By Gloomy Angel
styczeń 2007 – grudzień 2008
Adres: [tutaj link, bo adres za długi]
Analizują: Alex, Lilka11
Oto ostatnia część tegoż opka (i, przy okazji, najdłuższa ze wszystkich analiza), a w niej: Angelinę pochłania coraz większy mrok, Kurtis i Lara spadają na drugi plan, a Simonowi nie wystarczają już proste uczucia i okazuje się mieć coś do Winstona. Niespodziewanie do akcji nie wkracza również BloodRayne, która – mając powoli dosyć takiego życia – postanawia je zmienić. Zaczyna od ubrania lateksowego munduru, a potem... wszystko dzieje się samo.
Jak zwykle zresztą.
POWRÓT
Rayne stała smutna przy łóżku szpitalnym, na którym leżała Angie. Choć była prawie pewna, że nie żyje, dhampirzyca przywiozła ją tu, bo Gloomy Virgins tego żądały.
To ona nie ma żadnych magicznych mocy regeneracyjnych, mimo swojej mieszanej krwi?
Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, kiedy nastoletnia buntowniczka ćwierć-wilkołak-ćwierć-wampir-ćwierć-Nefilim-ćwierć-człowiek odporna na chociażby heroinę i panująca nad zwierzętami ląduje w publicznym szpitalu.
Nagle do Sali niespodziewanie wśliznął się… tak, tak, ten dupek Simon.
Oby Sali się zabezpieczyła.
Stanął w ciemnym kącie, przez nikogo nie zauważony.
Obraził się, bo musiał się wślizgnąć, a ani dhampirzyca Rayne, ani mnich Kurtis z rentgenem w oczach go nie wyczuli. Dzień dobry, Imperatywie Opkowy! Nie tęskniliśmy.
Patrzył na swoją ukochaną ze smutkiem. Kochał ją, ale był pewien, że ona nie odwzajemnia jego uczuć. Tymczasem, wysoko nad szpitalem, praktycznie na granicy nieba i ziemia, była Angelina. Jej ciało znajdowało się na ziemi, ale dusza żyła… I była nieźle wkurwiona.
Bo spotkała Mullera.
Ang obejrzała się i pomyślala, że ma zwidy. Przecież jej matka nie żyje…
-Ześwirowałam doszczętnie-mruknęła Ang.
Angel of Darkness uśmiechnęła się ironicznie.
-Jeszcze nie pora na twoją śmierci, Angelina. Wiesz, co masz robić.
Dziewczyna pokiwała głową i przytuliła matkę. (...)
-Wracaj na ziemię albo zostań tu. Podejmij decyzję…
Można więc by napisać odważnie, że Angelina moce Nephilim wyssała z mlekiem matki…?
He-he.
TEGO nie będę rysować.
”Ang zastanawia się nad wyborem decyzji…”
-wracam na ziemię..
To się nazastanawiała...
Rayne przestała patrzeć na przyjaciółkę Simon też. Ang otworzyła jedno oko.
-Mogę wiedzieć, kto wsadził mnie do tego zasyfionego szpitala?-spytała i splunęła krwią.
I właściwie dlaczego – skoro miała być martwa – leżała w łóżku, a nie w worku?
-Ang? Ty żyjesz?
-Nie, macie do czynienia z zombie. Cha, cha, cha.
Winston byłby wniebowzięty, mogąc cię przyjąć do OPAŻ.
PIERWSZE OPO Z DRUGIEJ SERII-"MIŁOŚĆ KRUCHA JAK ODŁAMEK SZKŁA"
Druga seria jest o wiele poważniejsza i krwawsza, a jednocześnie będzie mniej humoru.(Akcja nadal dzieje się w szpitalu.) Angelina zmrużyła oczy, bo zauważyła Simona.
E tam, mniej humoru. Już ja sobie znajdę powód do śmiechu, ty się o mnie nie martw.
Święty Muller czuwa nad nami.
-Ty-syknęła. (...) Na widok chłopaka Dhampirzyca wysunęła ostrza i zamierzyła się. Simon zrobił unik. Był dobrze wyszkolony (pracował w gangu Breatha).Po czym… zwiał.
-Co to za gość?-spytał Kurtis.
Szybko go zauważyli.
-Mój ex-mruknęła Ang, a zobaczywszy minę Kurta, wrzasnęła-Byłam wtedy głupia! Moja miłość do niego została skruszona jak odłamek szkła!
-Angie… Nikt cię za to nie wini-powiedziała Lara.
Ciebie też nikt nie wini za to, że robisz z Kurtisa pantofla, ale to nie znaczy, że to jest okej.
Po wyjściu ze szpitala:
-A, mamy nową kandydatkę na Gloomy Virgin. Nazywa się Kitty Raider, ma 16 lat. Wszystkie jesteśmy zachwycone nią.
Kitty? A w innym opku to nie była przypadkiem siostra Kurtisa?
W kryjówce:
-I co o niej sądzisz?
-Nie wiem. Przyjmij ją.
-Daj jej szansę.
-Nic nie mówię!
-Przecież cię znam.
-Daj mi spokój!-krzyknęła Angelina i pobiegła do pokoju.
Przez dwa rozdziały nie dowiedziałyśmy się, z kim tak właściwie kłóci się Angelina. Uroczo.
Mam dziwne wrażenie, że ona kłóci się sama ze sobą. Albo z tymi wszystkimi nefilimo-wampiro-wilkołako-wężo-człowieko-dziwadłami.
Tak Kitty nie przypadła jej do gustu. Niechętnie akceptowała jej obecność.
Ale wkrótce stanie się coś, co sprawi, że całkowicie zmieni zdanie…
Póki co wygląda mi na to, że jednak to Kitty gadała sama ze sobą.
TAJEMNICA KITTY
Angelina siedziała w swoim pokoju i wyglądała przez okno. Minęło kilka dni od przybycia Raider, a ona ciągle jej nie znosiła. Poza tym, czyhała też na życie Simona. Ona musi go zabić. Nie zazna spokoju, dopóki tego nie zrobi……………Ktoś zapukał do drzwi.
A jak to zrobi, jej dusza powędruje ku niebu, tak?
Wyśle pocztówkę do Mullera i sprawy załatwią się same.
-Wlazł-mruknęła Ang. (...) Weszła Kitty.
-Powinnyśmy porozmawiać. Jest coś, o czym ci nie mówiłam. To najprawdziwsza prawda. Wiem, jak mało nas łączy. Wiem, że mnie nie akceptujesz…
-Ale…-szepnęła Angelina. Po raz pierwszy w życiu doznała takiego uczucia jakim jest wstyd.
Też by mi było wstyd za mój brak konsekwencji.
- A więc… wiem, że mało się znamy, ale jestem ci bliska. Prawie jak twoja matka, Carmen.
-Zaraz… nikt oprócz mnie nie zna imienia mojej matki! Chociaż… kiedy ją widziałam ostatni raz mówiła, że ten, kto również będzie znał jej imię, jest mi bliski.-Ang spojrzała na Kitty i spytała:-Kim jesteś?
-Raider to moje przybrane nazwisko. Prawdziwe to Darkness. Ang, ja…jestem twoją siostrą………………………………….
– NIEEE!!!
Uczcijmy to linijką z kropek.
[Poza tym jak można mieć na nazwisko Darkness i zmienić je na Raider… No jak?!]
OJ, SIMON...
Pomińmy fragment pogodzenia Angie z siostrą. Dziewczyna ma teraz co innego na głowie…Dzisiejsze opo chcę zacząć… troszkę dziwnie.
Może od normalnego opisu? To byłoby klawe.
Prześledzimy poczynania Simon’a… Simon siedział w kryjówce gangu Breath’a i rozmyślał. On i jeszcze dwóch facetów przeżyło atak Ang. Away naprawdę należał do nich, ale pomysł z zatrzymaniem Angeliny nie był planowany.
Przepraszam, ale coś mi się tu nie zgadza.
-Ty, Away, myślisz o tej swojej dziewczynie? Nie martw się, niedługo ją zarżniemy.
-Zamknij się, pijaku. To nie jest moja dziewczyna-warknął wściekły Simon i wyszedł.
Ale i tak zarżnąć nie zaszkodzi.
-„A było tak pięknie. Na początku naszej znajomości zachowywaliśmy się jak przyjaciele. Następnie była miłość. Dopiero po dwóch miesiącach… rozstaliśmy się. Angelina podczas spotkania spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała tym swoim tonem:
„-Z nami koniec.”
Bardzo poważny związek.
Coś musiało być na rzeczy, skoro wciąż jeszcze trwa akcja z Monstrum, a Lara i Kurtis już są po ślubie...
I odeszła. Ot tak, bez wyjaśnień…
ANGIE LOVE SIMON?
Simon chodził po Paryżu i Pradze szukając Ang.
Kwik. Ale chociaż przenosił się tunelem?
Intuicja mówiła mu prawdę-to szła Angelina. Ubrana była w zwykły bojowy strój i-oczywiście-uzbrojona. (...) postanowił ją śledzić… Ang szła w kierunku małej, zacienionej polany, gdzie miała doskonałe warunki do medytacji. Simon szedł za nią.
Proszę wybaczyć trzecie pytanie do tego rozdziału, ale czy ta polana była w końcu w Paryżu czy w Pradze?
Od kiedy na medytację chodzi się zwykle-bojowo i w uzbrojeniu?
NAPOLANIE……………
Angelina miała doskonałą intuicję, ale o dziwo nie słyszała Simon’a.
Trzecie oko nie działa w ten sposób.
A on… nagle zaszedł ją od tyłu, złapał za ręce, wykręcił ją w swoją stronę i …pocałował. Angie nie protestowała, bo po chwili objęła go. Całowali się namiętnie.
A w poprzedniej części tak ją czułostki brzydziły...
Ang rozbudziła się dopiero, gdy poczuła, że ręka chłopaka pozbawia ją Dagger’u of Dark, jedynej broni, jakiej przy sobie miała.
Oj, oj, oj…
Kopnęła go więc w czułe miejsce, ale nie trafiła, bo Simon szybko się odsunął. Stanął przed swoją wściekłą ex…
Za to mnie trafia w czułe miejsce „Dagger’u”. :C
-Chciałem powiedzieć, że wtedy w Pradze… to nie było zamierzone.
-Fajnie. To ja jestem Harry Potter. A ty?
Wychodzi na to, że Cho Chang.
-Ang…proszę.
-W porządku. Słuchaj, nie wiem, co ty sobie wyobrażasz…
- Kocham Cię.
Angelina stanęła osłupiona. On podszedł do niej i pocałował ją. Po chwili upadł na ziemię. Dziewczyna zraniła go ciężko sztyletem (w ramię, jakby co). (...) ŻEGNAJ-POWIEDZIAŁA I ODESZŁA…..
Czyli niby ciężko, ale jednak nie do końca.
Żyły pocięte.
"CHCĘ ZAPOMNIEĆ"
Simon podniósł się i chwycił za krwawiące ramię. Nie przypuszczał, że Angelina była zdolna go zranić.
Bardzo śmiałe założenie, biorąc pod uwagę, że jest seryjną morderczynią.
-Tym razem mu nie daruję .-mruczała nasączając Carpat Dragon trucizną.-Pożałuje, że się urodził… Chcę o nim zapomnieć.
Sorka, ale zabicie Simon’a dopiero w następnym opku;)
Przecież to ciągle jest to samo opko, tylko rozdziały nowe, nie?
SIMON I PARIS
Dobra. Na początku opowiadania może powiem Wam, co się stało z Simon’em. Postanowił on całkowicie zapomnieć o Ang i znaleźć sobie jakąś dziewczynę. I znalazł. Głupiutką blondyneczkę o imieniu Paris.
Ale Paris jest z Zipem… D:
Angelina, wściekle mrucząc pod nosem przekleństwa, zbierała potrzebny jej sprzęt. Na sprzęt składał się:
-pistolet Carpat Dragon+ trucizna.
-V-Packer (na wszelki wypadek, jakby ktoś się wtrącał)
-The Amulet of Nine Nephilims (na szczęście)
-GPS (żeby znaleźć Simon’a- podczas ich ostatniego spotkania przyczepiła mu nadajnik)
-latarka.
Po co jej latarka, skoro jako wampiro-wilkołako-Nefilim powinna widzieć w ciemności?
Cały czas myślała z satysfakcją, że wreszcie pozbędzie się Away’a. Mimo, że był jej taki bliski, nie będzie żałować jego śmierci. Zawsze była okrutna, miała to we krwi. Przykład osoby, którą kochała, ale uśmierciła? Karel.
Do tej pory sugerowano, że Angelina nienawidzi Karela.
Gdy była trochę dalej, wyjęła GPS i podświetliła go latarką (był wieczór). Wg urządzenia Simon znajdował się w parku. Niezbyt daleko. Ang schowała latarkę i GPS do kieszeni. Jej oczy zamieniły się na świecące, kocie. Zaczęła powolnym krokiem iść w stronę parku.
Teraz Ang jest także wiedźminem.
Co cię nie zabije, to cię wzmocni.
Na atak będzie jeszcze czas, najpierw Ang chciała się zabawić. W jaki sposób? Przez Paris.
Nie czujesz, gdy rymujesz!
-Kochanie, kochasz mnie?-pytała Simon’a słodkim głosem.
-Tak-mruknął znudzony. Już piąty raz go o to pyta, a on piąty raz skłamał.
Zakładam, że Angelina nie musi się zabawiać, Simon robi to za nią.
-W takim razie będziemy mieć piękny ślub i dużo tłustych dzieci-powiedziała uradowana.
-CO?!?!-wrzasnął chłopak-Masz dopiero 16 lat!
-A ty 19.
-Właśnie.
-Simon’iuniu…
-Co?
-Pocałuj mnie…
-Nie mam ochoty.
Parysia zerwała się z ławki.
-A jednak! Nie kochasz mnie!
Ten tekst, proszę wszystkich, właśnie analizuje się sam.
Simon podniósł wzrok. O drzewo stojące blisko nich opierała się, uśmiechając szyderczo, Angelina…
PARIS DEATH
Kocham te spoilerujące tytuły. Właściwie nie trzeba już czytać opka.
-Ej, dziewczyno, mogłabyś nie przeszkadzać? Nie widzisz, że rozmawiam ze swoim chłopakiem?-powiedziała Paris.
-Stul pysk dziwko!!!-powiedziała wkurzona Angelina.Hilton pisknęła i schowała się za plecami Simon’a,
Simon’owi przypomniało się wydarzanie, gdy po felernym pocałunku Angelina powiedziała do niego:
„Jeśli się stąd wydostałeś, zabiję cię. A jeśli stąd nie wyjdziesz, zeżrą cię moje wilkołaki”
Więc dlaczego go nie zjadły, zanim wyszedł?
Paris przerażona spojrzała na Darkness. Jednak po chwili szybko podniosła spory kamień i rzuciła w nią. Ang cudem uniknęła ciosu.
-Tego już za wiele-syknęła, wymierzyła w dziewczynę V-Packere’em i zabiła ją.Zmieniła karabin na Carpat Dragon z trucizną i spojrzała na Simon’a.
Trujący smoczy dywan w akcji. Przynajmniej będzie w co zapakować zwłoki.
A co, jeśli to nie dywan, tylko Smok z Karpat?
-Twoja kolej.
Chłopak przez chwilę stał bez ruchu. Nagle wyciągnął z kieszeni zwykły pistolet i strzelił w Angelinę. Zaskoczona dziewczyna zrobiła unik. Za późno. Z jej ramienia zaczęła sącić się błękitno-czarna krew Szlechetnego w Połowie Nephilim…
Podobało się? Nie? Mnie też nie;)
Ale jednak opublikowałaś. :)
SIMON DEATH
-O kur...-Away zaczął się wycofywać, nadal z bronią w ręce
.Ang lekko machnęła ręką-pistolet wyleciał chłopakowi i grzmotnął go w łeb.
-Ofiara losu-powiedziała drwiąco
Z ust mi to wyjęła.
Widząc, że Simon nadal się cofa, przesunęła swoją mocą leżącą za nim gałąź. Ofiara losu oczywiście się wywaliła. Wykorzystując sytuację, Ang wyjęła Carpat Dragon z trucizną, skoczyła na Simon'a i wstrzyknęła mu ją…
Mam przed oczyma Angelinę trzymającą dywan za rogi, biegnącą w stronę Simona i krzyczącą „pożręęęę cięęę”.
Wybacz, ale mnie wciąż bardziej przekonuje Smok z Karpat.
Trudno. Dziewczyna zmusiła się wypić łyk krwi Paris. Nagle usłyszała głosy...
-To tam, panie władzo. Tam była chyba jakaś szamotanina-powiedział męski głos, który, jak rozpoznała Ang, należał do wścibskiego burmistrza Paryża.
Burmistrz walczył w Paryżu z Dywanem. Obecnie poluje na karpackie smoki.
Ang nienawidzila mieć świadków, szczególnie, jeśli świadkami są burmistrz ze swoją krową i gliną. Weszła na mur, ale nie zamierzała uciekać, tylko poobserwować. Policjant wraz z burmistrzem i jego żoną weszli na placyk.
-Moja córcia!-krzyknęła burmistrzowa, rzucając się do zwłok Paris.
Pan Hilton nie tylko jest właścicielem sieci hoteli, ale także burmistrzem Paryża. Tak oddanym, że nazywa córkę Paris. Wzruszyłam się.
-Nie żyje. Ale ten młodzieniec...może jego da się uratować-powiedział gliniarz, wskazując na ciało Simon'a.
Jego głowa wystawała ze zrolowanego dywanu i patrzyła się tępo.
-Sra ta ta ta-mruknęła Ang.
-Gdyby nie była specjalną agentką CIA, podejrzewałbym Angelinę Darkness, ale to niemożliwe.
– Sra ta ta ta.
Darkness dalej nie słuchała, bo zeskoczyła z muru i ruszyła do kryjówki. Gdy przechodziła koło nocnej apteki, drzwi otworzyły się i wyszła z nich...Lara Croft!
-O, cześć Lara, dawno się nie widziałyśmy. Co tam?
-Nic.
-Jesteś chora?
-Nie...
-Kurtis?
-Nie!
-Winston? Zip? Alister?
-Nie.
– Sara?
-To po jakie licho kupujesz leki w nocnej aptece? I co to za lek, skoro nikt nie jest chory?!
Generalnie, Ang, ty jesteś chora. Na głowę.
- Dobra, nie drzyj japy. To test ciążowy.
-CO??!! Jesteś w...
-Cicho!! Nie wiem, chcę sprawdzić...
-A było bara-bara??
[czas na reklamę: Trent-Manor.Blogspot.Com]
-ANG!!
-Dobra, dobra. Wiem, skąd się biorą dzieci.
Wyskakują z Carpeta?
-Sorry, muszę lecieć.
Alladynka.
***
(Angie zwołała zebranie)
-I co? Pozbyłaś się S.A.?-zapytała Amanda.
Nie, tego bloga usunął mi Onet. :(
-Rany, ze wszystkimi swoimi facetami się puszcza, co on ma takiego w sobie?-mruknęła Kitty.
Ciasny odbyt.
- Jestem Nephilim! Nie w połowie, tylko całkowicie!
-I co z tym zrobisz?
-Chcę wyruszyć do Rewident Evil. Musze być tam jutro o północy.
Zły Rewident pogrozi jej palcem, gdy się spóźni.
-Czemu w godzinę demonów?
-Bo wtedy moja matka wraca nie ziemię. Ona będzie wiedzieć. A teraz wybacz, idę spać.
Bo rzeczy są ważne i ważniejsze.
Wciąż czekam na Saint Mullera.
-Kur…-wrzasnęła Ang spadając z łóżka.
-Następnym razem albo nie będę ustawiać w komórce dźwięk na full, albo będę ją wyłączać rano-mruknęła.Spojrzała na wyświetlacz: Lara Croft.
-Angie, przyjdź do mnie!
-Lara, jest 4 nad ranem-jęknęła zaspana Ang.
Przespałaś powrót matki.
-Mam wynik testu.
-Już lecę!!!-dziewczyna rozłączyła się i wstała z podłogi. (...)
Była bardzo ciekawa wyniku, ale bądź co bądź nie będzie latać po mieście w pidżamie! Wyszła z pokoju, zamykając go na klucz i wyszła z kryjówki. Dom Lary i Kurtisa był kilka przecznic dalej. Gdy Angelina sobie spokojnie szła, nagle zatrzymał ją policjant, który był wczoraj w parku.
Gdyby faktycznie poleciała, może by jej nie zauważył?
-Ma pani prawo zachować milczenie!
-Spierdalaj-warknęła Ang.
Zauważyła, że gliniarz wyciąga broń. W dziewczynie znowu obudziła się chęć walki. Wykopała przeciwnikowi broń i zabiła go.
-Cześć Angie. – Pożegnał się kulturalnie przed zejściem.
-Jesteś w ciąży, a Trent nic o tym nie wie.
-Tak.
-Musisz mu powiedzieć, bo inaczej będzie przesrane.
-Co będzie twoim zdaniem przesrane, Ang?
Dziewczyny obejrzały się. Do mieszkania właśnie wszedł Kurtis…
Gdzie się nagle podziały te wszystkie cudowne instynkty Angeliny? Co jak co, ale Kurtisa to powinna wyczuć na kilometr.
Zapach martwego gliny wszystko zatuszował.
Resident Evil
-Co będzie przesrane?
-Jak sobie zaraz nie pójdę, więc…
-Angelina, przestań udawać głupiego. O co ci biega?-spytał Kurtis patrząc się na dziewczynę jak na kosmitę.
W sumie ma udawać głupiego, a nie głupią, ponadto jest Nefilimem, bytem z „nieba’’. To trochę jak kosmitka.
-O nic-odparła Ang i zwiała.
Dobrze, że nie odleciała. To mogłoby potwierdzić jego tezę.
-O rany, zwiałam. Biedna, biedna Lara-Angie uśmiechnęła się z politowaniem. Po chwili jednak spojrzała na zegarek i mina jej zrzędła.
-Jeepers mnie zabije-mruknęła zrzędząca mina. Była spóźniona. Bardzo spóźniona…
Matka jej tego nie popuści.
-Spóźniłaś się-warknął Jeepers (Jeepers to przyjaciel mamy Ang, który obiecał zabrać ją do R.E.)
-Wiem-odwarknęła.
Ale takiego opka to my chyba nie mieliśmy.
-I ty chcesz zdążyć na powrót…
-Dobrze ci radzę, Jeepers-ZAMKNIJ SIĘ!!!!!!!!!
Dlaczego Narrator krzyczy?
Jeszcze nie przyjechali, a już chcą wracać.
-Po co właściwie chcesz spotkać się z Angel?-spytał Jeepers.
-A co cię to obchodzi? To moja sprawa-warknęła Ang wyskakując z helikoptera. (...) Nagle zegar zaczynał wybijać północ.
-Ang, idź do Scare. Zaprowadzi cię do Angel.
Zaczynam się gubić.
Ja zgubiłam się dawno temu. ¯\_(ツ)_/¯
Nephilim, śmierć i Kitty
-Idź do Scare, ta kurwa, nie zrób se czego.-myślała Angelina wchodząc po kamiennych schodach do świątyni.-Co on sobie myśli, że ja nie potrafię sama znaleźć matki?
Nie, bo zaprowadzi cię Scare, ta kurwa.
Pchnęła kamienne drzwi i weszła do środka. (...)
-Czemu…tu…zawsze…jest…pełno…śluzu…!
-Podpowiedź-bo to świątynia Angel of Darkness?
Poproszę koło ratunkowe.
Ja chcę pół na pół.
Ang przewróciła oczami. Następnie przemówiła słodkim głosikiem:
-Cześć mamo.
-Cześć córko.-usłyszała ironiczną odpowiedź.-W jakiej sprawie się tu zjawiłaś?
Darkness w końcu raczyła się odwrócić. Spojrzała w zimne oczy matki i zapytała:
-Czy jestem Nephilim?
-Ta, jasne. Jesteś, ale w połowie.
-Nie. Czuję, że nie.
Odnoszę wrażenie, że Angelina Darkness to Angel of Darkness, którą w grze jest Lara Croft i na końcu opka dowiemy się, że to wszystko była zbiorowa halucynka jak w Fight Clubie.
-A więc domyślasz się tego, że Joachim to twój ojciec.
-C-co?!! Jak to? Nie pozwoliłabyś, żebym zabiła swego ojca!
A co za różnica, skoro i tak go nienawidziła?
Czy Angelina, dostając moce, straciła pamięć? Przecież w pierwszej części dobrze wiedziała, że Karel to jej ojciec.
-Nie. Nie. Nie. To nie może być prawda.-Angelina zaczęła się cofać.
Zgłaszam plagiat.
-Cóż, życie jest życiem Angie. Myślę, że pora się pożegnać.-Angel podeszła do córki i zimną dłonią dotknęła jej czoła.
Darkness otworzyła czy. Poczuła, że leży na czymś mokrym.
-No nie! KAŁUŻA?! Shiiiiiiiiiiiitttttttt!!!!!!!!!!!!!!!-dziewczyna prędko się podniosła.
Zabiła własnego ojca, matka ją obezwładniła, ale najbardziej przejmuje się, że leży na mokrym. To się dopiero nazywa duch walki i wola życia.
Spostrzegła, że znowu jest w Paryżu. A konkretnie w parku. A jeszcze konkretniej w kałuży.
Wylazła więc z tego gówna i zaczęła iść w stronę kryjówki. Szła, szła i szła przez brudne paryskie ghetto. Wyszła zza rogu i zauważyła, ze przy wejściu nikt nie stoi.
-No nie, a Janice gdzie wcięło?-pomyślała niezadowolona.
Po takim stresie chętnie by sobie z nią ulżyła.
Wyłamała kratę i ułożyła układankę (jeśli chcesz wejść, a Janice brak-jest to konieczne-ot, kolejny głupi pomysł Rayne):
|^^^^^^^^^^^^^^^||......|"\
| ZIMNA WÓDKA..||......||'""|""\__,_
| ______________ ||__..|I__|__I___ |)
|(@) |(@)"""**|(@)(@)********* |(@)
──────▄▌▐▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▌
───▄▄ █ Wywóz ałtoreczki z Oneta
███████▌█▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▄▌
▀(@)▀▀▀▀▀▀▀(@)(@)▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀▀(@)▀
Stuk i szczęk. Otwarte. Ang rozejrzała się, szybko weszła i zamknęła za sobą drzwi. Hm. Brak strażniczek. Poszły z Janice.
-Co tu się pierdzieli?-mruknęła niezadowolona. Po chwili usłyszała głosy Rayne i Bullet Witch.
-Trzeba jej powiedzieć jak wróci. Jej nie można okłamać.-szepnęła Alicja. – Nie to co Kurtisa.
-Tak, ale…
-Ale to najwyższa pora, żebym dowiedziała się, o co tu biega!-powiedziała Ang wychodząc z ukrycia.
Raczej „o co tu lata”.
-Zostałyśmy zaatakowane. Przeżyłam tylko ja, Rayne, Kitty, Selene i Erica. Reszta nie żyje.
-Jesteście pewne, że powiedziałyście mi wszystko?-spytała Darkness podejrzliwie.
Na pewno nie powiedziały, jak do tego doszło.
I co z Janice?
-Nie. Twoja siostra…ona…
-Co z moja siostrą?!
-Jest chora. Bardzo chora, Ang.
"I nigdy nie pozwolić jej odejść..."
Simon Away otworzył oczy i gwałtownie podniósł się na szpitalnym łóżku.
On już praktycznie nie żył, dajcie mu już spokój. :c
Rozejrzał się po sali, pogrążonej w półmroku. (...) Simon uśmiechnął się i wyszeptał:
-I nigdy nie pozwolić jej odejść… Nigdy…
Ale Paris już odeszła. [*]
***
-Jak to, no, no, co to kuźwa ma znaczyć?! Na co jest chora? –wydarła się Angelina.
Koklusz.
Wtedy z pokoju Kitty wyszła Erica i wyszeptała:
-Angie, krzycz ciszej, dobrze? Kitty bardzo boli głowa, a to może się źle dla niej skończyć.
To stąd tu tyle śluzu!
Darkness blada, bez słowa minęła przyjaciółki i weszła do pokoju siostry. Młodsza Darkness leżała w łóżku, bez okularów… Wyglądała jak cień człowieka. Ang serce ścisnęło. Przypomniały jej się słowa, które wypowiedziała jeszcze całkiem niedawno:
– EKHEUEHUEHUEHEUE.
-Siostro… co ci jest?
-Nie wiem.
-Nie byłaś u lekarza?
-Angelina… to zbyt duże ryzyko.
Jeszcze go zarazi.
-Ang…Nasza matka by tego nie chciała.
-Mylisz się. Ona chce, żebyśmy się wspierały.
To jawne pomówienie. Nic takiego nie mówiła.
-Idziemy!
-Nie! Pójdę sama!
-Z Selene!
-No dobra!
Ale tylko do pediatry.
Dziewczyny siedziały w głównej Sali i czekały na powrót Selene i Kitty. Po chwili rozległy się kroki i pojawiła się wampirzyca. Gloomy Angel zapytała:
-I?
-Muszę iść do szpitala.
-Bo?
-Mam ostrą białaczkę szpikową.
Simon jest jedynym pasującym dawcą.
Before Death
Spokojna i opanowana ruszyła równym krokiem za Kitty. Stanęła przed drzwiami i wymówiła jej imię.
- Odejdź – usłyszała w odpowiedzi.
- Nie na taką odpowiedź liczyłam – stwierdziła Angelina.
Nie takiego kokluszu się spodziewałam.
- Daj mi spokój!
- A co z magicznym słowem proszę?
Brak odpowiedzi.
- Zmuszasz mnie do podjęcia drastycznych kroków – ostrzegła.
Przez kolano i w pieluchę!
Darkness westchnęła. Złapała za klamkę, choć wiedziała, że siostrzyczka na pewno się zabezpieczyła.
Nie to co Lara.
- Nie jestem histerykiem! Ale ja umrę! To jest przecież śmiertelne!
- Nie leczone, na pewno.
- W takim razie idę do szpitala – oświadczyła.
- Nie.
Rozwścieczyło to Kitty.
- Jesteś egoistką wiesz?! Dbasz tylko o własny tyłek!
Angelina pokręciła głową.
- Nie o to tu chodzi.
- Taak? A o co?
– Aby zjeść mięsko i zostawić ziemniaczki.
- Taaa, jasne. Chcesz mnie tu zatrzymać i patrzeć na moją śmierć! A przez ten czas będziesz mi wciskać kity, że nasza matka mnie ożywi i…
Zostaniesz kolejną Zombie-Mamą?
- Nie będziesz oskarżać mojej matki. Naszej matki – położyła nacisk na ostatnie słowa Ang.
Czy to nie sugeruje, że siostra Ang jest pół-Nefilimem?
Pół-Nefilimem z białaczką...?
- Nie umrzesz. Rayne zaprowadzi cię do szpitala.
- A ty?
- Będę cię odwiedzać.
- Na pewno?
- Postaram się. Ale nie wiem, co z tego wyjdzie.
Ang pogrzebała przy zamku i otworzyła drzwi. Odwróciła się do siostry i powiedziała:
- Idź.
Poprowadzi cię Rayne, ta kurwa.
Dziewczyna wyszła na mroczną ulicą, którą oświetlało tylko słabe światło latarni, pod którą czekała Rayne.
Pod latarnią. Wszystko się zgadza.
- Białaczka… niedobrze – mruknął doktor, spoglądając na jakąś kartę. – Przykro mi, ale oddział jest przepełniony.
- Bez łaski, pójdziemy gdzie indziej – warknęła Rayne.
Tak to jest, jak się nie ma umowy z NFZ.
- Zaraz, zaraz… - do rozmowy włączył się drugi lekarz. – Spokojnie możemy ją umieścić na oddziale 15… Tam leży tylko ten chłopak po ataku mordercy.
- W sumie… To dobre rozwiązanie. Idź uprzedź pacjenta, że będzie miał towarzystwo. A ty – zwrócił się do Kitty – podaj mi swoje imię i nazwisko.
- Katherine Darkel – zdała sobie sprawę, że Angelina nie byłaby zadowolona z tego, że podała jej nazwisko. W końcu, słyszała w kryjówce jakieś przecieki, że pewien policjant podejrzewał ją o morderstwo…
Te papiery o białaczce i skierowanie do szpitala też miała wystawione na fejkowe dane?
W TV leciał jakiś głupawy teleturniej. Simon wpatrywał się tępo w odbiornik, rozumiejąc piąte przez dziesiąte, bo zajęty był rozmyślaniem. Ale skoro czas był opłacony, niech leci.
Ciekawe, kto Simonowi pożyczył dwa złote?
Spokój przerwał Away’owi lekarz, który poinformował go, że wspólnie z nim na oddziale będzie leżeć dziewczyna chora na białaczkę. Spytał , czy będzie mu to przeszkadzać.
Ale mili ci lekarze. :)
- Ależ oczywiście, że nie – mruknął ze sztucznym uśmiechem. (...) Był samotnikiem. Jak jego ojciec.
To dlatego pięć minut po zerwaniu z Ang związał się z Paris.
„Hospitalizacja”
Rayne trzymała się w cieniu, chowając dłonie w kieszeni czarnego, skórzanego płaszcza, ukrywającego typowy dla dhampirzycy strój.
Lateksowy mundur.
- Zakryj to. Z czym do ludzi? – doradziła jej przed wyjściem pół żartem, pół serio Ang. Też prawda. W lateksowym kombinezonie i ostrzach przytwierdzonych do ramion nie mogłaby nawet kroku postawić, a już by ktoś dzwonił na policję.
Fajnie mieć takich nieogarniętych znajomych. Przy nich człowiek od razu czuje się mądrzejszy.
Blood podniosła głowę i spojrzała na księżyc w pełni. Piękny widok – dawno już przez nią zapomniany… (...) Rayne westchnęła. Miała powoli dosyć takiego życia. Sama się sobie dziwiła, że spędziła tyle czasu uziemiona w jednym miejscu.
Opuściła głowę i spojrzała przed siebie. Mrok ulicy rozjaśniało słabe światło jedynej latarni.
Księżyc zlagował.
To chyba jednak Polska, a nie Brytania ani Francja. Tylko tutaj są gotowi żydzić na latarnie.
Po chwili zza zakrętu wyjechało auto. Bystre oko Rayne rozpoznało
zabytkowego Chryslera Lebarona kabrioleta. Wóz, kiedyś biały, teraz ze starości
i od promieni słonecznych ściemniał i przybrał kolor khaki.
Myślałam, że na słońcu rzeczy blakną. Całe życie w
błędzie.
Kierowca i pasażer wysiedli, wytachali trupa i wrzucili do śmieci.
– A co nasz szefunio planuje? Rozmawiałeś dziś z nim przez telefon, no nie?
– zmienił temat.
- Ta… Cwaniaczek leży w szpitalu i planuje mord. – uśmiechnął się facet. - (...) Da w łapę też pielęgniarce, by wstrzykła jej coś i uśpiła na parę godzin,
do czasu ewakuacji.
Zapłaci w tych wszystkich rozmienionych na TV
dwuzłotówkach.
- Aha. – mruknął gościu, niewiele z tego rozumiejąc. – Ale po kiego wacka
mu ta laska?
Kierowca wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Pewnie chce, żeby też walnęła w kalendarz.
To nie można jakoś... łatwiej?
- Ta… - facio zamyślił się. – Ty! A nie lepiej by było wwalić tego truposza
do ścieków?
- Żartujesz?! – oburzył się jego towarzysz. – Mam się babrać w tym – tu
ostentacyjnie z wyraźnym obrzydzeniem kiwnął głową w stronę wypełnionego po
brzegi śmieciami kontenera – gównie?!
- Aaaa, srał pies. Jedziemy dalej.
Najważniejsze to przykładać się do pracy.
(...)
Przejście otworzyło się, a za nim ukazał się wartownik – Proto. Minęła go
bez słowa i udała się do głównej sali, gdzie siedziały w milczeniu ostatnie
przedstawicielki Gloomy Virgins. Na widok Rayne Selena podniosła głowę i
mruknęła:
- Angeliny nie ma.
- Jak to nie ma? – zirytowała się Blood. – Miała czekać na instrukcje.
Siostra z białaczką też mogła poczekać?
Jakby Ang kiedykolwiek kogokolwiek słuchała.
Lara siedziała w fotelu i czytała gazetę. Chociaż… chyba rozmyślała,
bo jej oczy były utkwione w jednym punkcie.
Albo oglądała obrazek.
Instrukcję zakładania pieluchy.
Myślała o ciąży. Swojej ciąży. Nie spodziewała się, że Kurtis tak to
przyjmie.
Kurtis mógłby przyjąć, że zrobił dziecko komuś innemu.
Raz, dwa, trzy, dziś z Kurtiskiem sypiasz ty!
Zamiast się wkurzyć i zażądać aborcji (czego Croft się spodziewała)
strasznie się ucieszył.
Musi odbudować Lux Veritatis.
Gada tylko o dziecku.
Dlatego Larcia ogląda obrazki, nie może się skupić na
czytaniu przez to ględzenie.
– Będzie aportował Chirugai, nauczę go tych wszystkich
fajnych sztuczek…
Archeolog przypomniała sobie wczorajszą sytuację, kiedy to leżała już w
łóżku, gotując się do snu. Nie było to łatwe, bo Trent cały czas gładził ją po
brzuchu.
- Nie mogę się już doczekać, kiedy będziesz na świecie, Dick – mruknął w
końcu.
Lara zaskoczona zapytała:
- Kurtis, co ty pieprzysz? Jaki znowu Dick?
To już faktycznie lepiej, żeby je abortować.
Trent najspokojniej w świecie odparł:
- Nasz syn.
- Po pierwsze, nie znamy płci. A po drugie, nawet jeśli to chłopiec, nie
będzie nazywał się Dick!
- Dlaczego?
- Wiesz, że to słowo ma drugie znaczenie! (Dick znaczy po angielsku chuj
– przyp. aut.)
– Tak, ale po angielsku, a my prawilnie zamieszkamy w
Pradze. Poza tym i tak mówimy po polsku.
- No tak… Pomyślimy o tym za kilka miesięcy.
Za kilka miesięcy może to słowo straci na znaczeniu…?
Może po tym, jak dziecko usłyszało o swoim przyszłym imieniu, samo utopi
się w wodach płodowych.
Croft uśmiechnęła się pod nosem. Nagle przypomniała sobie, że musi
koniecznie porozmawiać z Angeliną.
– Angelina?! Kurtis obraża mi dziecko!!
Nazywa go siusiakiem!
Sięgnęła po komórkę, wybrała numer i czekała. Dickupa.
Jeszcze raz. To samo. I jeszcze. I jeszcze.
- Gdzie ona znowu polazła? – mruknęła zirytowana Lara. A telefon milczał…
Nawet na dwójkę nie można pójść w spokoju.
W tym samym czasie Angelina spokojnym krokiem szła do szpitala. (...) Poza
tym nie wiedziała, jakie nazwisko podała Kitty. Na pewno nie prawdziwe. Nie
była aż tak głupia. Darkness spojrzała z cienia na dziedziniec za szpitalem,
gdzie znajdowały się okna sal. Stanowczo było za bardzo oświetlone. W dodatku
łaził po nim jeszcze jakiś lekarz obściskując się z pielęgniarką.
Biorąc pod uwagę realia, zapewne było to molestowanie.
Angelina przewróciła oczami. Jej tęczówki odeszły w głąb głowy, a Gloomy
Angel spojrzała na każde z okien białkami oczu.
– Byakugan – mruknęła.
Po chwili już wiedziała, gdzie jest jej siostra. Światło było zgaszone, a
okno otwarte. Czyżby Kitty kogoś się spodziewała? ;)
Tak. Świeżego powietrza.
Jedyny problem, jaki pozostał, to nadmierne oświetlenie i lekarskie
degeneruchy (za dużo oglądam Włatców Móch – przyp. aut.). Wtedy nagle,
nie wiadomo skąd, Ang przypomniały się słowa jej rodziców:
- Jesteś wilkołako-wampiro-pół-nephilim-pół-czlowiekiem-pół-wiedźminem-pół-ninja i Potęgą Mroku.
- Skoro tak – pomyślała – to Mrok, mój przyjaciel, pomoże mi tu i teraz.
Jej ciało znowu zasnuła czarna mgła.
Potęgą Mroku i Dementorem.
A w czerwonych oczach zatańczyły
wesołe ogniki. Gloomy Angel znów wkracza do akcji…
Czekałam na sharingana i mam!
Midnight is hour of nightmare...
Spacerującą po dziedzińcu parę nagle zmroził przenikliwy chłód. (...)
- Co do... - zgasły wszystkie światła. Pielęgniarka pisnęła cicho i wtuliła
się w mężczyznę. Lekarz odruchowo spojrzał w stronę nieprzeniknionej ciemności
przed nim. Czuł, że coś jest nie w porządku. Spojrzał na zegarek. Północ jak w
mordę strzelił.
- Północ jest godziną koszmarów - mruknął pod nosem.
Co za kocie opowiadanie. Też zauważyłaś, że wszyscy tu głównie mruczą?
Mrrr.
Facet ponownie spojrzał przed siebie. Miał wrażenie, że coś się do nich
zbliża. Z każdą sekundą temperatura spadała coraz niżej. Aż w końcu... ustało.
Po prostu. Gloomy Angel ominęła parę i szła dalej prosto do okien.
Szła tiptopami.
Jednym krokiem przekroczyła malutkie ogrodzenie oddzielające krzaki od
chodnika. Doszła do ściany budynku, gdzie najniższe okno było na poziomie
pierwszego piętra. Rozejrzała się. Rynna. Taaak…
O taaaak....
Mrrr.
Podeszła do niej i uchwyciła mocno rękami, po czym podniosła nogi.
Rozpoczęła wspinaczkę, nie spuszczając wzroku z okna…
Skoro jest wilkołakiem, to może wskoczyć, skoro jest
wampirem – może wlecieć, skoro jest Nefilim – może się teleportować, jeśli
jest ninja – również może wskoczyć. Ale wspina się po rynnie jak człowiek. Fuck
logic.
Simon leżał na boku kompletnie zrezygnowany. Nie mylił się co do tej
nowej dziewczyny. Cały dzień marudziła i kaprysiła.
I mruczała, na pewno.
Zależy, co jej zrobił. :D
Typowa słodka Barbie, tyle, że bez blond włosów. Jednak kilka godzin temu
zadziwiła go swoją stanowczością, kiedy to siostra chciała zamknąć na noc okno.
Dziewczyna gwałtownie protestowała. (...)
Nagle coś zaskrzypiało na dworze. Odruchowo wykręcił się i spojrzał w
stronę okna. Przy okazji luknął na Kitty, która gwałtownie się podniosła, jakby
chciała wstać. A na parapecie ukazała się czyjaś dłoń...
Simon raptownie odwrócił się i zamknął oczy.
Taki z niego kozak morderca po tatusiu, a gdy przyszło
co do czego, to tchórzy?
Po chwili ktoś dyskretnie wskoczył przez otwarte na oścież okno i
podszedł do drzwi prowadzących na korytarz, po czym bezceremonialnie je
zamknął.
Przeciąg szkodzi na koklusz!
Następnie Away usłyszał TEN głos. Głos, którego poprzysiągł nigdy więcej
nie usłyszeć, a którego jednocześnie pragnął usłyszeć. Głos, którego
właścicielki nienawidził, a którą jednocześnie wciąż pożądał. Głos Angeliny Voldemorta Darkness…
- No i co, Kitt? - spytała wesoło Gloomy. - Widzę, że nie traktują
cię tu za dobrze?
Kompletnie nie zauważyła leżącego obok Simona,
kompletnie!
- A czemu
uważasz, że traktują mnie tu byle jak?
- Bo: po pierwsze, nie leżysz na specjalnym oddziale…
No tak, bo randomowa nadnaturalna nie może leżeć byle
gdzie.
- Cicho. To nic nie znaczy. Mogli cię odesłać do innego szpitala.
- Ale Rayne nie pozwoliła…
Przecież sama to zaproponowała!
Winę zrzuć zawsze na nieobecnego.
Ile można gadać?! Away powoli zaczynał tracić cierpliwość. Aż trudno
uwierzyć, że minęło dopiero dwadzieścia minut.
- No dobra, ostatnie pytanie. Kiedy mam cię znowu odwiedzić? - spytała
rozbawiona Ang.
- Najlepiej nigdy. LOL, może jutro o tej samej porze?
No LOL! HELOŁ!
Nie rozumiem, czemu nie mogła przyjść za dnia. Przecież i tak nie gadały o niczym istotnym, i zdawały sobie sprawę z drugiego typa w pokoju.
Nagle miłą pogawędkę przerwało gwałtowne szarpnięcie za klamkę zamkniętych
drzwi, a potem następne. Darkness cicho szepnęła do siostry:
- Bay bay maszkaro! - po czym bezceremonialnie wyskoczyła przez okno, za
którym wciąż panował nieprzenikniony mrok.
Totalnie wyobrażam sobie, jak żegna się głosem Czesia.
Prawdziwa Potęga Mroku.
A na dole już czekała na nią pani Frał, żeby zabrać ją
do kozy.
Spadła oczywiście prosto w krzaki, psia mać!, jednak zaraz z fikołka
stanęła na nogi i pobiegła przed siebie.
Opowiem wam dowcip.
Ćwierć-wilkołak-ćwierć-wampir-ćwierć-Nefilim-ćwierć-wiedźmin-ćwierć-ninja i
Potęga Mroku spada prosto w krzaki...
To był skok wiary,
Ćwierć-wilkołak-ćwierć-wampir-ćwierć-Nefilim-ćwierć-wiedźmin, Potęga Mroku (Dementor) i
Assassyn.
Gdy zniknęła z terenu szpitala, latarnie na dziedzińcu znowu zajarzyły się
jasnym blaskiem…
Nie tylko Potęga Mroku i Assassyn, ale także
Dawczyni Światła.
I pewnie jeszcze ma Paszport Polsatu.
- Ae po jaką cholerę zamknęliście drzwi?! - spytała pielęgniarka, która w
końcu dzięki wywołaniu z domu konserwatora dostała się do sali.
- Bo było nam... zimno? - odparła Kitty.
- No, nie dziwię się, jest w końcu 0.45 w nocy. Ale zaraz... po jaką
cholerę okno jest otwarte???
- Ta druga siostra je otwarła.
- To nie jest żadna twoja siostra, dziecko - mruknęła kobieta zamykając je.
Od razu widać, kto tu nie poruchał.
Znudzony chłopak wyjął więc komórkę i wystukał SMS:
Przyszły piątek.
Pamiętajcie.
Darkness poczuje smak swojej krwi.
Simon.
Tak, najlepiej wysłać SMS i się podpisać. To prawie
tak jakbyś wszedł na komisariat i powiedział, że masz w pokoju 10kg zioła.
Z drugiej strony on grozi... Ciemności. Gdybym była
jakąś policjantką i zobaczyła tego SMS-a, pomyślałabym, że dzieciak pisze
jakieś mroczne opko na blożki i zapowiada publikację rozdziału. Czy coś.
Srebrno-czerwony klucz ponownie znalazł się w zamku. Przekręcony
energicznie parę razy otworzył drzwi. Angelina szybko wsunęła się do środka i
zamknęła je kopniakiem. (...) Rayne zaczęła:
- Wiesz co Ang, generator się psuje. Przydałoby się, gdybyś ściągnęła tu
tego, jak mu tam... Sebastiana?
Na dźwięk tego imienia Angelina drgnęła. (...)
- O, nie! Nie chcę, żeby ten esesmaniec tu przyłaził!!!
- Jaki znów esesmaniec? Co ty, Bullet Witch, pitolisz? - Rayne spojrzała na
dziewczynę jak na robaka.
- No, bo w końcu to Niemiec, co nie?
- Rasistka.
I tu wywiązała się kłótnia. Ang dyskretnie ulotniła się z pomieszczenia.
Nie chciała słychać o Sebastianie, o facecie, przez którego nie miała już prawa
nazywać się Mroczną Dziewicą...
Zadziwiające, jak jedna noc potrafi wszystko zmienić, nieprawdaż?
Zapytaj Lary.
Rozdział Ostatni: A Beautiful Die ? Not For You, Miss Darkness...
Czwartek, tydzień później...
- Ale co dokładnie ma siostra na myśli? - spytała niepewnie Kitty, bojąc
się za wcześnie wybuchnąć radością.
– Nie jestem twoją siostrą!
Uśmiech Kitty spełznął z
jej twarzy.
- No, wszystko wskazuje na to, że twój stan się polepsza, panienko - wredna
pielęgniarka, którą poznaliście w poprzedniej części, obecnie była słodka i
miła jak anioł. (...) Ktoś (czyt. Angelina - dop. aut.) jasno oświadczył, że ma godnie opiekować
się Kitt, bo w przeciwnym razie spali jej chałupę.
Wychodzi na to, że jeśli Ang nie będzie godnie
opiekować się swoją siostrą, spali jej dom. Biednemu zawsze piach w oczy, chuj
w dupę i koklusz.
Nawet super moce jej nie uratują.
W dodatku ten ktoś zostawił trochę kaski na zachętę, więc siostra miała
nadzieję, że słodząc dziewczynie we wszystkim znajdzie następnego dnia w
fartuchu coś milszego…
Dwuzłotówkę na TV.
(...) w tym momencie do sali wszedł
ordynator. Spojrzał na Simon'a i zapytał:
- Czy możesz już chodzić, młody człowieku?
Away łaskawie się odwrócił.
– Nje, bo dostałem odleżyn.
- Przejdźmy do mojego gabinetu - i wyszedł.
Simon podniósł się i wsunął nogi w swoje różowe ciapki (takie przynieśli mi
jego genialni wspólnicy, więc cóż miał zrobić... Lepsze to niż latać boso, a
jego duma nie pozwoliła mu mówić o tym pielęgniarce).
[źródełko]
Wyszedł z sali nie patrząc na babę i podążył długim, białym korytarzem. Mijał innych lekarzy i ich pacjentów. Wrzeszczący ze strachu i bólu dziecko nie zrobiło na nim wrażenia - minął je z pogardą. Nie nadawał się na ojca, nie lubił dzieci i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Spojrzał raz jeszcze na swoje różowe kapcie.
Które wcale nie były powodem przerażenia u najmłodszych.
Które wcale nie były powodem przerażenia u najmłodszych.
Młody mężczyzna bez nogi też nie zwrócił jego uwagi. A mógł być przecież w jego wieku.
Ale on zerkał na klapeczki już z zazdrością.
Płacząca kobieta z mężem. Ci już zwrócili jego uwagę. Czuł, że ich zna. Nie wiedział skąd, to było podświadome skojarzenie.
– Dick… Nie, tylko nie to... – pochlipywała cicho kobieta.
W takich chwilach to nawet Dick przestaje mierzić.
W takich chwilach to nawet Dick przestaje mierzić.
Ze szlochów kobiety wywnioskował, że właśnie przedwcześnie straciła dziecko.
Albo wciąż jednak nie podobało jej się imię nowego członka rodziny.
Simon pokręcił głową i poszedł dalej. Teraz mijał staruszków. Tym razem szedł powoli, z szacunkiem. Nie patrzył się na nich, nie chciał, żeby dostrzegli jego współczucie. Chłopak nie wiedział, co się z nim dzieje. Mógł zabić dziecko, nawet niemowlę. Każdego dorosłego człowieka, byle nie w powszednim wieku.
Winston, jako staruszek dość nieszablonowy, poczuł się zagrożony.
Dlaczego? Czuł to gdzieś w swoim wnętrzu, odległym i niezbadanym.
Zwyczajnie miał to w dupie.
Tymczasem starsi ludzie przypatrywali mu się z ciekawością. Oto mijał ich przystojny młodzieniec w za dużej, szarej piżamie i różowych ciapach.
Nowa moda wprawiła ich w osłupienie.
Po chwili zniknął w drzwiach gabinetu dr. Schroeder'a.
– Niemiecki lekarz? – To jest ten moment, w którym Bullet Witch zamyka oburzona opko.
Doktor siedział za swoim biurkiem.
- Rana ci się otworzyła - zauważył przytomnie.
Cóż za przenikliwa diagnoza! Brawo, doktorze!
Oczywiście ordynator nic z tym nie zrobił, bo po co?
- Tak jak bym nie czuł - warknął Away.
- Spokojnie, szefie. Nie ma co się wpieniać.
Simon obejrzał się. Dwójka tych idiotów, co była na jego usługach. Nie zauważył ich na początku. I dobrze, bo sam ich widok sprawiał, że krew zaczęła mu szybciej krążyć i - co za tym idzie - wypływać.
Schroeder zacmokał z niezadowoleniem. (...)
- Obawiam się, że twoi przyjaciele mają lekki niedorozwój, mój chłopcze - mruknął doktor.
Dwa zero dla doktora!! I to bez żadnych wstępnych badań…
Rezolutny. Takich nam trzeba.
- No więc, co do jutra, to dałam na wieczór wszystkim wolne oprócz siostry Child. Zabierze ją do magazynu na tyłach szpitala.
Opowiem wam dowcip. Przychodzi baba do lekarza...
Piątek:
Selena siedziała w sali posiedzeń. Podparła głowę i dłubała nożem w stole. Patrzyła, jak na jej pelerynę sypią się wióry...
- Siema Selene - do pomieszczenia z impetem wpadła Alicja. Spojrzała na dziewczynę badawczo i spytała podejrzliwie:
- A co ty robisz ze stołem?
Sel nie przestała grzebać w meblu i spytała nie podnosząc wzroku:
- Widziałaś Angelinę?
- Od wczoraj? Nie.
- No właśnie...
- Co właśnie?
- Nie widziałaś, jak zareagowała?
- Na co?
Selena gwałtownie podniosła się i spojrzała na Bullet Wicth:
- Na wzmiankę o tym Niemcu - wycedziła.
- Eeee tam.
- Co eee tam, co eee tam? Wszystko wskazuje na to, że…
... a niemiecki lekarz też baba!
BA DUM TSS.
Nie skończyła, bo do sali z impetem wpadła Rayne.
- Kurna! Angelina! Widziałyście ją?
- Nie. A....
- Wsiąkła! Wsiąkła jak kamfora!
- Daj spokój, Rayne! Jest dorosła!
Widziałam jej kapcie pod łóżkiem. Były czarne.
Tymczasem Angelina spokojnie szła do szpitala. Teraz odwiedzała siostrę co drugi dzień, bo zwyczajnie nie miała co robić.
Jak tylko znów znajdzie chłopaka, to o niej zapomni.
Poczuła wibracje w kurtce. Przekręciła oczami.
– Byakugan!
Wyjęła komórkę i, nie patrząc kto dzwoni, wyrzuciła do kosza. Po prostu (jakiś śmieciarz będzie zacieszał).
Będzie, póki go nie złapią tajniacy.
- To kiedy się zobaczymy, panie Schroeder? - spytał Simon, ubrany w robocze ciuchy. Mężczyźni stali na dziedzińcu.
- Dopiero w poniedziałek - odparł doktor. - Ale życzę powodzenia - dodał, patrząc, jak Simon wykrwawia się z otwartej rany.
- Nie dziękuję - odparł Away z uśmiechem. Lekarz odwrócił się i poszedł. Gdy zniknął w mroku, chłopak zawrócił do stojącej przy drzwiach pielęgniarki.
Widać, nie tylko Angelina była Panią Mroku.
Kitty kręciła się niespokojnie. Działo się coś. Najpierw jej sąsiad z sali wyszedł rano, potem szpital opustoszał.
Tylko ona zapomniała wyjść przy pozorowanej ewakuacji pożarowej.
Nie podobało się jej to. Postanowiła uciec. Oderwała wenflon z ręki i usiadła. Zakręciło jej się w głowie, ale wytrzymała i wstała. Nie była na tyle głupia, by uciekać przez korytarz. Podeszła i uchyliła okno. Wyjrzała.
- Stój - usłyszała za sobą.
Nie zareagowała. Przełożyła jedną nogę.
- Powiedziałem stój!!!
Dalej nie reagowała. Cierpliwość Simon'a wyczerpała się.
Młodsza Darkness poczuła COŚ. W brzuchu.
Motylki? Obiad? Gazy?
Dick Lary?
Chwyciła się za niego i poczuła metal.
Żelazo na koklusz? Pierwsze słyszę.
Rtęć? Myślałam, że te czasy już minęły.
Poniosła dłoń do oczu. Spływała z niej czerwona ciecz… Zawróciło jej się w głowie. Straciła równowagę.
No i poleciała.
Plask.
Po chodniku zaczęła płynąć ciepła krew...
Siurb.
Simon podbiegł do okna i wyjrzał. Dokonał celu, choć nie tak go zaplanował.
- Eeeeee!!! Eeeeeej!!!!!! - wrzasnął w stronę magazynu. Jego dwaj goryle wyszli stamtąd. - Zabierzcie ją. Nie, ciule!!! Mój sztylet!!!! Wyjmijcie mój sztylet! OK, dajcie go tu.
Jeden ze sługusów rzucił. W połowie drogi ostrze zatrzymało się, zaczęło spadać i Trafiło w sam środek jego durnego łba ścianę obok okna.
:<
Simon wysunął się, by dosięgnąć broni.
- Ostrożnie, szefie!
- Poradzę sobie! A wy... znikajcie mi z oczu. I nie chcę was już tu widzieć! Schować ją i do domu!
Po drodze jeszcze skasujcie wszystkich tych Bogu ducha winnych przechodniów, którzy słyszeli wasze krzyki.
Kroki rozbrzmiewające po dziedzińcu ucichły. Darkness stanęła przed wejściem szpitala i szybko, ale uważnie potoczyła wzrokiem po szpitalu. Nigdzie nie paliły się światła, NIGDZIE. Włączyła słuch.
Klik.
Poza tym było cicho.
- Za cicho - mruknęła. – Mrrr.
Była doświadczona w takich sprawach. Wyczuwała, jak pies narkotyki, niebezpieczeństwo.
To ja chyba czytam inne opko.
Instynkt kazał jej zawrócić. Niepewnie spojrzała na budynek. Postawiła krok. Potem drugi. Trzeci...
Zdecydowanym ruchem kopnęła drzwi. Interesował ją w tej chwili tylko los siostry, ale nie własny. Zdecydowanie przeszła przez Izbę Przyjęć, mijając sklepik i windę. Zaczęła powoli iść po schodach, trzymając zaciśnięte w pięści dłonie w kieszeniach.
Gdyby zgodnie z planem weszła przez okno, dotarłaby do pokoju siostry szybciej. I może nawet zauważyłaby rozbryzganą wszędzie krew (i goryla z nożem w czole).
Chciałabyś.
Nie miała broni. Tylko ten jeden raz była głupia i nie miała żadnej broni.
Bo kim była wiedźmińsko-wilkołaczo-wampirzo-Nefilimo-ninjo-Potęga (Dementor) Mroku i Assasyn bez beretty na piętnaście naboi?
Doskonale zdawała sobie sprawę, że może być poważnie zagrożona, może nawet więcej niż jej siostra.
Nah, musiałaby być martwa inaczej niż w środeczku.
Weszła na drugie piętro i skręciła w korytarz. Potem następny. W końcu stała przed oddziałem. Odetchnęła głęboko i weszła. Szybko odnalazła salę nr 7. Była otwarta. Łóżko Kitt puste. Zerwana kroplówka bezwładnie wisiała. Kitty nie było.
