką chwycił Larę w pasie, drugą dotknął jej policzka. Ta, całując go wtuliła się w niego. Szmatka wypadła jej z rąk.




[źródełko: TUTAJ] 


To było bardzo miłe przywitanie. I to nie był zwykły całus na dzień dobry. Gdy w końcu skończyli Kurtis mógł wreszcie porozmawiać. I to on o dziwo zaczął rozmowę.
- Zdziwiona?
Ja jestem bardzo, przecież porzuciłeś ją, bo była gruba…
Ja się wtedy chyba „Zbuntowanego Anioła” naoglądałam…

- Tak. Ale co ty tu robisz?
- Przyszedłem cię odwiedzić. Coś nie daje mi spokoju. Interesujesz mnie.
- A Parker?
- On mnie nie interesuje…
- Pytam poważnie – Lara usiadła na fotelu. Kurtis zasiadł na kanapie po przeciwnej stronie,
- Zajęłaś mój pokój. Pytałaś się?
- Ty nie żyjesz.
- Nie dla wszystkich! Musiałem cię zobaczyć i się o coś zapytać. Pamiętasz przepis Winstona na te takie pyszne babeczki?
I, tak przy okazji, pamiętasz może, czy nie zostawiłem u ciebie Chirugai…?

- A Parker?
- Mówiłem, że on mnie nie interesuje. Zresztą, widziałem jak wyjeżdżał. Minąłem go, nie widział mnie. Śmignąłem mu przed nosem na piątym biegu. A zresztą to do ciebie mam interes, nie do niego.
- Tak, już mówiłeś. Więc?
- Tyle miłych słów od ciebie usłyszałem… Dokładnie 3 miesiące temu przed wyjazdem z Peru. Pamiętasz?
Lara też chciała zarymować jakąś odpowiedź, ale to nie był jej dzień.
- Jasne – Lara uśmiechnęła się. Wtedy powiedziała mu że go kocha. To było miłe wspomnienie. A potem, że chodzi z Parkerem.
(A to było niemiłe wspomnienie).

- Czy… coś się zmieniło? – zapytał niby obojętnie.
– Tak, teraz jestem narzeczoną twojego brata, a co?
- Czy to propozycja? – zdenerwowała się Lara. Nie powinien tu przychodzić! To było nie w porządku! Najpierw ją spławił, gdy była z nim szczera a teraz znów chce mieszać w jej życiu.
A czy nie o tym miałaś mokre sny przez ostatnie trzy miesiące…?

- Czyżby kontekst był inny? – zapytał znowu dziwnie Kurt.
- Jaki kontekst!? Co ty pieprzysz? Wtedy cię kochałam!
- A teraz?
Kurtis wstał z kanapy i podszedł do niej, do jej fotela. Pochylił się nad nią i popatrzył jej głęboko w oczy.
– PERU, LARA!
– Czyżby kontekst był inny? – zapytała dziwnie Lara.




- Aktualnie jaki jest twój stan serca?
- Szczerze?
- Tak.
- Wszystko u mnie w porządku. – Lara westchnęła, odwracając wzrok. Kurt chwycił ją za podbrudek i skierował jej twarz na siebie.
- Nigdy nie kłamałaś zbyt dobrze. – zażartował. – Znam cię i wiem, że wcale tego nie chcesz. Przybywam z lekarstwem na twoje ZŁAMANE serce.
Trutka na Parkera?

- Tak? A jakim?
- Takim.
Kurtis uklęknął. Chwycił jej dłoń.
O, nie! Kurtis, nie rób tego, nie rób tego, wiesz, jaka ona jest…! Potem umrzesz, a ona wróci tutaj!

Lara spoważniała. Czy to sen? Widziałą wcześniej pierścionek u Parkera, wiedziała że m,iał się jej oświadczyć. Nie chciała tego. Teraz na pewno śniła na pewno Kurtis nie jest tu na prawdę.
Mężczyzna ciągnął.
– Nie mogę zapomnieć twoich słów. Chciałem, ale nie umiem, nie mogę. Nie mogę zapomnieć tego pocałunku i tego też nie zapomnę.
Wstał.
- Trzy miesiące myślałem czy dobrze zrobiłem odrzucając twoje słowa. Teraz wiem jedno. Znalazłem cię.
- Nie musiałeś daleko szukać.
Totalnie pomyślałam to samo.
Właściwie to nawet się nie ukrywała.

Kurt zignorował ten przytyk. Wzruszył ramionami.
- Teraz wiem, że nie mogę cię stracić.
Lara miała bardzo poważną minę, ale w oczach pojawiły się jej łzy. Czy tego pragnęła? Pokręciła głową. Nie, nie wiedziała, co zrobić.
Larka, zdecyduj się no.

Kurtis postanowił za nią. Znów ją pocałował. Larze nagle zrobiło się gorąco. W pocałunku zdjęła jeansową katanę, w której nie wiadomo czemu miała zwyczaj chodzić po domu. Trent nie miał się zbytnio z czego rozebrać, chyba że by wyskoczyć z adidasów.
Ala, chcesz mi powiedzieć, że Kurtis przyjechał tam nago, na motorze, w samych adidasach?
To nie miało tak zabrzmieć! On po prostu… no, nie miał się z czego rozpłaszczyć, okej?





