By Claudia Righter
2006 - 2007
Analizują: Alex, Lilka11
Kontynuujemy zmagania Claudii i Kurtisa z… właściwie niczym
ważnym. Ich miłość, o której tak nas zapewniano, okazała się płaska jak linia
fabularna, a godnych antagonistów też jak nie było, tak nie ma. Nawet sama
Natla z nudów odpuściła sobie robotę, zapewne dołączając do Marcina. Sytuacji
nie ratują ani nowe moce głównej bohaterki, ani rozmowy z Gundersonem.
Na horyzoncie pojawia się jednak tajemniczy Mike. Czy wniesie do
opka coś więcej niż wielokropkozę po Mustelce?
[w analizie pojawia się kilka srogich nawiązań do opeczka Nasty, które analizowałyśmy: tutaj]
[zachęcamy zapoznać się najpierw z tym materiałem. ale nie zmuszamy].
[w analizie pojawia się kilka srogich nawiązań do opeczka Nasty, które analizowałyśmy: tutaj]
[zachęcamy zapoznać się najpierw z tym materiałem. ale nie zmuszamy].
New Adventure cz.6
Okazało się, że tam gdzie biegnie jest
wielkie urwisko i można się tam zabić. Na szczęście Lara była w pobliżu i
złapała Claudię:
Akurat przechadzała się wzdłuż klifów dla rozrywki.
- Co ty dziewczyno wyrabiasz?!
- Chce się zabić! Nie mam dla kogo już
żyć!
- Jak to...
- Postrzeliłam Kurtisa- przerwała Larze w
krzyku.
- Co zrobiłaś?!
- Zastrzeliłam go!
- Dlaczego?
- Zaraz Ci wyjaśnie, al. Najpierw chodźmy
do Ciebie.
Znalazła sens życia – rozmowy z Larą.
Przecież w domu Lary zawsze panowała
pozytywna atmosfera. U Claudii bywało drętwo.
- Ok.
Gdy Claudia wraz z Larą były w domu
Claudia starannie i ze szczegółami wszystko wyjaśniła od początku do końca:
- Zabiłam Kurtisa, bo nasze życie nie
miało sensu. Tylko pić, jeść, spać!
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że
jesteście razem?
- Żebyś zwalała wine na siebie z powodu
tego zdjęcia- odpowiedziała Righter
No ale ona o tym nie wiedziała…
- Nie wiedziałam, że on jest do tego
zdolny, ale żałuję...
- Czego żałujesz?- spytała Croft.
- Że go postrzeliłam. Kocham go nadal. Był
bardzo fajny.
Fajne było z niego zwierzątko domowe.
- Nigdy tak, nie czułam się, gdy całował,
dotykał mnie.
- Ja Ciebie rozumiem.- rzekła Lara.
- Ide do domu, zadzwoń na karetke i na
policję.
- Dobra, ale nie na policję.
- Niech mnie zamkną! Mam za swoje teraz.
Nigdy nie potrafiłam się opanować. On sprawił, że byłam cały czas opanowana.
Bardzo. Żadnych ataków złości.
Ja się powoli gubię w zeznaniach. W
poprzednim rozdziale Kurtis dostał dwie kulki w ramię, teraz Claudia raz mówi,
że go zastrzeliła, a raz, że postrzeliła. Więc jest martwy czy nie?
Weszły na górę i zobaczyły, że Trenta nie
ma:
-
Ide sprawdzić w moim pokoju.- szepnęła Claudia.
- Dobra.
Gdy Claudia była w swoim pokoju zauważyła
Kurtisa leżącego na jej łóżku. W ręce miał Chirugai.
Wydłubywał sobie naboje.
Podeszła do niego. Był żywy. Usiadła obok
niego. On zaś podniósł się i na nią spojrzał:
- Ja Ciebie nadal kocham.
Claudia spojrzała smutnie na niego
później, zaś na ziemie. Siedzieli w milczeniu. Do domu Claudi przyjechała
karetka i zabrała Trenta:
-
Co mu jest?- spytała karetka.
-
Podejrzewamy, że zakarzenie się niestety wdarło. Pani przyjaciel może umrzeć.
Minął miesiąc, ale Kurtis żył.
Dramaturgia level master.
Chodził na rehabilitację. Claudia go nie
odwiedzała, bo myślała, że on jej nienawidzi. Poszedł tymn razem do swojego
domu. Nie było już żadnej krwi i było czysto. Kurtis uśmiechnął się:
- Ona tu była.- szepnął. Gdy był w salonie
nagle zobaczył cień kobiety:
- Nie ruszaj się Trent.- powiedział
nieznajomy, twardy głos.
-
Kim jesteś?- zapytał Kurtis.
- To ja, Cladia. Kurtis odwrócił się i
zobaczył twarz Claudi:
- Dlaczego przykładasz mi pistolet do
pleców?
-
Ja zadaje pytania! Dawaj mi klucz i jego opis.- krzyknęła dziewczyna. Kurtis
dał jej klucz z opisem. Ona krzyczała i biła go jakimś nożem robiąc przy tym
wielkie rany.
Opanowana do ostatniej chwili.
Co cię nie zabije, to cię wzmocni.
W końcu ze złości wyciągnęła pistolet i
wymierzyła mu w ramię cios:
W szczepionkę cios.
Kurtis ciągle nie chce umrzeć, miarka się
przebrała. Tylko czy nie byłoby łatwiej od razu strzelać w głowę?
- Ty hamko!- krzyknął Kurtis.
[źrodełko]
- Słucham??!!- zapytała Claudia(niby to
Claudia) Ze złości na to co powiedział Trent wyciągnęła jego Chirugai i
przyłożyła mu do szyji.
(co za niby-tajemnica!)
Kurtis myślał, że już po nim gdy nagle:
- Odwal się od niego!- powiedziała
Claudia(prawdziwa) i wyciągneła pistolet po czym strzeliła w serce aż 3 razy.
Gdy dziewczyna padła na ziemię, Claudia podeszła i jeszcze raz strzeliła w
głowę.
No i to się nazywa staranne morderstwo.
Popatrzyła na Kurtisa całego rannego.
Podeszła do niego i padła na kolana. (...)
- Od lat ze sobą rywalizujemy. Taka dziwna
kobieta.- odpowiedziała Righter.- No nic, chodźmy do mnie.
-
Dobra, ale....-przerwał Trent.
- Co ale?
- Ona mnie postrzeliła w ramię, nie mam
jak się ruszyć.
Nogi mu zdrętwiały ze stresu.
Ty byś się nie stresowała, jakby wszyscy
chcieli cię zabić?
- No trudno, jednak muszę to zrobić.
Claudia dotknęła jego rany, a ona nagle zniknęła:
- Jak to zrobiłaś- zapytał ciekawy i
zdziwiony Kurtis.
- Sama nie wiem.- odpowiedziała Claudia.
Wyjaśniło się, jak Kurtis przeżył dwa
postrzały jednego dnia z samym bandażowaniem.
Kurtis i Claudia poszli razem do domu.
Opatrzyła Kurtisa i założyła mu bandaże.
Tak na wszelki wypadek, gdyby znowu go
postrzelono.
Albo znowu okładano nożem.
Było ich może z dziesięć. Kurtis
następnego dnia tak około godziny 11.00 wyszedł z domu:
A śniadanie?
A prysznic?!
-
Gdzie idziesz? –zapytała Righter. – Taki brudny?
- Muszę coś załatwić.- odpowiedział Trent.
- Jak zwykle- powiedziała smutno Claudia.
- Nie martw się, za niedługo będę- i
mówiąc to, Kurtis pocałował ją i wyszedł.
Tak równocześnie?
Dziwne, że go tak puściła w ten okrutny
i niebezpieczny dla niego świat...
Claudia poszła do swojego pokoju i
rozmyślała co dalej z nimi będzie gdy spotkają się na zakręcie.
To proste. Kolacja, prysznic, postrzał,
sen, prysznic, śniadanie, prysznic...
A potem Lara zadzwoni, żeby przyjść, i przyjdzie, i wyjdzie.
Pod wieczór Kurtis wszedł do domu. Miał w
ręku ogromny bukiet róż. Uklęknął mówiąc:
- Wyjdziesz za mnie?
Claudia stała w milczeniu. Była bardzo
zdziwiona:
- Oczywiście!- powiedziała zadowolona.
Nic dziwnego, że się jej oświadcza,
skoro laska mocą leczy jego rany. Tak zapobiegawczo zatrzyma ją przy sobie.
Zjedli pyszną kolację przy świecach po
czym poszli razem spać.
Brudasy.
Claudia nie spała całą noc. Myślała tylko
o ślubie.(jak każda kobieta) Nad ranem obudziła się obok Kurtisa, który już nie
spał:
Wszystkie co rano budzimy się obok Kurtisa…
Gdzie mój się zgubił?
Umarł.
- Jak się spało?- zapytał Kurt.
- Świetnie.- odpowiedziała Claudia.
- Musimy dziś się spotkać z Larą. Podobno
to poważna sprawa.- rzekła Claudia.
- Ok. Nie ma sprawy,a o której?
No to jest sprawa czy jej nie ma?
- O 15.00. Ale która jest?
- Szczerze? 13.00.- odpowiedział Kurt.
- Słucham?!!- krzyknęła zdziwiona Righter.
- No a co myślałaś? Po wczorajszym, to Cię
budziłem z godzinę.-powiedział.
Ale ona przecież nie spała, myśląc nad
ślubem.
- Aha, całą noc myślałam o tym.- rzekła
Claudia.
- O ślubie? – zapytał Trent.
– O tym, że nie wzięliśmy prysznica.
W tej chwili Claudi przypomniało jej się
gdy na weselu jej matki Eckhardt zaatakował jej męża i zabił go, ponieważ
chciał tak samo jak nasi bohaterowie powstrzymać Eckhardta od stworzenia
Nelphim:
Rychło w czas…
- Co się dzieje?- spytał Kurtis. (...) -No
powiedz, przecież nikomu nie powiem.
- Ja wiem, ale nie o to chodzi.-
odpowiedziała Claudia.
- Proszę Cię.
- No dobra.
Szybka jest.
- Myślałam o ślubie. Przypomniał mi się
ślub mojej matki. Mój przyszły ojciec był blisko zgładzenia Eckhardta, bo twoja
matka dała mu 2 ostrza. Teraz wszystkie masz Ty.
Ale okruchy miał przecież Konstantin…
zaraz, zaraz… Czy wy mi chcecie powiedzieć, że Claudia jest siostrą Kurtisa? W
sensie, że córką Marie Cornel…?!!!
Podczas przysięgi małżeńskiej Eckhardt
wpadł i postrzelił go w serce. Moja matka uszła z życiem. Ja wtedy byłam mała.
Mama mi mówiła, że ojciec wyjechał do pracy do jakiegoś kraju. Kiedy mówiłam,
żebyśmy tam pojechali ona mówiła, że nie możemy.
To by miało sens, bo Konstantin też był
podróżnikiem i zginął na misji...
Ale później powiedział mi to Ekhardt. Nie
wierzyłam mu, zresztą teraz też nie.
Kim był dla ciebie Eckhardt, że opowiadał ci
o twoim ojcu, który wyjechał do innego kraju?
Spytałam więc mamy. Ona temu nie
zaprzeczyła. Wyjaśniła mi, że jak dorosnę to muszę go zabić. Kiedy miałam 16
lat pojechałam z matką do Afryki. Tam się uczyłam dużo o zwierzętach.
Rozmawiałam z tygrysami i innymi zwierzakami.
Z Gundersonem.
Mam zdolność porozumiewiania się z nimi. W
końcu doszłyśmy do czarnej skały. To ,,coś” ją zabiło. Później poznałam
Marcina. Zaproponował mi to abym z wami współpracowała.
- Przykro mi, że musisz rozmawiać z Gundersonem.- mówiąc to, Trent przytulił ją mocno.
- Kurtis....- rzekła Claudia
- Słucham kochanie?- zapytał Kurtis.
- Ja nie chcę brać ślubu w Pradze.
Ale… Dlaczego? Przecież oni nawet nie są w
Pradze, dlaczego tam?
Dlaczego nie w Ostrowcu?
- Dlaczego?
- Bo mi się przypomniało co się stało na
ślubie mojej matki. Muszę wyjechać po ślubie w ważnej sprawie.
- Pojadę z tobą.
- Nie, lepiej nie.- odpowiedziała Righter.
- Dobrze, ale obiecaj, że jeszcze w tym
tygodniu się pobierzemy.- Trent mówiąc to uśmiechnął się i pocałował Claudię.
Spieszy mu się, bo nie wie, biedaczek,
ile jeszcze wytrzyma...
Kurtis nie odpowiadając wziął ją na ręce i
w minutę byli już w sypialni:
- Hej, a nie jest za wcześnie?- spytała
Claudia.
Bo ona chce dopiero po ślubie.
- No co ty.- odpowiedział Kurtis całując
Claudie w szyję.
Byli razem przez co najmniej 2 godziny. W tym czasie przyszła Lara, pocałowała klamkę i wróciła do siebie.
Nagle Claudia powiedziała do Kurtisa:
- Przynieś mi wody, proszę.
- Ale teraz? Jeszcze
nie skończyłem.
- Tak teraz, a kiedy?- powiedziała
sarkastycznie Claudia.
Kurtis szybko pobiegł do kuchni i nalał do
szklanki wody. Niechcący wylał trochę na ziemię:
- Kurde! Ty hamko!!!! – krzyknął Trent na wodę.
Bez wahania wziął ścierkę i zaczął
wycierać podłogę. Nagle usłyszał dźwięk butów. Gdy się odwrócił został potężnie
uderzony w głowę po czym zemdlał.
Jak ktoś ma pecha, to i palec w dupie
złamie.
Claudia się zastanawiała co on tak długo
siedzi w tej kuchni. Nie zastanawiając się poszła po niego.
Narrator jest tak rozchwiany
emocjonalnie, że już nie wiadomo, co brać w tym opku za pewniak...
Nagle ktoś przyłożył jej do szyji
pistolet:
- Ann?! Co Ty tutaj robisz przecież ja
cie....- rzekła Claudia.
- Zabiłam?! To prawda, ale zapomniałaś, że
mam to samo co ty.
- Co takiego...Nie możliwe!
- Możliwe! Gen X został odnowiony! Został
wszczepiony w moje ciało.
Boran-X, Gen X… Pszypadeg?
- Hej, a co zrobiłaś Kurtisowi?!-
krzyknęła Righter.
- Chłopakowi? Nic takiego. Walnęłam go
pistoletem w kark. Nic mu nie będzie.
- Odbiło Ci?!!!? On może umrzeć. Myślałam,
że się przyjaźnimy.
Nie przeszkadzało jej, kiedy strzelała mu w
ramię.
- Ty to nazywasz przyjaźnią?! Po tym jak
mnie chciałaś zabić to Ty mówisz na mnie przyjaciel?! Wiesz co? Mam dość tego
wszystkiego, dlatego nie będziesz mi przeszkadzać!- mówiąc to Ann, strzeliła
Claudi w plecy.
Każdy ma taką Amandę Evert w opku, na
jaką zasługuje.
Po 15 minutach do rezydencji Lary Croft
zadzwobił telefon:
- Słucham?- zapytała Croft.
- Dzieńdobry, ja dzwonie ze szpitala,
jestem lekarzem. Pańskiego przyjaciela i przyjaciółkę zawieziono do szpitala z
poważnymi obrażeniami.
- Zaraz tam będę!- krzyknęła Lara po czym
odłożyła słuchawkę i pojechała do szpitala.
– Dzień dobry, pani Alex? Dzwonię ze
szpitala, pani przyjaciółka umarła na atak śmiechu.
– Poproszę koło ratunkowe.
Gdy była już na miejscu dowiedziała się
gdzie leży Claudia i natychmiast do niej poszła.
- Claudia!- krzyknęła Lara - Jak Ty
wyglądasz? Kiedy ostatni raz brałaś prysznic?!
- Lara- szepnęła spokojnie Righter. -
Mieliśmy poważny wypadek. Kurtisa obecnie operują.
- Ale co się stało ?!- zapytała Lara.
- Ja byłam sama z Kurtisem,
bo ty miałaś do nas przyjść, ale nie dotarłaś.
Claudia w spokoju opowiedziała swoją
historię Larze. Nagle do pokoju wszedł lekarz z ponurą, smutną miną mówiący:
- Niestety, nie zdążyliśmy zatrzymać
krwotoku. Pan Trent...nie żyje.
- CO?!?!?!?!?!- krzyknęła Righter.
- To nie możliwe!!!!
- Claudia...Kurtis nie żyje, nic nie
poradzisz.
Znajdź lepszy model.
- Dlaczego ? Pytam dlaczego on nie żyje?!
Bo jakiś nieznający się na rzeczy lekarz go operuje i..... JEDZIE OD NIEGO
ALKOHOLEM ?!
- Przepraszam panią, ale odemnie nie czuć
alkoholu.
- Nie no Lara powiedz mu, że od niego na
kilometr czuć alkoholem.- szepnęłą Righter.
- Naprawdę. Ty mówisz prawdę.-
odpowiedziała Croft.
- Ale ja go nie operowałem! Ja tylko
przyszedłem aby powiedzieć co się stało z pacjentem.
No tak, co za różnica?
- Racja on go nie operował, musieliby go
wpuścić na blok operacyjny... pijanego. – i wtej chwili Claudia z pod pościeli
wyciągnęła swój pistolet.
- Jak zaraz nie zawołasz lekarza, który
operował Kurtisa.... to Cię zabije rozumiesz???!!!!!!!-wrzasnęła Righter.
Pijany lekarz oddał jej pistolet, żeby nie
czuła się samotna po przebudzeniu.
Może miał wyrzuty sumienia?
- Dobrze dobrze.. zaraz go tutaj
przyprowadze. – powiedział zaniepokojony wrzaskiem pacjentki lekarz.
Oczywiście nadal nikt nie wezwał policji.
Ale widzisz, przynajmniej Claudia nie
kłamała. Uprzedzała, że bez Kurtisa jest furiatką...
- A Tobie co dolega?- zapytała Croft.
- Nie wiem sama- powiedziała Claudia
płacząc.
Po chwili płakała jak dziecko po stracie
narzeczonego.
Dobrze, że na miejscu jest Lara, to może
Claudia nie wyskoczy przez okno.
- Powiedz mi, dlaczego ty tak za nim
płaczesz? Przecież nic takiego nie było między tobą a nim. – zapytała Lara.
Lara, muszę Ci to powiedzieć: to, że ty nie
płaczesz po śmierci kumpla i współpracownika nie znaczy, że to jest normalne.
Przyzwyczaiła się.
- Owszem było. Niewiedziałaś o tym, bo Ci
nie mówiłam. Kurtis i Ja się zaręczyliśmy. Obiecałam mu, że jeszcze w tym
tygodniu się pobierzemy. A i tak nie dotrwał.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? Wiesz, że
zawsze możesz na mnie liczyć.-odpowiedziała Lara
No nie wiem, pewnie nawet nie poszłaby na
pogrzeb.
Przyszłaby i wyszłaby.
Claudia wstała z łóżka i poszła zobaczyć
Kurtisa. Widziała go leżącego na łóżku. Zaczęłą płakać, a zamiast łez leciała
jej krew.
- Claudia! Co Ci jest?! – zapytała
przerażona Croft. Claudia nie odpowiedając zemdlała. Lara natychmiast wezwała
lekarza po czym udali się na izbę przyjęć.
Izbę? A nie do jej sali? Albo prosto na
zabiegową/operacyjną? I dlaczego Claudia chodzi po postrzale w plecy?
I co z jej magicznymi mocami leczenia
ran? Gdyby znów tego użyła, może Kurtis by przeżył!
Okazało się, że nie tylko z oczu leciała
krew lecz także ze wszystkich stron. Żaden lekarz nie wiedział co miał robić.
Wezwijcie ginekologa.
Nagle Lara przypomniała sobie co mówiła jej
Claudia przy ich pierwszym spotkaniu:
-
Kiedy zatęsknie bądź śmierć nastąpi w duszy kochanej....przezemnie...krew
spłynie w postaci łez, a odwrotu nie będzie...tak jak to powiedział Set w chwili
śmierci swej....
Sprawdzone. Claudia nic takiego nie
powiedziała.
Sprawdzone. Set też nie.
- Doktorze.... - szepnęła Croft.
- Tak? – zapytał zaciekawiony doktor.
- Niech pan ją zostawi...nic już się nie
da zrobić...
- Może jednak jest nadzieja....
- Która nie istnieje...poczekajmy....
- Niech tak będzie. – powiedział to
lekarz, gdy po chwili pokazało się tętno u Claudii.
Fachowa opinia Lary na temat ratowania życia
i pierwszej pomocy przekonała lekarza z wieloletnim doświadczeniem.
Następnego dnia Claudia obudziła się
bardzo nerwowo:
- Co się stało...Gdzie ja jestem?!?!?!?!?!
- Jesteś w szpitalu. Straciłaś przytomność
po tym jak....
- Nie mów już nic....tak będzie najlepiej.
A teraz idź mnie wypisać, nic mi nie jest. – powiedziała szorstko Claudia.
- Jak chcesz. – mówiąc to Lara poszła
wypisać najlepszą przyjaciółkę ze szpitala. Claudia od razu po wyjściu
pojechała do domu na swoim motorze nie wymawiając żadnego słowa.
Może Claudia to Nelphim? Z tymi tajemniczymi
mocami, umiejętnością leczenia się itd.?
A skąd ona wzięła motor, skoro do
szpitala pojechała karetką?
Gdy już była na miejscu zobaczyła, że
przed domem stała Cama Gunderson. Była bardzo zdziwiona,
że Claudia wyszła z domu nie pojawiając się przez pare dni. Kiedy Righter
zeszła z motoru Cama bez wahania się spytała:
- Co się stało?
- Już nie mam po co żyć. - mówiąc te słowa
dziewczyna ominęła kota w zdenerwowaniu. Lamparcica była bardzo zaskoczona
zachowaniem przyjaciółki. Bez niczego pobiegła za nią. Spotkała ją płaczącą w
kuchni; podeszła spokojnie i zapytała:
- Powiedz mi....dlaczego płaczesz?
Gunderson-służbista zbiera dane do
samego końca.
10 January 2007
New Adventure cz.7
ONE YEAR LATER....
Wszystko było inaczej....Życie Claudi
zmieniło się niedopoznania. Każdego dnia jej wspomnienia zanikały. Myślała
teraz tylko o jednym: Odnaleźć to co tak bardzo chciała odnaleźć.
Ale tkwiła w miejscu, bo za każdym razem,
kiedy szła tego szukać, jej wspomnienia znikały i zapominała, po co idzie.
Widać wciąż ma problem z bateriami.
Pewnego dnia do posiadłości zadzwonił telefon.
Posiadłość Odebrała go mówiąc:
- Słucham?
- Czy ja się dodzwoniłam do panny
Righter?- zapytał nieznajomy głos.
– Nie. Do widzenia.
- Nazywam się Natla. Jestem
przedstawicielem przedsiębiorstwa Natla Technologies. Mam dla pani propozycję.
Słyszałam, że pani szuka starożytnego miejsca gdzie kiedyś znajdował się legion
Lux Veritatis.
W tym opeczku naprawdę pojawia się niemal
wszystko. Brakuje mi jeszcze Alistera i Zipa dla dopełnienia. No i gdzie jest
Marcin?
- Tak. Wie pani gdzie się to znajduje?
- Oczywiście. Mam pomysł; spotkajmy się w
moim biurze....najlepiej zaraz.
- Dobrze, będę za 10 minut.
To piękne, jak blisko mają do siebie
bohaterowie, aby się spotykać. Też tak chcę.
Co tam, że Korporacja NT znajduje się na
wyspie gdzieś na Morzu Śródziemnym… No nic tam.
- Do zobaczenia! Claudia bez niczego
zabrała swój plecak oraz broń i pojechała do Natli na swoim motorze.
Tak nago?
Wspomnienie ubrania zanikło.
Na
miejscu była w około 7 minut. Kiedy wysiadła ze swojego pojazdu przed nią
ukazał się ogromny busynek z napisem ,,Natla Technologies”:
- Cholera, gdzie jest jej biuro- odrzekła
Claudia chodząc po korytarzu wewnątrz budynku.
- Przepraszam gdzie jest biuro
Natli?-zapytała pierwszego pracownika.
- Pokój nr. 38.- odpowiedział.
- Dziękuję.
No tak, czemu ja się dziwię, skoro
pracownicy się nie dziwią?
Dziewczyna odnalazła miejsce wskazane
przez pracownika. Zapukała do drzwi:
- Proszę!- powiedziała Natla.
- O! Panna Righter, proszę wejść, napije
się pani czegoś.
- Nie, dziękuję.
– Pij, nie pierdol.
- No tak, najlepiej od razu przejść do
setna.
Jak przeszedł Set w chwili śmierci
swej...
- Już pani zapomniała kto należał do tego
zakonu?
- Nie, pamiętam nadal, dlatego chcę go
odnaleść.
- Powiem pani tak, ja wiem gdzie to leży i
jestem jedyną osobą w tym kraju, która to wie. Mam propozycję:skorzysta pani z
moich wskazówek i dojdzie pani do tego zakonu, ale pod jednym warunkiem.
Claudia, nie zgadzaj się, ona jest jedyną
osobą w TYM kraju, znajdziesz kogoś w innym.
- Jakim?
- Zabije pani jedną osobę. (...) Larę
Croft!
- Co?! Nie ma mowy! Dlaczego niby?!-
Claudia oburzona wstała z krzesła.
- Przez nią nie zdobyłam Sciona! Omało nie
zginęłam! Chciała mnie zabić!- krzyknęła Natla. Po chwili uspokoiła się:
- To jak ?
- Postaram się.
¯\_(ツ)_/¯
Claudia skorzystała z propozycji, dlatego
spakowała się, ubrała w odpowiedni strój, usiadła na swój motor po czym jechała
w kierunku granicy.
Dobrze, że tym razem założyła ubranie.
Gdy już po paru godzinach była w Pradze,
włączyła nadajnik z mikrofonem.
Jakim ona cudem na motorze przejechała
gdzieś z jakiejś wyspy na oceanie do Pragi?
- Dobra, mów gdzie to jest.
- Widzę, że jesteś na miejscu, ale radzę
broń miej przy sobie. Jest tu wiele niebezpieczeństw- rzekła Natla.
Każdy ma takiego Zipa na jakiego zasługuje,
hmm?
- Ok., daj te wskazówki.
- Idź prosto, zobaczysz górę, wejdź na
nią. Może to daleko, ale co to dla Ciebie? Daj znać, jak już będzie po
wszystkim. Jest jedna uwaga: tam są jacyś ludzie i oni nie wyglądają na
normalnych.
No to jej dała wskazówkę…
- Będę uważać. - Kontatkuj się ze mną cały
czas i nie wyłączaj mikrofonu.
– Dobrze, tatku.
– Dobrze, tatku.
Kwikłam.
Po rozmowie Righter dostosowała się i
zaczęła iść prosto. W pewnym momencie ktoś zaszeleścił w krzakach. Dziewvzyna
bez wahania wyciągnęła broń. Podeszła kilka kroków, kiedy nagle ujrzała pół
żywego mężczyznę:
- Co Ci jest?!
- To Cabal!!!- wrzasnął wystraszony. -
(...) Nagle jeden z moich przyjaciół został postrzelony przez tego psychopatę.
(...)
- Jak miał na imię?
- Kurt..- w tej chwili z bólu mężczyzna
zmarł nie dokańczając zdania.
- Nie.... Czyżby Kurtis?! Ale on zmarł...
Claudia zapłakana upadła na ziemię. Przez
godzinę nie wykonała żadnego ruchu, w końcu wstała i poszła dalej.
Dostała opieprz od Natli.
Znajdowala się już przy Górze Anthera
kiedy napadło na nią pewne zwierze:
- Czego tu szukasz?
- Ty mówisz?
A to nie tak, że Claudia potrafi rozmawiać
ze zwierzętami, więc nie powinno jej to dziwić?
Wspomnienia, widać, wciąż zanikają. Stop. Baterie, widać, wciąż słabe. Stop.
Wspomnienia, widać, wciąż zanikają. Stop. Baterie, widać, wciąż słabe. Stop.
- Tak.
- Powiedz mi, gdzie znajduje się zakon Lux
Veritatis?
Kilka linijek wyżej Natla udzieliła
odpowiedzi na to pytanie.
- Na szczycie góry, ale nie przepuszcze
Cię.
- Dlaczego?
- Bo Cię nie znam....
- To zaraz poznasz.- mówiąc to Righter
powiedziała imię kota, który był sławny na całą kulę ziemską.
Simba?
Kot od razu przepuścił dziewczynę. Szła
bardzo długo, ponieważ padał śnieg. Po 5 godzinach drogi doszła na szczyt.
Ujrzała tylko spalone pomieszczenie. Ostrożnie weszła do środka z wyciągniętą
bronią:
- Halo! Jest tu ktoś?
Nikt nie odpowiedział.
Nikt poszedł po bułki.
Nagle na Claudie spadła wielka deska podtrzymywująca dach. Pare godzin deska leżała cała poszkodowana w końcu przebudziła się. Przez chwilę widziała czarną postać, która podniosła deskę a bohaterka poczuła ulgę. W końcu dokładnie ujrzała twarz mężczyzny:
Nikt poszedł po bułki.
Nagle na Claudie spadła wielka deska podtrzymywująca dach. Pare godzin deska leżała cała poszkodowana w końcu przebudziła się. Przez chwilę widziała czarną postać, która podniosła deskę a bohaterka poczuła ulgę. W końcu dokładnie ujrzała twarz mężczyzny:
- Kim jesteś?
- Nazywam się Mike Wave, chyba nie
zauważyłaś walących się desek?
Ciężko ich nie zauważyć, kiedy spadają ci na
głowę.
I tutaj kończą się magiczne moce
Claudii.
- Taaa, ja jestem Claudia Righter.
- Miło, ale może pójdziemy na zewnątrz?
Od kiedy dach runął, to w sumie można
powiedzieć, że cały czas byli na dworze.
Claudia szła do tego pomieszczenia pięć
godzin. Teraz ma się wracać?
- Dobry pomysł....
- Dobra mów skąd się tutaj wziąłeś
przecież zakon jest spalony- mówiąc to przyłożyła Mikeowi pistolet do klatki
piersiowej.
- Bez nerwów. Ukryłem się w moim tajnym
schowku.
W skrzyni z ładunkiem wybuchowym, if u know
what i mean.
- Jakim schowku? Zaprowadź mnie do niego.
- Dobrze, ale nie należał on tylko do
mnie....
- Do kogo jeszcze? – ciekawośc Claudi
doprowadziła do poznania prawdy o Trendzie.
Należał jeszcze do gromadki żydów.
I bezzębnej babci.
- Do Cornela. Często się ulatniał z
zakonu, nie wiadomo dlaczego.
Zaskakuje mnie brak ciekawości Claudii, kim
właściwie jest ten cały Cornel.
Wave prowadził dziewczynę po schodach.
Szli około 5 minut:
- No rzeczywiście skrytka. – powiedziała
zanudzona Righter.
- Poczekaj, zaraz dojdziemy. – uspokajał
Mike.
- Jak my dojdziemy to ja zostanę emeryt...
– i tutaj przerwała widząc obrazy Mike’a i Kurt’a.
To już wiemy, skąd się wzięła babcia w ostatnim tekście Nasty!
Tajemnica rozwikłana!
- Coś się stało? – zapytał wystraszony
chłopak. Claudia podbiegła jak najszybciej do pokoju rozglądając się po
pomieszczeniu. Wisiało dużo obrazów przedstawiających postacie Nephilm.
Kluczowy moment opeczka, znaleźliśmy się
najbliżej wyrazu Nephilim. BRAWO.
W pewnym momencie zauważyła zdjęcie
Kurtisa trzymającego świadectwo ukończenia nauki w zakonie:
<proszę o wklejenie tu nalepki: Dzielny
Pacjent>
<bardzo proszę:>
-
Był to jego najszczęsliwszy dzień w życiu.... – wtrącił Mike. - (...) Kiedy
dowiedział się, że musi odejść, nie potrafił się z tym pogodzić. Jednak
wyruszył...wszyscy mu mówili, żeby znalazł sobie dziewczynę, ale on mówił, że
dziewczyna to strata czasu....W końcu postanowił po roku wrócić...ale nikt go
jeszcze nie widział na własne oczy po tym co się tutaj stało...
Zakonnik o wysokim stopniu wtajemniczenia,
wyróżniony, najlepszy wysłany na tajną misję zdobycia dziewczyny. Lux
Veritatis, co jest z wami nie tak?
- Ale znalazł.....
- Do czego dążysz? Chodzi Ci o dziewczynę?
To w nie jego stylu...
- Ja jestem jego narzeczoną...ale po jego
śmierci...
Witamy w świecie Tima Burtona.
- Co?! Jakiej śmierci?
- Zmarł bo bo .............
- Bo?!
Został uderzony w kark i zmarł na stole
operacyjnym.
- To już przeszłość, teraz ważne są tylko
fakty.
Tak naprawdę, to uleciały jej o tym
wspomnienia, ale wstyd jej się było przyznać.
- Chyba nie masz racji.
- Chyba mam i nie zaprzeczaj. Zaczynasz mnie
denerwować.
- Ja? Niby dlaczego?
- Dlatego! Nie wydaje mi się, żebyśmy
dalej toczyli tą rozmowe. Cześć!
Oho, Claudia-furiatka mode on. Kurtis,
wróć już, pls.
- Ale jesteś nerwowa....odpuść sobie.
Dziewczyna nie zwracała uwagi na Mike’a.
Bez niczego wyszła z pomieszczenia.
Przecież podobno wyszli na zewnątrz.
W
pewnym momencie ktoś złapał ją za ręke:
- Nigdzie nie pójdziesz!- krzyknął Wave.
- Daj mi spokój. Czego ty w ogóle odemnie
chcesz?!
- Chcę wiedzieć....w jaki sposób Kurt
zmarł.
- Tracisz tylko czas....i tak się nie
dowiesz.
- Proszę, powiedz mi. To dla mnie bardzo
ważne...przyjaźniliśmy się, a ponieważ wy....
- Nie kończ! Próbowałam zapomnieć o tym
wszystkim co się wydarzyło, ale Ty musiałeś mi oczywiście wszystko
przypomnieć...sprawiasz mi ból swoją obecnością. Najlepiej jeżeli odejdziesz.
- Spełnie twą prośbę. Ale jeżeli mi
opowiesz. Ja wiem, że to zbyt wielkie obciążenie dla Ciebie...
To chyba najlepszy dialog w opowiadaniu i
chyba najbardziej wyrazisty bohater, który wie czego chce. Mike, jestem z tobą.
Mike chyba za długo spędzał czas z Mustelką, że przytargał
tu wielokropkozę.
- Ok, opowiem Ci to. – Claudia
opowiedziała wszystko od początku Mike’owi spokojnie. W końcu chłopak odrzekł:
- Bardzo i przykro...
– Bardzo fajnie i nieprzykro?
- On jest gdzieś blisko...znieczula mój
ból...
- Skąd ja to znam...Też kiedyś miałem
narzeczoną, ale zmarła. Eckhardt zatruł ją jakimś świnstwem. Nie zdążyłem jej
pomóc. Po 2 dniach myślałes o samobójstwie ale ktoś mi powiedział, że byłoby
jej smutno, że ona jest gdzieś obok.
Jestem gotowa zakładać się, że chodziło o
tajemniczą Amandę Evert aka Ann Morderczynię Kurtisa.
Na to dziewczyna uśmiechnęła się. W jej
oczach było coś czego nigdy dotąd żadna żywa dusza nie dostrzegła… Za to często widział Kurtis. Mike zbliżył swoje wargi do twarzy
Righter. Zamknęli oczy oboje...po chwili doszło do namiętnego pocałunku.







Brak komentarzy :
Prześlij komentarz