Nagle Ang w oczy rzucił się błyszczący od krwi parapet. Podeszła, by obejrzeć czerwoną ciecz. Mogła być jej siostry, ale też innego człowieka. Kitty nie miała nic z demona. A szkoda. Można by było łatwo ją zlokalizować, a tak... ?
Z demona jak z demona, a z Nefilim...?
Po obszukaniu reszty pomieszczeń zrozpaczona Angelina szczerze żałowała, że matka poskąpiła jej takiej mocy, jaką posiadał Kurtis Trent - widzenie przez ściany…
Oparła się o ścianę. Osunęła się, przysiadając na zimnej posadzce. Była gotowa zrezygnować.
Ang! Nie poddawaj się! Wypij KOTA!
Ale wtedy przed oczami stanęli jej Oni.
Bracia Mroczkowie?
Matka. Nigdy się nie poddawaj. Najgorszym dla mnie wstydem byłaby niemoc mojej córki.
– I właśnie dlatego nie dałam ci mocy widzenia przez ściany – dodała po chwili.
A byakugan to tylko złudzenie...
Teraz te słowa stale szumiały jej w uszach. Ale to było wciąż za mało, aby mogła walczyć dalej.
Bo wiedźminko-wilkołaczo-wampirzo-Nefilimo-ninjo-Potęga (Dementor) Mroku i Assasyn to zdecydowanie za mało, by pokonać zakompleksionego dzieciaka.
Lecz oto pojawiła się kolejna postać...
Ojciec. Nie jestem twoim ojcem - mawiał. Ang mu wierzyła. Ale kłamał. Był jej ojcem, tym prawdziwym.
- Tyle lat życia w kłamstwie... - szepnęła. - Tyle lat...
- Zrobiłem to, by cię chronić. Kocham Cię córeczko...- to było Jego pierwsze tkliwe słowa skierowane do niej. Wypowiedziane o dekadę za późno.
KIEDY?
Ostatnia postać. Kitty. Ale jaka Kitty.
W wersji Zombie.
Przerażona, zakrwawiona, rozpaczliwie wołająca siostrę. Dopiero ten widok postawił Gloomy Angel na nogi. Postanowiła sprawdzić piwnicę i ... magazyn. Zrobiła straszny majdan w piwnicach. Nic. Zero. Pustka. Pozostał magazyn. (...) Magazyn, jak magazyn, zawalony był gratami. Jakieś półki z lekami, pudła, śmieci i zwisające ciało.
[Przyszłam odnotować jeden z niewielu opisów miejsc akcji w tym tekście].
Co?! Jakie ciało?!
Ang ponownie zwróciła wzrok na wiszącego trupa. Podeszła bliżej, czując, że serce jej wali jak nigdy. Odgarnęła włosy z twarzy wisielca i poczuła, jak przez jej ciało przeleciał zimny dreszcz. Pustymi oczodołami spoglądała na nią własna siostra…
Angelina odskoczyła przerażona. Nieruchome zwłoki pod wpływem jej dotyku zaczęły poruszać się jak wahadło - lewo, prawo, lewo, prawo, lewo…
Trenty [*], pamiętamy
Obudziła się po godzinie, może dwóch, nie wiedziała. (...) Ktoś gwałtownie ruszył ją butem i ironicznie wycedził:
- Wstawaj, kochanie, to nie czas na sen.
Na dźwięk tego głosu dawniej Angelina błyskawicznie odskoczyłaby jak najdalej i władowała w Simon'a całą amunicję.
Ale nie zabrała broni. A przecież wcale nie groziła mu wcześniej, że rozerwie go gołymi rękoma. WCALE.
A Mrok odwrócił się na pięcie i uciekł w stronę zachodzącego słońca.
Spróbowała się podnieść. Awal nie protestował. Spokojnie odczekał, aż stanie przed nim twarzą w twarz. I wtedy zaatakował w najczulszy punkt.
Nowy bohater wkracza w ostatniej sekundzie! Yay!
- Tęskniłem za tobą - zadrwił. (...). podszedł do niej i mocno uderzył w twarz. Gdy Angelina leżała już na ziemi, kucnął nad nią i zapytał:
- Kochałaś swoją siostrę?
– No przecież odwiedzałam ją w szpitalu!
Darkness miała w ustach pełno swojej krwi.
- Uznam to za odpowiedź twierdzącą. Więc, zmartwię cię. Nie będziecie spoczywać w tym samym miejscu. Spaliłem jej zwłoki, gdy spałaś. - Ang poruszyła się. - Ou, zabolało? Trudno. Ty sprawiłaś mi więcej bólu, nie potrafiąc, nie, nie chcąc odwzajemnić mojej miłości.
A potem jeszcze zabiłaś tę drugą, Paris. :(
Angelina nie mogła dłużej wytrzymać. Splunęła mu w twarz całą krwią, którą miała w jamie ustnej. Simon przesunął ręką po swojej twarzy i spojrzał na dłoń. Ujrzał spływającą po niej czarną ciecz.
Polizał ją i przejął wszystkie super moce Angeliny. Teraz już nic nie przeszkodzi mu zawładnąć światem.
Sztylet zatopił się w ciele Gloomy Angel...
Tymczasem dziewczyny wraz z Protem siedziały w kryjówce, czekając z niepokojem na przywódczynię.
Czekaj, coś tam pamiętam z pierwszej części opka… jak to było? BloodRayne jest, jak wiecie, najlepszą przyjaciółką Angeliny. Związały się przymierzem przyjaźni. Oznacza to, że gdy jedna z nich jest w niebezpieczeństwie, druga to wyczuwa.
XD
Z chwilą, gdy sztylet przebił ciało Angeliny, Nephilim przeciągle zawył z bólu i rozpaczy. Reszta gwałtownie się i poderwała i patrzyła bezsilnie na rozdzierający serce widok. Proto umierał ze swoją właścicielką. Chociaż byli daleko, byli jednością. Narodzili się razem, a teraz razem umierają…
To z NIM zawarła przymierzę przyjaźni?!
Całe opko żyłyśmy w błędzie.
Simon wrzucił ciało dawnej ukochanej do magazynu i gwałtownie zamknął drzwi. Nie czuł tryumfu, którego się spodziewał.
Hmm, może następnym razem spróbuję jednak z kimś starym…?
W razie czego może jako przenieść się do Adventures of Alex i wykorzystać też Wintsona.
- Coś ci się popieprzyło w głowie, Away. Chciałeś tego - mruczał niezbyt przekonany sam do siebie. Zabić ją, dzieci, niemowlęcia i niepowszednich staruszków.
- Rayne, Angelina nie żyje.
-Zabiję! Zabiję tego, kto jej to zrobił!!!!!!! - Blood już miała wybiec, gdy Selena ją powstrzymała:
- Weź swoje potrzebne rzeczy. Gdy wyjdziesz na ulicę, podpal kryjówkę.
- A wy?
- Zginiemy. Chcemy się spotkać z przywódczynią, tam - Erica spojrzała w sufit.
Obawiam się, że wiedźmino-wilkołaczo-wampirzo-Nefilimo-ninjo-Potęgi (Dementorzy) Mroku nie trafiają do nieba...
- nie zapomnę wam tego, dziewczyny - mruknęła Rayne, patrząc się na palący budynek. Z daleka słyszała już odgłosy syreny. Odwróciła się i zniknęła w mroku, by wytropić mordercę Angeliny Gloomy Angel Darkness...
Simon Away niespokojnie obejrzał się za siebie. Błądził po ulicach kilka godzin i miał uczucie, że ktoś go śledzi. Ale już niedługo lęk zniknie, wzejdzie słonce...
Przemknął nad nim jakiś cień. Odwrócił się gwałtownie. W tym momencie poczuł kulę przeszywająca jego pierś. Zdążył się jeszcze obejrzeć, by zobaczyć najlepszą przyjaciółkę jego ofiary - BloodRayne, po czym bezwładnie opadł na ziemię.
W sumie BloodRayne jest nie taka w ciemię bita, patrz, Alex. Mówiła, że chce zmienić swoje życie, a więc pozbyła się niezbyt stabilnie emocjonalnych koleżanek, eksperymentów Nefilim, do tego spaliła całą kryjówkę, pozwoliła zginąć potomkiniom Karela (mimo tego, że odczuwała ból Ang – cały czas go ignorowała), pozbyła się też przy okazji młodocianego mordercy… Jedyna protagonistka opka! Kto by się spodziewał?
NA KONIEC CIEKAWOSTKA:
Czy wiesz, że... w tej części opowiadania bohaterowie mruczeli coś 21 razy?
MAMY OCZKO!












Brak komentarzy :
Prześlij komentarz