Kurtis ma duże… stopy.

Trwali tak w pocałunku, Lara miała zamknięte oczy. Nie chciała myśleć o Parkerze, którego właśnie zdradza.
Gdy go nie zdradzała, też nie chciała o nim myśleć.

Pierwszy raz. Czy ją to zaboli? Uśmiechnęła się do swoich myśli. "Nie powinno, jeśli tego chcę.”.
Czyli, że jak dawałaś się całować Parkerowi i cię to bolało, to samooklaleczałaś się dla przyjemności?

Nagle do ich uszu doszedł odgłos alarmu samochodowego. Lara też go usłyszała. „To na pewno nie do nas, to sąsiedzi.”. A jednak intuicja Lary zawiodła ją. Jak mogła nie poznać, że alarm wozu należy jej merca? Którym Parker jeździł po fakcie.
Jakim fakcie?





Niestety oprzytomniało dopiero, gdy było za późno.
- Co? Co to, Ku, Ku, kurwa mać, Kurtis! Lara?! Co, nie… To nie możliwe.
Ej, naprawdę mi go żal. On jej robił śniadania, zrywał stokrotki, odsuwał jej krzesła i był dla niej miły…

Lara spojrzała nie na Parkera, ale na Kurtisa. Patrzyła czy mógł patrzeć swojemu rodzonemu bratu w oczy.
- Niespodzianka – oznajmił zato.
Kurtis, ledwo dotknąłeś Lary i już się zaraziłeś jej chamstwem?

Parker na te słowa leciutko się zdenerwował. Nie zdejmując butów wszedł do salonu.
- Hej! Dopiero co sprzątałam! – Obaj panowie spojrzeli na Larę.
Jak Winston posprząta, to wcale się nie przejmujesz!
Ale za to mu płaci.

- Mhm, widzę, jak sprzątałeś. – Zacisnął zęby i pięści, ale odetchnął trzy razy i westchnął głęboko. Lara speszyła się. Parker usiadł koło niej i powiedział ciszej łamiącym się głosem.
- Jak długo?
Nie wiedzieli co odpowiedzieć. Że dopiero teraz? Od teraz? Napewno by nieuwierzył.
Jest miły, warto spróbować.

- Przecież ty nie żyjesz! – dodał Parker zaraz. - A ciebie jeszcze rano całowałem… - znów załkał. - Jak możesz, Lara!
Lara zastanowiła się. Mimo wszystko nie czuła się winna.
Nie czuję się zaskoczona.

Kurtis wciąż stał i patrzył się na Parkera bez wyrazu.
- Masz słabe nerwy, Parker. Zawsze byłeś tym słabszym. Zawsze cię chroniłem. Teraz też to robię, jeszcze coś by się stało, lara – spojrzał na nią – Tu nie pasuje. Napewno to wiesz.
Czyli że ratujesz swojego brata przed tą złą kobietą i w rzeczywistości robisz mu przysługę? Chciałabym napisać, że co za pokrętna logika, ale w obliczu tej Lary… stary, ma to sens.

- TY mnie CHRONISZ? Zawsze przychodzisz i ustawiasz mnie po kątach. To mogę, tamtego nie mogę. „Co moje, to twoje, a co twoje, tego nie rusz” - zacytował polską piosenkę.
- No to może najwyższy czas dorosnąć? Musisz się nauczyć walczyć o swoje. Widzisz, świat gna do przodu, nie możesz spokojnie chodzić do pracy wiedząc, ze każdy facet wtargnie ci do domu i zacznie pieprzyć twoją laskę (wybacz Lara, wiem że to nie taki miał być kontekst, ale to cytat z filmu „E=mc²” i fajnie brzmi).
Nie, niefajnie.

Na te ostatnie słowa Kurtis spojrzał w stronę Lary. Parker znów zacisnął pięści. wykonał szybki ruch ręką i przywalił Kurtisowi z prawego sierpowego. Ten przewrócił by się, gdyby nie glany. Dzięki nim tylko lekko odchylił się w tył, a gdy Parker wrzeszcząc i łkając znów chciał go uderzyć, złapał go za rękę i przewrócił przez swoje ramię. Leżąc Parker był bezbronny. Nie patrzył już, tylko zamknął oczy, zacisnął zęby i przełykał słone łzy.





Zanim wyszli, Lara napisała Parkerowi krótki liścik.

"Kurtis miał rację, nie pasuję tu. Przepraszam. Nie szukaj mnie, nie dzwoń. Może kiedyś ja się odezwę, ale nie miej złudnej nadziei.
Żegnaj Lara”

Życzę ci, żeby ci tak kiedyś Kurtis napisał.

Czyli to, co chciała mu już dawno powiedzieć. Teraz była wolna. Dziwne - czuła się wolna przy boku jakiegoś mężczyzny.

Po namyśle dopisała jeszcze
„PS. Zostawiam ci merca, kluczyki masz”.

O jak ja jej nienawidzę.

- Lara! Spakowałem twoje rzeczy! Sprawdzisz czy wszystko jest?
- Nie trzeba Trent. Najważniejsze mam – Lara wyciągnęła z szafki lśniący metalicznym połyskiem Desert Eagle.
KONIEC (zdziwieni zakończeniem?)
A czy powinniśmy się spodziewać czegokolwiek innego…?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz